Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 307 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

EWO-PP: Razem do wyborów w 2010 r.! - uchwała Rady Naczelnej EWO-PP

niedziela, 31 stycznia 2010 16:08


EWP-PPSzanowni Państwo,  

   Europy Wolnych Ojczyzn - Partia Polska zgodnie z uchwałą Rady Naczelnej, która zebrała się dnia 30 stycznia 2010r. w Kielcach
wystosowała apel do środowisk niepodległo- ściowych, wolnościowych, konserwatywnych i demokraty- cznych o sprawną konsolidację przed wyborami prezyde- nckimi i samorządowymi.  

Będąc partią ideową nie patrzymy na politykę przez pryzmat osobistych korzyści, czy animozji. Gotowi jesteśmy uczestniczyć w każdym projekcie, który będzie sprzyjał wzmacnianiu naszej suwerenności państwowej, obronie tradycyjnych wartości, racjonalizacji systemu demokratycznego oraz wzrostowi konkurencyjno- ści rodzimych firm.  

Tekst naszego apelu znajdą Państwo w załączniku do niniejszego maila.  

Z poważaniem
Jan Szczepankiewicz Przewodniczący EWO - PP


 

Apel Europy Wolnych Ojczyzn - Partii Polskiej

do środowisk niepodległościowych, wolnościowych, konserwatywnych i demokratycznych
wystosowany w związku ze zbliżającymi się wyborami Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej oraz wyborami samorządowymi.

 
Zgodnie z uchwałą Rady Naczelnej Europy Wolnych Ojczyzn - Partii Polskiej, która zebrała się dnia 30 stycznia 2010r. w Kielcach, - wzywamy wszystkie podmioty życia publicznego, deklarujące przywiązanie do suwerennej Rzeczypospolitej, tradycyjnych narodowych wartości, a także szeroko rozumianej wolności - do natychmiastowego podjęcia stosownych kroków w celu racjonalizacji i konsolidacji działań związanych ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi oraz samorządowymi.


Powaga Rzeczypospolitej, etyka działań politycznych, a także zdrowy rozsądek nakazują nam wystawienie uzgodnionego wspólnego kandydata, który otrzymałby w pierwszej turze znaczącą ilość głosów, zaś w drugiej zachował się w każdym przypadku (także w sytuacji, gdyby do tej tury nie wszedł) w sposób godny i racjonalny.

Jest jeszcze dostatecznie dużo czasu, by dokonać stosownych uzgodnień i wykreować kandydata powszechnie szanowanego, nie uwikłanego w szkodzące jego wizerunkowi zdarzenia oraz zdolnego do niezależnych działań na rzecz naszego narodowego państwa.

 
W przypadku wyborów samorządowych EWO - Partia Polska optuje za stworzeniem rokującej na przyszłość wspólnej formuły, która na początku będzie realizowana w celu zdobycia udziału we władzach lokalnych, dalej zmierzając do dobrego gospodarowania na danym terenie z racjonalnym i uczciwym wykorzystaniem pieniędzy podatnika - pozyskanych, lub odzyskanych ze wszystkich możliwych źródeł finansowania.

W sytuacji, gdy zaistnieją inne okoliczności apelujemy o mądre wykorzystanie wszystkich możliwości współpracy z podmiotami umownie lokowanymi po prawej stronie sceny politycznej w celu zrealizowania zasadniczych celów wyborczych, czego następstwem będzie dalsza możność podjęcia działań pozytywnych dla dobra społeczności lokalnych, rozumianych jako część dbałości o ogólnonarodowe dobro wspólne.

 
Kielce, 30 stycznia 2010 r.

 
Jan Szczepankiewicz

Przewodniczący EWO - PP

 

Wojciech Papis

Wiceprzewodniczący EWO - PP

 

Marek Kramarski

Wiceprzewodniczący EWO - PP


Podziel się
oceń
0
0

LPR: Stanowisko Ligi Polskich Rodzin w sprawie kryzysu gazowego i eksploatacji tego surowca w Polsce

niedziela, 31 stycznia 2010 15:49


   Liga Polskich Rodzin domaga się od rządu Donalda Tuska wyjaśnień dotyczących wszystkich okoliczności związanych z kryzysem gazowym w Polsce pod koniec 2009 roku i na początku 2010, jak również ze sporem o nową polsko-rosyjską umowę w sprawie gazu.  

Polskie społeczeństwo ma prawo do pełnej informacji nie tylko o cenach tego surowca i realizowanych dostawach oraz przyczynach ich ograniczeń, ale również o uruchomieniu ich zapasów, a także o obecnej ich wielkości. Żądamy jednocześnie pełnej informacji o podpisanej 28 stycznia br. między PGNiG-iem, EuroPolGazem i Gazpromem umowie stanowiącej podstawę porozumienia międzyrządowego w sprawie dostaw rosyjskiego gazu do Polski. Dokumenty towarzyszące tej umowie, a nade wszystko objęty nią okres czasu, cena samego surowca i jego tranzytu winny być jawne. 


Jeśli prawdą jest, że umowa przedłuża kontrakt jamalski do 2037 roku, mielibyśmy do czynienia ze świadomie dokonanym dalszym uzależnieniem gazowym od Rosji. Byłoby to posunięcie wyjątkowo skandaliczne wobec rozpoczętych w Polsce poszukiwań gazu łupkowego przez obce firmy, głównie amerykańskie giganty paliwowe. Arogancja wobec społeczeństwa, jaką wykazują w tym wypadku polskie władze, cofa nas do czasów PRL.


Świadectwem równie wielkiej arogancji jest sprawa koncesji dla obcych firm na wydobywanie gazu łupkowego. W Polsce państwo jest jedynym właścicielem i jednocześnie dysponentem wszystkich złóż, które znajdują się pod ziemią. Dopuszczanie obcych firm do eksploatacji gazu łupkowego w momencie, gdy podpisywana jest umowa na dostawy gazu z Rosji aż do roku 2037, oznacza wydobywanie polskiego gazu dla zagranicznego odbiorcy. Jest to działanie na szkodę Polski, noszące znamiona zgody na kolonizację jej złóż gazowych. Polskie społeczeństwo nie może się na to zgodzić. 


Domagamy się raportu rządowego w sprawie przyznanych koncesji oraz ich unieważnienia. Domagamy się od opozycji sejmowej ? nade wszystko od PiS-u, uchodzącego za ugrupowanie patriotyczne ? zajęcia stanowiska w tej sprawie. Uważamy, iż koncentrowanie uwagi mediów, polityków oraz środowisk opiniotwórczych na aferze hazardowej, a ostatnio na rezygnacji Donalda Tuska z kandydowania w wyborach prezydenckich, jest świadomą grą, mającą na celu ukrycie działań na szkodę Polski.


Witold Bałażak, Anna Raźny, Mirosław Orzechowski

Źródło:
lpr.org.pl


Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: Wyniki I edycji Konkursu na najlepszą inicjatywę w Ruchu Narodowym - 2009 r.

niedziela, 31 stycznia 2010 8:23




Czołem Wielkiej Polsce!

   Z wielką przyjemnością chcielibyśmy ogłosić wyniki „Konkursu na najlepszą inicjatywę w Ruchu Narodowym 2009 r.".

Konkurs dobiegł końca, spośród 10-ciu finałowych inicjatyw, Jury złożone z wszystkich uczestników konkursu zakończyło „burzliwe obrady", postanawiając przyznać 3 pierwsze miejsca następującym inicjatywom i jej pomysłodawcom:

I. „Szkoła Letnia Młodzieży Wszechpolskiej 2009" - Młodzież Wszechpolska

II. „ONR Podhale potrzebującym" -
Obóz Narodowo-Radykalny Podhale

III. „Manifestacja 11 XI A.D. 2009" -
Obóz Narodowo-Radykalny

Inicjatorom przekażemy lub prześlemy pocztą okolicznościowe dyplomy zaś wszystkim uczestnikom Konkursu dziękujemy za udział we wspólnej zabawie, która - i tu jesteśmy co do tego wręcz przekonani - w mniejszym lub większym stopniu zbliży do siebie poszczególne środowiska narodowe.



Redakcja Kroniki Narodowej


Podziel się
oceń
0
0

Pisma: Nowy numer pisma "Opcja na prawo" Nr 2/98, luty 2010

niedziela, 31 stycznia 2010 8:18

DEMOKRATYCZNY TOTALITARYZM?
Od Redakcji
Epitafium dla demokracji -  Stanisław Michalkiewicz
Demokratyczna krucjata -  Patrick J. Buchanan
O demokracji, demolatrii i tradycji -  Arkadiusz Meller
Fetysz demokracji -  Łukasz Adamski
Demokracja po unijnemu -  Tomasz Cukiernik
Totalitarna demokracja według Talmona -  Damian Leszczyński
Nauka piwowarstwa -  Piotr Tadeusz Waszkiewicz
Rządy hien nad osłami -  Edward Leszczyński
O demokracji, czyli jak popijać kawior bełtem -  Rafał A. Krzycki

POLSKA
Zardzewiałe państwo -  Krzysztof Ligęza

KRÓTKO
Atomowo-energetyczne bezpieczeństwo -  Adam Maksymowicz
Pożegnanie przyjaciela - Krzysztof Gulbinowicz (1956-2009) -  Romuald Lazarowicz

ŚWIAT
Niemcy, Rosja, Chiny -  Tomasz Gabiś
Poezja i proza kolei żelaznych -  Wojciech Grzelak
Osama rozdaje karty Obamie -  Natalia Dueholm
Chiny w Kopenhadze -  Tytus Sierakowski
No aid for Africa -  Maciej Malicki SVD
Lato na antypodach -  Paweł Kucfir

IDEE

KRÓTKO
Okupacja trwa -  Krzysztof Komenda

HISTORIA
Kazimierz Pułaski - polsko-amerykański bohater niepodległościowy -  Antoni Lenkiewicz
„Kawaler jałtański" Stanisław Mikołajczyk -  Tomasz Serwatka
W sprawie Mackiewicza, Józefa! -  Grzegorz Eberhardt

KSIĄŻKI
Kult państwa -  Arkadiusz Meller
Polityka, wojna, narkobiznes -  Zbigniew Nowicki
Szalona Sara -  Natalia Dueholm
Po rewolucji... czas uzurpatorów -  Adrian Nikiel
Potomkowie morskiej bestii -  Adrian Nikiel

FELIETONY
PiS za JOW? -  Jerzy Przystawa
Amerykańska Mamuśka (XVIII): Głowy (Pożegnanie z cyklem) -  Zuzanna Waszkiewicz-Simon
Reorientacja -  Jerzy Pawlas
Niebezpieczny przemysł -  Stanisław Michalkiewicz
A będzie jeszcze gorzej... -  Tomasz Cukiernik
Prawo do niechęci -  Damian Leszczyński

Źródło: opcja.pop.pl
Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: ZChN przestaje istnieć

niedziela, 31 stycznia 2010 8:06


   Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe - partia, która na polskiej scenie politycznej funkcjonowała od 1989 roku - przestaje istnieć - informuje PAP. Pod koniec stycznia, ze względu na błędy proceduralne została wykreślona z rejestru partii politycznych.

 O wykreśleniu ZChN zdecydował na wniosek Państwowej Komisji Wyborczej Sąd Okręgowy w Warszawie, który prowadzi rejestr partii politycznych.


Jak powiedział PAP szef ZChN Marian Papis, decyzja PKW była podyktowana niezłożeniem sprawozdania finansowego partii w określonym ustawowo terminie. "To znaczy my złożyliśmy sprawozdanie, ale na złym druku, co nie zostało uwzględnione" - podkreślił. Jak dodał, ZChN ma prawo odwołać się od decyzji sądu z czego w najbliższym czasie skorzysta.


Papis zaznaczył, że pomimo tego, iż partia przestaje istnieć pod obecną nazwą, jej członkowie nie chcą kończyć swojej działalności. Dlatego - jak podkreślił - Zjednoczenie połączy się z ugrupowaniem, z którym dotychczas współpracowało, czyli z Chrześcijańskim Ruchem Samorządowym. Dodał, że decyzja jeszcze nie została podjęta ostatecznie, ale wszystko wskazuje na taki rozwój sytuacji.


Nowa partia przyjmie prawdopodobnie nazwę Chrześcijański Ruch Społeczny.


Były działacz ZChN i b. prezes tego ugrupowania, obecnie europoseł PiS Ryszard Czarnecki powiedział , że ma do ZChN-u osobisty sentyment. "Pomimo, że to ugrupowanie przestaje istnieć, to i tak w pamięci będziemy mieli osiągnięcia z lat 90." - mówił. Jego zdaniem, partia ta ma już trwałe miejsce na kartach historii polskiej polityki.


Z powodu rozwiązania ZChN żal wyraził inny były polityk tej partii - wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski (PO). Jednocześnie podkreślił, że ugrupowanie to faktycznie nie ma realnego wpływu na polską politykę od 10 lat. Przypomniał, że z ZChN wywodzi się wielu zasłużonych dla Polski polityków.


Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe powstało w 1989 roku. Założycielami ZChN byli m.in. działacze NSZZ "Solidarność", Niezależnego Zrzeszenia Studentów i młodzieżowych organizacji katolickich. W wyborach parlamentarnych w 1991 r. ZChN zdobyło 49 mandatów w Sejmie i 9 w Senacie. Marszałkiem Sejmu został ówczesny prezes stronnictwa Wiesław Chrzanowski.


Kolejny sukces wyborczy działacze ZChN odnieśli w 1997 roku, kiedy współtworzyli Akcję Wyborczą Solidarność. Działaczami stronnictwa byli m.in. Marek Jurek, Kazimierz Marcinkiewicz czy Ryszard Czarnecki.


W 2007 roku ZChN przestał samodzielnie funkcjonować. W rok później ZChN został ponownie zarejestrowany z uaktualnionym statutem. W marcu tego roku odbył się w Łodzi Zjazd Krajowy. Nowym prezesem został łódzki radny, Marian Papis. Według niego, stronnictwo liczy obecnie 1350 członków.


Źródło:
PAP/ myslpolska.info


Podziel się
oceń
0
0

PR: Marek Jurek gotowy do startu w wyborach prezydenckich

niedziela, 31 stycznia 2010 7:57


   Jestem gotów do startu w wyborach prezydenckich, ale decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła - powiedział przewodniczący Prawicy Rzeczypospolitej Marek Jurek na konferencji prasowej w Krakowie.

"Jestem gotów kandydować na urząd prezydenta. Mam świadomość, że decyzję w tej sprawie trzeba podjąć w bliskim czasie, ale zostawiłem sobie jeszcze czas na rozmowy ze środowiskami społecznymi i politycznymi, które chcą przedstawić swoje poglądy w tej sprawie i chcą poprzeć moją kandydaturę, ale też z takimi, które być może mają innych kandydatów" - wyjaśnił lider Prawicy Rzeczypospolitej.

Obradująca w sobotę w Krakowie Rada Naczelna Prawicy Rzeczypospolitej wystosowała apel "do wszystkich środowisk społecznych i osób pragnących naprawy polskiego życia publicznego i odbudowy ideowej prawicy" o poparcie kandydatury Marka Jurka w nadchodzących wyborach prezydenckich.

Według Jurka może się okazać, że premier Donald Tusk ogłosi swój start w wyborach prezydenckich w późniejszym czasie; a na razie się z tym wstrzymał, bo znajduje się w niekomfortowej sytuacji. "Premier Tusk nie chce być kandydatem na prezydenta wtedy, gdy jego bliscy współpracownicy będą przesłuchiwani w komisji śledczej" - wyjaśnił przewodniczący Prawicy Rzeczypospolitej.

Lider PR zauważył też, że PiS, jako główna siła opozycyjna nie podjęła próby odwołania Donalda Tuska ze stanowiska po ujawnieniu tzw. afery hazardowej. "Wolała mieć jako głównego przeciwnika politycznego niewiarygodnego premiera. Wolała grillować niewiarygodnego premiera na wolnym ogniu komisji śledczej, zamiast walczyć o dobry rząd dla Polski" - powiedział.

Jurek zaznaczył, że jest gotów do startu w wyborach prezydenckich biorąc pod uwagę także fakt, że najprawdopodobniej będzie to oznaczało walkę wyborczą z Lechem Kaczyńskim. "Prezydent dziś chce być dosyć nieokreślonym prezydentem wszystkich, natomiast swoich wyborców w wielu sprawach zawiódł i tutaj po prostu potrzebna jest zmiana" - ocenił.

Skrytykował m.in. wypowiedź prezydenta Kaczyńskiego w Davos na temat możliwości wprowadzenia w Polsce waluty euro w 2015 r."Jeżeli będę kandydował w wyborach na urząd prezydenta RP, jeżeli wygram wybory, to złotówka przez najbliższe 5 lat będzie bezpieczna" - zadeklarował Marek Jurek.

Pytany przez dziennikarzy o komentarz do wykreślenia ZChN z listy partii politycznych powiedział, że "nie przypisuje dużej rangi temu wydarzeniu", bo organizacje działające pod nazwą ZChN po 2000 r. jedynie nawiązywały do tradycji zjednoczenia z lat 90-tych.

"Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe zapisało bardzo ważną kartę w historii polskiej prawicy, ale jego działalność to tak naprawdę lata 90. Potem to już miało innych charakter" - podsumował Jurek, który w tamtym okresie był działaczem ZChN.

Źródło: PAP


Podziel się
oceń
0
0

Świat - Ukraina: W.Juszczenko tym razem uhonorował wszystkich członków OUN i UPA

sobota, 30 stycznia 2010 9:37


  W.Juszczenko tym razem uhonorował wszystkich członków OUN i UPA

   Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko podpisał 28 stycznia dekret o uznaniu za uczestników ruchu narodowowyzwoleńczego członków wszystkich formacji wojskowych i organizacji politycznych, walczących o niepodległość Ukrainy w XX wieku, w tym OUN i UPA.
 Informację podajemy za Ośrodkiem Studiów Wschodnich

 Źródło: myslpolska.info.pl


Podziel się
oceń
1
6

Inne org. - WMO: Wspólnota Małych Ojczyzn, Prawica RP i UPR razem do wybrów w kujawsko-pomorskiem

piątek, 29 stycznia 2010 15:07


   Unia Polityki Realnej, Prawica RP  oraz  Wspólnota  Małych Ojczyzn w województwie kujawsko - pomorskim zadekla- rowały wspólny start w wyborach samorządowych. Deklaracja dotyczy wyborów na szczeblu samorządu województwa, samorządu miast i powiatów, a także gmin wiejskich.


Formuła porozumienia ma charakter otwarty i jest skierowana do tych sił i organizacji społecznych, które zechcą wspólnie, bez ideologicznego bagażu, w oparciu o potencjał lokalny, zadbać o interesy wspólnot samorządowych.


Deklaracja wspólnego startu w wyborach samorządowych, to wyjście naprzeciw oczekiwaniom i głosom tych mieszkańców województwa kujawsko-pomorskiego, którzy szukają dla siebie nowej oferty i jakości, wolnej od centralnego sterowania, opartej na ludziach zakorzenionych w swoich wspólnotach, dających rękojmię niezależności i zaangażowania w sprawy lokalne.


Deklarację o współpracy podpisali: w imieniu UPR Paweł Skutecki (po. Szefa oddziału bydgoskiego UPR), Marcin Brachowski (pełnomocnik Prawicy RP w okręgu bydgoskim) oraz Maciej Eckardt (prezes stowarzyszenia Wspólnota Małych Ojczyzn).


- To oczywiste, że do wyborów musimy iść w szerszym porozumieniu. Samorządy zasługują na to, by były w nich reprezentowane środowiska, które nie przenoszą na grunt lokalny warszawskich kłótni i politycznego zacietrzewienia. Jestem optymistą. Liczę na dobry wynik wyborczy - powiedział dla naszego portalu Paweł Skutecki (UPR)


- Cieszę się, że łączymy siły. Nasi sympatycy na to czekali. Przed nami dużo pracy, ale wiadomo, że razem jest raźniej i łatwiej. Jestem bardzo zadowolony z tego porozumienia. Czekamy na następne organizacje - stwierdził Marcin Brachowski (Prawica RP)


- To początek jednoczenia przed wyborami samorządowymi środowisk, którym razem jest po drodze. Dajemy sygnał, że chcemy być razem. Składamy sensowną ofertę wyborczą tym, którzy są zmęczeni polityką agresji i wyniszczenia. Wyciągamy rękę do środowisk i konkretnych ludzi, którzy szukają dla swojej aktywności miejsca, a nie znajdują go w obecnej ofercie politycznej. Jak na początek jest całkiem dobrze, za chwilę będą dołączać następni - Maciej Eckardt (Wspólnota Małych Ojczyzn).


Źródło:
www.ojczyzny.pl


Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: Przemyślenia po dyskusji Jacka Bartyzela i Adama Wielomskiego pt. "Czym jest legitymizm?”

piątek, 29 stycznia 2010 10:17

 
   27 stycznia 2010 roku w warszawskiej restauracji „Świętoszek" odbyła się dyskusja panów prof. prof. Jacka Bartyzela i Adama Wielomskiego pt. Czym jest legitymizm? Dyskusja była kolejną odsłoną ciągnącego się od pewnego czasu sporu o treść i zasadność legitymizmu, który toczą obydwaj adwersarze, a w który zaangażowane jest też szersze środowisko monarchistyczne.

 Spotkanie rozpoczęło się wprowadzeniem prof. Jacka Bartyzela, w którym przedstawił interpretację legitymizmu opartą na ustaleniach poczynionych w doktrynie hiszpańskiej i francuskiej, a rozróżniającą pomiędzy legitymizmem wykonywania i legitymizmem pochodzenia, czy też legitymizmem teologicznym a legitymizmem naturalnym, które to rozróżnienia łączą się, najogólniej rzecz ujmując, z treścią władzy i wyłonieniem jej podmiotu w zgodzie z historycznie ukształtowanymi prawami zwyczajowymi danego narodu. Obydwa wymiary legitymizmu, zdaniem prof. Jacka Bartyzela, pozostają ze sobą integralnie związane nadając w równym stopniu treść temu pojęciu, przy czym reguły określające sukcesję władzy pozostają w służbie zasad wskazujących na powinności władców.


Adam Wielomski zakwestionował tak szeroką definicję legitymizmu, argumentując, że jest ona oparta na bezzasadnym przeniesieniu w realia polskie siatki pojęciowej specyficznej dla języka hiszpańskiego i zachowującej sens tylko w jego ramach. Zdaniem prezesa KZM, rozróżnienie na legitymizm teologiczny i naturalny w nauce francuskiej jest stosunkowo nowe, sięga najprawdopodobniej nieledwie roku 2006, gdy ukazał się drukiem Manifest legitymistyczny, będący zbiorowym opracowaniem teoretyków związanych z Unią Kół Legitymistów Francji, nie znajduje jednak uzasadnienia w całościowo traktowanej tradycji francuskiego legitymizmu, którego praktyka kazałaby raczej skonstatować przyznawanie w nim pierwszeństwa zasadzie „pochodzenia" niż „treści" władzy przy określaniu jej prawowitości. W przypadku tradycji hiszpańskiej, dopuszczającej pozbawienie praw do tronu władcy niewypełniającego powinności nakładanych nań przez dziedziczenie korony, istotnym elementem jest to, iż - w przeciwieństwie do języka polskiego - w języku hiszpańskim, dużo mniej popularne jest rozróżnienie pomiędzy „legitymowalnością" władzy, którą Wielomski utożsamia z hiszpańskim pojęciem „legitymizmu wykonywania", a prawowitością jej pochodzenia, dla której określenia używa z kolei, podpierając się przy tym definicją Bartyzela podaną w opracowaniu „Legitymizm. Historia i teraźniejszość", właśnie terminu „legitymizm". Argumentując następnie służebność tak zawężonego pojęcia legitymizmu wobec legitymowalności czy też prawowitości wykonywania władzy, odmówił Wielomski bycia rzeczywistym legitymistą każdemu zajmującemu podobne stanowisko, a więc również sobie samemu, prof. Bartyzelowi i przywoływanym przez niego, a określającym się mianem legitymistów, hiszpańskim tradycjonalistom-karlistom, niejako domyślnie ograniczając tym samym zjawisko legitymizmu do tradycji francuskiej.


Z konkluzją taką nie zgodził się Jacek Bartyzel, stwierdzając, że legitymizm można pojmować zarówno jako jedynie ustalone prawem zwyczajowym i specyficzne dla danego narodu zasady sukcesji tronu, jak i szerzej - w powiązaniu z wartościami, które winny przyświecać panującym i służba którym winna być kryterium uznania ich władzy za prawowitą.


Obydwaj dyskutanci zgodzili się, że niecelowa byłaby uniwersalizacja konkretnych dla danego narodu reguł sukcesji tronu, gdyż te nawarstwiają się stopniowo w procesie rozwoju historycznego i zazwyczaj odpowiadają szczególnym warunkom i tradycji, w środowisku których przyszło im się kształtować. Obaj zgodzili się także w swym odrzuceniu politycznego konstruktywizmu, w przypadku legitymizmu mogącego przybierać formę „dekretowania" reguł następstwa tronu, nie będących wówczas tworem historii i tradycji, w które wciela się „mądrość narodowa", lecz efektem swoistego rodzaju inżynierii. Odpowiadając na jedno z pytań z sali, Jacek Bartyzel poczynił rozróżnienie pomiędzy zasadami określającymi dziedziczenie a zasadami sukcesji tronu, elementów tych pierwszych doszukując się w polskiej tradycji z czasów panowania władców z dynastii piastowskiej. Obydwu dyskutantów w pewną konfuzję wprawiło zagadnienie „prawa do oporu" i wskazanie podmiotu uprawnionego do przesądzania o tym, czy w danym przypadku doszło już do naruszenia praw Boskich i praw królestwa, a zatem czy władca stał się tyranem, przeciw któremu można zastosować „prawo do oporu". Dla prof. Wielomskiego autorytetem uprawnionym do rozstrzygania w podobnych sytuacjach może być Kościół katolicki (z czym, jak się należy domyślać, zgadza się oczywiście prof. Bartyzel), ani jednak on, ani jego adwersarz nie odpowiedzieli jednoznacznie, jak należy oceniać przypadki, gdy panujący zostaje uznany uzurpatorem i pozbawiony praw do tronu decyzją świeckiego ciała uzasadniającego swą decyzję łamaniem spisanych lub ujętych w tradycji narodowej praw królestwa, czy nawet - jak niekiedy się to zdarzało - zagrożeniem stwarzanym przez niego dla racji stanu. Żaden z uczestników dyskusji nie wyjaśnił przekonująco, jak uniknąć w takim kontekście subiektywizmu i czym właściwie podobna sytuacja różni się od klasycznego demokratycznego głosowania.


*****


Jeśli miałbym pokusić się o własne przemyślenia na ten temat, wskazałbym chyba na szczególnego rodzaju ograniczenia wyobraźni i percepcji, którym podlega mający choćby nawet konserwatywne czy tradycjonalistyczne przekonania współczesny politolog (lub w ogóle osoba zainteresowana polityką). Dla większości z nas świat Tradycji znany jest jedynie z nielicznych dostępnych pism samych tradycjonalistów, częściej zaś z poświęconych ich myśli opracowań lub dzieł historycznych. Naszą codziennością jest społecznie zatomizowany świat demoliberalny, w którym tradycyjne pojęcia dobra wspólnego, powinności, Tradycji, nawet narodu czy społeczeństwa pozbawione zostały znaczenia oddającego organiczny, wspólnotowy, ukierunkowany ku sacrum charakter ich rzeczywistych desygnatów. Terminami tymi zaczęto opisywać „nie-rzeczywistość" demoliberalną, co sprawiło, że tradycyjnie uformowane społeczeństwo wraz z duchową konstytucją i mentalnością ludzi żyjących w tworzących je wspólnotach, stały się dla nas w dużym stopniu niezrozumiałe. To z kolei sprawia, iż ahistorycznie przenosimy mentalność i mechanizmy społeczne miotające współcześnie żyjącymi, wypranymi z kultury i zbuntowanymi przeciw Tradycji masami, na żyjące dawniej w ideowym kosmosie Tradycji społeczności Starej Europy. Oczywiście, jak w przypadku każdej ustrukturyzowanej wewnętrznie grupy, także trwałość tamtych społeczeństw uwarunkowana była funkcjonalnością i adaptacyjnością spajających je instytucji, jednak właśnie wielość i długotrwałe oddziaływanie tych instytucji wywierało skutek, iż społeczeństwa takie, nawet w wypadku przejściowych owych instytucji zaburzeń, a takim mogło być pojawienie się na tronie uzurpatora, niejako siłą inercji, na zasadzie homeostazy, powracały do pierwotnego stanu uporządkowania relacji pomiędzy ich elementami. Społeczeństwo tradycyjne, interpretowane przez pryzmat teorii systemowej, byłoby więc systemem samoorganizującym się, czyli zdolnym do utrzymania i podnoszenia stopnia swego uporządkowania, także w obliczu zaburzeń procesów transformacji, za które uznać by należało pojawienie się na tronie uzurpatora. W praktyce człowiek Tradycji, którego świat ideowy i sposób myślenia przeniknięte były ową Tradycją, będącą jedyną znaną mu rzeczywistością, działał konstruktywnie, porządkując i ukierunkowując swoją aktywność tak, by przybliżała do Ładu zarówno jego samego, jak i cały znany mu świat, którego to Ładu obraz odciśnięto w jego duszy. Zupełnie inaczej zachowuje się człowiek współczesny, nie znając już ani idei Ładu, ani też nie rozumiejąc Tradycji, kieruje się ideologicznymi złudzeniami, partykularnymi interesami lub mniej lub bardziej uświadamianymi sobie instynktownymi popędami. Oczywiście, także ludzie Tradycji nie byli wolni od takich słabości, gdyż skłonność do grzechu istnieje w człowieku zawsze in potentia, tym niemniej w rzeczywistości, w której wciąż żywą była kultura, ubezpieczała ona człowieka przed aktualizacją tej potencji. Dlatego właśnie wszystko to, co we współczesnym społeczeństwie jest trudne do wyobrażenia, czyli na przykład wystąpienie jakiejś korporacji czy innego rodzaju ciała zbiorowego w obronie zagrożonych praw i porządku, w świecie Tradycji w ograniczonym stopniu staje się możliwe. W wypadku ewentualnej restauracji monarchicznej, obdarzenie współczesnych parlamentów czy jakiejkolwiek zorganizowanej zbiorowości „prawem do oporu", byłoby czynnikiem zdecydowanie zagrażającym stabilności królestwa, podczas gdy w rzeczywistości niespustoszonej jeszcze niszczycielskim huraganem Rewolucji mogło ono, będąc obwarowanym stosownymi zastrzeżeniami, spełniać funkcję regulacyjną.


Na koniec tej części wywodu warto wyciągnąć konsekwentnie narzucający się wniosek: w warunkach restaurowania czy też kształtowania na powrót uprzednio zniszczonego (w sferze materialnej - rzecz jasna, gdyż w sferze idealnej trwa on niewzruszenie) Ładu, konieczna staje się nieograniczana ani „prawem do oporu", ani żadną podobną barierą, „dyktatura królewska", która dopiero wraz ze stopniowym porządkowaniem społeczeństwa, ewolucyjnie mogłaby przekształcać się w spajaną zasadami legitymizmu tradycyjną monarchię stanową, jaką znamy z podręczników historii i która wówczas byłaby oczywiście ograniczana przez nawarstwiające się z upływem lat kolejne pokłady odkrywanej na nowo Tradycji.


Po wysłuchaniu dyskusji, nasuwają mi się jeszcze dwa pytania, na które zadowalających odpowiedzi nie usłyszałem. Z tymi kwestiami skierować się powinienem raczej do prof. Wielomskiego, gdyż to jego wypowiedź, będąc krytyczno-polemiczną wobec koncepcji legitymizmu, zobowiązuje go poniekąd do wyjaśnienia rodzących się w związku z tym problemów. Z tego właśnie powodu, nie chciałbym, aby spotkanie będące inspiracją dla napisania tego tekstu zakończyło dyskusję o legitymizmie.


Otóż, jeśli przyjmiemy definicję legitymizmu proponowaną przez Adama Wielomskiego, czyli ograniczającą go do określonych zwyczajem praw następstwa tronu - czym on się w zasadzie będzie różnił od legalności? Można oczywiście odpowiedzieć, że władza legitymistyczna to władza wyłoniona w zgodzie z prawem zwyczajowym, podczas gdy władza nielegitymistyczna, czyli nie dająca się uzasadnić prawem zwyczajowym, może być zarazem legalna w świetle prawa pozytywnego, pozostającego rozłącznym lub sprzecznym z prawem naturalnym i mogącego być stanowionym na przykład przez organ nie posiadający do tego stosownych uprawnień lub powstały na sposób samozwańczy. Byłby jednak taki wniosek chyba powierzchownym, bo cóż się stanie, jeżeli prawo zwyczajowe okaże się sprzeczne z prawem naturalnym, zaś prawo narzucane „odgórnie" i z pominięciem partykularnej tradycji danej wspólnoty z nim zgodne? Czy legitymizm nie jest więc w przyjętej przez prof. Wielomskiego interpretacji jedynie legalnością odnoszoną do sfery następstwa tronu? Idąc tropem argumentacji samego Wielomskiego, czy w takim wypadku jest sens „mnożyć byty ponad potrzebę" i wprowadzać pojęciowy zamęt zastępując w tym konkretnym przypadku termin „legalność" terminem „legitymowalność"?


Kolejne zagadnienie chciałem podnieść nie tyle w formie pytania, ile zastrzeżenia. Pozostając na gruncie zawężającej znaczenie legitymizmu definicji prof. Wielomskiego, i tak nie sposób, jak zrobił to kilkukrotnie jej autor, nazwać go „nieistotnym", „mrzonką" czy „chimerą". Jeżeli bowiem myślimy poważnie o restauracji monarchii dziedzicznej - a jako dla monarchistów-tradycjonalistów powinno być to dla nas celem - nie da się pominąć rozstrzygnięcia zagadnienia następstwa tronu koniecznego dla trwania takiej monarchii. Nie potrafię wyobrazić sobie dziedzicznego monarchy, który wobec perspektywy następstwa tronu po swojej śmierci nazywałby legitymizm „mrzonką" i choćby sam przed sobą traktował go jako coś zupełnie nieistotnego. Z tego samego powodu, trudno mi zrozumieć monarchistę, który w swojej publicystyce wyśmiewa się z legitymizmu. Jak zatem prof. Wielomski wyobraża sobie restaurację monarchii dziedzicznej, która pozbawiona swego legitymistycznego rdzenia (czyli wedle własnej interpretacji Wielomskiego: historycznie wykształconych w prawie zwyczajowym danego ludu reguł następstwa tronu), nie przeszłaby do historii wraz ze śmiercią pierwszego władcy? Czym taka monarchia różniłaby się od konserwatywnych autorytaryzmów, spełniających, podobnie jak ona, warunek „legitymowalności", nie wykształciwszy zasad sukcesji władzy?


Choćby więc z powodu wskazanych wyżej komplikacji rodzących się przy kwestionowaniu zasadności legitymizmu, ja sam uważam legitymizm za nieodzowną komponentę prawdziwego monarchizmu i osobiście za legitymistę się uznaję, podporządkowując oczywiście to, co prof. Jacek Bartyzel nazywa „legitymizmem pochodzenia", temu co nazywa „legitymizmem wykonywania", zaś co Adam Wielomski woli nazywać „legitymowalnością". 


* Z góry przepraszam za ewentualne przeinaczenia lub nieścisłości w przywoływanych wypowiedziach obydwu Dyskutantów. Przebieg spotkania odtworzyć mogę niestety wyłącznie z pamięci, nie dysponując notatkami ani nagraniem. Ronald Lasecki

Źródło: legitymizm.org


Podziel się
oceń
0
0

Świat - Grecja: Aresztowania autonomicznych nacjonalistów

czwartek, 28 stycznia 2010 17:59


   W minioną sobotę na ulicach Aten doszło do starć pomiędzy autonomicznymi nacjonalistami a policją i tzw. "antyfaszystami". Środowiska skrajnie lewicowe i homoseksualne zorganizowały w Atenach manifestację, która nie obyła się bez kontrmanifestacji miejscowych nacjonalistów.

   W pewnym momencie doszło do krótkiego starcia, po którym nastąpił policyjny atak na nacjonalistów w wyniku którego zatrzymanych zostało 44 działaczy, w tym 15 nieletnich (jeden z nich ma zaledwie 13 lat). Wiadomo, iż "antyfaszyści" złożyli w prokuraturze zeznania obciążające zatrzymanych, przez które jeden z nich - Dimitris Papageorgiou wciąż jest przetrzymywany w areszcie. Pozostali zatrzymani są już na wolności, jednak zostali objęci stałym dozorem i nie mogą opuszczać kraju przez najbliższe kilka miesięcy.

Źródło: autonom.pl


Podziel się
oceń
0
0

Muzyka: Forteca na 4 miejscu notowań listy przebojów "To Brzmi"!

czwartek, 28 stycznia 2010 9:36


 Forteca na 4 miejscu notowań listy przebojów "To Brzmi"!

 Dziękujemy za wszystkie głosy oddane na nas w To Brzmi-Lista. Dzięki nim jesteśmy na czwartym miejscu, jednak nie chcielibyśmy się poddawać, dlatego wciąż liczymy na wasze wsparcie.

 Dla ułatwienia możecie oddawać głosy przez sondę prowadzoną na stronie:
TVP Katowice - SONDA. Z góry dziękujemy za Wasze wsparcie.

 Z pozdrowieniami zespół FORTECA.

 Źródło:
Forteca


Podziel się
oceń
0
0

ONR: Prokuratura bez dowodów ws. manifestacji nacjonalistów

czwartek, 28 stycznia 2010 9:12

 
  Śródmiejska prokuratura przesłuchała już ponad 100 policjantów w śledztwie dot. nawoływania do nienawi- ści na tle różnic narodowościowych, rasowych i wyznaniowych podczas manifestacji ONR, która odbyła się 11 listopada 2009 r. w Warszawie. Przeanalizowała też policyjne materiały - na razie nie ma jednak dowo- dów pozwalających na postawienie komukolwiek zarzutów.

"Sprawa jest trudna, bo nie ma bezpośredniego dowodu. Przeanalizowaliśmy m.in. nagrania wykonane przez funkcjonariuszy z oddziałów prewencji. Nie widać na nich osób, które wykonywałyby gesty hitlerowskiego pozdrowienia. Z ponad 100 przesłuchanych policjantów, tylko dwóch stwierdziło, że widziało takich manifestantów, nie potrafili ich jednak rozpoznać" - powiedział PAP szef śródmiejskiej prokuratury Robert Myśliński.

Prokuratura zwróciła się też o pomoc do telewizji relacjonujących protest - m.in. TVN24, Polsatu i TVP, ale jak zaznaczył Myśliński tylko TVP dysponuje materiałami, które mogłyby być interesujące dla prokuratorów. "Czekamy na ich udostępnienie" - dodał.

Śledczy zamierzają teraz przesłuchać w charakterze świadków antyfaszystów, którzy organizowali kontrdemonstracje. Liczą, że być może oni będą mogli wskazać osoby nawołujące do nienawiści na tle różnic narodowościowych, rasowych i wyznaniowych podczas demonstracji ONR.

Śledztwo w tej sprawie wszczęto w połowie listopada. W manifestacji zorganizowanej 11 listopada ubiegłego roku przez aktywistów Obozu Narodowo-Radykalnego uczestniczyło kilkaset osób, które wykrzykiwały m.in. "Precz z żydowskim szowinizmem!", "Precz z żydowską okupacją". Odpaliły też kilka stadionowych rac, skandując: "Wielka Polska katolicka" i "Nie płakałem po Wejchercie".

Pod pomnikiem Dmowskiego kierownik ONR Artur Ziemkiewicz miał - jak donosiły później media - powiedzieć: "Miejmy nadzieję, że za rok w Polsce nie będzie dwóch, trzech czy czterech manifestacji narodowych 11 listopada. Miejmy nadzieję, że będzie jedna, która wstrząśnie posadami tego demoliberalnego syfu. Jedna porządna, która zmiecie to wszystko jak tajfun". Po tych słowach - według świadków - wyciągnął przed siebie wyprostowaną prawą rękę w geście hitlerowskiego pozdrowienia, na co w ten sam sposób odpowiedzieli mu pozostali uczestnicy zgromadzenia.

Manifestację ONR próbowali zablokować antyfaszyści - w efekcie czego doszło do przepychanek z policją. Zatrzymanych zostało w sumie 14 antyfaszystów - siedmiu z nich usłyszało zarzuty naruszenia nietykalności i napaści na funkcjonariusza.

Ultraprawicowy Obóz Narodowo-Radykalny powstał w 1934 r., ale po trzech miesiącach działalności został rozwiązany. W 1993 roku organizacja została reaktywowana, zarejestrowano ją w 2003 r. - po wykreśleniu ze statutu odwołań do przedwojennego Obozu Narodowo-Radykalnego.

Pomnik Dmowskiego ma dla aktywistów z ONR szczególne znaczenie. Roman Dmowski był głównym ideologiem polskiego ruchu narodowego i głosił m.in. pogląd, że szczególnym zagrożeniem dla polskich interesów narodowych są Żydzi. Odsłonięcie jego pomnika w Warszawie - w listopadzie 2006 r. - wywołało falę sprzeciwu, zwłaszcza środowisk lewicowych. List protestacyjny do ówczesnych władz miasta podpisało kilkaset osób, m.in. Marek Edelman i prof. Maria Janion. Napisali w nim m.in.: "nazwisko Dmowskiego nierozerwalnie wiąże się z ideologią rasizmu, szowinizmu, +egoizmu narodowego+, a nade wszystko antysemityzmu". Przedstawiciele ONR co roku, 11 listopada składają w tym miejscu wiązanki kwiatów.

W 2002 r. Sąd Najwyższy uznał, że już samo publiczne wykonanie gestu "Heil Hitler" jest przestępstwem, jeśli jest związane z zamiarem przekonania do faszyzmu. Trzech sędziów SN odpowiedziało wtedy na pytanie prawne jednego z sądów, że karalne propagowanie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa - wyrażające się np. w wystawieniu na widok publiczny swastyki, wykonywaniu gestów faszystowskiego pozdrowienia itp. - "oznacza każde zachowanie polegające na publicznym prezentowaniu, w zamiarze przekonania do niego, faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa". Oznacza to, że karze w myśl artykułu 256 kk podlega nie tylko ten, kto publicznie wychwala np. rządy Hitlera, ale także publicznie prezentuje symbole lub gesty faszystowskie, w zamiarze przekonania innych do takiej ideologii.

Ta wykładnia formalnie wiązała tylko sąd, który zadał pytanie. Jest jednak wskazówką, którą mogą, choć nie muszą, brać pod uwagę inne sądy w podobnych sprawach - tak stało się m.in. w przypadku delegalizacji ONR z Brzegu. (PAP)

Źródło: PAP


Podziel się
oceń
0
0

Świat - Białoruś: Akcja w rocznicę śmierci Wacława Lastouskiego

czwartek, 28 stycznia 2010 8:58


   23 stycznia, w rocznicę śmierci Wacława Lastouskiego, działacze nacjonalistycznego ruchu Biała Wola zgroma- dzili się przy jednej z tablic upamiętniających w celu uczczenia jego pamięci.

   Wacław Lastouski z wykształcenia był filologiem, litera- turoznawcą i historykiem, a zajmował się przede wszystkim publicystyką oraz działalnością narodową i społeczną. W latach 1919-1923 sprawował urząd premiera Białorusi. W Polsce jest dzisiaj znany głównie przez fakt organizowania antypolskiej partyzantki, jednak jego działalność skupiała się przede wszystkim na opozycji dla komunistów. Został za to aresztowany 21 lipca 1930 roku przez NKWD i oskarżony o stworzenie nacjonalistycznej organizacji Sojusz Wyzwolenia Białorusi, przez co został pozbawiony funkcji członka Narodowej Akademii Nauk. Ponownie aresztowany w 1937 roku i skazany na karę śmierci. Dla dzisiejszych białoruskich nacjonalistów jest on człowiekiem, który zrobił bardzo wiele dla odrodzenia się białoruskiej kultury i uznawany jest głównym ideologiem niepodległości.

Biała Wola jest jednym z kilku ugrupowań nacjonalistycznych działających na terenie Białorusi. Swoją działalność opierają na oporze bez przywódcy. Pomimo ciągłych szykan ze strony systemu stoją w twardej opozycji zarówno dla reżimu Łukaszenki, jak i dla jego "demokratycznych przeciwników".

Źródło: autonom.pl


Podziel się
oceń
0
0

Świat: Zamieszanie w Radzie Europy - deputowani protestują przeciw Benderowi

środa, 27 stycznia 2010 17:56


   46 posłów Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy zapro- testowało przeciwko powierzeniu Ryszardowi Benderowi (R. Bender działał w ZCHN, Ruchu Odbudowy Polski, Ruchu Katolicko-Narodowym i Lidze Polskich Rodzin, w trakcie VI zasiadał w Senatorskim Klubie Narodowym - red. KN)  - jako najstarszemu posłowi - zadania otwarcia sesji plenarnej. Posłowie przywołują jego wcześniejsze antysemickie wypowiedzi.

Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy - jak czytamy w przygotowanej deklaracji - stanowczo potępia wszystkich, którzy z pobudek rasistowskich, ekstremistyczno-prawicowych albo antysemickiej ideologii kwestionują lub poddają w wątpliwość fakty historyczne dotyczące eksterminacji milionów Żydów zamordowanych przez nazistów w obozach na terenie Polski.

Posłowie wyrazili zaniepokojenie informacją, że senator Ryszard Bender, który otwierał plenarne obrady, jest autorem wcześniejszych wypowiedzi w Radiu Maryja dotyczących Żydów i ich zagłady. Wypowiedzi te - jak podkreślono - spotkały się z potępieniem i krytyką demokratycznych polityków i historyków. Posłowie wezwali do uważniejszego doboru osób, którym umożliwia się otwieranie obrad.

Autorzy deklaracji zwrócili się także do Ryszarda Bendera, by jasno określił swoje stanowisko dotyczące tego, co wydarzyło się na ziemiach polskich będących pod nazistowską okupacją, gdzie dokonano największej w historii zbrodni ludobójstwa wobec ludności żydowskiej. Deklaracji nie podpisał żaden z polskich delegatów.

Źródło: wp.pl


Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: Kolejny narodowiec "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata"!

środa, 27 stycznia 2010 14:36

 

   Polecamy artykuł Agnieszki Rybak, opublikowany w sobotnio-niedzielnym wydaniu "Rzeczpospolitej" z 23. 01, prezentujący postać ks. prałata Marcelego Godlewskiego - przed wojną wybitnego społecznika, działacza endeckiego, proboszcza parafii Wszystkich Świętych w Warszawie, który po utworzeniu getta dobrowolnie pozostał na jego terenie ze swoimi parafianami żydowskiego pochodzenia. endecja.pl

Patrzył na getto - od wewnątrz
Agnieszka Rybak 23-01-2010

   Nie oskarżam, jak powiedziałem, ogółu żydowskiego, ale muszę przeciwdziałać robocie niszczycielskiej, aby nieszczęście wojny europejskiej nie było zwiększonem u nas przez wojnę domową" - grzmiał tuż po wybuchu I wojny światowej. 30 lat później za murami warszawskiego getta, według relacji Adama Czerniakowa, przewodniczącego Judenratu - w którego gabinecie przez całą okupację wisiał portret marszałka Piłsudskiego - ks. Godlewski miał się w tym gabinecie rozpłakać, gdy rozmawiali o żydowskiej niewoli.


   O księdzu Marcelim Godlewskim wiemy tak dużo i tak niewiele. Był znanym w swoich czasach społecznikiem, wydawcą i publicystą. Działał politycznie i publicznie. Ile jednak można dziś przeczytać o człowieku, który urodził się w roku 1865, rok po klęsce powstania styczniowego, a zmarł w grudniu 1945 r., kilka miesięcy po zakończeniu drugiej wojny światowej? Chociaż portret zawieszony w miejscu, w którym zmarł - w domu Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Aninie - przedstawia go z zeszytem i piórem, nie znamy żadnych jego prywatnych zapisków. Wiedza o ks. Marcelim Godlewskim jest więc sucha i urzędowa. Taka, którą da się uzyskać z ksiąg parafialnych, artykułów i oficjalnych dokumentów. W sam raz na notkę encyklopedyczną, na której pewnie by się skończyło, gdyby nie mocny, dramatyczny akord - pięć ostatnich lat z długiego, osiemdziesięcioletniego życia. Czas, w którym pomagał Żydom. Okres, który zadecydował o tym, że w lipcu 2009 r. instytut Yad Vashem przyznał mu medal Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Będzie jednym z niewielu katolickich księży, który tego wyróżnienia dostąpił. - Wpisuje się w cały kontekst dialogu polsko-żydowskiego i katolicko-żydowskiego - ocenia prof. Jan Żaryn z Instytutu Pamięci Narodowej.

 

Z Turczyna do Rzymu

 

O rodzinie wiadomo niewiele. Urodził się w Turczynie, niedaleko Łomży. Był synem Ignacego i Katarzyny z Kuczyńskich. Nazwiska rodziców mogą wskazywać na pochodzenie szlacheckie. Jeśli w istocie tak było, była to szlachta zubożała. Godlewski trafia do Seminarium Duchownego w Sejnach, w 1888 r. przyjmuje święcenia kapłańskie. Rok później studiuje już na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Robi tam doktorat z teologii. I tu znów pojawiają się znaki zapytania. Kto wśród rzeszy seminarzystów wypatrzył młodzieńca z Podlasia? Kto wysłał go do Rzymu? - Trudno powiedzieć, czy miał jakiegoś promotora. Na studia do Rzymu wyruszył będąc wikariuszem parafii w Suwałkach - mówi Małgorzata Żuławnik, badaczka z IPN. - Wiemy, że ks. Godlewski był endekiem, który w struktury partii prawdopodobnie wstąpił jako ksiądz. Być może należał do Collegium Secretum, organizacji skupiającej wielu aktywnych społecznie księży.


W Rzymie trafił na ciekawy czas. Leon XIII właśnie wydaje encyklikę „Rerum novarum" przedstawiającą katolicki punkt widzenia problemów pracowników. Po powrocie do Polski Godlewski poczuł potrzebę wcielania jej w czyn. Tworzy Stowarzyszenie Robotników Chrześcijańskich, organizację mającą być odpowiedzią Kościoła na coraz bardziej atrakcyjne dla robotników hasła socjalistyczne. Godlewski ma zresztą zadziwiającą łatwość tworzenia nowych instytucji oraz inicjatyw: Schronisko Dzieci Maryi, Szkoła Gospodarstwa Domowego, mieszkania dla robotnic, tania kuchnia dla robotników.


Nowe inicjatywy wyskakują jak króliki z kapelusza. Równie szybko jednak znikają lub borykają się przez lata z brakiem środków finansowych.


Prawdziwą siłę widzi w mediach, czyli w wydawanej przez siebie prasie. Swoją pasję wydawniczą tłumaczy troską o to, by wróg - „źli ludzie, którzy tylko w zamęcie korzyści dla siebie widzą" - nie wywołał zawieruchy. „Nie zawahaliśmy się z rozpoczęciem wydawania nowej gazety codziennej, bo pilna jest potrzeba natychmiastowego przeciwdziałania podziemnej agitacji wrogów narodu polskiego" - tłumaczy pojawienie się na rynku „Kuriera dla wszystkich".


Pismo miało odwodzić robotników od zdobywających coraz większą popularność ruchów socjalistycznych. „Niezbędnem jest ustanowienie cen na kaszę, mięso, węgiel, sól, naftę, aby uchronić biedną ludność od nakładania na nią haraczu spekulantów" - nawoływała gazeta. Robotnikom pewnie by się to spodobało, pod warunkiem że byliby w stanie tekst przeczytać. Wielu z nich było jednak analfabetami.


Ks. Marceli Godlewski angażował się politycznie. W 1912 roku został skazany na dwumiesięczny areszt za krytyczne publikacje o polityce władz wobec mariawitów. Podczas pierwszej wojny światowej opowiedział się po stronie tych, którzy stawiali na Rosję. - Był w Komitecie Narodowym Polskim. Podpisał osławiony list, który był odpowiedzią na obietnicę tworzenia autonomicznego państwa przy Rosji. Nie był też zwolennikiem tworzenia Legionów. W niepodległej Polsce ponownie zaangażował się po stronie Narodowej Demokracji - opowiada Małgorzata Żuławnik.


Łatwo było go rozwścieczyć, łatwo wzruszyć. Gdy na ulicy zostaje zabity publicysta Jan Gadomski, ks. Godlewski grzmi: „Kraj mordów, grabieży, zamętu". Innym razem opisuje czytelnikom cudowne działanie Matki Bożej Częstochowskiej, którego doświadczył Przemko, syn pana Jana Kleniewskiego, obywatela z Lubelszczyzny. Podczas choroby młodzieńca ojciec złożył śluby, że gdy syn wyzdrowieje, ufunduje obraz Matki Bożej Częstochowskiej wykonany z mozaiki. Przemko wyzdrowiał, obraz został wykonany. W dniu, w którym go święcił papież, kilku socjalistów z odległości 15 kroków oddało około 20 strzałów do Przemka. Nie ranili go nawet. Drugi raz dzięki interwencji Matki Boskiej ocalił życie.


Ludwik Hirszfeld, wybitny lekarz i uczony, który zetknął się z ks. Godlewskim dużo później w warszawskim getcie, ocenił, że prałata cechował namiętny stosunek do życia. Naturalny talent wykorzystywał w płomiennych kazaniach i przemówieniach. - To był jego główny oręż duszpasterski. Był człowiekiem charyzmatycznym. Potrafił słuchaczy poruszyć, zmobilizować, swe wystąpienia często kończył zachętą do wznoszenia okrzyków np. na cześć papieża, czasami intonował wspólny śpiew - opowiada Małgorzata Żuławnik.

 

Swój do swego po swoje

 

Gra na emocjach. Często odwołuje się do bliżej niesprecyzowanego, lecz czyhającego wszędzie podstępnego wroga. Do Godlewskiego szybko przylgnęła opinia antysemity. Nie unika sformułowań o „żydowsko-pruskiej komendzie", jednak z łatką antysemityzmu walczy. Na łamach prasy wyjaśnia, że nie wszystkich Żydów chce w czambuł potępić i o niecną agitację pruską ich oskarżyć. Jednak zaraz dodaje: „nikt chyba nie zaprzeczy, że w agitacji socjalistycznej lub prusofilskiej mamy najbardziej zaciekłych spośród agitatorów żydowskich". Bardzo angażuje się w endecką akcję


„Swój do swego po swoje" mającą skłonić Polaków do kupowania wyłącznie polskich produktów w polskich sklepach. Antysemityzm ekonomiczny jest obecny w wydawanej przez niego „Kronice rodzinnej", piśmie przeznaczonym głównie dla gospodyń domowych, gdzie poza płomiennymi wstępniakami, które piętnują Polaków kupujących u „żydków", drukowane są artykuły o katolikach w Norwegii, reportaże z Mandżurii i powieści w odcinkach. Na łamach „Kroniki" w obszernym artykule „Samoobrona czy nienawiść" ks. Godlewski wykłada swe credo. Wyjaśnia, że popieranie Polaków przeciw Żydom nie jest bynajmniej grzechem. Przeciwnie - Chrystus najprzód swoich każe miłować, co potwierdził też czynem. I na poparcie tej tezy cytuje Biblię: „Nie dobrze jest brać chleb synowski a miotać psom".

Jednak w jego publicystyce pojawiają się także inne tony. „Nie jest żadnym argumentem, że na przykład niektórzy Żydzi rozmaite krzywdy nam wyrządzali, bo gdy kto nas chce pokrzywdzić, to się brońmy przed krzywdzicielem, ale zachowaj nas Boże, byśmy kogo krzywdzić mieli lub choćby zazdrościć, iż ktoś może nam z jakichkolwiek względów mniej miły - równą nam pomoc w nieszczęściu otrzymuje" - pouczał.

 

Na parafii

 

W 1915 r. obejmuje parafię Wszystkich Świętych, najliczniejszą w Warszawie. Trudną, bo w dużej części zamieszkiwaną przez Żydów. Od tej pory jego pasja publicystyczna słabnie. - To widać w „Kurierze dla wszystkich", do którego zamiast artykułów zaczyna pisać ogłoszenia parafialne. Wynika z nich, że chrzcił tygodniowo nawet po 50 osób. Jeśli do tego dołączyć śluby, pogrzeby, powoływanie do życia coraz to nowych grup parafialnych, nie można się dziwić, że na publicystykę nie miał czasu - tłumaczy Karol Madaj, badacz z IPN.


Parafią kieruje także po wybuchu drugiej wojny światowej. W listopadzie 1940 r. Niemcy przystępują do tworzenia getta. Do wydzielonej murem „dzielnicy" spędzają jedną trzecią ludności miasta. Kościół Wszystkich Świętych znajduje się po żydowskiej stronie. Dotychczasowi parafianie - Polacy - przenoszą się na aryjską stronę. Prałat Godlewski postanawia zostać. - Są wzmianki, że proponowano mu przeniesienie. Świadomie wybiera pozostanie z dwoma tysiącami żydowskich parafian, bo uważa, że nie mogą zostać bez duszpasterstwa - opowiada Karol Madaj.


Co się z nim wtedy stało? Kiedy i pod wpływem jakich wydarzeń doszedł do wniosku, że właśnie teraz nadszedł czas, by ludziom, których do tej pory uznawał za obcych, pomagać, ryzykując życiem? Nie był pierwszym endekiem, który w obliczu potwornej zbrodni zareagował w ten sposób. Jan Mosdorf, współzałożyciel i lider ONR, pomagał w Auschwitz żydowskim współwięźniom. Henryk Ryszewski, dziennikarz, antysemita, przez dwa lata w swoim mieszkaniu ukrywał 13 Żydów, bo - jak wyznawał - w obliczu takiego okrucieństwa musiał stanąć po stronie ofiar. Ich przypadki opisuje w książce „Chrześcijanie w getcie warszawskim" Peter Dembowski. Motywacja ks. Godlewskiego musiała być podobna. Prof. Żaryn ocenia: - Nie był wyjątkowy. Znanych jest wiele świadectw pomocy Żydom udzielonej przez katolickich księży. I tylko jedno świadectwo, które mówi, że spowiednik zalecał penitentowi wydanie Żyda władzom niemieckim.

 

Tyle cierpienia

 

Ks. Antoni Czarnecki, który jako wikary pracował z ks. Godlewskim w getcie, pisze o swoim przełożonym: „Przed wojną był on znany z niechętnego nastawienia do Żydów, lecz gdy ujrzał wokół siebie tyle cierpienia - całym sercem usiłował tym ludziom pomóc". Ludwik Hirszfeld oceniał: „Ongiś bojowy antysemita, kapłan wojujący w piśmie i słowie. Ale gdy los zetknął go z tym dnem nędzy, odrzucił precz swoje nastawienie i cały ciężar swego kapłańskiego serca poświęcił Żydom". Hirszfeld pisze o nim z euforią i podziwem. Porównuje oblicze ks. Godlewskiego do Piotra Skargi z obrazu Jana Matejki. I odnotowuje: „Chciałbym przekazać potomności, co o nim myślał prezes Gminy Czerniakow. Na posiedzeniu u docenta Zweibauma zebraliśmy się z okazji rocznicy kursów. I tam prezes opowiadał, jak się prałat rozpłakał w jego gabinecie, gdy mówili o żydowskiej niedoli, i jak się starał pomóc i tej niedoli ulżyć. Mówił on, ile ten ksiądz, były antysemita, serca Żydom okazywał". Ludwik Zamenhof - wnuk twórcy esperanto - wspominał zaś: „W getcie robił wszystko, co w tamtych warunkach było możliwe, żeby ratować ludzi".


Reakcją ks. Godlewskiego na utworzenie getta było oddanie stłoczonym do granic możliwości ludziom dwupiętrowej plebanii, domu parafialnego. Co decyduje o doborze lokatorów? Zamenhof przypuszcza, że ks. Godlewski postawił sobie za cel opiekę nad znanymi rodzinami. Nazwiska osób mieszkających na plebanii wskazują, że mieszkała tam żydowska elita. Prof. Ludwik Hirszfeld, twórca teorii grupy krwi, doktor Weinkiper, znany laryngolog, inżynierowie Rudolf Hermelin i Feliks Drutowski, Zygmunt Pfau z rodziną, adwokat Nowogródzki, rodzina Grynbergów i Goldbergów, przemianowanych przez ks. Godlewskiego na „Gadomskich". - Przyjmuje się, że ok. pięćdziesięciu osób spośród tych, które mieszkały na plebanii, należało do inteligencji. Jednak pozostała część to ludzie ubodzy, których nazwisk nie znamy - mówi Karol Madaj.


Schronienie na plebanii znaleźli nie tylko katolicy. „Ksiądz nie pytał nas o wyznanie" - opowiada Zamenhof, w którego rodzinie przeważali żydowscy agnostycy.


W głodnym getcie ks. Godlewski dożywiał parafian. Korzystał z prawa wychodzenia na zewnątrz i przynosił jedzenie. „Ówczesna kierowniczka biura Caritasu przekazywała parafii Wszystkich Świętych pomoc pieniężną i w naturze" - wspominał ks. Czarnecki. Znaczną część darów konfiskowali wachmani nadzorujący bramę getta. Mimo to przy kościele działała jadłodajnia wydająca do 100 porcji zupy dziennie. Nikt nie pytał jedzących, jakiego są wyznania. Jawna pomoc ustała dopiero po tym, gdy Niemcy zagrozili śmiercią za jej udzielanie. Nawet jednak wtedy księża szmuglowali paczki żywnościowe dla podopiecznych.


Przy plebanii działało przedszkole, które dawny pracownik magistratu wyposażył w małe mebelki, tablice, stoliczki i zabawki. Zapewne ten względny spokój w oku cyklonu spowodował, że pewnego dnia do drzwi plebanii zapukał Janusz Korczak, który po sąsiedzku, przy ulicy Siennej prowadził sierociniec. Prosił, aby jego dzieci mogły przychodzić do kościelnego ogrodu. „Często tu go spotykałem. Ascetyczny wygląd i pełna dobroci twarz, włosy uczesane na jeża, zapięty pod szyję mundur »zdemobilizowanego żołnierza« tworzyły charakterystyczną sylwetkę. Oczywiście jego dzieci gościły wiele razy w naszym ogrodzie" - pisał ks. Czarnecki.

 

Trudna pomoc

 

Parafia Wszystkich Świętych szybko się powiększała. Wielu Żydów przyjmowało chrzest, choć nie był on koniecznym warunkiem, by otrzymać z parafii stosowne zaświadczenie. „Wiem skądinąd, że każdemu, kto się do niego zgłosił, wydawał metrykę chrztu" - opowiadał Zamenhof. Jednak sam fakt przyjęcia przez Żyda chrztu nie zmieniał w oczach Niemców jego statusu prawnego. Jednocześnie liczne konwersje na katolicyzm przez dużą część Żydów przyjmowane były niechętnie. Konflikt powiększało to, że świeżo ochrzczeni pochodzili przeważnie z inteligencji, piastowali stanowiska administracyjne w Judenracie i w ogólnej opinii powodziło im się lepiej ze względu na kontakty z aryjskimi przyjaciółmi spoza getta.


Emanuel Ringelblum w „Kronice warszawskiego getta" skarży się, że neofici z kościoła Wszystkich Świętych nie chcą znać Żydów. Przytacza zasłyszaną relację, jakoby ksiądz na Grzybowie miał nakazać neofitom wyparcie się Żydów. Jednak badający tę sprawę Peter Dembowski w książce „Chrześcijanie w getcie warszawskim" twierdzi, że „ta plotka była tylko plotką. Z tego, co wiemy o dwóch parafiach w getcie, wydaje mi się niemożliwe, aby jeden z księży mógł coś takiego powiedzieć. To, co mogło być powiedziane, mogło brzmieć tak: „Neofici powinni dobrze strzec swojej chrześcijańskiej wiary".


W wielu relacjach z warszawskiego getta pojawia się problem narastających konfliktów między Żydami katolikami a wyznawcami religii mojżeszowej. Nastawienie części Żydów do tych, którzy przyjęli chrzest, było tak wrogie, że czasem powodowało ponoć nawet rękoczyny. Częsta była opinia, że Kościół katolicki, ratując żydowskie dzieci, kieruje się własnym interesem - „poluje na duszyczki", przyjmuje opłaty za podopiecznych, załatwia sobie alibi, że nie siedział bezczynnie. - W takiej interpretacji niesienia pomocy tkwi totalna nieznajomość chrześcijaństwa, która czasem pokutuje do dziś - ocenia prof. Żaryn.


W getcie ks. Godlewski jawi się jako człowiek o silnej psychice, z którego rad i wsparcia korzystają inni. Zamenhof, wówczas mały chłopiec, szczególnie zapamiętał chwilę, gdy ksiądz bez słowa pogłaskał go po głowie. W niedzielę i święta wygłaszał kazania. Leopold Hirszfeld pisze, że wiernych porywały nie biblijne, lecz te patriotyczne. Przytacza jedno z nich, w którym ks. Godlewski mówi o matce ojczyźnie. Że choć czasem krzywdziła, to jednak kocha. Że więź narodu jest silniejsza niż wspólnota pochodzenia. Ojczyznę się zdobywa przez wspólne ukochanie. Czy z tych słów można wnioskować, że wypowiadający je zrewidował swoje przedwojenne poglądy na temat szkodliwości Żydów dla ojczyzny? „Pięknie i odważnie mówił" - zachwyca się Hirszfeld, parafianin.


Szanse na ratunek dla Żydów dawały przede wszystkim fałszywe metryki chrztu. „Zamówiliśmy w tajnej drukarni, oczywiście nielegalnie, pewną liczbę blankietów dokumentujących przynależność do Kościoła rzymskokatolickiego, z umieszczoną fotografią właściciela, z podpisem księdza, pieczątką parafii i wydawaliśmy je każdemu, kto sobie tego życzył" - opisuje ks. Czarnecki. Potem tym, którzy chcieli przejść na aryjska stronę, fałszowali metryki chrztu. W księgach parafialnych znajdowali osobę zmarłą, której data urodzenia mogła zostać wykorzystana. Uciekinierowi nadawali jej tożsamość. „Wielu takich dotąd znam osobiście i do dziś pozostali przy przybranym nazwisku" - pisał w 1973 r. ks. Czarnecki.

 

Ostatnia msza

 

Ks. Godlewski nie był przy likwidacji getta. Być może nie pozwolił mu na to stan zdrowia, może zadecydowały względy urzędowe - w kilku opracowaniach pojawia się informacja, że władze niemieckie zabrały mu przepustkę na teren getta. Jednak głęboko poruszony w końcu lipca 1942 r. wysyła telegram do ks. Czarneckiego: „Wracaj - likwidują getto". To ksiądz Czarnecki odprawi w kościele Wszystkich Świętych ostatnią mszę, pożegna parafian i wyjdzie odprowadzony na czele procesji z figurą Matki Bożej, która była na dziedzińcu parafii i stała się symbolem pracy duszpasterskiej w getcie. Kilka dni później parafia zostanie zlikwidowana. Ci z lokatorów domu parafialnego, którzy pozostali, wyjadą z Umschlagplatz do Treblinki.


Ks. Godlewski przebywa w tym czasie w domu w Aninie, który zapisał w testamencie Zgromadzeniu Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Tu , pod opieką m.in. przełożonej siostry Apolonii Sawickiej przebywa 30 - 40 sierot. Połowa z nich jest pochodzenia żydowskiego. - Nie ograniczał się tylko do duszpasterstwa. Przypuszcza się, że był zaangażowany w przemyt i ukrywanie osób pochodzenia żydowskiego - twierdzi Karol Madaj. Stanisław Galas, jeden z tych, którzy ratowali Żydów, wskazuje ks. Godlewskiego jako osobę, z którą współpracował w załatwianiu metryk chrztu.


Tuż po wojnie wystosowuje jeszcze płomienny apel o odbudowę swojego kościoła. - W ulotce do komitetów domowych pisze o szatanach niemieckich, którzy mu zniszczyli kościół Wszystkich Świętych. Mimo że był to rok 1945, niewyobrażalne zniszczenia i bieda, zdecydował się prosić o wsparcie - opowiada Karol Madaj. Ks. Godlewski umiera w Boże Narodzenie 1945 r.

 

Uznanie po latach

 

Długo czekał na docenienie. Starania, by otrzymał tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata trwały już od końca lat 80. W Żydowskim Instytucie Historycznym dokumenty i świadectwa z dużą determinacją i oddaniem zbierała Janina Sacharewicz. W styczniu 2004 r. umiera David Efrati, który w Yad Vashem był referentem sprawy ks. Godlewskiego. Był on jednocześnie - według słów Stanisława Galasa - jednym z tych, którzy uratowali się dzięki wydanej przez księdza metryce. Sprawa przyznania medalu utknęła w miejscu.


Wrócił do niej w 2008 r. Karol Madaj, który zainteresował się postacią księdza. Teczkę z Żydowskiego Instytutu Historycznego - uzupełnioną o nowe dokumenty, między innymi testament księdza - ponownie przesłał do instytutu Yad Vashem. W lipcu ub.r. kolegium instytutu przyznało ks. Godlewskiemu tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Karol Madaj i Małgorzata Żuławnik przygotowują biografię księdza. W marcu ukaże się specjalny dodatek do biuletynu IPN poświęcony jego postaci. Odznaczenie w imieniu ks. Marcelego Godlewskiego prawdopodobnie przyjmie metropolita warszawski arcybiskup Kazimierz Nycz.


Źródło: Rzeczpospolita


Podziel się
oceń
0
0

Licznik odwiedzin:  231 638  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O bloogu




Czołem Wielkiej Polsce!

Witamy na bloogu "Kronika Narodowa".
Bloog w swym zamyśle, ma być czysto informacyjny. Znajdziecie tu relacje z inicjatyw/ akcji praktycznie wszystkich środowisk i organizacji szeroko pojętego Obozu Narodowego. Nie zapomnimy jednak o działalności nacjonalistów spoza granic naszego kraju i artykułach oscylujących wokół tematyki ideologiczno – historycznej.
Jesteśmy otwarci na współpracę z wszystkimi środowiskami narodowymi. Przy czym, z całą stanowczością stwierdzamy, iż nie interesują nas jakiekolwiek antagonizmy organizacyjne... CWP!

Redakcja

ZASADY PRZEDRUKU Z KN: ZASADY PRZEDRUKU - LINK

Kontakt: kronikanarodowa@wp.pl

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 231638

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl