Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 575 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pisma: Nowy, 20-ty numer Młodzieży Imperium

środa, 31 marca 2010 18:02


Nowy, 20-ty numer Młodzieży Imperium

   Nowy, 20-ty numer Młodzieży Imperium: LINK - w środku m.in. Brygada Świętokrzyska, A Challenge Of Honour, Le Joyaux de la Princesse, Ubik, Rama Coomaraswamy, Militia Dei, Dada Eschaton, La Salette, Sny niktów, recenzje muzyczne (m.in. Joy Division, Guerreiros Paulistas, Contagious Orgasm, Good Infection), New Orthodox Line i takie tam...

ATW


Podziel się
oceń
0
0

Inne org. - WMO: Kolejne środowiska chcą do Wspólnoty Samorządowej Prawicy

środa, 31 marca 2010 9:17


   Polskie Porozumienie Samorządowe postanowiło przystapić do komitetu wyborczego Wspólnota Samorządowa Prawicy. To kolejne regionalne stowarzyszenie o charakterze samorządowym, które, jak napisano w piśmie - zgłasza swój akces do współpracy i tworzenia komitetów wyborczych w ramach Wspólnoty Samorządowej Prawicy.

   Stowarzyszenie ma swoje struktury w województwie łódzkim, lubelskim i mazowieckim. Polskie Porozumienie Samorządowe jest kolejnym środowiskiem, które w ostatnich dniach odpowiedziało na apel Wspólnoty Samorządowej Prawicy, by środowiska odwołujące się tradycji szeroko rozumianego katalogu wartości prawicowych, konserwatywnych, ludowych i narodowych, wystawiły wspólną listę wyborczą, mogącą skutecznie wprowadzić do samorządów ludzi i środowiska zakorzenione w strukturach lokalnych, wolne o dyktatu partyjnych central.

Źródło: WMO


Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: Zmiany na ProPolonia.pl

środa, 31 marca 2010 9:15


  Wyrastamy z opozycyjnego wobec Romana Giertycha środowiska. Przez te dwa lata zajęliśmy wiele ważnych stanowisk w debacie na temat polityki narodowej, czy postmodernizmu w Kościele. Nie wszystkie cieszyły się entuzjazmem tzw. prawicy...

   Wkrótce minie równe dwa lata, od czasu pojawienia się ProPolonia.pl w Internecie. Pewnie to nie przypadek, choć przyznaję, że przeze mnie nie zamierzony, ale data ta wiąże się z rocznicą Chrztu Polski...

Na większe podsumowania przyjdzie jeszcze czas, niemniej pragnę się podzielić kilkoma ciekawostkami.

Średnia nasza oglądalność utrzymuje się na poziomie ok. 850 realnych użytkowników dziennie, ale co ważne są to w ogromnej większości bardzo lojalni i stali czytelnicy. W ciągu minionych dwóch lat, najczęściej odwiedzanym indywidualnym blogem, jest dziennik p. Jana Bodakowskiego, który zanotował już blisko 500.000 tys. otwarć. Gratulacje.

ProPolonia.pl wyrasta z opozycyjnego wobec Romana Giertycha środowiska, Odpowiedzialność i Czyn. Przez te dwa lata zajęliśmy wiele ważnych stanowisk w debacie na temat polityki narodowej, czy postmodernizmu w Kościele. Nie wszystkie cieszyły się entuzjazmem środowisk o proweniencji patriotycznej i niestety nie wzbudzały one również zachwytu wpływowej hierarchii naszego Kościoła. Trudno, jakoś przeżyliśmy, a co ważne nikt nam nie zabierze najważniejszego atrybutu przyszłych sukcesów... WIARYGODNOŚCI.

  Już wkrótce - może właśnie na naszą rocznicę - zmieni się nieco grafika i nazwy działów i poddziałów portalu. Wszystko po to, aby pokazać bardziej nasz charakter.

Tu gdzie teraz jest ten artykuł, będzie dział: Forum Pro Polonia - serce portalu: komentarze do bieżących wydarzeń, wywiady i opinie z ludźmi kultury, biznesu i polityki...

Proponowane przeze mnie poddziały, to:

- polityka narodowa
- opinia narodowa
- polityka zagraniczna
- gospodarka
- wydarzenie dnia/tygodnia
- tradycja katolicka: zagrożenia duchowe, nauczanie społeczne

Blogi pozostaną bez większych zmian, choć będę kładł większy nacisk, aby stawały się one bardziej salonem patriotycznym. Salonem, który buduje i jedna, a nie tylko wylewa żółć, jak to się dzieje na jednym z konserwatywnych portali.

W miejsce obecnego działu poświęconego polityce narodowej, powstanie dział: Patriotyzm. Proponowane przeze mnie poddziały, to:
- wielcy Polacy
- historia polski
- obowiązkowa literatura Polaka
- antypolonizm

Będę chciał mocno popracować nad naszą „Tradipedią". Mam przygotowane ok. 1,2 tys. haseł. Mam również nadzieję, że jest to o tyle ważne działanie, iż znajdą się osoby, które zaangażują się do wspólnego współtworzenia naszej encyklopedii...

Dawne ligowe i postligową inicjatywy, czyli: Odpowiedzialność i Czyn oraz Komitet Obrony Wiary i Tradycji Narodowej Pro Polonia, przyporządkowane zostaną do działów: Misja Portalu i Inicjatywy.

Kolejne ważne ciekawostki, to ProPolonia.pl w wersji dla telefonów komórkowych oraz decyzja o założeniu naszych kont na: Facebooku, Twitterze, MyPis.pl i wielu innych portalach społecznościowych.

Bardzo proszę o sugestie, rady. Będę wdzięczny, jeżeli najwierniejsi współpracownicy i czytelnicy portalu, pisali raczej na mojego maila: redakcja@ProPolonia.pl, niż pozostawiali swe komentarze pod tekstem.

Marian Brudzyński

Źró
dło: Propolonia.pl


Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: Kolejne akcje ABW przeciwko nacjonalistom

środa, 31 marca 2010 9:06


   We wczesnych godzinach rannych, wrocławska Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ponownie uderzyła w nacjonalistów, którzy podejrzani są o "udział w grupie przestępczej propagującej faszyzm".

    Zatrzymano trzy osoby - wśród nich mieszkańca Lublina, któremu zarzuca się m.in. "organizowanie neonazistowskich koncertów". Pokazowa akcja, o której zdążyły już poinformować systemowe media, objęła przeszukania sześciu miejsc na terenie województwa dolnośląskiego i lubelskiego. Jak podaje lokalna prasa, funkcjonariusze ABW o godzinie 7 rano weszli do mieszkania mężczyzny z Lublina, używając m.in. granatów hukowych, które obudziły znaczną część sąsiadów. Po godzinie 11 został on wyprowadzony w kajdankach, by następnie zostać przetransportowanym do prokuratury we Wrocławiu, gdzie ma usłyszeć zarzuty. Los pozostałych zatrzymanych na chwilę obecną nie jest dokładnie znany.

Źródło: Autonom.pl


Podziel się
oceń
0
0

MW: Szkoła Zimowa MW – relacja

środa, 31 marca 2010 8:58



   Po dwóch bardzo udanych edycjach Szkoły Letniej, Młodzież Wszechpolska postanowiła zwiększyć częstotliwość tego typu imprez i już tej zimy młodzi ludzie z szeroko pojętego Ruchu Narodowego mieli możliwość uczestniczenia w Szkole Zimowej.

Sama inicjatywa formą nie różniła się wiele od swego letniego pierwowzoru, ale jak uzasadniał jej koordynator, kol. Marcin Białasek, miała ona na celu aktywizację i wybudzenie młodych narodowców z przysłowiowego snu zimowego. Zimowa aura miała też swoje wymierne plusy. Dało się zauważyć, że jednolicie białe widoki za oknami warszawskiego lokalu szły w parze z lepszym skupieniem uczestników.

Szkołę od przedstawienia bilansu uczestnictwa Polski w strukturach Unii Europejskiej rozpoczął dr Marcin Masny. Jego tezy żywo zainteresowały uczestników i były powodem do burzliwych dyskusji w kuluarach w przerwach między wykładami. Następnie tematykę gospodarczą kontynuował dr Dariusz Grabowski mówiąc o sytuacji gospodarczej Polski. Tego samego dnia mieliśmy jeszcze bardzo merytoryczny wykład dr Marka Kawy, traktujący o Narodzie i jego tożsamości we współczesnej literaturze polskiej oraz jeden z jaśniejszych punktów każdej z dotychczasowych Szkół MW - dr Michał Łuczewski, który w bardzo zwięzły i logiczny sposób przedstawił analizę przemian wśród młodzieży polskiej.

Zwięczeniem dnia była debata przedstawicieli młodzieżowych organizacji narodowych: MW - Robert Winnicki, ONR - Adam Tomasz Witczak, OMP - Michał Specjalski oraz prezes Fundacji Europamedia Krzysztof Bosak. Po ciekawej dyskusji nad kondycją szeroko pojętego Ruchu przyszedł czas na luźniejsze rozmowy oraz zawiązanie lepszych znajomości między narodowcami z różnych rejonów Polski.

Niedzielę rozpoczęliśmy od Mszy Świętej w rycie trydenckim w parafii pw. św. Benona. Następnie podbudowani wiedzą zaczerpniętą z sobotnich wykładów uczestnicy z wielkim zainteresowaniem oczekiwali na wykład prof. Adama Wielomskiego o szeroko pojętej geopolityce endecko-konserwatywnej (czymkolwiek takie coś jest). Wszyscy oczekiwali na zajadłą dyskusję bezpośrednio po wykładzie Prezesa KZMu, albowiem już od paru miesięcy trwała niejako korespondencyjna wojna między prof. Wielomskim a członkami Młodzieży Wszechpolskiej właśnie o kształt polskiej polityki zagranicznej.

Po burzliwej wymianie słów oraz merytorycznej argumentacji, szczególnie z ust członków MW, przyszedł czas na wykład prof. Andrzeja Kaźmierczaka, niedawno przed Szkołą Zimową powołanego przez Prezydenta RP do Rady Polityki Pieniężnej.

W bardzo merytoryczny i jasny sposób przedstawił on zarys kompetencji oraz wpływ tego organu na politykę gospodarczą państwa. Niedzielę, a zarazem całą Szkołę Zimową, zakończył wykładem dr Tomasz Terlikowski, który przedstawił uczestnikom wyzwania jakie stoją przed nowoczesną bioetyką.

Na koniec wypada tylko żałować, że nie było obiecanego konkursu wiedzy o Ruchu Narodowym, ale myślę, że szczelnie wypełniony harmonogram oraz bardzo dobrze dobrani prelegenci z nawiązką usprawiedliwiają organizatorów, którzy dla wielu uczestników stworzyli możliwość pogłębienia swojej wiedzy w różnych dziedzinach oraz naładowania akumulatorów na kolejny rok walki o Wielką Polskę.

Karol Pawłowski

Źródło:
MW


Podziel się
oceń
0
0

Świat - Litwa: Litewscy nacjonaliści kolonizują Wileńszczyznę

środa, 31 marca 2010 8:49

 

   Jak podaje "Nasz Dziennik" - znany ze swojego antypolskiego nastawienia prezes stowarzyszenia "Vilnija" Kazimieras Gar˘sva przedstawił w Sejmie program kolonizacji Wileńszczyzny i uchwalenia narodowego programu jej integracji z Litwą. 

   Program zakłada zachęcanie do powrotu do kraju litewskich emigrantów, dzięki którym Wileńszczyzna zostanie odebrana mieszkającym tam Polakom. Jak wynika z przedstawionego przez Gar˘svę programu, powracający do kraju Litwini powinni otrzymywać w dzierżawę ziemie, o których zwrot od lat bezskutecznie ubiegają się mieszkający tam nasi rodacy, będący prawowitymi właścicielami tych terenów.

- Proponujemy stworzyć dla emigrantów warunki do powrotu do ojczyzny poprzez tworzenie miejsc pracy i umożliwienie im dzierżawienia ziemi na Wileńszczyźnie; proponujemy uchwalić narodowy program integracji okupowanej w ciągu 20 lat Litwy Wschodniej oraz podpisać porozumienie partii parlamentarnych w sprawie realizacji tego programu - podkreślił podczas konferencji kowieńskiego oddziału "Vilnii" Kazimieras Gar˘sva.

Postulaty Gar˘svy zostały poparte przez obecnych na konferencji przedstawicieli Zrzeszenia Walczących o Wolność Litwy oraz Ligi Młodych Konserwatystów.

Źródło: Nasz Dziennik


Podziel się
oceń
0
0

Ogłoszenia: Obchody stulecia urodzin Jana Dobraczyńskiego

wtorek, 30 marca 2010 19:00

 

Obchody stulecia urodzin Jana Dobraczyńskiego

19 kwietnia 2010, godz. 12:00, Projekcja filmu W cieniu nienawiści (1985), reżyseria: Wojciech Żółtowski, scenariusz: Jan Dobraczyński, Wojciech Żółtowski, Referat Mirosławy Pałaszewskiej: Jan Dobraczyński i pomoc Żydom, Muzeum Niepodległości, al. Solidarności 62, Warszawa

20 kwietnia 2010, godz. 19:00, Msza Święta za spokój duszy ś.p. Jana Dobraczyńskiego, Kościół Opieki św. Józefa Oblubieńca Niepokalanej Bogurodzicy Maryi, ul. Krakowskie Przedmieście 34, Warszawa

10 maja 2010, godz. 17:00, Promocja książek: Spadające liście (nieznana powieść o Romanie Dmowskim), Listy do Zofii Kossak, Muzeum Niepodległości, al. Solidarności 62, Warszawa

Organizatorzy
Towarzystwo Przyjaciół Jana Dobraczyńskiego
www.jandobraczynski.pl

Muzeum Niepodległości w Warszawie
www.muzeumniepodleglosci.art.pl

Patronat medialny

Myśl Polska
Radio Niepokalanów

Źródło:
Konserwatyzm.pl


Podziel się
oceń
0
0

ONR: Lublin - Zaproszenie na 76. rocznicę powstania ONR

wtorek, 30 marca 2010 9:40



Źródło: ONR


Podziel się
oceń
0
0

ONR Podhale: Oświadczenie ONR Podhale w sprawie wypowiedzi Senatora Tadeusza Skorupy

wtorek, 30 marca 2010 8:06


    Oświadczenie ONR Podhale w sprawie wypowiedzi Senatora Tadeusza Skorupy oraz metod stosowanych przez "Tygodnik Podhalański":

   Ostatnimi czasy na Podhalu miało miejsce bardzo niesmaczne i żenujące zajście z udziałem Senatora z ramienia Prawa i Sprawiedliwości - Tadeusza Skorupy. Stojąc na stanowisku, że najważniejsze urzędy w Państwie (a takim bez wątpienia jest godność Senatora Rzeczypospolitej) powinny piastować osoby o najwyższych standardach moralnych, Stowarzyszenie Obóz Narodowo-Radykalny Podhale jednoznacznie potępia opisane przez „Tygodnik Podhalański" zachowanie, przypominając, że Senatorem nie jest się jedynie w budynku przy ul. Wiejskiej, w godzinach od 8 do 15, czy na uroczystych imprezach i rautach (Tadeusz Skorupa tłumaczył, iż wypowiadał się „prywatnie", w swoim „prywatnym domu"), ale wszędzie i do końca życia.

   Jednocześnie należy zganić metody, jakimi posługują się redaktorzy „Tygodnika Podhalańskiego" by „umoczyć" swoich oponentów. O ile wypowiedź Senatora Skorupy urąga standardom etycznym, o tyle nasłanie sąsiada, który - wykorzystując gościnność, otwartość i zaufanie gospodarza - podstępnie nagrywa jego wypowiedzi, również nie mieści się w naszych wyobrażeniach o funkcjonowaniu wolnych, niezależnych i obiektywnych mediów.

Zarząd ONR Podhale
Zakopane, 29 marca 2010

Źródło: ONR Podhale


Podziel się
oceń
0
0

Historia: Ojciec polskiej ekologii

wtorek, 30 marca 2010 7:49


   Jan Gwalbert Pawlikowski - prekursor ekologii, taternictwa, ochrony środowiska, organizator ruchu narodowego, ekonomista, historyk literatury, wykładowca uniwersytecki...

   Od drugiej połowy XX wieku ekologia została nie­mal całkowicie przywłaszczona przez ruchy politycz­ne i organizacje o wyraźnie lewicowym zabarwie­niu lub światopoglądzie. Jan Gwalbert Pawlikowski był człowiekiem renesansu par excellence. Był ar­cynowoczesny. Jak nikt inny kochał naturę, jednak jego optyka ekologiczna w niczym nie przypomina współczesnej paraekologii. Pawlikowski stawiał bar­dzo dobitnie granicę pomiędzy biznesem na przyro­dzie a jej kontemplacją; pomiędzy upowszechnia­niem dostępu do przyrody a kradzieżą jej dziewic­twa i - w konsekwencji - mocy sprawczej do reali­zacji jedynego ważnego celu: prowadzenia do Boga i siebie samego, do prawdy, do nienazywalnego.

W rzeczy samej Pawlikowski byłby dzisiaj postrzegany jako ekologiczny radykał, który hamuje rozwój tury­styki, gospodarki, a nawet samej ekologii. Przyroda bowiem - w wyobrażeniach Pawlikowskiego - bę­dąc pozszywana balustradkami, kioskami, okienka­mi informacyjnymi i żelaznymi imitacjami Kozienic na stokach oraz z pobierającymi myto gospodarza­mi terenów przyrodniczych, to raj dla tych, których jedyną korzyścią z takiego „filisterskiego" poznawa­nia przyrody będzie stwierdzenie: „ja tutaj byłem". Tymczasem J. G. Pawlikowski jasno definiował gra­nicę ingerencji w przyrodę, pisząc o tych, którzy pod pozorem jej udostępniania przyrody z niej choinkę obwieszoną plastikiem: „odpustowych kramarzy nie wpuszcza się do kościoła, mogą jednak kupczyć swo­bodnie przed jego drzwiami".

PAWLIKOWSCY: ENDECY, ARTYŚCI I PRZYRODNICY

Jan Gwalbert był kolejnym a nie ostatnim z rodu znanych i zasłużonych Pawlikowskich. Rodzina ta od XVIII wieku w każdym pokoleniu wydawała wybit­ne postacie, żeby wspomnieć tylko Józefa Benedyk­ta Pawlikowskiego (1770-1830), burmistrza Prze­myśla, pioniera egzotycznego ogrodnictwa w Polsce oraz Józefa Gwalberta Pawlikowskiego (1793-1853), wicedyrektora lwowskiego Ossolineum, który roz­winął majątek ojca w Medyce, kontynuując pionier­skie kierunki w ogrodnictwie i rolnictwie. Przemoż­ny wpływ na Jana Gwalberta miał jego ojciec, Mie­czysław Gwalbert Pawlikowski (1834-1903), poeta i prozaik, publicysta i aktywny działacz polityczny. W czasie powstania styczniowego został zastępcą komi­sarza Rządu Narodowego na Galicję Wschodnią, za co był później więziony.

M. G. Pawlikowski przynale­żał do najświetniejszej bohemy artystycznej (patrio­tycznej) XIX wieku. Przyjaźnił się, korespondował - czy nawet wspomagał finansowo - z Adamem Mic­kiewiczem, Cyprianem Kamilem Norwidem, Marią Konopnicką, Teofilem Lenartowiczem... Jako poeta i pisarz współpracował z Włodzimierzem Tetmaje­rem, który ilustrował jego tatrzańską powieść „Bacz­maha". I właśnie miłość do Tatr i przyrody wpoił synowi - Jasiowi. Jako pierwszy zdobywał niektó­re tatrzańskie szczyty, na wyprawy zabierając syna, Jana Gwalberta oraz przyjaciół, m.in. Adama Asny­ka. Intencjonalnie pomijając Jana Gwalberta (o któ­rym później), a pisząc o tej nietuzinkowej familii nie można zapomnieć o jego imienniku (jego synu), a mianowicie Janie Gwalbercie Henryku (1891-1962), podobnie jak przodkowie zafascynowanym Tatra­mi, wybitnym znawcy Podhala, publicyście, sce­narzyście, pisarzu. Warto dodać, że Jan Gwalbert Henryk miał duży wpływ na twórczość swojej dru­giej żony, znanej poetki, Marii Pawlikowskiej-Jasno­rzewskiej.

Jego brat, Michał Gwalbert Pawlikowski (1887-1970) był, podobnie jak ojciec, narodowcem o mocno zradykalizowanych poglądach endeckich - w 1914 r. był sekretarzem Stanisława Grabskiego w Lwowskim Komitecie Ratunkowym, trzy lata później został członkiem Ligi Narodowej; w okresie między­wojennym należał do Związku Ludowo-Narodowe­go, Obozu Wielkiej Polski i Stronnictwa Narodowe­go. Był dyrektorem Towarzystwa Wydawniczego we Lwowie. Po I wojnie światowej odbudował majątek Pawlikowskich w Medyce, tworząc tam wydawnic­two „Biblioteka Medycka". Z kolei stryj Jana Gwal­berta, Tadeusz Pawlikowski (1861-1915), znany był z poglądów demokratycznych; bliski był ruchom ro­botniczym a przeszedł do historii jako reżyser i dy­rektor teatrów. Jednym z wnuków Jana Gwalber­ta Pawlikowskiego jest profesor historii sztuki i pi­sarz Jacek Woźniakowski (ur. w 1920), a jego córka, Róża Thun (właściwie Róża Maria Gräfin von Thun und Hohenstein, ur. w 1954) to znana publicystka i działaczka organizacji pozarządowych (zachęcam do lektury wywiadu, który zostanie wkrótce zamieszczony w dziale myśl narodowa: „Tropami pradziadka" - z Różą Thun, m.in. o jej pradziadku, rozmawiał Krzysztof Tenerowicz).

ŻYCIE I DZIEŁO

Jan Gwalbert Pawlikowski urodził się 8 marca 1860 r. w Medyce. Jako dziecko przebywał z matką i bra­tem w Szwajcarii. Po powrocie do kraju zamieszał w Radziszowie pod Krakowem, gdzie uczęszczał do szkoły. Na Uniwersytecie Jagiellońskim studio­wał historię, geografię i historię literatury. Tamże oraz w Wiedniu studiował prawo, z którego dok­toryzował się w Krakowie w 1885 r. Studia rolni­cze odbył w Halle, Wiedniu i Dublanach. W stoli­cy Austrii zapoznał się także ze statystyką i ekono­mią społeczną. W 1887 r. objął majątek rodzinny składający się z 17 folwarków i ziemi o powierzch­ni 8600 hektarów, którym doskonale administro­wał do 1915 r. Pawlikowski był wykładowcą uniwer­syteckim.

W 1891 r. powołano go na katedrę eko­nomii społecznej Wyższej Szkoły Rolniczej w Du­blanach, gdzie pracował do 1904 r., wykładając do­datkowo skarbowość, prawo rolne, politykę agrar­ną, statystykę i ekonomikę rolnictwa, historię oraz encyklopedię nauk rolnych. Szczególnie ważne były jego badania dotyczące technologii i nawoże­nia upraw, które w znacznej mierze zwiększyły wy­dajność rolnictwa. Z powodu pogarszającego się wzroku przeniósł się do Lwowa, gdzie rozbudowy­wał znaną już z licznych zbiorów bibliotekę rodzin­ną. W tym czasie Pawlikowski przebywał również w Medyce i Zakopanem, gdzie na Kozińcu miesz­kał w zaprojektowanym przez Stanisława Witkiewi­cza w stylu góralskim Domu pod Jedlami, jednym z najciekawszych przykładów opisywanego i propa­gowanego przez Pawlikowskiego architektoniczne­go stylu zakopiańskiego.

W latach 1915 -1918 prze­bywał w Żytomierzu, a do 1939 ponownie we Lwo­wie i Zakopanem, gdzie kontakt z naturą szlifował jego koncepcje przyrodnicze. Życie i usposobienie Jana Gwalberta Pawlikowskiego trafnie ujął Stani­sław Grabski pisząc o nim: „człowiek niezwykły. W przedziwny jakiś sposób łączył on w sobie najroz­maitsze zamiłowania i uzdolnienia. Odziedziczo­ny majątek ziemski Medykę doskonałą gospodarką znacznie powiększył.

A równocześnie był pedago­giem, profesorem ekonomiki w Dublanach, redak­torem „Ekonomisty Polskiego", prezesem Związku Naukowo-Literackiego, kierownikiem Szkoły Nauk Politycznych, kierownikiem Szkoły Nauk Politycz­nych, protektorem sztuki zakopiańskiej, a za mło­du i zapalonym taternikiem, głębokim badaczem mesjanizmu polskiego i poezji Słowackiego, gorą­cym propagatorem ochrony przyrody - przy tym zaś jednym z najwybitniejszych przed wojną kie­rowników polskiej polityki narodowej: prezesem Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego w Gali­cji i członkiem Komitetu Centralnego tajnej trójza­borowej Ligi Narodowej. I co jest najrzadsze: tylu tak różnorodnymi sprawami się zajmując [...] nigdy o niczym nie myślał powierzchownie. Odruchowo nie znosił dyletantyzmu".

PATRIOTA I POLITYK

Pawlikowski zdawał sobie sprawę z roli, jaką w ży­ciu narodowym mogli odegrać chłopi, dobrze zor­ganizowani i posiadający własną ziemię. W latach 1899-1905 był prezesem rady nadzorczej lwow­skiego Banku Parcelacyjnego, który udzielał kredy­tów na wykup ziemi przez polskie chłopstwo, aby nie przeszła w obce ręce. Po I wojnie światowej za­jął się także pracą nad unaradawianiem polskiego przemysłu i handlu. We Lwowie utworzył Ziemski Bank Kredytowy i poparł go finansowo, podobnie jak różne spółki handlowe polskie, np. Orbis (do­póki przestrzegano statutowych założeń). Od cza­sów studenckich żywo interesował się polityką. Na­leżał do oponentów ruchu konserwatywnego (stań­czycy), przeciwstawiając mu ideę pozytywistycz­ną.

Atakował stańczyków za brak politycznego re­alizmu, sobkostwo, koteryjność - zarzucono mu więc tendencje socjalistyczne i bojkotowano orga­nizowane przez niego uroczystości ku czci Mickie­wicza, Słowackiego czy Miłkowskiego. W praktyce „socjalizm" Pawlikowskiego w młodych latach ob­jawiał się tylko atakowaniem egoistycznej polityki finansowej konserwatystów a głosił hasła solidary­zmu narodowego, co zbliżyło go nie do Polskiej Par­tii Socjalistycznej a wręcz przeciwnie, do narodo­wej demokracji. W 1902 roku wstąpił do nielegal­nej Ligi Narodowej działającej na obszarze trzech zaborów, a kierowanej z zaboru austriackiego przez Romana Dmowskiego, lidera całej endecji. Liga ce­chowała się przekonaniem o konieczności pozyty­wistycznego kształcenia nowoczesnego narodu pol­skiego, gotowego oprzeć się zaborcom i przeciwno­ściom politycznym. LN nie podtrzymywała modne­go wówczas przeświadczenia o walce klas, a zagro­żenie upatrywała w często antypolskich działaniach mniejszości narodowych.

Od początku swojej endeckiej działalności Pawlikowski oddał ruchowi na­rodowemu nie tylko nazwisko, ale także wiedzę, siły a także wsparcie finansowe. Od czasu wstąpienia do Ligi Narodowej wsparł „Słowo Polskie" we Lwowie, będące organem prasowym partii. Dwa lata póź­niej aktywnie organizował struktury powstające­go tam Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego, którego został wiceprezesem a następnie prezesem. Już od 1905 r. wchodził w skład Komitetu Central­nego Ligi Narodowej. Kierował Stronnictwem w trudnym czasie, kiedy w ruchu narodowym z ideą Dmowskiego, który chciał oprzeć przyszłość Polski na Rosji, ścierały się różne koncepcje. Pawlikow­ski dał się poznać wówczas jako zwolennik jedno­ści obozu narodowego. Politycy endeccy w zaborze rosyjskim propagowali orientację prorosyjską, zaś w Galicji silne były postawy proaustriackie.

On sam podkreślał konieczność jedności na bazie postawy antyniemieckiej. Był pierwszym z liderów endecji, który publicznie stwierdził, że skutkiem wybuchu I wojny światowej musi być odzyskanie niepodle­głości - głosił to już na początku 1915 r. Sam Paw­likowski w kwestii drużyn sokolich, bartoszowych i harcerstwa różnił się w poglądach z Dmowskim, jednak cenił go jako wielki autorytet. J. G. Pawli­kowski zwalczał w Galicji orientację proaustriacką, ponieważ - podobnie jak Dmowski - nie wierzył w zajęcie się Austrii sprawą Polski. Podczas I wojny światowej, po wkroczeniu do Lwowa Rosjan, Pawli­kowski organizował konferencje Ligi i Stronnictwa, głosząc, że wybuch wojny daje Polsce szansę na od­zyskanie niepodległości. Przez Austraików uznany został oficjalnie za zdrajcę. Po wojnie wycofał się z aktywnego życia politycznego, ale przyjął godność honorowego prezesa Stronnictwa, którego człon­kiem był do końca życia.

Inne aspekty bogatego życia Jana Gwalber­ta Pawlikowskiego były nie mniej ciekawe i owoc­ne. Zarówno jego osiągnięcia naukowe, kulturalne, pisarskie czy rolnicze czynią z niego wybitną po­stać przełomu wieków XIX i XX. Pawlikowski, en­dek, finezyjny literat i znawca literatury, doskona­ły gospodarz i przenikliwy wykładowca akademicki, był jednocześnie taternikiem, miłośnikiem przyro­dy, znawcą tematyki środowiskowej i prekursorem ekologii oraz ochrony środowiska w Polsce. Zresz­tą Pawlikowski twierdził, że przyroda tak głęboko ukryta jest w sercach Polaków, że na nowo rozbu­dzanie miłości ku niej jest wyrazem rozbudzania w sobie patriotyzmu.

PAWLIKOWSKI „ZIELONY"

Jan Gwalbert Pawlikowski, zanim zdefiniował za­sady ochrony środowiska i granice dopuszczal­nej ingerencji człowieka w przyrodę, sam żył tym, co potem wpajał niejako systemowo w społeczeń­stwo. Żył umiłowaniem przyrody. Można uznać go za jednego z prekursorów taternictwa. Wiele waż­niejszych tatrzańskich szczytów czy jaskiń zdoby­wał jako pierwszy. Istotą turystyki górskiej (i nie tylko) było dla niego współgranie z przyrodą bez zbędnego w nią ingerowania, poprawiania, uła­twiania jej dostępności i zwłaszcza bez jej bana­lizowania. Przeciwstawiał się biznesowi hotelar­sko-gastronomicznemu, który wdzierał się w każdy zakątek Tatr. Stoczył daremny trud walki z pomy­słem budowy drogi do Morskiego Oka zakończonej schroniskiem; przystosowaniem Orlej Perci do ma­sowej turystyki czy słynnym kolejkom na Gubałów­kę i Kasprowy Wierch.

Przeciwstawiał się też budo­wie schroniska na Kalatówkach - bez rezultatu. Za to udało mu się powstrzymać budowę podobnych obiektów pod Rysami i Wielkim Stawem Gąsienico­wym oraz kolejki na Świnicę. Jako aktywny działacz Towarzystwa Tatrzańskiego doprowadził do wpro­wadzenia zasad ustalania nazw w Tatrach, co pod­chwycił od razu za nim Niemiecko-Austriacki Zwią­zek Alpejski, a później Międzynarodowa Unia Al­pinistyczna. W wydawanych przez siebie „Wier­chach" i w innych pismach publikował szereg arty­kułów o Tatrach, walcząc o pierwotność góralszczy­zny i tatrzańskiej przyrody oraz zahamowanie tego, co dzisiaj nazwalibyśmy macdonaldyzacją przyro­dy. Pomimo powszechnego szacunku, przegrywał ze współczesnością.

Walka o pierwotność Tatr uczyniła go pionierem ochrony środowiska w Polsce, prawie równocze­śnie z powstaniem tego ruchu zagranicą. Pawlikow­ski doskonale znał i był w stanie komparatystycz­nie okiełznać większość prawodawstwa światowe­go, skupionego wokół ochrony przyrody, gdzie spo­śród różnych aspektów (społeczno-higienicznych, naukowo-przyrodniczych, ekonomicznych czy este­tycznych) na czoło wysuwał walory moralne, wręcz duchowe. Pośród licznych dzieł Jana Gwalberta Pa­likowskiego dotyczących ochrony środowiska jego głównym manifestem i résumé jego myśli była pra­ca „Kultura a natura" wydana we Lwowie w 1913 r. (jej obszerne fragmenty zamieszczamy w Archi­wum Myśli.pl). Radykalność jego poglądów zasa­dzała się na twierdzeniu, że nie tylko zbytnia in­gerencja człowieka w przyrodę, ale także z pozoru niewinne upiększanie lub uprzystępnianie jej może grozić wypaczeniem ducha natury.

Pawlikowski uważał, że nie da się połączyć „fi­listerskiego", turystyczno-banalnego zwiedzania gór z przerwami na hotelarskie biesiady w centrum Tatr, nie psując jednocześnie charakteru tego miej­sca, zdolnego przybliżyć człowieka do kontempla­cji Boga, poznania siebie, uchwycenia porządku, ładu, transcendencji, piękna, którego nie obejmują ludzkie słowa. Ten idealizm Jana Gwalberta Paw­likowskiego wykluczał kompromis, który on sam przyrównywał do uczynienia z płótna Matejki „wor­ka na mąkę". Już w 1912 r. zainicjował pierwszą w Polsce organizację zajmującą się ochroną przyro­dy - tak powstała Sekcja Ochrony Tatr przy Towa­rzystwie Tatrzańskim, której był wieloletnim pre­zesem. Dzięki tej działalności wysunięto projekt utworzenia w Tatrach rezerwatu przyrody, uregu­lowania sprawy wycieczek turystycznych, powołano do życia Ochotniczą Straż Górską.

W latach 1925-1935 Pawlikowski był wiceprezesem Państwowej Rady Ochrony Przyrody. Publikował kolejne prace dotyczące problematyki ochrony środowiska: „Pro­blemy prawne ochrony przyrody" (1912), „Prawo ochrony przyrody" (1927), „Prawodawstwo ochron­ne" (1932), „Ogólny rzut oka na istotę ochrony przyrody" (1932), „Rozbudowa prawnych podstaw ochrony przyrody w Polsce" (1934). Jego wielolet­nia praca zwieńczona została uchwaleniem przez sejm ustawy o ochronie przyrody. Pracował też nad pokrewnymi ustawami: łowiecką, rybacką, leśną, budowlaną. Walczył o utworzenie Tatrzańskiego Parku Narodowego i ochronę Bieszczadów.

Z jego inicjatywy powstało Międzynarodowe Biuro Ochro­ny Przyrody w Brukseli, którego działalność przeję­ła w 1946 r. Międzynarodowa Unia Ochrony Przy­rody i Jej Zasobów, funkcjonująca do dziś i zrze­szającą ponad 3000 badaczy z 70 państw. Mimo ogromnego autorytetu, przegrał batalię o budowę kolejki linowej na Gubałówkę, a zwłaszcza na Ka­sprowy Wierch, tłoczącą tłumy „turystów" w jedno z najcenniejszych i najbardziej wrażliwych miejsc Tatr. Na znak protestu przeciwko tej ostatniej in­westycji podał się wraz z całym składem Państwo­wej Rady Ochrony Przyrody do dymisji. Do końca życia, już prawie niewidomy, występował z rozma­itymi apelami, protestami ws. środowiska, propa­gował ochronę przyrody.

Ten wybitny i zapomniany Polak zmarł 5 marca 1939 r. we Lwowie, a pochowano go na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem. Pawlikowski do dzisiaj uczy nas pojednania kultury z naturą przez obcowanie z wolną przyrodą; przez poznawanie przyrody, budzące miłość ku niej i wio­dącej do miłości ojczyzny; przez wynikającą z mi­łości do przyrody ochronę jej piękna, jej skarbów i zabytków; przez kształtowanie krajobrazu, łączą­cego harmonijnie elementy natury i kultury; przez rozwijanie twórczości opartej o rodzime pierwiast­ki, tkwiące w polskiej przyrodzie i w polskiej duszy.

Po śmieci Pawlikowskiego Jan Alfred Szczepań­ski napisał gorzkie słowa: „umierając, widział Jan Gwalbert ruinę swych ideałów [...]. Miejsce ochro­ny przyrody zajęło jej brutalne niszczenie pod for­mą uprzystępniania. [...] realizacja jego wielkiej idei - Parku Narodowego Tatrzańskiego - jest sym­biozą z nowotworem kolejek i infekcją ceprostrad, jest kapitulacją przed niszczycielskim już swą li­czebnością tłumem. [...] łasi na forsę górale stanęli w pierwszym szeregu niszczycieli Tatr".

I jakkolwiek dzisiaj radykalizm Jana Gwalberta Pawlikowskiego - naukowca, literata, ekonomisty i narodowca, a nade wszystko twórcy polskiej ekolo­gii i idei ochrony środowiska może być przez nasze - przyznajmy, filisterskie już - umysły uznany za nieadekwatny do ducha XXI wieku i może według niektórych zakrawać na kierunek wsteczny i ar­chaiczny, a nawet blokujący postęp cywilizacyjny, to warto przypomnieć sobie mocne, jednoznaczne i niedające miejsca na kompromis słowa ojca pol­skiej ekologii i ochrony środowiska: „hasło powro­tu do przyrody to nie hasło abdykacji kultury - to hasło walki kultury prawdziwej z pseudokulturą, to hasło walki o najwyższe kulturalne dobra".

Robert Wit Wyrostkiewicz

Źródło:
Artykuł ukazał się w kwartalniku Myśl.pl,numer 14, lato 2009


Podziel się
oceń
0
0

KZM - Toruń: Aleksander Majewski o Konserwatyzm.pl

wtorek, 30 marca 2010 7:40


Spotkanie ze studentami politologii UMK


   W czwartek, 1 kwietnia br. odbędzie się spotkanie z redaktorem naczelnym konserwatyzm.pl, który przedstawi, jak wygląda "od kuchni" redagowanie strony.


Kol. Majewski opowie o Portalu Myśli Konserwatywnej na zajęciach "Promocja i Reklama", prowadzonych przez Arkadiusza Mellera.

Godz. 9.30, Wydział Politologii i Studiów Międzynarodowych UMK, ul. Batorego 39L

Źródło: Konserwatyzm.pl


Podziel się
oceń
0
0

IN14: Członkowie IN14 odwiedzili ośrodek dla uzależnionych

wtorek, 30 marca 2010 7:35


   W marcu ludzie z Inicjatywy „14" po raz pierwszy odwiedzili ośrodek dla uzależnionych od alkoholu i przede wszystkim narkotyków. Jest to ośrodek młodzieżowy i znajduje się w nim kilkudziesięciu dzieciaków, którzy gdzieś zbłądzili na swojej ścieżce. Nie są to stereotypowi narkomani - 50 letnie wraki bez zębów, dające sobie w żyłę. To już nie te czasy. Większość leczących się to osoby około 20 roku życia, tacy których pełno stoi pod każdym blokiem w każdym mieście. Mieliśmy okazję poznać tą część, która chce zrobić coś ze swoim życiem.

   Uzależnieni są po prostu od...fazy. Czy to w postaci marihuany, amfetaminy, ekstazy czy alkoholu. Mniej jest osób biorących kwasy, a prawie ani jedna osoba nie brała heroiny (choć tacy też przyjeżdżają to są to przypadki sporadyczne). To zdecydowana zmiana w stosunku do lat 80-tych i nawet 90-tych, dzisiaj jest moda na inne - nowocześniejsze - narkotyki niż tak zwana polska heroina czyli popularny mak. Oczywiście nie oznacza to, że teraz jest lepiej - wręcz przeciwnie. Narkomani wtopili się w krajobraz i często sami wierzą w to, że nimi nie są. Zakłamanie i nieszczerość w stosunku do samego siebie, a także nieumiejętność obiektywnego spojrzenia na siebie to podstawy tej choroby. Naturalnie więc kiedy mówisz nowicjuszowi w takim ośrodku, że jest chory na narkomanie -  broni się rękoma i nogami. Musi upłynąć sporo czasu nim dotrze do niego, że był zwykłym degeneratem, którego różniło od żula to, że mama dała na fajne ciuchy bądź na te ciuchy ukradł. Ci którzy są w ośrodku już około 2 miesięcy - nabrali pokory i chcą się zmieniać. Pomagają też nowicjuszom dojść do tego wniosku. Dobrze przepracowany czas jest lekiem na uzależnienie.

Nikt ich nie pilnuje - oni sami siebie wyciągają z narkomanii! Pilnują się nawzajem. Wychowawca czasami wyjeżdża na 8 godzin - nikogo nie ma. Nie oznacza to, że od razu odbywa się tam libacja :-). Wręcz przeciwnie - leczący się wiedzą, że po wyjściu też sami będą musieli się pilnować. I chcą się pilnować. Leczenie ze strażnikiem nad głową mija się z celem, bo kiedy tego strażnika zabraknie będą robić to co przed ośrodkiem... W czasie kiedy jesteśmy w ośrodku kilka osób chce wyjeżdżać. To codzienność - różne osoby w różnym czasie przechodzą kryzys. Pomaga im go przezwyciężyć reszta osób namawiając do pozostania w ośrodku. Za naszego pobytu - każda interwencja społeczności kończyła się zażegnaniem kryzysu. Aczkolwiek czasami bywa ostro, dzieciaki gadają o samobójstwie - zazwyczaj po to by zwrócić na siebie uwagę. Nie można tego jednak lekceważyć. 

To bzdura, że w ośrodkach są ludzie o podobnych sytuacjach rodzinnych. Są dzieci bogatych rodziców, którym naiwne matki dawały setki złotych na narkotyki, są i dzieciaki z ubogich rodzin, którym rodzina nie przesyła nawet paczki fajek (w ośrodku, w którym byliśmy można palić). Zawieźliśmy tam nieco słodyczy i innych przekąsek dla co uboższych. Osoby, które wyszły po nas na autobus dostały też po hot dogu, lodzie co jest pewną odmianą od ich menu :-). Wracając do dzieci bogatych rodziców - dużo rozmawialiśmy z Magdą. Ma 16 lat i zawsze miała w życiu to co chciała. Jesteśmy w szoku, bo płynnie mówi o swoich wadach i o tym co ma w sobie zmienić. W ośrodku nauczyła się dostrzegać swoje wady. To tutaj po raz pierwszy w życiu ktoś wymagał od niej. Na początku dostawała ataków furii - teraz jest już dobrze. To od kolegów z ośrodka usłyszała, że ma ze sobą poważny problem. Udzielali tylu informacji, że za którymś razem to do niej dotarło. Na tym polega tego typu terapia. Ćpuny przeglądają się w lustrze.

Na jedzenie w ośrodku nie narzekają - dostają sporo datków z różnych marketów i z innych źródeł. Naprawdę jedzą dobrze - lepiej niż w szpitalach i to sporo. Jedzą cały czas - nadrabiają momenty, w których tygodniami byli na amfetaminowym ciągu i nie jedli. Rekordziści podczas kilku miesięcy leczenia tyją „dwukrotnie" :-). Przeczulenie na tym punkcie mają przede wszystkim leczące się dziewczyny. Jedna z nich przez kilka dni o 5:30 ćwiczyła fitness :-). Jedzenie ostatecznie zatriumfowało.

Ktoś może powiedzieć, że takie żarcie im się nie należy. Gdybyście widzieli jak oni chcą się zmienić...Nie odbywa się to na zasadzie przymusu lecz domowej atmosfery. To nie szpital - to dom z kominkiem, w którym każdy ma swoje obowiązki. Nie mają kucharek, sprzątaczek. Sami sobie gotują, sprzątają, rąbią drewno na opał - uczą się pracy i odpowiedzialności. Jeśli ktoś w to nie wchodzi - musi wyjechać i nikt się nad nim nie lituje. Zatem panuje dyscyplina i niczego nie brakuje. W ośrodku nie można przeklinać i leczący się tego przestrzegają! Poważnie - większa kultura niż na ulicy. Ośrodek nie jest przymusowy, nie ma żadnej ochrony, krat w oknach itp. Są tylko Ci, co chcą się leczyć i nieliczni chcący przeczekać leczenie bo tak im „polecił" sąd. Ci ostatni nie ujawniają się, ale można ich wyczuć. Są jakby z boku - odczekać swoje i wrócić do tego co było. W żadnej grupie nie ma 100% zaleczalności, to naturalne.

W ośrodku nie ma stereotypowych „wczasów za nasze pieniądze". Narkomani wstają co rano o 6:00 i idą do pracy, za którą rzecz jasna nie dostają pieniędzy. Są to prace porządkowe, ale głównie jeździ się do lasu. Ścinają drzewa, noszą gałęziówkę, rąbią itd. Wielu z nich ciężko to znosi. Nic dziwnego. Skoro dotychczas spało się do 11:00, a jedyną aktywnością było zbieranie na imprezę? Teraz uczą się pierwszej odpowiedzialności - w piecach musi być napalone, obiad dla społeczności ośrodka musi być na czystym stole. Wszystko ze sobą współgra. Jeśli ktoś coś zawali - dostaje dociążenie, czyli albo dodatkową pracę albo kółeczka do odbiegania. Poszliśmy z nimi do pracy i wcale nie było lekko :-). Wstaliśmy też rano i poszliśmy z nimi na poranny bieg, sami uprawiamy sport więc było to czystą przyjemnością. Narkomani biegną co rano (przed pracą) około kilometra. Dla palących jest to mordercza odległość. Dlatego do rzucenia palenia namawialiśmy cały czas. Rozmowy o sporcie ciągnęły się długo. W ośrodku jest wiele osób, które ćwiczyły różne sztuki walki, mają ekstremalne hobby, był też ćwiczący parkur, czyli styl biegania po ulicach, popularny np.: we Francji. Jak mówił: policja nigdy go nie złapała, bo skakał przez mury :-).

Leczący się są bardzo gościnni i wcale nie zdziwiło ich, że ktoś się nimi interesuje. Przyjeżdżają do nich ludzie sztuki, prowadzą różne zajęcia. Wpadają też trenerzy w tym sztuki walki i za darmo prowadzą treningi! Każdy chce jakoś pomóc, a leczący odpłacają się szacunkiem. Nastawialiśmy się na taki mały Bronx hehe, a zastaliśmy rodzinną atmosferę. Pozytywny szok to najlepsze określenie tego co czujemy po tej wizycie. Chociaż bywa też zabawnie, bo przyjeżdża ktoś nowy prosto z ulicy i jest podobnie zdziwiony jak my, a szykował się przykładowo na grypserę :-). Ludzie mają różne wyobrażenia i stereotypy dotyczące takich miejsc...

Jak wspomniałem - narkomani pracują, niektórzy uczą się, a także uprawiają sport i odnajdują się w różnych dziedzinach sztuki. Praktycznie nie mają czasu myśleć o ćpaniu, bo ciągle się coś dzieje - i o to chodzi. Prócz tego odbywają się też społeczności terapeutyczne gdzie leczący gadają o życiu domu, rozwiązują problemy i ewentualnie gadają o narkomanii. Poza tą salą, na której spotykają się wszyscy - nie można (podobnie jak przeklinać) gadać o ćpaniu i alkoholu, bo można albo złapać dociążenie albo wylecieć z ośrodka. Zakazana jest wszelka agresja - słowna i tym bardziej fizyczna. To uczy kontroli wybuchowe dotychczas osoby.

W ośrodku życie płynie innym rytmem. Są inne problemy, dużo rozmawia się o życiu, a mało o karierze i wyścigu szczurów. To jest tam najlepsze. Niby w centrum choroby, a jednak człowiek czuje się bardziej wolny i niezależny od zgnilizny panującej „na zewnątrz". Ośrodek to miejsce, w którym dzieją się rzeczy piękne - ludzie się zmieniają, dochodzą do sensownych wniosków, uczą się na błędach, przezwyciężają lenistwo i lęk przed trzeźwym życiem. 

Pierwszej nocy - mimo, że wstaliśmy o 6:00 - rozmawialiśmy z pacjentami do...5:00. Zawiązała się ekipa, która siedziała do rana mimo, że trzeba było wstać o...6:00. Byli ciekawi dlaczego jesteśmy abstynentami z wyboru i pytali jak radzić sobie z presją otoczenia. To ludzie, dla których trzeźwe życie jest czymś dziwnym i czują presję kiedy ktoś namawia ich na kieliszek bądź dragi. Część już szuka wytłumaczeń, stresuje się przed opuszczeniem ośrodka. Mówiliśmy, że nie trzeba się nikomu tłumaczyć ze swojego podejścia i należy być dumnym ze swojej postawy. Nosić do góry głowę. Cieszyli się (i byli też w pewnym sensie pozytywnie zdziwieni), że ktoś nie będący wychowawcą namawia ich na kroczenie taką drogą. Namawialiśmy ich by po  wyjściu zapisali się na jakiś sport. To świetne zajęcie na kilka wieczorów w tygodniu, cel do jakiego można dążyć oraz przy okazji poprawienie sprawności fizycznej zepsutej przez narkotyki.

Co ciekawe - przez ośrodek co jakiś czas przewijają się Woodstokowicze Jurka Owsiaka. „Wolność" w wydaniu Jureczka skończyła się dla nich w ośrodku odwykowym. Kiedy wytrzeźwieją - od razu rozumieją absurd Owsiakowych sloganów. Często tego typu narkomani mają za sobą głębokie patologie dziejące się na „przyjaznych" polach namiotowych. Są bardziej doświadczeni przez życie niż typowi młodzieżowcy spod klatek. Niektórzy leczą się też z...anarchii. Jeden leczący się z wytatuowaną anarchią na szyi został...zawodowym żołnierzem :-). To ci dopiero odmiana.

Są też minusy - często w ośrodku panuje hałas oraz pojawiają się dziwne pomysły. Śpimy sobie, a około trzeciej w nocy ktoś postanowił naprawiać wentylacje. Walił młotkiem, śpiewał, gwizdał i nie rozumiał, że coś jest nie tak :-). „Nie trzeba było ćpać" - to ich odpowiedź na prośby o bycie cicho lecące z ust innych pacjentów. Rano na pobudkę puszcza się głośno muzykę i ludzie tak się drą, że nie idzie spać...nie ma takiej możliwości. Narkomani to ludzie uparci i często jeszcze egoiści (zanim się z tego egoizmu wyleczą) dlatego czasem trudno im się dogadać. Próbowaliśmy rozegrać mecz siatkówki, ale niezbyt wyszedł, bo każdy miał inną koncepcję na turniej i przepisy :-). Najprostsze sytuacje kończą się kłótniami, nikt nie chce odpuścić. Większość jest nadpobudliwa, ADHD to standard. 

 Jeśli chodzi o patriotyzm to jest z nim lepiej niż myśleliśmy. Ludzie są świadomi swojego pochodzenia i chcąc nie chcąc jest to spowodowane głównie patriotycznymi wątkami w muzyce hip hopowej. Pacjenci puszczają takie kawałki, a co mniej świadomi dopytują o co chodzi z tą miłością do Ojczyzny. W ośrodku jest także cała masa kibiców piłkarskich - prawie każdy chłopak chodził na mecze. W związku z tym uczucie patriotyzmu nie jest im obce, bez problemów mówią o przywiązaniu do innych wartości niż materialne. Poprawność polityczna także bynajmniej tu nie występuje :-). Na terenie ośrodka rozklejamy nasze naklejki (wala się ich pełno, oczywiście kibicowskich) i kilka rozdajemy. Nie ma problemów - nikt nie trawi homoseksualistów i większość jest podatna na nacjonalizm. Ta część z klimatów pacyfistycznych tak przejechała się na swoim wyobrażeniu wolności, że nawet nie broni już swoich racji. Łatwo ich podsumować - „no i zobacz gdzie to wszystko cię doprowadziło". Przyznają rację.

Ostatnim co chciałem z nimi poruszyć było sXe. Przyniosłem laptopa na salę i katowaliśmy nacjonalistyczny HC. Byli pod wrażeniem znanego klipu-samoroba Moshpit. Tłumaczyłem, że kolesie energię znajdują w czymś innym niżeli w używkach i jak widać można być wariatem na trzeźwo. Straight edge idealnie trafiało do dzieciaków - byli zaskoczeni, klimaty znał tylko jeden pacjent. Wreszcie zobaczyli kogoś trzeźwego z odpowiadającym im temperamentem. Na rozwinięcie tematu nie było czasu, ale niektórzy może się zainteresują tym stylem życia, może w tym się odnajdą. 

W takim miejscu można dużo się nauczyć. Przede wszystkim tego, że twoje własne problemy i sytuacja życiowa nie są najgorsze...Niektórzy mają po dwadzieścia parę lat i zupełnie nie ułożone życie. Muszą zaczynać wszystko od początku. Niektórzy nie mają gdzie wracać bądź nie chcą wracać do patologicznego domu. Przy takich problemach, nasze problemy stają się malutkie i łatwo rozwiązywalne.

Z wizyty jesteśmy bardzo zadowoleni, mamy nadzieję, że ośrodkowicze też. Zapraszali nas ponownie i pytali kiedy wpadniemy. A wpadniemy na pewno i to już w najbliższe wakacje. Pierwszy krok został postawiony. (Ł)

Źródło:
IN14


Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: Kibice Arki przeciwko ISLAMIZACJI EUROPY

poniedziałek, 29 marca 2010 17:21


Kibice Arki przeciwko ISLAMIZACJI EUROPY


   W ten weekend kibice Arki - Zjednoczeni Patrioci, zawitali do Warszawy na mecz Polonia Warszawa - Arka Gdynia. Specjalnie z tej okazji  przygotowalismy transparent: STOP ISLAMIZACJI EUROPY! Nawiazujacy do manifestacji przeciwko budowie meczetow, ktora odbyla sie w ten sam dzien pare godzin wczesniej w Warszawie.

Kibice Arki


Podziel się
oceń
0
0

Świat - Rosja: Pierwsza rocznica śmierci Maksima Bazylewa

poniedziałek, 29 marca 2010 9:32


   Rok temu, w nocy z 26 na 27 marca, w niewyjaśnionych okolicznościach stracił życie rosyjski narodowy rewolucjonista, lider organizacji NSO, Maksim Bazylew. Był wybitnym mówcą, redaktorem i autorem licznych artykułów propagandowych w piśmie "Russkaya Volya". Miał 28 lat.

   W rosyjskim ruchu nacjonalistycznym funkcjonował odkąd miał kilkanaście lat. Ponieważ uczestniczył w licznych akcjach działalności bezpośredniej, część swego życia spędził w odosobnieniu, jednak po wyjściu na wolność ponownie zaangażował się w działalność nacjonalistyczną. Aktywnie udzielał się na rzecz pomocy więźniom politycznym wywodzącym się ze środowisk nacjonalistycznych.

 Wczesnym rankiem 24.03.2009 został aresztowany. Wśród licznych zarzutów, jakie mu postawiono, pojawiły się standardowe wobec nacjonalistów oskarżenia o "udział w licznych zabójstwach" oraz "działalność ekstremistyczną". Wedle oficjalnej wersji władz aresztu, w którym przebywał, około 3 nad ranem 27 marca, popełnił samobójstwo. Można się jednak domyślać, jakie były rzeczywiste powody jego zgonu. Dla przykładu, jeden z liderów petersburskiego ruchu NS/sXe - Dimitrij Borovikov - został podczas policyjnej obławy uśmiercony "strzałem ostrzegawczym" w tył głowy...

Źródło: Autonom.pl


Podziel się
oceń
0
0

MW: Przekaż swój 1% Akademii Orła

poniedziałek, 29 marca 2010 9:25

 

   W związku z licznymi pytaniami o możliwość wsparcia Młodzieży Wszechpolskiej w ramach 1 % podatku, informujemy, że MW nie posiada statusu organizacji pożytku publicznego. Istnieje jednak możliwość wsparcia działań Stowarzyszenia Akademia Orła, które aktywnie współpracuje z nami przy organizacji szeregu przedsięwzięć.

W 2009 roku Młodzież Wszechpolska i Akademia Orła zorganizowały wspólnie 2 inicjatywy:

1) II. Szkoła Letnia MW - trzydniowe spotkanie formacyjne dla młodzieży o narodowo-katolickich poglądach, wypałnione wykładami osobistości życia publicznego, naukowców, działaczy społecznych i kombatantów.
Relecja z tego wydarzenia.

2) Obchody 70. rocznicy powstania Związku Jaszczurczego - podziemnej organizacji ruchu narodowego. Odbyła się konferencja naukowa oraz koncert muzyki patriotycznej.

Serdecznie dziękujemy Akademii Orła za wspólnie prowadzone działania, natomiast wszystkich członków i sympatyków Młodzieży Wszechpolskiej prosimy o przeznaczenie 1% swojego podatku na rzecz tej organizacji oraz przekazanie informacji rodzinie i znajomym. Zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na działania promującej idee narodową i wartości katolickie w 2010 roku.

Instrukcja

Wystarczy wypełnić odpowiednią rubrykę w rocznym zeznaniu podatkowym Po wyliczeniu, ile podatku będziemy mieli do zapłacenia w tym roku, w ostatnich rubrykach zeznania podatkowego wpisujemy nazwę: Stowarzyszenie Akademia Orła i numer pod jakim Stowarzyszenie widnieje w Krajowym Rejestrze Sądowym: 0000219050

Wpisujemy także kwotę, którą chcemy przekazać dla Akademii Orła, nie może ona jednak przekraczać 1% podatku należnego, wynikającego z zeznania podatkowego, po zaokrągleniu do pełnych dziesiątek groszy w dół.

Źródło: MW


Podziel się
oceń
0
0

Licznik odwiedzin:  243 923  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O bloogu




Czołem Wielkiej Polsce!

Witamy na bloogu "Kronika Narodowa".
Bloog w swym zamyśle, ma być czysto informacyjny. Znajdziecie tu relacje z inicjatyw/ akcji praktycznie wszystkich środowisk i organizacji szeroko pojętego Obozu Narodowego. Nie zapomnimy jednak o działalności nacjonalistów spoza granic naszego kraju i artykułach oscylujących wokół tematyki ideologiczno – historycznej.
Jesteśmy otwarci na współpracę z wszystkimi środowiskami narodowymi. Przy czym, z całą stanowczością stwierdzamy, iż nie interesują nas jakiekolwiek antagonizmy organizacyjne... CWP!

Redakcja

ZASADY PRZEDRUKU Z KN: ZASADY PRZEDRUKU - LINK

Kontakt: kronikanarodowa@wp.pl

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 243923

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl