Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 858 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wywiady: „Problemem endecji po 1989 roku była słabość intelektualna”

poniedziałek, 26 lipca 2010 20:10




Z prezesem Młodzieży Wszechpolskiej Robertem Winnickim rozmawiamy o antysystemowości, neoendecji i socjopatycznym rysie społecznika.

 Fronda.pl: Jak trafiłeś do Młodzieży Wszechpolskiej?

Robert Winnicki*: Poprzez wujka, który był działaczem Ligi Polskich Rodzin. Na przełomie 2001/2002 wręczył mi egzemplarz „Wszechpolaka" - pisma, które wydawała wówczas MW. W 2002 roku pierwszy raz skontaktowałem się z organizacją i rozpocząłem regularną działalność w Lubaniu Śląskim, a od od 2004 roku we Wrocławiu.

Nie zetknąłeś się w pierwszej kolejności z historią, dziełami „klasyków" ruchu narodowego, jak to często bywa?

Historią i polityką interesowałem się już wcześniej, gdzieś od 14-15 roku życia. Wtedy też sprofilowałem się ideowo; w Empiku, we Wrocławiu, podczas wycieczki szkolnej znalazłem pismo „Szczerbiec". Wysłałem wtedy moje pierwsze zgłoszenie; do Narodowego Odrodzenia Polski.

Do NOP? Dlaczego?

Zainteresowanie polityką rozbudziły we mnie bombardowania Jugosławii w 1999 roku. Miałem wtedy 14 lat. To budziło mój opór. Czytałem wcześniej dużo Waldemara Łysiaka, byłem pod wpływem jego krytycznego podejścia do tej kwestii. Wkręciłem się wtedy w antysystemowość, która jednak nie miała zbyt wiele wspólnego z narodową demokracją, raczej z szeroko pojętym patriotyzmem.

Przeciwko bombardowaniu Jugosławii był także Piotr Ikonowicz. Czy gdybyś znalazł w Empiku „Robotnika", to zapisałbyś się do Organizacji Młodzieżowej PPS?

Nie. Moja antysystemowość, sprzeciw wobec tego, co postrzegałem jako amerykanizację, macdonaldyzację, „zgniły zachód", była jednocześnie silnie związana z tradycją i wiarą katolicką. Ruchy lewicowe i socjalistyczne nie wchodziły w rachubę.

Teraz jednak nie jesteś już w NOP.

Bardzo szybko zdystansowałem się od tej organizacji. To, co znalazłem w kolejnych numerach „Szczerbca", zniechęciło mnie. Ówcześnie modny w tym środowisku był sedewakantyzm i pusty radykalizm. Nie uważam, żeby radykalizm w obronie dobrej idei był czymś złym, ale nie może to być prymitywne i radykalne dla samego radykalizmu.

Mimo to odnalazłeś się w MW, która podobnie, jak NOP, uważa się za część ruchu narodowego. Wręcz twierdzicie, że jesteście „ideowym spadkobiercą najlepszych tradycji Obozu Narodowego, przede wszystkim myśli politycznej Romana Dmowskiego oraz innych twórców idei narodowej". To z waszej, nadal obowiązującej, Deklaracji Ideowej. Co to dzisiaj znaczy?

Przede wszystkim to przywiązanie do podstawowych wartości narodowych, jaką jest narodowa kultura, nie jako konstrukt abstrakcyjny, ale mająca swoje zakorzenienie, kultura oparta o tradycję. Jest to dążenie do posiadania narodowego, podmiotowego państwa, potrafiącego realizować na arenie międzynarodowej interesy tego narodu. Po drugie, jest to pewna metodologia myślenia o polityce, sprawach publicznych, myślenia opartego na racjonalizacji sceny politycznej, dystansie, próbie chłodnego oglądu. I rozpoznawania na bieżąco możliwości realizacji interesu narodowego.

Jednak czytając Dmowskiego można odnieść wrażenie, że tak naprawdę nie lubił Polaków i chciałby zastapić ich np. Anglikami.

Jest zasadnicza różnica między krytyką wad Polaków dokonywaną przez Dmowskiego, a odrzuceniem polskości. Kiedyś Cezary Michalski próbował wstawić Dmowskiego w ciąg myślicieli krytycznych wobec polskości. Dmowski rzeczywiście był bardzo krytyczny wobec naszego narodu i nie szczędził mu uwag wytykających przyczyny jego słabości. Jednoczesnie kochał i afirmował naród polski. Istnieje różnica między krytyką zmierzającą do budowy potęgi narodu, a krytyką, która wynika z faktu, że człowiek odrzuca swoją wspólnotę naturalną, czuje się w niej obco i odczuwa ze względu na przynależność do niej kompleksy. Między krytycznym patriotyzmem, a tym, co prof. Bartyzel nazwał kiedyś „oikofobią".

Czyli można być dziś endekiem, mimo, iż Dmowski opublikował swoje ostatnie pisma 90 lat temu?

Oczywiście. Problem z różnego rodzaju ugrupowaniami, stowarzyszeniami, pismami, które po 1989 roku odwoływały się do myśli narodowo-demokratycznej, a niekiedy robią to po dziś dzień, polega na tym, że nie przejęły one metodologii Dmowskiego, ale subiektywnie wybrane i przejaskrawione wnioski, do których Dmowski dochodził w zupełnie innych warunkach, w zupełnie innym świecie, przy zupełnie innym społeczeństwie. Na tym polegała podstawowa słabość tego, co się nazywało ruchem narodowym po 1989 roku.

Będąc endekiem, nie trzeba być rusofilem?

Oczywiście, że nie. Dmowski też nie był rusofilem. Po prostu był politykiem, który w danej sytuacji obrał konkretną opcję geopolityczną, która nie była nawet stricte orientacją prorosyjską, choć tak jest nazywana w historiografii, co raczej orientacją na ententę, wśród której była Rosja, wymieniana przez Dmowskiego jako słabszy z zaborców.

I nie trzeba być też germanofobem?

Oczywiście. Uważam zresztą, że Dmowski także nie był germanofobem. Patrzył na Niemców bardzo trzeźwo, wypunktowywał zagrożenia, idące z ich strony. Nie znaczy to, że nie należy rozważać różnych zagrożeń pochodzących z róźnych stron także dziś. Jednak w polityce nic nie jest dane raz na zawsze, zwłaszcza w dzisiejszej, błyskawicznie zmieniającej się rzeczywistości. I każda filia, fobia, wszelkie -izmy są przez myśl narodowo-demokratyczną odrzucane a priori. Narodowy demokrata nie stara się być doktrynerem, ponieważ prowadzi to do różnorakich fiksacji na jednym punkcie.

Jednak wielu Wszechpolaków mocno podkreśla chęć współpracy z Rosją, niemal za wszelką cenę, nie zauważając zagrożeń płynących ze strony odradzającego się rosyjskiego imperializmu, czy odrzuca wszelką możliwości współpracy z Niemcami.

Nie sądzę żeby problem dotyczył Wszechpolaków, jeśli już, to jakiejś zupełnej mniejszości. Jeśli takie doktrynerskie myślenie się pojawia, to nie jest to myślenie polityczne, nie jest to myślenie kategoriami stworzonymi przez Romana Dmowskiego.

Na pewno spotkałeś się z takim podejściem.

Oczywiście, w szeroko pojętym ruchu narodowym, i nie tylko, zdarza się takie podejście. Bierze się ono ze słabości intelektualnej ruchu po 1989 roku. Różne są głosy na temat tej słabości - wymienia się „okrągły stół", nieobecność ruchu na arenie politycznej i społecznej przez 50 lat. Jednak słabością, jaka została nadrobiona w bardzo niewielkim stopniu i nadrabia się ją właściwie dopiero gdzieś od roku 2000, czy nawet 2005, to słabość intelektualna. Tylko dlatego na przełomie XIX/XX wieku można było zbudować potężny obóz polityczny, że Dmowski, Popławski, Balicki i inni stworzyli ideę opartą na bardzo wnikliwej analizie rzeczywistości. Część narodowców po 1989 roku nie chciała odwoływać się do rzeczywistości. Reprezentowała myślenie życzeniowe i była zresztą w tym bardzo podobna do Adama Michnika, zauważył to bodaj Ziemkiewicz. Zarówno niektórzy narodowcy, jak i naczelny „Gazety Wyborczej" przewidywali, że polskie społeczeństwo po 1989 roku będzie żywcem, jak z zamrażarki, przeniesione sprzed II wojny światowej. Narodowcy mieli nadzieję na narodowe, bogoojczyźniane społeczeństwo, Michnik z kolei się go bał i zajadle zwalczał i zwalcza wszystko, co mogłoby je przypominać - zarówno nadzieje, jak i obawy, okazały się płonne.

Ale przecież sami narodowcy, o których mówimy, nie byli przeniesieni z tego okresu.


Tak, ale narodowcy w III RP nie dysponowali żadnymi narzędziami oceny rzeczywistości innymi niż te, które pozostawiła im narodowa demokracja sprzed 1939 roku. Po tym czasie w myśli narodowej - prócz jakichś bladych ech, tuż po wojnie Doboszyński trochę pisał, zanim zabili go komuniści - nic przełomowego się nie pojawiło.


A po 1989 roku?


Ja takiego przełomu nie widzę.


Ruch narodowy bazuje teraz tylko na pismach sprzed 1939 roku?


Bazował. Na szczęście zaczął się ruch intelektualny związany przede wszystkim z powstaniem takich pism, jak Myśl.pl, czy Polityka Narodowa. Wbrew niektórym moim starszym kolegom uważam, że to jedne z najdonioślejszych dzieł ruchu narodowego po 1989 roku. Wcale nie sukcesy parlamentarne, ponieważ one były krótkotrwałe, a skutki dla samego ruchu bardzo dyskusyjne. Zresztą doświadczenie parlamentarne pokazało, że bez zaplecza intelektualnego i społecznego perspektywa dyskontowania sukcesu jest bardzo krótka. Są środowiska, które bardzo przeżyły 2007 rok - klęskę, wydaje się że trwałą, Ligi Polskich Rodzin - i nie mają tego czym zastąpić.


Musicie tworzyć swoją myśl od podstaw?


Niekoniecznie, możemy przecież sięgać do naszych korzeni. Czytając Dmowskiego i innych klasyków z I połowy XX wieku nie na zasadzie poszukiwania wniosków, tylko metod, jakimi do tych wniosków dochodzili. Nie można jednak także korzystać z tych samych narzędzi interpretacji rzeczywistości, bo i rzeczywistość się zmieniła. Nakładając te same kalki, możemy dojść do nieadekwatnych wniosków. Nie mówiąc już o tym, że jednak te 80-90 lat temu zdecydowanie prościej bylo formułować pewne zasadnicze tezy, bieżące dyrektywy polityczne. Sytuacja społeczna, gospodarcza, międzynarodowa, zmieniała się wolniej i w sposób bardziej wyrazisty, prostszy do zdefiniowania, niż dziś.


Dziś przykładowo przedefiniowane jest pojęcie suwerenności.


Otóż to. Jeszcze w 2003 roku, kiedy walczyliśmy przeciwko akcesji Polski do Unii Europejskiej, bardzo mocno odwoływaliśmy się do pojęcia suwerenności i niepodległości. To było oczywiście z punktu widzenia pryncypiów słuszne, ale już wtedy czuliśmy, że coś jest nie tak, że to już inna suwerenność, niż ta, jaką mieliśmy 80-90 lat temu. Uważam, że pojęcie podmiotowości politycznej, które promuje „Teologia Polityczna", jest dużo bardziej elastyczne, bardziej odpowiada dzisiejszym czasom, które nazywam czasami „ameby". Postmodernistyczna rzeczywistość polityczna caly czas zmienia swój kształt. Podmiotowość polityczna jest pojęciem wielowymiarowym, dużo bardziej odpowiadającym rzeczywistości, niż suwerenność. Ta jest pełnią władzy na danym terytorium. Zaryzykuję stwierdzenie, że żadne z państw na świecie obecnie nie cieszy się pełnią władzy na swoim terytorium, nie licząc może Korei Północnej (śmiech), ale to już ekstremalny przypadek.


Nie możecie posługiwać się wnioskami endecji sprzed 90 lat, nie możecie nawet posługiwać się większością narzędzi, które ona wówczas wykorzystywała. Co wam zostaje? Podstawowe zasady stojące u fundamentów narzędzi? Realizm polityczny to jednak chyba za mało, by mówić o neoendeckości - endecja nie była jedynym nurtem, który posługiwał się tym pojęciem.


Ale tylko ona potrafiła połączyć to pojęcie ze skutecznością polityczną i „czuciem narodu". To, że Dmowski miał pewne wyobrażenie o tym, jaki naród powinien być, popadał w pewien konstruktywizm, nie znaczy, że żył w oderwaniu od nastrojów społecznych, nastawienia, kondycji narodu. Realizm polityczny w innych wydaniach, choćby konserwatywnym, zdaje się tego nie uwzględniać. Mam wrażenie, że konserwatyści - przynajmniej niektórzy - zdają się dziś nie dostrzegać na przykład, że masy weszły na trwałe jako podmiot do polityki.


Na przykład kto?


To się przewija u Korwin-Mikkego, w niektórych enuncjacjach Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. Oni myślą, że gdy zdepolityzuje się masy, to wtedy będzie można przywrócić tradycyjny porządek. To jest dość archaiczne. Masy zostały spolityzowane w XIX wieku i nie widać na horyzoncie czynnika, który mógłby to zmienić. Coraz większą rolę odgrywają media, mamy do czynienia z powszechnym dostępem do informacji, powszechną edukację - to cały czas pogłębia upolitycznienie mas, upolitycznienie życia każdego człowieka. Poza tym jestem przeciwnikiem walki o „prawo do indywidualizmu"; to co realnie jest dziś zagrożone to życie człowieka we wspólnocie i więzy wspólnotowe, a nie wolność jednostki.


Ale są też środowiska republikańskie, które obudziły się mocno po 10 kwietnia, które właśnie wskazują na wagę wspólnotowości. Widziały w tragedii smoleńskiej zaczyn do rozbudzenia poczucia wspólnoty w Polakach. Nie ukrywajmy, że odwołują się one także do konserwatywnego, czy chrześcijańskiego etosu.


Też jestem konserwatystą w znaczeniu społecznym, obyczajowym. Nowoczesny republikanizm i konserwatyzm nie może się odwoływać wyłącznie do elit jako jedynego czynnika sprawczego w polityce. Oczywiście duch republikański, wspólnotowy po 10 kwietnia jest bardzo ważny, ale to mało. To chwytliwy sztandar polityczny, ale skuteczny tylko przez chwilę. Trzeba budować na szerszej podstawie.


Jak po 2007 roku odnajdujecie się na scenie politycznej?


Nie jesteśmy podmiotem politycznym i nasze odnajdywanie się na scenie jest wynikiem doświadczenia z lat 2001-2007, głębokiego związania się ze strukturą partyjną, które dało nam oczywiście pewne profity. Najważniejszym z nich było zetknięcie się z realną polityką. Tego często brakuje wielu środowiskom integralnej prawicy - poprzez brak tego kontaktu mają tendencję do odlotów, fiksacji. Stawiają kosmiczne postulaty w stosunku do tego, co się dzieje w rzeczywistości. My teraz wracamy do naszej podstawowej funkcji, czyli do formacji młodego pokolenia, kształtowania idei i myśli. Chciałbym, by Młodzież Wszechpolska spełniała to swoje podstawowe zadanie. Jeśli pojawi się poważna siła polityczna, czy jedna z istniejących sił politycznych będzie w stanie ideowo nam odpowiadać, będziemy mogli ją wesprzeć. Ale nigdy nie wrócimy do sytuacji, w której MW jako środowisko jest czynnikiem rozgrywającym (sama będąc rozgrywana) w partii politycznej. To było złe, generowało wiele patologii, przede wszystkim dla MW.


Jak wyglądają teraz wasze relacje z LPR?


Na szczeblu oficjalnym nie istnieją. LPR jest formacją pod względem struktur szczątkową, a w przestrzeni publicznej nie istnieje. Trudno mówić o współpracy, bo tu nie ma za bardzo z kim współpracować.


Należysz do LPR?


Nie.


A należałeś?


Brałem udział w pracach LPR na poziomie powiatowym, kiedy jeszcze uczyłem się w liceum w Lubaniu Śląskim.


Ruch narodowy zawsze miał polityczną reprezentację. W ostatnich wyborach nawet nie mieliście własnego kandydata na prezydenta.


To pochodna tej słabości ruchu, która ciągnie się od 1989 roku. Istnienie ruchu nie jest celem samym w sobie. My dążymy do celu, a tym celem jest Polska. Jeśli ruch narodowy ma ideę narodową ośmieszać, sprowadzać do wąskiego, partyjnego interesu, ma być ruchem, który nawet nie potrafi swoich idei wyartykułować we współczesnym świecie, taki ruch nie ma sensu. Trzeba wtedy szukać innej formuły działania, być może innych ludzi.


Nadal nie do końca rozumiem Twojego sceptycyzmu wobec okresu zaangażowania się MW w „rozgrywanie" w LPR. Przecież to był czas największego rozgłosu waszej organizacji, partia wspomagała was sporymi pieniędzmi, zasiliło was wielu nowych członków...


Na pewno nie uważam tego okresu za zgubny. Był w pewnej mierze potrzebny środowisku, choć uważam, że była to bardzo kosztowna lekcja. Bardzo wielu ludzi wartościowych odeszło wówczas ze środowiska MW tylko dlatego, że lojalność partyjna, postrzegana w bardzo restrykcyjny sposób - chyba nawet bardziej, niż dzieje się to dziś w Prawie i Sprawiedliwości, czy Platformie Obywatelskiej - decydowała o wszystkim. Można było wyobrazić sobie sytuację, w której osoba, która nie zdradziła podstawowych ideałów, nie „sprzedała" się innej formacji politycznej, a miała inne poglądy na pewne niuanse, styl prowadzenia polityki, mogła na trwałe wypaść ze środowiska. Podstawową patologią, którą wówczas zaobserwowałem, był fakt, że wykorzystano głęboką, bezkrytyczną ideowość młodych ludzi, do gry partyjnej, bardzo cynicznej i brutalnej. To nie jest zarzut wobec samej gry partyjnej, bo ona we wszystkich ugrupowaniach wygląda mniej więcej tak samo, ale tu dodawano do tego wysoką motywację ideową. To powodowało, że wielu bardzo młodych kolegów albo stawało się szybko cynikami, albo...


...wypadało z gry.


Tak. Wypalali się, rezygnowali z działalności, rozstawali się w bardzo złej atmosferze. Dlatego zaznaczam, że nigdy nie będzie mojej zgody na to, by MW była strukturą, którą rozgrywa się jakąkolwiek partię.


Wtedy na pewno też było łatwiej o nowych członków, ponieważ szły za tym polityczne konfitury.


Ilość osób, o których wiem, że wstąpiły do MW ze względu na miraż konfitur, jest znikoma. Największy przypływ członków nastąpił w okresie 2002-2003. To było związane przede wszystkim z polaryzacją stanowisk w społeczeństwie wobec kwestii Unii Europejskiej, powodowało, że byliśmy widoczni. Ale konfitury polityczne zgarniały przede wszystkim osoby, które zaangażowały się wcześniej. Tutaj nie mogę zarzucić moim starszym kolegom, że zaangażowali się w ruch koniunkturalnie, gdyż ci, którzy na sukcesach LPR skorzystali, angażowali się jeszcze w czasie, kiedy działalność narodowa była czysto ideowa i non profit. To, że często korzystali z tych konfitur bardzo nieumiejętnie, to już inna sprawa.


Czym przyciągacie teraz młodych ludzi?


Przede wszystkim naszą wyrazistością. Wiąże się ona czasami ze stereotypami, szufladkowaniem, jednak nie będziemy z owej wyrazistości rezygnować.


Zgłaszają się do was ludzie szukający ekstremistycznych przygód, skinheadzi?


Tak, ale to sporadyczne przypadki. Zresztą teraz bardzo szybko wypadają poza obieg działania organizacji. Pobudki, jakimi się kierują ludzie, wstępując do MW, są bardzo różne. To, co ich łączy, to patriotyzm, wyrazistość w jego ukazywaniu i szeroko pojęta antysystemowość, sprzeciw wobec demoliberalizmu. To ma różne akcenty. Typowo endecki, narodowy, katolicki, tradycjonalistyczny, chęć pogłębienia znajomości historii, czy chęć prowadzenia działalności społecznej.


Dużo ludzi do was teraz przychodzi?


Zgłoszeń mamy dużo, ale nasze społeczeństwo jest mało „uspołecznione". Z mojej paktyki wynika, że na dziesięć zgłoszeń połowa osób nie chce później nawiązać kontaktu, spośród tych osób udaje się ściągnąć 2-3 na jakąś akcję, po roku zostaje jedna. By zbudować liczące 10 działaczy koło, trzeba przefiltrować ponad 100 osób. To trochę orka na ugorze, ale nie ma innej metody.


Czy działalność społeczna w ogóle może dziś przemówić do młodych ludzi?


Skoro istnieją różne organizacje, które lepiej, lub gorzej funkcjonują, to znaczy, że są ludzie, do których ich działalność jest adresowana. To są jednak zazwyczaj organizacji niszowe. Mam teorię, że w Polsce młody człowiek, który się w cokolwiek angażuje ideowo, musi mieć w sobie jakiś, drobny chociaż, rys socjopatyczny (śmiech).


Dlaczego? Przecież raczej w działalność społeczną angażują się ludzie rozumiejący innych ludzi.


Ale model uspołecznienia w Polsce jest taki, że ludziom jest wszystko jedno. „Normalny" człowiek, przeciętny Polak, tego po prostu nie robi, nie angażuje się w jakąkolwiek działalność. Jak już coś robi, a zwłaszcza jeśli jest to polityka, albo coś z okolic polityki, to pierwsze naturalne pytanie otoczenia brzmi „a co ty z tego masz?" Trzeba sobie powiedzieć, że w Polsce jest bardzo wiele patriotycznego frazesu i patriotyzmu typu „piknikowego", ale osób, które realnie są gotowe poświęcić coś ze swojego życia na rzecz Ojczyzny, jest jak na lekarstwo. Działacz MW w moich oczach nabiera wartości dopiero wtedy, gdy widzę, że ze względu na działalność potrafił zrezygnować z czegoś, co było dla niego ważne. Jeśli na rzecz Polski, ruchu narodowego czy MW potrafi poświęcić jedynie z tego, „co mu zbywa", to nie jest to dla mnie osoba dobrze rokująca na przyszłość. Jeśli ktoś się w coś angażuje, jest w pewien sposób napiętnowany. Dlatego jest takie zagrożenie, że tak mocno ideowa działalność stanie się w pewien sposób subkulturowa, gdy tworzymy getto własnych pojęć, kalk i kręcimy się wokół własnych wyobrażeń, a nie realnego świata. Idea narodowa to zespół wartości, które sytuują nas dzisiaj na pozycjach antysystemowych. Potrzebujemy do działalności jednostek bardzo wysokiej jakości, ludzi „wysokiej próby", bo jesteśmy w sytuacji, w której stoimy w rozkroku pomiędzy ideą, a koniecznością życia w obcym nam, w dużej mierze świecie, z którym musimy współdziałać i do którego musimy wyjść. Ludziom ciężko jest znieść takie napięcie i dlatego brną w dwie ślepe uliczki: pełna kolaboracja z demoliberalizmem, albo ideowy „odlot", fiksacja na jakimś punkcie. My proponujemy drogę trudną, wąską, krętą i wyboistą, ale taką, która zapewnia zanurzenie w idei przy jednoczesnym twardym stąpaniu po ziemi.

Rozmawiał Stefan Sękowski


*Robert Winnicki - Prezes Zarządu Głównego Młodzieży Wszechpolskiej. Pochodzi z powiatu zgorzeleckiego, absolwent LO im. Adama Mickiewicza w Lubaniu Śląskim. W latach 2003-2006 prezes oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w Zawidowie. Członek-założyciel Komitetu Polski Wrocław. Studiuje, pracuje i działa społecznie we Wrocławiu.

Źródło: Fronda

Podziel się
oceń
0
0


Licznik odwiedzin:  245 998  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O bloogu




Czołem Wielkiej Polsce!

Witamy na bloogu "Kronika Narodowa".
Bloog w swym zamyśle, ma być czysto informacyjny. Znajdziecie tu relacje z inicjatyw/ akcji praktycznie wszystkich środowisk i organizacji szeroko pojętego Obozu Narodowego. Nie zapomnimy jednak o działalności nacjonalistów spoza granic naszego kraju i artykułach oscylujących wokół tematyki ideologiczno – historycznej.
Jesteśmy otwarci na współpracę z wszystkimi środowiskami narodowymi. Przy czym, z całą stanowczością stwierdzamy, iż nie interesują nas jakiekolwiek antagonizmy organizacyjne... CWP!

Redakcja

ZASADY PRZEDRUKU Z KN: ZASADY PRZEDRUKU - LINK

Kontakt: kronikanarodowa@wp.pl

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 245998

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości