Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 307 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wywiady: „Problemem endecji po 1989 roku była słabość intelektualna”

poniedziałek, 26 lipca 2010 20:10




Z prezesem Młodzieży Wszechpolskiej Robertem Winnickim rozmawiamy o antysystemowości, neoendecji i socjopatycznym rysie społecznika.

 Fronda.pl: Jak trafiłeś do Młodzieży Wszechpolskiej?

Robert Winnicki*: Poprzez wujka, który był działaczem Ligi Polskich Rodzin. Na przełomie 2001/2002 wręczył mi egzemplarz „Wszechpolaka" - pisma, które wydawała wówczas MW. W 2002 roku pierwszy raz skontaktowałem się z organizacją i rozpocząłem regularną działalność w Lubaniu Śląskim, a od od 2004 roku we Wrocławiu.

Nie zetknąłeś się w pierwszej kolejności z historią, dziełami „klasyków" ruchu narodowego, jak to często bywa?

Historią i polityką interesowałem się już wcześniej, gdzieś od 14-15 roku życia. Wtedy też sprofilowałem się ideowo; w Empiku, we Wrocławiu, podczas wycieczki szkolnej znalazłem pismo „Szczerbiec". Wysłałem wtedy moje pierwsze zgłoszenie; do Narodowego Odrodzenia Polski.

Do NOP? Dlaczego?

Zainteresowanie polityką rozbudziły we mnie bombardowania Jugosławii w 1999 roku. Miałem wtedy 14 lat. To budziło mój opór. Czytałem wcześniej dużo Waldemara Łysiaka, byłem pod wpływem jego krytycznego podejścia do tej kwestii. Wkręciłem się wtedy w antysystemowość, która jednak nie miała zbyt wiele wspólnego z narodową demokracją, raczej z szeroko pojętym patriotyzmem.

Przeciwko bombardowaniu Jugosławii był także Piotr Ikonowicz. Czy gdybyś znalazł w Empiku „Robotnika", to zapisałbyś się do Organizacji Młodzieżowej PPS?

Nie. Moja antysystemowość, sprzeciw wobec tego, co postrzegałem jako amerykanizację, macdonaldyzację, „zgniły zachód", była jednocześnie silnie związana z tradycją i wiarą katolicką. Ruchy lewicowe i socjalistyczne nie wchodziły w rachubę.

Teraz jednak nie jesteś już w NOP.

Bardzo szybko zdystansowałem się od tej organizacji. To, co znalazłem w kolejnych numerach „Szczerbca", zniechęciło mnie. Ówcześnie modny w tym środowisku był sedewakantyzm i pusty radykalizm. Nie uważam, żeby radykalizm w obronie dobrej idei był czymś złym, ale nie może to być prymitywne i radykalne dla samego radykalizmu.

Mimo to odnalazłeś się w MW, która podobnie, jak NOP, uważa się za część ruchu narodowego. Wręcz twierdzicie, że jesteście „ideowym spadkobiercą najlepszych tradycji Obozu Narodowego, przede wszystkim myśli politycznej Romana Dmowskiego oraz innych twórców idei narodowej". To z waszej, nadal obowiązującej, Deklaracji Ideowej. Co to dzisiaj znaczy?

Przede wszystkim to przywiązanie do podstawowych wartości narodowych, jaką jest narodowa kultura, nie jako konstrukt abstrakcyjny, ale mająca swoje zakorzenienie, kultura oparta o tradycję. Jest to dążenie do posiadania narodowego, podmiotowego państwa, potrafiącego realizować na arenie międzynarodowej interesy tego narodu. Po drugie, jest to pewna metodologia myślenia o polityce, sprawach publicznych, myślenia opartego na racjonalizacji sceny politycznej, dystansie, próbie chłodnego oglądu. I rozpoznawania na bieżąco możliwości realizacji interesu narodowego.

Jednak czytając Dmowskiego można odnieść wrażenie, że tak naprawdę nie lubił Polaków i chciałby zastapić ich np. Anglikami.

Jest zasadnicza różnica między krytyką wad Polaków dokonywaną przez Dmowskiego, a odrzuceniem polskości. Kiedyś Cezary Michalski próbował wstawić Dmowskiego w ciąg myślicieli krytycznych wobec polskości. Dmowski rzeczywiście był bardzo krytyczny wobec naszego narodu i nie szczędził mu uwag wytykających przyczyny jego słabości. Jednoczesnie kochał i afirmował naród polski. Istnieje różnica między krytyką zmierzającą do budowy potęgi narodu, a krytyką, która wynika z faktu, że człowiek odrzuca swoją wspólnotę naturalną, czuje się w niej obco i odczuwa ze względu na przynależność do niej kompleksy. Między krytycznym patriotyzmem, a tym, co prof. Bartyzel nazwał kiedyś „oikofobią".

Czyli można być dziś endekiem, mimo, iż Dmowski opublikował swoje ostatnie pisma 90 lat temu?

Oczywiście. Problem z różnego rodzaju ugrupowaniami, stowarzyszeniami, pismami, które po 1989 roku odwoływały się do myśli narodowo-demokratycznej, a niekiedy robią to po dziś dzień, polega na tym, że nie przejęły one metodologii Dmowskiego, ale subiektywnie wybrane i przejaskrawione wnioski, do których Dmowski dochodził w zupełnie innych warunkach, w zupełnie innym świecie, przy zupełnie innym społeczeństwie. Na tym polegała podstawowa słabość tego, co się nazywało ruchem narodowym po 1989 roku.

Będąc endekiem, nie trzeba być rusofilem?

Oczywiście, że nie. Dmowski też nie był rusofilem. Po prostu był politykiem, który w danej sytuacji obrał konkretną opcję geopolityczną, która nie była nawet stricte orientacją prorosyjską, choć tak jest nazywana w historiografii, co raczej orientacją na ententę, wśród której była Rosja, wymieniana przez Dmowskiego jako słabszy z zaborców.

I nie trzeba być też germanofobem?

Oczywiście. Uważam zresztą, że Dmowski także nie był germanofobem. Patrzył na Niemców bardzo trzeźwo, wypunktowywał zagrożenia, idące z ich strony. Nie znaczy to, że nie należy rozważać różnych zagrożeń pochodzących z róźnych stron także dziś. Jednak w polityce nic nie jest dane raz na zawsze, zwłaszcza w dzisiejszej, błyskawicznie zmieniającej się rzeczywistości. I każda filia, fobia, wszelkie -izmy są przez myśl narodowo-demokratyczną odrzucane a priori. Narodowy demokrata nie stara się być doktrynerem, ponieważ prowadzi to do różnorakich fiksacji na jednym punkcie.

Jednak wielu Wszechpolaków mocno podkreśla chęć współpracy z Rosją, niemal za wszelką cenę, nie zauważając zagrożeń płynących ze strony odradzającego się rosyjskiego imperializmu, czy odrzuca wszelką możliwości współpracy z Niemcami.

Nie sądzę żeby problem dotyczył Wszechpolaków, jeśli już, to jakiejś zupełnej mniejszości. Jeśli takie doktrynerskie myślenie się pojawia, to nie jest to myślenie polityczne, nie jest to myślenie kategoriami stworzonymi przez Romana Dmowskiego.

Na pewno spotkałeś się z takim podejściem.

Oczywiście, w szeroko pojętym ruchu narodowym, i nie tylko, zdarza się takie podejście. Bierze się ono ze słabości intelektualnej ruchu po 1989 roku. Różne są głosy na temat tej słabości - wymienia się „okrągły stół", nieobecność ruchu na arenie politycznej i społecznej przez 50 lat. Jednak słabością, jaka została nadrobiona w bardzo niewielkim stopniu i nadrabia się ją właściwie dopiero gdzieś od roku 2000, czy nawet 2005, to słabość intelektualna. Tylko dlatego na przełomie XIX/XX wieku można było zbudować potężny obóz polityczny, że Dmowski, Popławski, Balicki i inni stworzyli ideę opartą na bardzo wnikliwej analizie rzeczywistości. Część narodowców po 1989 roku nie chciała odwoływać się do rzeczywistości. Reprezentowała myślenie życzeniowe i była zresztą w tym bardzo podobna do Adama Michnika, zauważył to bodaj Ziemkiewicz. Zarówno niektórzy narodowcy, jak i naczelny „Gazety Wyborczej" przewidywali, że polskie społeczeństwo po 1989 roku będzie żywcem, jak z zamrażarki, przeniesione sprzed II wojny światowej. Narodowcy mieli nadzieję na narodowe, bogoojczyźniane społeczeństwo, Michnik z kolei się go bał i zajadle zwalczał i zwalcza wszystko, co mogłoby je przypominać - zarówno nadzieje, jak i obawy, okazały się płonne.

Ale przecież sami narodowcy, o których mówimy, nie byli przeniesieni z tego okresu.


Tak, ale narodowcy w III RP nie dysponowali żadnymi narzędziami oceny rzeczywistości innymi niż te, które pozostawiła im narodowa demokracja sprzed 1939 roku. Po tym czasie w myśli narodowej - prócz jakichś bladych ech, tuż po wojnie Doboszyński trochę pisał, zanim zabili go komuniści - nic przełomowego się nie pojawiło.


A po 1989 roku?


Ja takiego przełomu nie widzę.


Ruch narodowy bazuje teraz tylko na pismach sprzed 1939 roku?


Bazował. Na szczęście zaczął się ruch intelektualny związany przede wszystkim z powstaniem takich pism, jak Myśl.pl, czy Polityka Narodowa. Wbrew niektórym moim starszym kolegom uważam, że to jedne z najdonioślejszych dzieł ruchu narodowego po 1989 roku. Wcale nie sukcesy parlamentarne, ponieważ one były krótkotrwałe, a skutki dla samego ruchu bardzo dyskusyjne. Zresztą doświadczenie parlamentarne pokazało, że bez zaplecza intelektualnego i społecznego perspektywa dyskontowania sukcesu jest bardzo krótka. Są środowiska, które bardzo przeżyły 2007 rok - klęskę, wydaje się że trwałą, Ligi Polskich Rodzin - i nie mają tego czym zastąpić.


Musicie tworzyć swoją myśl od podstaw?


Niekoniecznie, możemy przecież sięgać do naszych korzeni. Czytając Dmowskiego i innych klasyków z I połowy XX wieku nie na zasadzie poszukiwania wniosków, tylko metod, jakimi do tych wniosków dochodzili. Nie można jednak także korzystać z tych samych narzędzi interpretacji rzeczywistości, bo i rzeczywistość się zmieniła. Nakładając te same kalki, możemy dojść do nieadekwatnych wniosków. Nie mówiąc już o tym, że jednak te 80-90 lat temu zdecydowanie prościej bylo formułować pewne zasadnicze tezy, bieżące dyrektywy polityczne. Sytuacja społeczna, gospodarcza, międzynarodowa, zmieniała się wolniej i w sposób bardziej wyrazisty, prostszy do zdefiniowania, niż dziś.


Dziś przykładowo przedefiniowane jest pojęcie suwerenności.


Otóż to. Jeszcze w 2003 roku, kiedy walczyliśmy przeciwko akcesji Polski do Unii Europejskiej, bardzo mocno odwoływaliśmy się do pojęcia suwerenności i niepodległości. To było oczywiście z punktu widzenia pryncypiów słuszne, ale już wtedy czuliśmy, że coś jest nie tak, że to już inna suwerenność, niż ta, jaką mieliśmy 80-90 lat temu. Uważam, że pojęcie podmiotowości politycznej, które promuje „Teologia Polityczna", jest dużo bardziej elastyczne, bardziej odpowiada dzisiejszym czasom, które nazywam czasami „ameby". Postmodernistyczna rzeczywistość polityczna caly czas zmienia swój kształt. Podmiotowość polityczna jest pojęciem wielowymiarowym, dużo bardziej odpowiadającym rzeczywistości, niż suwerenność. Ta jest pełnią władzy na danym terytorium. Zaryzykuję stwierdzenie, że żadne z państw na świecie obecnie nie cieszy się pełnią władzy na swoim terytorium, nie licząc może Korei Północnej (śmiech), ale to już ekstremalny przypadek.


Nie możecie posługiwać się wnioskami endecji sprzed 90 lat, nie możecie nawet posługiwać się większością narzędzi, które ona wówczas wykorzystywała. Co wam zostaje? Podstawowe zasady stojące u fundamentów narzędzi? Realizm polityczny to jednak chyba za mało, by mówić o neoendeckości - endecja nie była jedynym nurtem, który posługiwał się tym pojęciem.


Ale tylko ona potrafiła połączyć to pojęcie ze skutecznością polityczną i „czuciem narodu". To, że Dmowski miał pewne wyobrażenie o tym, jaki naród powinien być, popadał w pewien konstruktywizm, nie znaczy, że żył w oderwaniu od nastrojów społecznych, nastawienia, kondycji narodu. Realizm polityczny w innych wydaniach, choćby konserwatywnym, zdaje się tego nie uwzględniać. Mam wrażenie, że konserwatyści - przynajmniej niektórzy - zdają się dziś nie dostrzegać na przykład, że masy weszły na trwałe jako podmiot do polityki.


Na przykład kto?


To się przewija u Korwin-Mikkego, w niektórych enuncjacjach Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. Oni myślą, że gdy zdepolityzuje się masy, to wtedy będzie można przywrócić tradycyjny porządek. To jest dość archaiczne. Masy zostały spolityzowane w XIX wieku i nie widać na horyzoncie czynnika, który mógłby to zmienić. Coraz większą rolę odgrywają media, mamy do czynienia z powszechnym dostępem do informacji, powszechną edukację - to cały czas pogłębia upolitycznienie mas, upolitycznienie życia każdego człowieka. Poza tym jestem przeciwnikiem walki o „prawo do indywidualizmu"; to co realnie jest dziś zagrożone to życie człowieka we wspólnocie i więzy wspólnotowe, a nie wolność jednostki.


Ale są też środowiska republikańskie, które obudziły się mocno po 10 kwietnia, które właśnie wskazują na wagę wspólnotowości. Widziały w tragedii smoleńskiej zaczyn do rozbudzenia poczucia wspólnoty w Polakach. Nie ukrywajmy, że odwołują się one także do konserwatywnego, czy chrześcijańskiego etosu.


Też jestem konserwatystą w znaczeniu społecznym, obyczajowym. Nowoczesny republikanizm i konserwatyzm nie może się odwoływać wyłącznie do elit jako jedynego czynnika sprawczego w polityce. Oczywiście duch republikański, wspólnotowy po 10 kwietnia jest bardzo ważny, ale to mało. To chwytliwy sztandar polityczny, ale skuteczny tylko przez chwilę. Trzeba budować na szerszej podstawie.


Jak po 2007 roku odnajdujecie się na scenie politycznej?


Nie jesteśmy podmiotem politycznym i nasze odnajdywanie się na scenie jest wynikiem doświadczenia z lat 2001-2007, głębokiego związania się ze strukturą partyjną, które dało nam oczywiście pewne profity. Najważniejszym z nich było zetknięcie się z realną polityką. Tego często brakuje wielu środowiskom integralnej prawicy - poprzez brak tego kontaktu mają tendencję do odlotów, fiksacji. Stawiają kosmiczne postulaty w stosunku do tego, co się dzieje w rzeczywistości. My teraz wracamy do naszej podstawowej funkcji, czyli do formacji młodego pokolenia, kształtowania idei i myśli. Chciałbym, by Młodzież Wszechpolska spełniała to swoje podstawowe zadanie. Jeśli pojawi się poważna siła polityczna, czy jedna z istniejących sił politycznych będzie w stanie ideowo nam odpowiadać, będziemy mogli ją wesprzeć. Ale nigdy nie wrócimy do sytuacji, w której MW jako środowisko jest czynnikiem rozgrywającym (sama będąc rozgrywana) w partii politycznej. To było złe, generowało wiele patologii, przede wszystkim dla MW.


Jak wyglądają teraz wasze relacje z LPR?


Na szczeblu oficjalnym nie istnieją. LPR jest formacją pod względem struktur szczątkową, a w przestrzeni publicznej nie istnieje. Trudno mówić o współpracy, bo tu nie ma za bardzo z kim współpracować.


Należysz do LPR?


Nie.


A należałeś?


Brałem udział w pracach LPR na poziomie powiatowym, kiedy jeszcze uczyłem się w liceum w Lubaniu Śląskim.


Ruch narodowy zawsze miał polityczną reprezentację. W ostatnich wyborach nawet nie mieliście własnego kandydata na prezydenta.


To pochodna tej słabości ruchu, która ciągnie się od 1989 roku. Istnienie ruchu nie jest celem samym w sobie. My dążymy do celu, a tym celem jest Polska. Jeśli ruch narodowy ma ideę narodową ośmieszać, sprowadzać do wąskiego, partyjnego interesu, ma być ruchem, który nawet nie potrafi swoich idei wyartykułować we współczesnym świecie, taki ruch nie ma sensu. Trzeba wtedy szukać innej formuły działania, być może innych ludzi.


Nadal nie do końca rozumiem Twojego sceptycyzmu wobec okresu zaangażowania się MW w „rozgrywanie" w LPR. Przecież to był czas największego rozgłosu waszej organizacji, partia wspomagała was sporymi pieniędzmi, zasiliło was wielu nowych członków...


Na pewno nie uważam tego okresu za zgubny. Był w pewnej mierze potrzebny środowisku, choć uważam, że była to bardzo kosztowna lekcja. Bardzo wielu ludzi wartościowych odeszło wówczas ze środowiska MW tylko dlatego, że lojalność partyjna, postrzegana w bardzo restrykcyjny sposób - chyba nawet bardziej, niż dzieje się to dziś w Prawie i Sprawiedliwości, czy Platformie Obywatelskiej - decydowała o wszystkim. Można było wyobrazić sobie sytuację, w której osoba, która nie zdradziła podstawowych ideałów, nie „sprzedała" się innej formacji politycznej, a miała inne poglądy na pewne niuanse, styl prowadzenia polityki, mogła na trwałe wypaść ze środowiska. Podstawową patologią, którą wówczas zaobserwowałem, był fakt, że wykorzystano głęboką, bezkrytyczną ideowość młodych ludzi, do gry partyjnej, bardzo cynicznej i brutalnej. To nie jest zarzut wobec samej gry partyjnej, bo ona we wszystkich ugrupowaniach wygląda mniej więcej tak samo, ale tu dodawano do tego wysoką motywację ideową. To powodowało, że wielu bardzo młodych kolegów albo stawało się szybko cynikami, albo...


...wypadało z gry.


Tak. Wypalali się, rezygnowali z działalności, rozstawali się w bardzo złej atmosferze. Dlatego zaznaczam, że nigdy nie będzie mojej zgody na to, by MW była strukturą, którą rozgrywa się jakąkolwiek partię.


Wtedy na pewno też było łatwiej o nowych członków, ponieważ szły za tym polityczne konfitury.


Ilość osób, o których wiem, że wstąpiły do MW ze względu na miraż konfitur, jest znikoma. Największy przypływ członków nastąpił w okresie 2002-2003. To było związane przede wszystkim z polaryzacją stanowisk w społeczeństwie wobec kwestii Unii Europejskiej, powodowało, że byliśmy widoczni. Ale konfitury polityczne zgarniały przede wszystkim osoby, które zaangażowały się wcześniej. Tutaj nie mogę zarzucić moim starszym kolegom, że zaangażowali się w ruch koniunkturalnie, gdyż ci, którzy na sukcesach LPR skorzystali, angażowali się jeszcze w czasie, kiedy działalność narodowa była czysto ideowa i non profit. To, że często korzystali z tych konfitur bardzo nieumiejętnie, to już inna sprawa.


Czym przyciągacie teraz młodych ludzi?


Przede wszystkim naszą wyrazistością. Wiąże się ona czasami ze stereotypami, szufladkowaniem, jednak nie będziemy z owej wyrazistości rezygnować.


Zgłaszają się do was ludzie szukający ekstremistycznych przygód, skinheadzi?


Tak, ale to sporadyczne przypadki. Zresztą teraz bardzo szybko wypadają poza obieg działania organizacji. Pobudki, jakimi się kierują ludzie, wstępując do MW, są bardzo różne. To, co ich łączy, to patriotyzm, wyrazistość w jego ukazywaniu i szeroko pojęta antysystemowość, sprzeciw wobec demoliberalizmu. To ma różne akcenty. Typowo endecki, narodowy, katolicki, tradycjonalistyczny, chęć pogłębienia znajomości historii, czy chęć prowadzenia działalności społecznej.


Dużo ludzi do was teraz przychodzi?


Zgłoszeń mamy dużo, ale nasze społeczeństwo jest mało „uspołecznione". Z mojej paktyki wynika, że na dziesięć zgłoszeń połowa osób nie chce później nawiązać kontaktu, spośród tych osób udaje się ściągnąć 2-3 na jakąś akcję, po roku zostaje jedna. By zbudować liczące 10 działaczy koło, trzeba przefiltrować ponad 100 osób. To trochę orka na ugorze, ale nie ma innej metody.


Czy działalność społeczna w ogóle może dziś przemówić do młodych ludzi?


Skoro istnieją różne organizacje, które lepiej, lub gorzej funkcjonują, to znaczy, że są ludzie, do których ich działalność jest adresowana. To są jednak zazwyczaj organizacji niszowe. Mam teorię, że w Polsce młody człowiek, który się w cokolwiek angażuje ideowo, musi mieć w sobie jakiś, drobny chociaż, rys socjopatyczny (śmiech).


Dlaczego? Przecież raczej w działalność społeczną angażują się ludzie rozumiejący innych ludzi.


Ale model uspołecznienia w Polsce jest taki, że ludziom jest wszystko jedno. „Normalny" człowiek, przeciętny Polak, tego po prostu nie robi, nie angażuje się w jakąkolwiek działalność. Jak już coś robi, a zwłaszcza jeśli jest to polityka, albo coś z okolic polityki, to pierwsze naturalne pytanie otoczenia brzmi „a co ty z tego masz?" Trzeba sobie powiedzieć, że w Polsce jest bardzo wiele patriotycznego frazesu i patriotyzmu typu „piknikowego", ale osób, które realnie są gotowe poświęcić coś ze swojego życia na rzecz Ojczyzny, jest jak na lekarstwo. Działacz MW w moich oczach nabiera wartości dopiero wtedy, gdy widzę, że ze względu na działalność potrafił zrezygnować z czegoś, co było dla niego ważne. Jeśli na rzecz Polski, ruchu narodowego czy MW potrafi poświęcić jedynie z tego, „co mu zbywa", to nie jest to dla mnie osoba dobrze rokująca na przyszłość. Jeśli ktoś się w coś angażuje, jest w pewien sposób napiętnowany. Dlatego jest takie zagrożenie, że tak mocno ideowa działalność stanie się w pewien sposób subkulturowa, gdy tworzymy getto własnych pojęć, kalk i kręcimy się wokół własnych wyobrażeń, a nie realnego świata. Idea narodowa to zespół wartości, które sytuują nas dzisiaj na pozycjach antysystemowych. Potrzebujemy do działalności jednostek bardzo wysokiej jakości, ludzi „wysokiej próby", bo jesteśmy w sytuacji, w której stoimy w rozkroku pomiędzy ideą, a koniecznością życia w obcym nam, w dużej mierze świecie, z którym musimy współdziałać i do którego musimy wyjść. Ludziom ciężko jest znieść takie napięcie i dlatego brną w dwie ślepe uliczki: pełna kolaboracja z demoliberalizmem, albo ideowy „odlot", fiksacja na jakimś punkcie. My proponujemy drogę trudną, wąską, krętą i wyboistą, ale taką, która zapewnia zanurzenie w idei przy jednoczesnym twardym stąpaniu po ziemi.

Rozmawiał Stefan Sękowski


*Robert Winnicki - Prezes Zarządu Głównego Młodzieży Wszechpolskiej. Pochodzi z powiatu zgorzeleckiego, absolwent LO im. Adama Mickiewicza w Lubaniu Śląskim. W latach 2003-2006 prezes oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w Zawidowie. Członek-założyciel Komitetu Polski Wrocław. Studiuje, pracuje i działa społecznie we Wrocławiu.

Źródło: Fronda


Podziel się
oceń
0
0

Wywiady: Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. X

czwartek, 24 czerwca 2010 8:11


Z cyklu "Narodowa rewolta..." 


   Przedstawiamy Państwu wywiad z Przewodniczącym Ligi Obrony Suwerenności Wojciechem Podjackim przeprowadzonego w dniu 12 czerwca 2010 roku przez Arkadiusza Kobierzyńskiego. Motywem przewodnim niniejszej rozmowy były podjęte przez Ligę Obrony Suwerenności działania integrujące ruch narodowo-patriotyczny i perspektywy rozwoju procesu jednoczenia naszego obozu politycznego.

    Wywiad z Przewodniczącym Ligi Obrony
      Suwerenności Wojciechem Podjackim


A. Kobierzyński: Panie Przewodniczący, co Pan miał na myśli występując z inicjatywą zjednoczenia ugrupowań narodowo-patriotycznych?

W. Podjacki:
Nasze doświadczenia wynikające z dotychczasowej działalności oraz stan pogrążonego w kryzysie Państwa Polskiego, wskazują na pilną potrzebę zjednoczenia wysiłków podejmowanych przez poszczególne ugrupowania narodowo-patriotyczne. Jestem przekonany, że tylko zjednoczony front polityczny, w którym uczestniczyć będą wszystkie prawdziwie polskie i patriotyczne organizacje jest w stanie zapewnić nam silną pozycję na krajowej scenie politycznej, a także zdecydowany sukces wyborczy. Moim celem jest stworzenie organizacyjnych i ideowych podstaw do pełnej integracji obozu narodowo-patriotycznego w Polsce i zbudowania nowoczesnego ruchu politycznego, który byłby rzecznikiem polskich interesów narodowych, tak w polityce krajowej jak i zagranicznej.

AK: Dlaczego podjął się Pan tak trudnego wyzwania, jakim jest zjednoczenie ugrupowań narodowo-patriotycznych?

WP:
W przeszłości wiele razy próbowano zjednoczyć ugrupowania narodowe, ale odbywało się to w nieco innych okolicznościach i na niezbyt szczęśliwych zasadach. Dzisiaj nie mamy już komfortu posiadania czasu do namysłu, ponieważ nacisk wywierany przez wrogów politycznych jest tak wielki, że bez zintegrowania naszych działań, mogą oni po kolei zniszczyć wszystkie narodowe organizacje. Dlatego podjęliśmy cały szereg działań integracyjnych, prowadzimy szeroko zakrojone konsultacje polityczne z pokrewnymi ideowo organizacjami oraz zawarliśmy porozumienia o współpracy z kilkunastoma środowiskami. Czynimy wszystko, co jest możliwe, aby utworzyć zjednoczony front polityczny, dla potrzeb bieżącej działalności i wspólnego udziału w wyborach.

AK: Przyglądając się liście organizacji objętych zainicjowanym przez L.O.S. procesem integracyjnym, można zauważyć, że są wśród nich środowiska z poza tradycyjnie pojętego ruchu narodowego?

WP:
To prawda, ponieważ podejmując trud jednoczenia ruchu narodowo-patriotycznego świadomie wyszliśmy poza ramy środowiska politycznego, uważającego się tradycyjnie za spadkobiercę ideowego i kontynuatora dzieła Romana Dmowskiego. Dlatego, że w obecnej sytuacji dla zbudowania trwałego bytu politycznego, który będzie miał szansę zaistnienia w polskiej polityce, należy zapewnić odpowiednią siłę i dynamikę, a stać się to może jedynie poprzez poszerzenie spektrum organizacji uczestniczących do tej pory w podejmowanych próbach integracyjnych. Nasze działania zjednoczeniowe objęły oprócz organizacji z szeroko pojętego ruchu narodowego, także ugrupowania chadeckie, niepodległościowe, ludowe oraz inne środowiska patriotyczne. Podstawowym kryterium, jakim kierujemy się zapraszając poszczególne organizacje do współpracy jest ich stosunek do Państwa Polskiego, który powinien cechować się bezwarunkową lojalnością i szczerym patriotyzmem. Opowiadamy się przede wszystkim za przywróceniem Polsce wszelkich atrybutów suwerenności i mamy jednoznacznie negatywny stosunek do procesów unifikacyjnych realizowanych w ramach Unii Europejskiej. W pewnym sensie w naszych wysiłkach można odnaleźć analogię do pierwotnej koncepcji tworzenia Obozu Wielkiej Polski z 1926 roku, który miał objąć swoim oddziaływaniem współpracujące ze sobą partie w ramach rządów tzw. większości polskiej.

AK: Czy podobna koncepcja ma w obecnych czasach szansę na realizację?

WP:
W mojej opinii to nie jest kwestia szans i kalkulacji, tylko nieodzowna konieczność, ponieważ alternatywą dla naszych działań jest dalsza atomizacja naszego obozu i możliwe zaprzepaszczenie okazji do przywrócenia ruchowi narodowo-patriotycznemu siły i znaczenia w Polsce. Skutkiem dalszej destrukcji w naszych szeregach może być jedynie ostateczny upadek naszej państwowości, bowiem nikt poza nami nie ma dzisiaj na uwadze żywotnych interesów naszego narodu i nikt oprócz nas nie jest w stanie przeciwstawić się zmasowanej ofensywie popleczników Unii Europejskiej. Mogą to zrobić tylko narodowcy i patrioci szczerze oddani Ojczyźnie i na tyle odważni, aby rzucić wyzwanie możnym tego świata. Poza tym nie mamy zamiaru dawać satysfakcji naszym wrogom, dlatego nie zejdziemy z raz obranej drogi. Polsce jak nigdy dotąd potrzeba rządów polskiej większości i odsunięcia od władzy wąskich grup interesów oraz głęboko zdemoralizowanych osobników wysługujących się obcym ośrodkom decyzyjnym. Zresztą dowodów na to, że możliwy jest do osiągnięcia sukces wyborczy przez ugrupowania narodowe dostarcza nam ostatnio wiele krajów europejskich, czego świeżym przykładem są Węgry i Belgia.

AK: Na jakich podstawach powinien się opierać ruch narodowo-patriotyczny?

WP:
Przede wszystkim na wzajemnym szacunku i zaufaniu, które wypracowuje się w trakcie wspólnego działania. A jeśli chodzi o stronę praktyczną, to na właściwej organizacji i zdrowych podstawach ideowych. Zjednoczenie, jeśli ma być trwałe, to musi się opierać na wspólnocie programowej, a to z kolei wymaga wypracowania takich zasad ideowych, które będą łączyć pokrewne organizacje, a nie dzielić. Dlatego należy skończyć z tzw. talmudyzmem ideowym oraz odrzucić stare i nieaktualne stereotypy. Posiadamy bogaty dorobek ideologiczny wypracowany przez naszych poprzedników, który powinien być punktem wyjścia przy tworzeniu nowego programu, uwzględniającego również aktualną sytuację społeczno-polityczną i nowe prądy ideowe nurtujące współczesne społeczeństwo. Można połączyć tradycję z nowoczesnością i stworzyć naprawdę atrakcyjną dla większości Polaków ideę, ale należy przy tym odrzucić niczym nieuzasadnione i anachroniczne uprzedzenia. Natomiast w aspekcie organizacyjnym należy budować ruch wokół wspólnego celu, jakim jest wielka i suwerenna Polska. Nie należy dążyć na siłę do unifikacji wszystkich środowisk narodowych i patriotycznych w ramach jednej partii. Wręcz przeciwnie, jesteśmy silniejsi i bezpieczniejsi, gdy maszerujemy oddzielnie, a posiadamy wielką moc sprawczą, gdy uderzamy wspólnie na przeciwnika. Dlatego na dzisiaj powinniśmy szanować swoją podmiotowość i nawet wzmacniać struktury naszych organizacji, ponieważ im są one silniejsze, tym większy potencjał prezentuje nasz zjednoczony front polityczny. My także rozwijamy Ligę Obrony Suwerenności, która posiada struktury terenowe w większości województw naszego kraju i zachęcam pozostałe środowiska do zwielokrotnienia wysiłku organizacyjnego. Podstawą zjednoczenia naszego obozu powinna być wypracowana formuła federacyjna i wspólna lista wyborcza do polskiego parlamentu, a także koordynacja działań na szczeblu regionalnym i ogólnopolskim oraz wspólne występowanie wobec krajowych i zagranicznych czynników politycznych. Z czasem sytuacja dojrzeje do pogłębienia integracji naszego obozu i być może uda się utworzyć wspólną dla nas wszystkich formułę partyjną. Tymczasem jednak należy uwzględnić aktualne możliwości i dostosować do nich nasze poczynania.

AK: Czy widzi Pan jakieś zagrożenia dla procesu integracji?

WP:
Jak zawsze największym zagrożeniem mogą być dla tego typu inicjatyw ludzkie ambicje i namiętności. Ale myślę, że sytuacja dojrzała już na tyle, że przywódcy ugrupowań narodowo-patriotycznych mają głęboką świadomość konieczności nawiązania ścisłej współpracy, która może zapewnić im sukces. Występowanie w pojedynkę przeciwko przestępczemu układowi może się skończyć źle dla każdej organizacji. Dlatego należy skończyć z niepotrzebnymi animozjami i ambicjonalnymi konfliktami, trzeba również zrzucić z siebie garb przeszłości PRL-u i otworzyć się na współpracę z pokrewnymi środowiskami. Musimy zapomnieć o łapówkach, którymi korumpuje nas rządzący układ i o drobnych partyjnych interesikach. Walcząc razem możemy wygrać wiele, idąc osobno z pewnością przegramy wszystko. Problemem naszego obozu nie było dotychczas rozdrobnienie organizacyjne, ale brak jakiejkolwiek współpracy i koordynacji działań oraz skłócenie ze sobą poszczególnych organizacji i koncentrowanie ich wysiłków na jałowych i niszczących konfliktach. Usuńmy te niedomagania, a staniemy się skuteczną i wielką siłą polityczną. Musimy się również uodpornić na wszelkie próby rozbicia budowanego porozumienia przez ludzi z układu i ich agenturę, która w poprzednim czasie przeniknęła do naszych szeregów. Dlatego należy postawić na młodych i nie skompromitowanych działaczy oraz czystość idei i przejrzystość działań.

AK: Na koniec chciałbym zapytać, jakie wzorce ideowe są Panu szczególnie bliskie?

WP:
Przyznam, że bliski memu sercu jest dorobek ideologiczny całego obozu narodowego, ale szczególnym uczuciem darzę idee głoszone przez nurt młodoendecki w okresie międzywojennym. Stały się one przedmiotem moich dociekań historycznych oraz dostarczają mi wielu inspiracji w podejmowanym przeze mnie działaniu. Moje zainteresowania w tym zakresie koncentrują się przede wszystkim na koncepcjach wypracowanych przez nacjonalistów integralnych oraz w szerszym aspekcie na myśli politycznej i działalności „potomstwa obozowego".

AK: Dziękuję Panu za rozmowę.


Podziel się
oceń
0
0

Wywiady: Geneza sukcesu węgierskiej prawicy i przewidywane zmiany w relacjach z Polską – wywiad z dr Krzysztofem Kawęckim

niedziela, 23 maja 2010 11:06

 

   Na Węgrzech ogromne zwycięstwo odniosła prawica. W 386-osobowym parlamencie Fidesz ma 263 miejsca. To o pięć więcej niż potrzebował do zdobycia większości konstytucyjnej. Do tego dochodzi 47 miejsc dla euroscepty- cznego Jobbiku. Proszę powiedzieć co przyczyniło się do tak spektakularnego sukcesu?

   Przede wszystkim Węgrzy mieli dość rządów socjalistów (postkomunistów), ich nieudolności i arogancji. Rządy Węgierskiej Partii Socjalistycznej doprowadziły do zadłużenia kraju sięgającego 100 miliardów euro i rekordowego wzrostu bezrobocia- 12%. Dodatkowo, co ujawniło węgierskie radio, premier socjalistycznego rządu F. Gyurcsàny , w ostrych słowach przyznał się do kłamstw o stanie zagrożenia gospodarki w okresie rządów jego partii. Wywołało to 10-tysięczną demonstrację przed gmachem parlamentu.

Poza tym zwycięska Węgierska Unia Obywatelska (Magyar Polgàri Pàrt- MPP) Viktora Orbana to partia stabilna, istniejąca od 1988 roku (wówczas pod nazwą Federacja Młodych Demokratów- FIDES) i konsekwentnie powiększająca swój elektorat- od 9% w 1990 roku, poprzez 29% uzyskane 8 lat później, aż do 47% głosów w zwycięskich w 2004 roku wyborach do Parlamentu Europejskiego. W tegorocznych wyborach krajowych MPP uzyskała poparcie aż 61% wyborców. Orban potrafił skonsolidować wokół swojej partii inne mniejsze środowiska prawicowe.

W jaki sposób zwycięstwo prawicy może wpłynąć na rewizję polityki zagranicznej Węgier?

Węgierska Unia Obywatelska zasiada w Europejskiej Partii Ludowej, największej chadeckiej frakcji w Parlamencie Europejskim. Orban, wraz z Jackiem Saryuszem- Wolskim z Platformy Obywatelskiej jest wiceprzewodniczącym EPP. To wyznacza jednoznacznie proeuropejski kierunek tej partii. Jednocześnie Orban zapowiada zacieśnienie współpracy regionalnej i to, że priorytetową sprawą dla węgierskiego rządu będzie powrót do projektu Grupy Wyszehradzkiej- tj. do współpracy Polski, Czech, Słowacji i Węgier. To dobry znak dla polskiej polityki zagranicznej. Orban zapewne zerwie z prorosyjską polityką socjalistycznego premiera, który wspierał Putina, m.in. w sprawie umacniania monopolu Gazpromu w Europie Środkowej.

Jakie wnioski powinni wyciągnąć przywódcy polskiej prawicy z sukcesu ich węgierskich kolegów?

Wchodzimy tutaj w dość skomplikowaną materię odnoszącą się do ideowego podziału sceny politycznej. Według tych kryteriów Węgierska Partia Obywatelska to ugrupowanie centroprawicowe o tożsamości chrześcijańsko- demokratyczno-konserwatywnej, wchodzące w skład Europejskiej Partii Ludowej, zresztą wraz z Platformą Obywatelską i Polskim Stronnictwem Ludowym. Inna jest jednak geografia polityczna Węgier i Polski. Pamiętajmy również, że Orban kilka lat temu poparł Niemców i Austriaków nakłaniających Czechów i Słowaków do anulowania dekretów Benesza, na mocy których wysiedlono z Sudetów Niemców po drugiej wojnie światowej. Chcę jednak wyraźnie podkreślić, że jest on wybitnym, antykomunistycznym przywódcą węgierskiej centroprawicy. Węgierska prawica narodowa zgromadziła się natomiast wokół Ruchu na Rzecz Lepszych Węgier (Jobbik), który w wyborach uzyskał ponad 17%. Liderzy Jobbik głoszą, ze Unia Europejska dąży do stworzenia Superpaństwa, czego wyrazem było przyjęcie Traktatu lizbońskiego i dążenie do wprowadzenia Euro. Opowiadają się natomiast za współpracą państw narodowych, przede wszystkim w płaszczyźnie gospodarczej. Pamiętajmy: centroprawica i prawica to dwa odrębne światy ideowe. W interesie obu tych nurtów jest aby ze sobą współpracowały i skutecznie eliminowały obóz socjalistyczny. Niestety w Polsce dyskurs polityczny wyznacza spór pomiędzy PO i PiS, partiami de facto tego samego, centroprawicowego obozu politycznego. Proszę wskazać, jakie naprawdę są zasadnicze, poza retoryką, różnice pomiędzy PO I PiS? A zatem odpowiadając na pytanie pana redaktora chciałbym powiedzieć, że dobrym kierunkiem byłaby wewnętrzna integracja centroprawicy i prawicy, a następnie ewentualna współpraca tych dwóch nurtów.

Na koniec proszę opowiedzieć o Pana osobistych doświadczeniach powstałych na bazie współpracy z przedstawicielami węgierskiej prawicy.

Polskę i Węgry bardzo wiele łączy: przynależność do cywilizacji łacińskiej, historia, troska o te same wartości. Zmagania węgierskiego narodu w walce z systemem komunistycznym, powstanie niepodległościowe w Budapeszcie zasługują na szacunek i pamięć. Jestem gorącym zwolennikiem współpracy państw środkowoeuropejskich, której fundamentem może być sojusz polsko-węgierski. Dlatego w 1996 roku założone przeze mnie ugrupowanie Prawica Narodowa nawiązało kontakty z narodowcami z Węgierskiej Partii Sprawiedliwości i Życia (MIEP), której liderem był wybitny dramaturg, prozaik, publicysta i polityk Istvan Csurka. Nasz pobyt w Budapeszcie i wizyta delegacji MIEP w Warszawie służyły określeniu obszarów współpracy prawicy węgierskiej i polskiej, w tym podjęciu działań na rzecz odsunięcia od władzy w obu krajach postkomunistów, przeciwstawienia się wizji zunifikowanej Europy Maastricht i realizacji idei międzymorza, tj. współpracy państw i narodów między Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym. W październiku 1996 roku nasza polska delegacja uczestniczyła w 100 tysięcznym zgromadzeniu pod węgierskim parlamentem, zorganizowanym przez narodowców węgierskich w 40. rocznicę Powstania Antykomunistycznego na Węgrzech. Na czele tego rocznicowego pochodu widniała biało-czerwona flaga. Przypomniane zostało zawołanie węgierskich powstańców z 1956 roku: „Wolność- Niepodległość- Przyjaźń polsko- węgierska". Jest ono aktualne. Współpraca naszych państw jest koniecznością, fundamentem wciąż niespełnionej idei międzymorza.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Jarosław Kozakowski

Źródło: Bibuła


Podziel się
oceń
0
0

Wywiady: ONR Podhale - fakty i mity

poniedziałek, 19 kwietnia 2010 8:13


    W niektórych kręgach narodowych Obóz Narodowo-Radykalny Podhale urósł do rangi niemal żywej legenda lokalnego aktywizmu. Wiele środowisk i organizacji w większym lub mniejszym stopniu wprost wzoruje się na działalności tego regionalnego Stowarzyszenia. Jako jedna z nielicznych organizacji narodowych stał się faktycznie nową jakością współczesnego Ruchu Narodowego, jego świeżym powiewem wyznaczającym, a zarazem przecierającym dziewicze szlaki organizacyjnej działalności. Poniżej prezentujemy bardzo ciekawy wywiad z jednym z liderów ONR Podhale, który dzisiaj ujrzał światło dzienne na największym podhalańskim portalu internetowym, Podhale24. W przyszłości z całą pewnością skusimy się na własną rozmowę z tym środowiskiem dotyczącą ich działalności oraz stosunków panujących w Ruchu Narodowym. Tymczasem zapraszamy do wywiadu Portalu Podhale24.

                                                                                                           
Stanisław Wójcik, Kronika Narodowa



     Patrioci czy neofaszyści? Cała prawda 
  o Obozie Narodowo-Radykalnym Podhale


   Dla jednych to neofaszyści, dla innych prawdziwi patrioci. Kim są członkowie ONR Podhale? Czym się zajmują? Jakie mają plany? Czy chcą władzy w podhalańskim samorządzie? Rozmowa P24 z wiceprzewodniczącym ONR Podhale Norbertem Wasikiem.


Podhale 24: Jesteście przez wiele osób postrzegani negatywnie, a jeśli o was piszą w mediach, to najczęściej krytycznie. Co o tym sądzicie? Jak myślicie, dlaczego?

Norbert Wasik: Proszę zwrócić uwagę, że czynią to w głównej mierze wyłącznie środowiska liberalne i lewicowe, które de facto nic konkretnego, poza dosłownie paroma wciąż powtarzanymi frazesami, nie potrafią nam zarzucić. Konflikt ten jest natury czysto ideologicznej i nie łudźmy się, że nasi adwersarze pomimo pięknych haseł o tolerancji, demokracji i wolności słowa będą dla nas łaskawi. Nikt zresztą od nich tego nie oczekuje. Wszystko tu jest piękne dopóty ktoś nie odstaje od mainstream'owego szablonu politycznej poprawności. Wówczas okazuje się, że deklaracje dotyczące tolerancji, wolności słowa i pseudo demokracji stają się czystą fikcją. Zaczyna się szczucie, straszenie widmem kultowego w kręgach narodowej prawicy hasła ciemnogrodu oraz faszyzmu, rasizmu, antysemityzmu etc. I nie ważne, jaka jest prawda - bo w myśl maksymy nazistowskiego ministra propagandy - Josefa Goebbelsa, kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą. Obawa lewicowo - liberalnego establishmentu przed niezależnymi środowiskami nacjonalistycznymi, tym niedającym się nikomu okiełznać „zaplutym karłom reakcji" jest wręcz niewiarygodna. I właśnie tu należy poszukać przyczyny zaistniałego stanu rzeczy.

Postrzeganie kogoś w taki, a nie inny sposób wynika ze stanu wiedzy danej osoby. Jeśli się kogoś lub czegoś nie zna, to trudno oczekiwać przejawów sympatii. Można się natomiast zastanawiać, z czego ta niewiedza wynika. Otóż może ona wynikać z braku bezpośredniego  kontaktu lub z naszej słabości propagandowej. Może jednak także wynikać z założenia, że skoro oni są przeciwnych poglądów, to trzeba ich krytykować, nawet bez zastanawiania się nad ich lub swoimi racjami.

A czy macie coś wspólnego z neofaszyzmem? Nazywają was często neofaszystami.

Oczywiście, że nie. Jesteśmy Stowarzyszeniem, które grupuje wyłącznie ludzi odwołujących się do tradycji polskiego Ruchu Narodowego, do myśli Dmowskiego, Popławskiego, Balickiego, Mosdorfa, Rossmana, Wasiutyńskiego, Piaseckiego, Gluzińskiego etc., a z racji zamieszkania hr. Zamoyskiego, Szymborskiego (tak, Szymborskiego - ojca Wiesławy Szymborskiej), Gwalberta Pawlikowskiego, Wojciecha Brzegi, Kozłowskiego, Rajskiego, Bednarskiego, którzy przecież wprost wywodzą się z nurtu narodowego, o czym niestety wielu raczy dziś na Podhalu zapominać.

Zresztą jak stwierdził przedwojenny przywódca ONR, Jan Mosdorf Nie jesteśmy ani faszystami, ani hitlerowcami, przede wszystkim dlatego, że jesteśmy ruchem czysto polskim, nie potrzebujemy obcych wzorów. Nie uważamy się za faszystów ani za hitlerowców również dlatego, że oba te ruchy mają wiele wad, a nawet grzechów, którymi obarczać się nie chcemy. (...) Nie są to wzory, które chcielibyśmy naśladować. Warto zwrócić tu uwagę, że cytat ten pochodzi już z 1934 r., a wiec na długo przed zbrodniczymi uwarunkowaniami niemieckiego faszyzmu. Co równie ciekawe, autor zginął w nazistowskim obozie koncentracyjnym Auschwitz m.in. za pomoc Żydom. Przykłady wydają się być tu dość wymowne...

Zwróćmy także uwagę, że w konstytucji RP widnieje zapis, który prawnie zabrania działalności organizacjom odwołującym się do ustrojów totalitarnych, w tym faszyzmu i nazizmu. A skoro jesteśmy legalnie działającym Stowarzyszeniem i przez szereg lat oficjalnego przecież aktywizmu, nie zostaliśmy zdelegalizowani za propagowanie w/w ustrojów, to oczywistym jest, że światopoglądowo nie mamy z nimi nic wspólnego. Warto w tym miejscu się zastanowić, czy środowiska lub osoby pomawiające nas o skłonności neofaszystowskie (sic!) zapoznały się chociażby z naszymi założeniami statutowymi i Zasadami Ideowymi. Jestem wielce ciekaw gdzie w tych dokumentach się ich doszukały. Znamiennym jest, że poza czczym oskarżeniem jeszcze nikt nigdy nie wskazał, czym niby ów nasz neofaszyzm się objawia... Z drugiej strony, skoro dziś miłość do Boga, Ojczyzny i Narodu ma być obarczana mianem faszyzmu, to przyznajemy, TAK jesteśmy „faszystami", ideowymi sprzymierzeńcami nonkonformistów, kontrrewolucjonistów, a w końcu obrońców dziedzictwa Europy i całej cywilizacji łacińskiej.

A jesteście skinami?

Jesteśmy tym wszystkim, czym poprawnie politycznie media chcą abyśmy byli - to one niestety kreują wizerunek współczesnego świata. Patrząc na wygląd zewnętrzny członków ONR Podhale ciężko jednak zaszufladkować ich w ramy tej subkultury - chyba, że miarą bycia skinhead'em są wyłącznie krótkie włosy, ale tu praktycznie rzecz ujmując 30% społeczeństwa mieści się w tym kryterium.

Dlaczego na swoich uroczystościach podnosicie ręce do góry geście, który każdemu kojarzy się z hitlerowskim „sieg heil", za co potem jesteście potem ostro krytykowani? Musicie podnosić tak te ręce? Gdybyście tego nie robili nie dawalibyście innym powodów do ataków i krytyki.

Będę bardzo wdzięczny, jeśli Pan przytoczy chociażby jeden artykuł, czy też wypowiedź w której jest mowa o naszym Stowarzyszeniu i geście o którym Pan mówi. Przyznam, że pierwsze o tym słyszę, aby ktokolwiek w odniesieniu do ONR Podhale krytycznie się tu wypowiadał - to po pierwsze.

Po drugie, rozumiem, że Pańskie pytanie tyczy się salutu rzymskiego - a nie pozdrowienia hitlerowskiego (!) - tak powszechnie używanego dziś przez niektóre organizacje narodowe tzw. Młodego Pokolenia. Nie da się ukryć, że ów fakt wiąże się wprost z przedwojenną tradycją Obozu Narodowego, a nazizm, czy raczej symbolika nazistowska nie ma tu nic do rzeczy. Otóż, nie jest historyczną tajemnicą, że wyciągniętą prawą dłonią z okrzykiem Czołem Wielkiej Polsce! lub samym Czołem! pozdrawiali się przedwojenni polscy narodowcy już w latach dwudziestych. Oglądając film z uroczystości pogrzebowych Romana Dmowskiego ze stycznia 1939 r. widać wyraźnie las uniesionych prawych dłoni nad trumną zmarłego, w tym także osób duchownych. Rzymski salut jako swoje pozdrowienie przyjęli także żydowscy rewizjoniści z Nowej Organizacji Syjonistycznej i jej młodzieżowa formacja Brith Trummpeldor potocznie zwanej Beitar, którzy umundurowani w brązowe koszule pozdrawiali swojego przywódcę Włodzimierza Żabotyńskiego przez uniesienie prawicy z okrzykiem Tel Haj!. Niecały rok po wybuchu II wojny światowej, gdzie w okupowanej przez Niemców Polsce trwało prześladowanie i początki masowej eksterminacji Polaków i Żydów - w Nowym Yorku kilkadziesiąt tysięcy syjonistów-rewizjonistów podczas pogrzebu Żabotyńskiego złożyło ostatni salut swojemu wodzowi. Dziś podobnym gestem pozdrawiają się m.in. fundamentaliści islamscy. Czy to oznacza, że wszyscy oni byli/ są faszystami czy nazistami? Oczywiście, że nie! Byłby to wszak czysty absurd.

Twierdzi Pan, że ów gest kojarzy się z Hitlerem. Nie przeczę, może się tak kojarzyć, ale proszę pamiętać, że tombak również kojarzy się ze złotem, a przecież samo skojarzenie go nim nie czyni. Tak samo jest ze salutem rzymskim, czy też narodowym pozdrowieniem Czołem!.  Innymi słowy, nie wszystko złoto co się świeci... A, że niektóre kręgi rozpasane liberalnym zwyrodnieniem intelektualnym i moralnym będące przy tym wiecznymi malkontentami atakują i krytykują ową tradycję, cóż... i tak będą krytykować, bo jak mówi przysłowie gdy się chce psa uderzyć kij się zawsze znajdzie...

Zimą dokarmiacie sarenki, pomagacie potrzebującym, podejmujecie wiele akcji dobroczynnych i charytatywnych. Można odnieść wrażenie, że pracujecie nad poprawą wizerunku, nad tym, żeby ludzie zaczęli was postrzegać jako grzecznych, kulturalnych chłopców?

Nie umniejszajmy proszę tu roli naszych Koleżanek. One również pragną być postrzegane jako grzeczne...(śmiech). A tak poważnie, jesteśmy Stowarzyszeniem społeczno - politycznym i wyłącznie w tym wymiarze należy postrzegać naszą działalność, która przecież wynika wprost ze statutowych celów. Nie inaczej więc jest w przypadku inicjatyw stricte społecznikowskich, które same w sobie zawierają element bezinteresowności. No chyba, że podobny zarzut postawi się w stosunku do wszystkich organizacji społecznych, co - przyznajmy - byłoby czymś niedorzecznym.

Jeżeli ktoś w naszym Stowarzyszeniu liczy na jakiekolwiek profity, to najzwyczajniej pomylił organizacje i wcześniej czy później z taką osobą się pożegnamy. Naszym celem nie jest udowadnianie nikomu, że jesteśmy - jak to zostało ujęte - grzecznymi chłopcami, bo dla obecnego demoliberalnego systemu nigdy takowymi nie będziemy i nie zamierzamy być.

Pamiętajmy, iż działalność społeczna wynika z realizacji potrzeb, a nie z chęci przypodobania się komukolwiek. Możemy jedynie ubolewać, że tych potrzeb jest więcej niż naszych możliwości realizacyjnych.

Często musicie się tłumaczyć z zarzutów o rasizm, faszyzm itd.?

Szczerze mówiąc - rzadko. Jest to problem czysto medialny wynikający, albo z niewiedzy i ignorancji, albo najzwyklejszego wyrachowania naszych przeciwników politycznych. Ma to być swoisty straszak rodem z poprzedniej epoki, gdzie m.in. Żołnierzy Wyklętych nazywano wprost faszystowskimi bandami w celu zdyskredytowania ich w oczach całego narodu, społeczeństwa. Podobieństwo wydaje się tu aż nadto widoczne...

To jeszcze pytanie o tolerancję. Żydzi, Cyganie i Murzyni. Jakie macie do nich stosunek? Czy jest wam bliskie hasło "Polska dla Polaków?

Nie inaczej, hasło Polska dla Polaków jest nam bliskie, a to z bardzo prozaicznego powodu: bo dla kogóż Polska ma być, jeśli nie dla Polaków? Zwróćmy jednak uwagę, że jest to kwestia wielopłaszczyznowa i w szerszym spectrum zdecydowanie nie można jej tak naprawdę traktować w kategoriach: "tak lub nie". Z jednej strony bliska jest nam wizja państwa narodowego, w którym Polacy stanowiliby większość. Ważne jest, aby ludzie mieli poczucie, że "są u siebie", że nic nie jest im narzucane siłą, że sąsiedzi wyznają tą samą wiarę oraz podzielają i respektują ogólnie przyjęte normy, wynikające z tradycji i religii, jakie obowiązywały na tych terenach od wieków. Przykład krajów Zachodniej Europy pokazuje, że niekontrolowany napływ emigrantów z obcych cywilizacyjnie i kulturowo regionów świata może przysporzyć wiele problemów i w ostatecznym rozrachunku przynieść więcej szkód niż domniemanych profitów dla kraju przyjmującego przybyszów. Przykładów nie trzeba szukać daleko - nawet w mainstream'owej telewizji coraz częściej pojawiają się sygnały, że niezasymilowani emigranci we Francji czy Holandii stwarzają zagrożenie dla stabilności i bezpieczeństwa tych państw.

Z drugiej strony należy pamiętać, że Rzeczpospolita od wieków była państwem wielokulturowym i wielonarodowym, że w naszych granicach niejednokrotnie szukali schronienia innowiercy, uciekając przed prześladowaniami w sąsiednich krajach - rzekomo bardziej cywilizowanych i tolerancyjnych... Polska stała się państwem jednonarodowym i monokulturowym w zasadzie dopiero po II wojnie światowej. Jednak mimo to pozostaliśmy narodem gościnnym. I słowa "gościnność", "gość" mają tu kluczowe znaczenie, nie użyłem ich przypadkowo. Ktoś spoza naszego kręgu kulturowego, przybywając do Polski powinien zdawać sobie sprawę z tego, że jest tu gościem, zatem musi przyjąć zasady postępowania, normy i obyczaje gospodarza. Niedopuszczalna jest sytuacja, w której mile widziany gość z czasem staje się niechcianym i uciążliwym lokatorem, który żąda tych samych praw i przywilejów co gospodarz, nie ponosząc kosztów utrzymania domu i uchylając się przed obowiązkami wynikającymi z członkostwa w danej społeczności.

A homoseksualiści? Takie związki powinny być legalizowane w Polsce?

Nasz stosunek do homoseksualizmu, propagandy homoseksualnej, czy też legalizacji związków homoseksualnych pokrywa się niemal wprost z oficjalnym stanowiskiem Kościoła Katolickiego. Przyjmujemy do wiadomości istnienie osób zwichrowanych pod względem preferencji seksualnych, ale uznajemy to za sytuację nienormalną, niemoralną i niezdrową, stąd o żadnych "przywilejach" wobec ludzi przejawiających skłonności homoseksualne - ale też pedofilne, zoofilne, nekrofilne itp. - nie może być mowy. Stoimy na stanowisku, że prawdziwym małżeństwem może być jedynie związek kobiety i mężczyzny, i nie widzimy potrzeby, aby tworzyć tu jakieś dodatkowe zinstytucjonalizowane formy. Znane jest we współczesnej kulturze pojęcie konkubinatu, które co by o nim nie sądzić jest dość rozpowszechnione i przez znaczną część społeczeństwa akceptowane, dlatego pederaści, wstępując na drogę dewiacji mogą korzystać z tej formy związku. Poza tym osoby te dysponują takimi samymi prawami jak reszta społeczeństwa i nie widzimy najmniejszego sensu, aby ten stan rzeczy zmieniać.

Proszę wytłumaczyć, dlaczego podczas ostatniej kampanii wyborczej do samorządu malowaliście Gwiazdy Dawida na plakatach wyborczych burmistrza Janusza Majchra? Dwóch waszych członków stanęło za to przed sądem. Po to, żeby powiedzieć ludziom „To Żyd. Nie głosujcie na niego"?

Proszę wybaczyć, ale w Pańskim pytaniu jest pewne przekłamanie. O ile faktycznie oskarżenie dotyczyło dwóch naszych członków, o tyle należy zwrócić uwagę, że jeden z nich został całkowicie oczyszczony z wszelkich zarzutów. Epizod, więc dotyczył wyłącznie jednego naszego aktywisty - wobec którego nota bene zostały wyciągnięte wewnątrzorganizacyjne konsekwencje - a nie całego Stowarzyszenia. Co ważne, jako organizacja w ogóle nie uczestniczyliśmy w poprzednich wyborach samorządowych i nie popieraliśmy żadnej ze stron.

Intrygującym jednak jest tu dla nas brak jakiegokolwiek dementi ze strony obecnego burmistrza Zakopanego Janusza Majchra dotyczącego niejasności wokół swojej narodowości. Czyżby burmistrz zimowej stolicy Polski miał coś tu do ukrycia? Czyżby wstydził się własnego pochodzenia...?

A czy pochodzenie burmistrza Majchra ma dla was jakieś znaczenie? Przecież jakiekolwiek jest, nie sądzicie chyba, że ma ono wpływ na to, jak wykonuje swoje obowiązki.

W zasadzie nie, przecież spośród wielu działaczy Ruchu Narodowego, w tym między innymi przedwojennego ONR można spotkać również tych o żydowskich korzeniach. Pozwolę sobie wymienić chociażby takie osoby jak: Stanisław Stroński, Rudolf Gali, Wojciech Wasiutyński, Stanisław Piasecki, Tadeusz Todtleben i wielu, wielu innych. Może kiedyś burmistrz Majcher zechce zostać członkiem ONR Podhale, kto wie... (śmiech)? Idąc jednak tokiem Pańskiego rozumowania, równie dobrze na pełnienie dzisiejszych obowiązków może nie mieć wpływu to, że ktoś był kiedyś członkiem PZPR, tajnym współpracownikiem Służb Bezpieczeństwa, że w poprzednim systemie dzięki partyjnym układom, znajomościom mamusi robił karierę etc. Jako wyborcy - wszyscy - mamy prawo wiedzieć kto jest kim w tym całym demoliberalnym bagienku. Jeśli ktoś ukrywa coś ze swego życiorysu będąc przy tym osoba publiczną, to chyba niezbyt dobrze o nim świadczy, a sam ten fakt powinien dyskredytować taką osobę jako polityka. Niestety, życie polityczne obecnego systemu jest pełne ludzi o niezbyt chlubnej przeszłości, co przyznam szczerze, dla mnie jest czymś niepojętym.

Działacie jako oficjalne stowarzyszenie. Czy ubiegacie się o środki w ramach programów dla organizacji pozarządowych lub w innych programach np. unijnych? Realizowaliście już jakiś projekt finansowany z pieniędzy publicznych?

A wyobraża Pan sobie, jakie larum by podniosły środowiska liberalne, gdyby na jaw wyszło, że nacjonalistyczna organizacja korzysta z unijnych dotacji? Zresztą za przykład niech posłuży chociażby otrzymane przez nas w 2008 r. pismo z Urzędu Gminy Kościelisko, informujące o możliwości otrzymania przez nasze Stowarzyszenie pomocy finansowej w ramach działania "Odnowa i rozwój wsi" objętego „Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007 - 2013". O ile dla nas medialne bicie piany było tu dość zabawną sytuacją, gdyż nigdy nie staraliśmy się o tę dotację, o tyle urzędnikom samorządowym nie było tu do śmiechu. Dostało się Gminie Kościelisko, Wójtowi i kierownikowi referatu geodezji, architektury, rolnictwa, leśnictwa i ochrony środowiska... - ot, wszystko w imię demokracji... Nauczeni doświadczeniem, a zarazem nie chcąc sprawiać dodatkowych kłopotów zaprzyjaźnionym instytucjom, firmom, organizacjom, osobom wolimy określoną część naszego aktywizmu pozostawić wyłącznie dla informacji przychylnych nam środowisk.

Zakładam, że interesujecie się polityką. Do której partii wam obecnie najbliżej?


Domyślam się, że chciałby Pan usłyszeć, że do Prawa i Sprawiedliwości (śmiech). Rozczaruję Pana, zdecydowanie najbliżej nam do Narodowego Odrodzenia Polski, organizacji będącej jedyną w Polsce partią o profilu narodowo-radykalnym. Oczywiście mamy tu pewne zastrzeżenia natury czysto ideowej, ale to już temat raczej na oddzielny wywiad ściśle oscylujący wokół zagadnień współczesnego Ruchu Narodowego.

Czy w lokalnych władzach, mam na myśli rady miast, gmin, powiatów, wójtów, burmistrzów, starostów, czy macie wśród nich sympatyków? Czy ktoś otwarcie was popiera i reprezentuje was publicznie?

Sympatyków - tak; otwarcie nas reprezentujących - nie. Chyba wszyscy się orientujemy jakie są tego powody. Uprzedzając Pańskie kolejne pytanie, osoby te chcą pozostać anonimowymi, a my to szanujemy i aprobujemy.

A czy wy macie jakieś ambicje polityczne? Zamierzacie startować np. w wyborach samorządowych?

Przede wszystkim jesteśmy ideowym, wychowawczym Ruchem Młodego Pokolenia, którego członkowie mieszkając na głuchej prowincji wyruszyli realizować swe szczytne ideały. Jak już wspomniałem łączy nas nacjonalizm, społecznikostwo, wiara w swoje społeczno - polityczne posłannictwo i pozytywistyczne ideały pracy u podstaw.

Na tę chwilę, na pierwszy plan ONR Podhale wysuwa budowanie struktur organizacyjnych na terenie całego Podtatrza, kształcenie kadr, doskonalenie samego siebie, pokazywanie lokalnej, podhalańskiej społeczności prawdziwego oblicza nacjonalizmu, gdzie pojęcia „Bóg", „Honor", „Ojczyzna" nie są czystą mrzonką czy też wyświechtanymi hasełkami.

Pragniemy, aby mieszkańcy góralskiej ziemi wiedzieli, że opowiadamy się za postawą altruistyczną, propagującą zaangażowanie, poświęcenie, wytrwałość i bezinteresowność. By wiedzieli, że propagujemy konieczność osobistej odpowiedzialności każdego nacjonalisty, członka ONR Podhale za obraz rzeczywistości, w której żyje, aktywny stosunek do niej i właściwą wobec niej postawę. Wówczas polityka w stricte tego słowa znaczeniu będzie dla nas wyzwaniem, któremu mam nadzieje podołamy. Czy owe wyzwanie znajdzie swe odzwierciedlenie w najbliższych wyborach samorządowych? Czas pokaże...


Rozmawiał
  Robert Miśkowiec

NORBERT WASIK,
ma 34 lata, mieszka w Witowie. Jest jednym z założycieli ONR Podhale. Do 2008 r. przewodniczący ONR-P, członek ZG ONR Podhale, obecnie (od 2008 r.) wice przewodniczący organizacji.

OBÓZ NARODOWO-RADYKALNY PODHALE: dowiedz się więcej - wyjaśnia Norbert Wasik

Czym jest ONR Podhale i jakie ma cele?

Obóz Narodowo-Radykalny Podhale - bo tak brzmi nasza pełna nazwa - jest Stowarzyszeniem społeczno - politycznym o zasięgu ściśle regionalnym. Założeniem ONR Podhale jest wskazanie wzniosłych ideałów, stanowiących sens życia wielu pokoleń, a poprzez pracę formacyjną wpajanie dążności do nich. Wszystko to w poszanowaniu wartości wyższych takich jak BÓG, a następnie POLSKA i NARÓD POLSKI, jako niezmiennych wyznaczników pracy nad własnymi słabościami.

Do głównych statutowych celów naszej organizacji należy:

1). życie dla Boga i Narodu, w prawdzie i honorze, będąc odpowiedzialnym i ofiarnym, szanując prawo i autorytety,

2). krzewienie miłości do Narodu i Ojczyzny,

3). rozwój duchowy, umysłowy i fizyczny młodego pokolenia,

4). nauka młodych ludzi odpowiedzialności za siebie, swoich najbliższych, a także za Państwo i Naród,

5). upowszechnianie wiedzy o Narodzie Polskim,

6). udział w życiu publicznym,

7). obrona rodziny jako podstawowej komórki społecznej,

8).  nauka działania w zespole na rzecz dobra publicznego,

9). promowanie sportu i tężyzny fizycznej.

Odnosząc zaś się do naszej Deklaracji Ideowej:
Obóz Narodowo Radykalny Podhale, będący ruchem poza- i ponad partyjnym, o charakterze Zakonu Ideowego, broni słowem i czynem zasad:
KONSERWATYZMU - jako zachowania i kultywowania nie status quo i przemijających form bytu społecznego, lecz jego wiecznych i absolutnych treści, a także sprawdzonych wartości historycznych, godnych kontynuacji bądź przywrócenia;
TARDYCJONALIZMU - jako wiernego trwania przy integralnym depozycie Wiary Świętej powierzonemu całemu Kościołowi Katolickiemu, depozycie najdoskonalszej ze wszystkich znanych dziejom ludzkości cywilizacji łacińskiej (a dziedziczącej dorobek starożytnych cywilizacji: helleńskiej, rzymskiej i celtyckiej), opartej o prymat ducha nad materią i dążącej do nadprzyrodzonej triady Dobra, Prawdy i Piękna; wreszcie przy depozycie najdroższej nam cząstki tej cywilizacji, jaką jest kultura polska;
NACJONALIZMU - jako wyrazu miłości do Narodu Polskiego i Jego Ojczyzny; poczucia dumy, iż w swojej ponad 1000- letniej historii była Polska dobrą Matką dla pobratymczych narodów, żyjących wspólnie z narodem polskim; a w jego czynnej postaci jako wyrazu woli tak odbudowania Państwa Narodu Polskiego, jak współtworzenia - w duchu idei NACJONALIZMU EUROPEJSKIEGO - Europy Ojczyzn, jednoczącej się ku obronie swego duchowego i materialnego dziedzictwa przed podbojem przez obce cywilizacje i ludy.

Kiedy i w jakich okolicznościach powstał ONR Podhale oraz kim byli jego założyciele?

ONR Podhale powstał w Zakopanem w październiku 2004 r., natomiast wpisanie do ewidencji stowarzyszeń nastąpiło 23 kwietnia 2005r. - pod nr 20/R/Z. W początkowej fazie wspólnych rozmów padł pomysł powołania struktur jednej z wielu ogólnopolskich formacji narodowych. Jednak po istnej burzy mózgów postanowiliśmy pozostać przy organizacji o ściśle lokalnym charakterze.

ONR Podhale został powołany przez grupę idealistów na wskroś przesiąkniętych duchem narodowym, a przy tym palących się do walki ideowej i pracy organicznej. Idealistów odważnie spoglądających przed siebie. Pełnych entuzjazmu i kontrrewolucyjnej wizji narodowo-radykalnej przyszłości.

Kto zasiada we władzach organizacji - ogólnopolskich, i podhalańskich?

Wyjaśnijmy tu tak często powielaną przez różne media pewną nieścisłość. Otóż ONR Podhale jest niezależnym stowarzyszeniem nie wchodzącym w struktury ogólnopolskiej organizacji o nazwie Obóz Narodowo-Radykalny (ONR). Jako regionalne stowarzyszenie posiada niezależne władze, finanse, struktury etc. Innymi słowy ONR Podhale i ogólnopolski ONR to dwa różne i niezależne od siebie podmioty organizacyjne. Co prawda obie organizacje mają podpisaną ze sobą umowę o współpracy jednak zaistniały stan rzeczy nie zmienia tu faktu, że każda z nich rządzi się własnymi prawami.

We władzach Stowarzyszenia Obóz Narodowo-Radykalny Podhale zasiadają: Tomasz Piczura - przewodniczący/ skarbnik, Norbert Wasik - wiceprzewodniczący oraz Marek Styrczula - sekretarz.

Jakie działania i zadania podejmuje na Podhalu ONR?

Członkowie ONR Podhale dostrzegają potrzebę przebudowy mentalności, naszej lokalnej społeczności - czy też szerzej całego narodu - skażonej latami komunizmu i światopoglądowego liberalizmu, jednocześnie będąc świadomym, że jest to praca długofalowa wyliczona na lata. Wszelkie reformy należy zacząć od siebie samego i swojego najbliższego otoczenia - jest to jedyny sposób na pokonanie dotychczasowych problemów władzy, skandali finansowych i obyczajowych, które niestety nie ominęły również naszego regionu. Wszyscy chyba słyszeliśmy chociażby o dwóch głośnych w naszym regionie aferach o podtekście korupcyjnym, w które uwikłali się lokalni działacze Platformy Obywatelskiej, prawda? Pierwsza z nich dotyczyła Zespołu Elektrowni Wodnych w Niedzicy, w którym praktycznie wszystkie kluczowe stanowiska w tej państwowej spółce zajęli członkowie PO. Co ciekawe, po raz kolejny pienińskie koło pojawiło się na czołówkach mediów, gdy wyszedł na jaw podhalański wątek afery hazardowej z udziałem znanego biznesmena Ryszarda Sobiesiaka oraz lokalnych działaczy Platformy. Wspomnijmy tu również o głośnej ostatnimi czasy, jakże kuriozalnej i żenującej „aferze wiatrakowej" z senatorem Skorupą w roli głównej... Czy tak ma wyglądać służba publiczna, praca na rzecz całego społeczeństwa? Jesteśmy przekonani, że nie. Dlatego pragniemy skupiać ludzi, którzy są w stanie uzmysłowić sobie, iż postawa współczesnego działacza polityczno - społecznego wymaga wielu wyrzeczeń i nie może być odskocznią do osobistej kariery i korzyści materialnych, czego dajemy wyraz chociażby w społecznym aspekcie działalności naszego Stowarzyszenia - vide, inicjatywy: ONR Podhale potrzebującym, Wędrówki z ONR  Podhale, Dokarmianie zwierzyny leśnej, Ferie z ONR Podhale, Renowacje grobów czy organizowany cyklicznie Rajd im. Jana Mosdorfa. Sama polityka w stricte tego słowa znaczeniu dla nas jest tu drugorzędna, chociaż oczywiście nigdy nie zapominamy o ścisłym profilu ideowo-światopoglądowym ONR Podhale.

Ilu członków liczy ONR na Podhalu, w jakim są wieku i skąd pochodzą?

Przekrój wiekowy naszej organizacji oscyluje wokół przedziału 18-35 lat. Znakomita większość, bo dwie trzecie członków ONR Podhale, to ludzie, w wieku średnim. Grono członków i sympatyków ONR Podhale skupionych jest w trzech Kołach: Zakopane, Nowy Targ i Witów/ Ciche. Mogę zdradzić nutkę tajemnicy, że właśnie jesteśmy w trakcie rozmów powołania Okręgu Beskidu Makowskiego ONR Podhale z dwoma Kołami. Rozmowy najprawdopodobniej zostaną sfinalizowane na początku maja bieżącego roku. Powoli, aczkolwiek systematycznie chcielibyśmy również rozszerzać swoje wpływy na kolejne rejony Podtatrza, obejmujące Pieniny, Spisz i Orawę.

Źródło: Portal Podhale24.pl LINK


Podziel się
oceń
0
0

Wywiady: Wywiad z rzecznikiem prasowym Falangi, Ronaldem Laseckim

piątek, 02 kwietnia 2010 7:00




      Odpowiedzi na pytania zadane w pewnej ankiecie,
         czyli wywiad z rzecznikiem prasowym Falangi


   Poniższy wywiad zawiera odpowiedzi udzielone przez rzecznika prasowego Falangi, Ronalda Laseckiego na pytania zadane w ankiecie przeprowadzonej przez studentkę Uniwersytetu Zielonogórskiego. Wobec tego, że udzielone odpowiedzi mają pewną wartość prezentystyczną, mogąc przybliżyć zainteresowanym kierunek ideowego nachylenia Organizacji, zdecydowaliśmy się opublikować.

Ronald Lasecki


1. Do jakiej organizacji Pan należy i od ilu lat działacie?
RL:
Jestem członkiem Falangi, w której szeregach działamy od nieco ponad roku.

2. Jaka jest historia organizacji?
RL:
Falanga powstała w styczniu 2009 r. Od tamtej pory zorganizowaliśmy szereg spotkań z gośćmi, wyjść terenowych, demonstracji ulicznych, nawiązaliśmy kontakt z podobnymi organizacjami ze Słowacji, Czech i Rumunii, planujemy przygotować obóz treningowy dla naszych członków. Są wśród nas autorzy licznych artykułów publicystycznych i popularnonaukowych, które zgromadziliśmy na naszym blogu: http://falanga-blog.blogspot.com/

3. Dlaczego po latach została reaktywowana działalność organizacji?
RL:
Obecnie istniejąca Falanga nie jest prostą kontynuacją swej przedwojennej poprzedniczki, choć dziedzictwo ideowe i polityczne zarówno RNR jak też samego Bolesława Piaseckiego jest dla nas jednym z najważniejszych źródeł inspiracji. Zamysłem przy utworzeniu Falangi była chęć powołania aktywistycznej formacji integralnie prawicowej, jednoczącej nurty narodowo-radykalny i tradycjonalistyczno-rewolucyjny.

4. Jakie są zasady organizacji i o co walczycie?
RL:
Nasza doktryna polityczna ufundowana jest na metafizyce katolickiej, łączymy organiczny nacjonalizm i tradycjonalizm oraz przyjmujemy zasadę monarchiczną jako punkt wyjścia przy określeniu natury władzy publicznej. Stoimy na gruncie personalizmu przeciwko indywidualizmowi i humanizmowi. Odrzucamy konstruktywizm i racjonalizm oraz materializm we wszelkich postaciach.

Naszym celem jest Kontrrewolucja pojmowana jako ustanowienie prawowitej władzy i porządku w miejsce obecnego bezhołowia i chaosu. Zrealizowana w wymiarze narodowym zaowocuje powstaniem Wielkiej Polski - katolickiego państwa narodu polskiego, zrealizowana w wymiarze uniwersalnym, pozwoli Polsce żyć w rodzinie wolnych narodów europejskich, zjednoczonych duchowo w odnowionej kulturze łacińskiej, zaś politycznie pod panowaniem odrodzonego Imperium, wznoszącego je ku ustanowieniu Społecznego Panowania Chrystusa na ziemi. Jest to uniwersalistyczna koncepcja Porządku, w którym narody i wspólnoty różnego szczebla i wielkości, współbrzmieć będą harmonijnie w duchowej i kulturowej symfonii. .

5. Jaki jest przedział wiekowy członków organizacji?
RL:
Nie stosujemy ograniczeń wiekowych, lecz duchowe. Członkiem Falangi może zostać każdy, kto gotów jest służyć sprawie narodowej.

6. Czy jest duża rotacja członków? (czy odwrotnie - osoby trwają w organizacji)
RL:
Na razie trudno na to pytanie odpowiedzieć, gdyż działamy stosunkowo krótko. O tym, ilu z nas zostanie „politycznymi żołnierzami" przekonamy się najwcześniej za kilka lat.

7. Jaką rolę pełnią religia i Ojczyzna?
RL:
Falanga nie jest organizacja religijną, więc nie ingerujemy w osobistą religijność poszczególnych członków. Ważna jest dla nas ich gotowość do poświęcenia się w służbie dla ustanowienia Ładu, depozytariuszem wiedzy o którym jest Kościół rzymski i która zaklęta jest ponadto w Tradycji. Tak więc, poprzez elementy katolickie obecne w odmiennych religiach i światopoglądach, w Falandze mogą się również odnaleźć innowiercy lub niewierzący, pod warunkiem jednak, że nie będą przyjmować postawy wrogiej wobec katolicyzmu.

Ojczyzna, a więc ziemia wraz z żyjącymi na niej ludźmi, jest podstawowym źródłem identyfikacji każdego człowieka - swoją tożsamość budujemy przecież obserwując i wchodząc w relacje ze środowiskiem w którym przyszło nam żyć; zarówno tym nieożywionym, jak i z członkami tnaszej wspólnoty. Dlatego każdego człowieka łączy z jego ojczyzną więź choć nieświadoma, to nierozerwalna, bo przyrodzona. Poszczególne etnosy żyją - ujmując to metaforycznie - w rytm długości fali emitowanej przez zajmowaną przez nie niszę ekologiczną, przez ich własną ekumenę. Dlatego tak negatywnym zjawiskiem są migracje, prowadzące do inwazji ekumeny przez obcy jej etnos, który wówczas bądź to zaskorupia się w izolacji własnego getta stopniowo się degenerując, bądź też - gdy jest wystarczająco silny i liczny - niszczy napotkane środowisko i kulturę zasiedlanego kraju. Giną stare tradycje, drzewa, kwiaty, lasy i góry. Dochodzi do wyzysku i eksploatacji. Tych zniszczeń zawsze dokonują obcy lub ludzie duchowo wykorzenieni z własnej ojczyzny - swojemu byłoby żal. Współcześnie, refleksje te należałoby odnieść nie tylko do dotykającej zachodnią Europę inwazji ludów Południa, ale chyba przede wszystkim do zdepersonalizowanego, abstrakcyjnego, nomadycznego kapitału korporacyjnego, odpowiedzialnego za wyzysk człowieka i dewastację przyrody, również za psucie zasad gospodarki rynkowej i podważanie samej zasady własności.

8. Jaka jest symbolika związana z organizacją?
RL:
Naszym symbolem organizacyjnym jest falanga (ręka z mieczem) oraz używane na naszych sztandarach barwy czarna i czerwona. Na bannerze wykorzystujemy też stylizowany symbol orła w koronie. Hymnem Falangi jest „Hymn Młodych", pomocniczo korzystamy też z Wymarszu Uderzenia Andrzeja Trzebińskiego i z własnego tłumaczenia hymnu Falangi Hiszpańskiej. Czlonkowie organizacji przywdziewają czarne koszule.

Znak falangi jest tradycyjnie używany przez polskie ugrupowania narodowo-radykalne i symbolizuje nasz związek z tym nurtem politycznym, czerń naszych koszul symbolizuje śmierć niesioną ideologi demoliberalnej, czerwień to zaczerpnięty od rzymskich legionów symbol zwycięstwa i władzy imperialnej. Sama nazwa ugrupowania powinna być rozumiana zarówno jako nawiązanie do przedwojennych poprzedników, jak też jako symbol zwartości, karności, duchowej jedności, w której każdy z falangistów jest dla pozostałych "towarzyszem broni" we wspólnej walce. Myślę, że symbolika naszego Hymnu i pozostałych pieśni nie wymaga obszerniejszych wyjaśnień.

9. Jakie rocznice i ważne wydarzenia kultywujecie?
RL:
To trudne pytanie; staramy się odnajdywać rocznice dziś niekiedy zapomniane, lecz ważne dla współczesnej tożsamości Polaków. Dla przykładu mógłbym wymienić rocznice kilku wydarzeń, które bądź to już celebrowaliśmy, bądź celebrować planujemy. Są wśród nich rocznica Victorii Wiedeńskiej, rocznica zdobycia Jerozolimy przez krzyżowców, pewna rocznica związana z życiem księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, rocznica Marcia su Roma. Oprócz nich, świętujemy oczywiście szereg rocznic związanych z historią polskiego narodowego radykalizmu, w tym rocznicę utworzenia NSZ, wydania pierwszego numeru przedwojennej „Falangi", rocznicę śmierci Bolesława Piaseckiego. Na koniec wreszcie, obchodzimy także rocznice ogólnonarodowe, choćby odzyskania niepodległości, wybuchu Powstania Warszawskiego. To tylko kilka przychodzących mi w tej chwili do głowy przykładów.

10. Dlaczego organizowane są manifestacje, marsze? Przeciw komu/czemu?
RL:
Powody publicznych manifestacji Falangi można podzielić na dwie grupy. Pierwsza z nich dotyczy upamiętnienia lub oddania hołdu osobom bądź wydarzeniom tego wartym. Druga grupa przyczyn wynika z potrzeby protestowania przeciw podejmowanym przez podmioty kontrkulturowe próbom przeobrażenia przestrzeni publicznej i świadomości zbiorowej Polaków. Dlatego właśnie demonstrujemy przeciw lewactwu próbującemu pod zinstrumentalizowanymi przez siebie hasłami emancypacji kobiet lub promocji zboczeń seksualnych, niszczyć przetrwałe jeszcze gdzieniegdzie pozostałości kultury narodowej. Nigdy nie będziemy stać obojętnie wobec zabijania dzieci w łonie matek, promocji nieobyczajności i dewastacji rodziny, małżeństwa oraz tradycyjnej kultury erotycznej, wobec wyzysku Polaków przez państwowego molocha lub bezosobowy kapitał, niszczenia przedsiębiorczości fiskalizmem, emisją pieniądza i papierów dłużnych bez pokrycia w rzeczywiście wytwarzanych towarach i usługach, wobec faktycznej proletaryzacji pracowników biurowych mentalnie i materialnie obracanych w zupełnie ubezwłasnowolnione trutnie Systemu.

11. Czy organizujecie spotkania, koncerty, wykłady?
RL:
Tak, regularnie odbywają się spotkania z zapraszanymi specjalnie na tą okazję prelegentami. Organizujemy też marsze krajoznawczo-kondycyjne, planujemy podjąć regularne treningi i zorganizować w Warszawie koncert pewnego nonkonformistycznego zespołu prawicowego.

12. Jak liczna jest organizacja?
RL:
Takie informacje mają charakter poufny i wobec tego pozwolę sobie uchylić się od odpowiedzi.

13. Jakie wyznajecie wartości moralne?
RL:
Myślę, że odpowiedziałem już wcześniej na to pytanie.

14. Jaki jest wasz stosunek do innych narodowości?
RL:
Jak już wcześniej wspomniałem, jesteśmy przekonani, że każdy etnos „pulsuje" w rytm zamieszkiwanego przez siebie środowiska, co implikuje wniosek o szkodliwym wpływie migracji jak również etnosów nomadycznych, pasożytniczych, osiedlających się w danym kraju przy braku identyfikacji z nim, traktowaniu go jako ziemi podbitej, jako rezerwuaru zasobów, z niechętnym lub nawet pogardliwym odnoszeniem się do jego rodzimych mieszkańców. Stąd nasza niechęć do anglosaskiego modelu liberalnego, dopuszczającego mieszanie heterogenicznych etnosów, stąd też również poparcie dla tradycyjnych, związanych z ziemią, właściwych modelowi eurazjatyckiemu„zamkniętych" wspólnot. Zarazem dostrzegamy wielopoziomowość i wewnętrzną złożoność rzeczywistości etnicznej, tak więc istnienie prowincjonalnych czy też regionalnych subetnosów (jak na przykład pohalański) oraz superetnosów (jak anglosaski lub turański), grupujących narody tej samej duchowej rasy konstytuowanej przez coś, co w przenosni można by określić specyficznym dla owej rasy rytmem pola etnicznego.

Opowiadamy się zatem za ochroną odrębności i specyfiki poszczególnych wspólnot, dopuszczając mieszanie elementów heterogenicznych etnicznie jedynie w przypadkach indywidualnych lub (w bardzo ograniczonym stopniu) na poziomie elit. Dostrzegamy przy tym zarazem uniwersalną wartość chrześcijańskiej kultury romańskiej, która przekształcając niegdyś etnosferę amerykańską doprowadziła do powstania tam nowych, pełnowartościowych i twórczych superetnosów hispanoamerykańskiego, frankoamerykańskiego czy luzoamerykańskiego, dających światu tak piękne pomniki wzniosłości i duchowej wielkości jak kultura andyjskiego lub paragwajskiego Baroku, jak zmysłowa tradycja Nowego Orleanu, jak wiejskie społeczeństwo feudalne w Quebecku (żywe w pewnym wymiarze jeszcze w latach 50-tych XX wieku). Jakże odmiennie na tym tle prezentują się efekty ekspansji pasożytniczego, morskiego superetnosuetnosu anglosaskiego, odpowiedzialnego choćby za doszczętne wymordowanie Tasmańczyków, niemal zupełne wytrzebienie rdzennych mieszkańców Ameryki, za pozbawienie Irlandii dwóch trzecich jej pierwotnej populacji, zaś pozostałą część obracającego niemal w niewolników.

Dlatego właśnie jesteśmy rzecznikami usunięcia wszelkiego politycznego, wojskowego jak i kulturowego oddziaływania państw „anglosfery" na kraje, ludy, narody i rasy Wielkiej Wyspy (tzn. Europy, Afryki i Azji) oraz na wszystkie kraje ukształtowane w katolicyzmie i w kulturze łacińskiej. Demoliberalnej anglosaskiej globalization, przeciwstawić pragniemy solarny, imperialny uniwersalizm romano-eurazjatycki, jednoczący ludy „od Sao Paulo do Bukaresztu", ale też niosący im duchowe odrodzenie przez ich zaślubiny ze Wschodem, z Azją, z Wielkim Stepem, z Syberią - skarbnicą Mądrości i Axis Mundi.

W zaślubinach tych, do odegrania szczególnej roli przeznaczona jest Polska, wzrastająca na wspaniałym środkowoeuropejskim dziedzictwie imperialnym; romańskim w swej surowości i hierarchiczności, ale też stepowym i wschodnim w swym idealiźmie. Jesteśmy przekonani, że rację mieli kolejni polscy mesjaniści i poeci romantyczni wskazując na szczególną rolę, jaką do odegrania w dziejach świata Opatrzność przeznaczyła Polsce. Będzie to rola kraju, z którego winien wyjść impuls dla połączenia „solarnej", aktywistycznej duchowości Europy z głębią i subtelnością duszy Wschodu. Rola, którą nasz kraj raz już - co prawda w sposób nieudolny i niewprawny - próbował odegrać w okresie wczesnonowożytnym, lecz chociaż wówczas pycha, krótkowzroczność i nieposłuszeństwo Bożym przykazaniom, sprawiły, że próba owa zakończyła się ośmieszeniem, wygwizdaniem i wreszcie zepchnięciem ze sceny dziejowej na przeszło sto lat, to przecież przez to tym bardziej ciąży na nas obowiązek odegrania tej roli tym razem bez zarzutu.

KN


Podziel się
oceń
1
0

Wywiady: Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. IX

poniedziałek, 01 marca 2010 7:16


Z cyklu "Narodowa rewolta..." 

   Nie współpracujemy z tzw. koncesjonowaną endecją czy też farbowanymi radykałami... - z Przewodniczącym Obozu Wielkiej Polski, Dawidem Berezickim rozmawia Norbert Wasik.


  Wywiad z Przewodniczącym Obozu Wielkiej
               Polski
- Dawidem Berezickim

 Kronika Narodowa: Pozwolę zwracać się do Pana formą grzecznościową wywodzącą się wprost z tradycji Ruchu Narodowego. Tak więc, Kolego Przewodniczący, jak doszło do powstania Stowarzyszenia Obóz Wielkiej Polski? Czyja to była inicjatywa?

 Dawid Berezicki: Stowarzyszenie Obóz Wielkiej Polski powstało w 2003 r. z inicjatywy kilku działaczy Sekcji Młodych Stronnictwa Narodowego niezadowolonych z likwidacji Stronnictwa jako partii politycznej. Próbowaliśmy porozumieć się z powstającymi wówczas „jak grzyby po deszczu" Stronnictwami Narodowymi, jednak nasze próby spełzły na niczym podobnie jak ówczesna myśl odbudowy SN. Powstał za to jeden Obóz Wielkiej Polski i przetrwał do dziś.

 KN
: Jakie cele zostały przyjęte?

DB: Celem naczelnym była bezkompromisowa postawa kontynuowania tradycji endeckich wbrew panującej wówczas modzie na „zajmowanie stołków" z ramienia koncesjonowanej endecji. Lata nazwijmy to wyważonej polityki nieistniejącego SNu odbiliśmy sobie odważnymi postulatami i powrotem do źródeł polskiego nacjonalizmu.

KN
: Dla kogo działa Stowarzyszenie?

DB:
Nasza organizacja działa dla tych wszystkich narodowców i patriotów, którym nie podobały się i nie podobają kompromisy z sytemem. Jesteśmy środowiskiem, które chce kultywować czysto polski nacjonalizm bez europejskich dodatków i inspiracji z zewnątrz.

KN
: Kim członkowie Stowarzyszenia?

DB: Są to narodowcy, którym odpowiada linia ideowa Obozu i cele przez nas realizowane. Błędem są twierdzenia że Obóz Narodowy jest jednolity. Propaganda przeciwnika robi swoje i dziś organizacje narodowe bardzo różnie interpretują wydarzenia na scenie politycznej nawet te których interpretacja nie powinna budzić żadnych wątpliwości.

KN
: Jak wygląda budowanie Waszego ruchu?

DB: Staramy się przekonać do naszych metod działania wszystkich tych, którym dobra Ojczyzny nie jest obojętne. Mamy naprawdę wiele listów od naszych sympatyków z całego świata, którzy gratulują nam akcji ale sama decyzja o wstąpieniu w szeregi organizacji jest naprawdę skomplikowana. Jesteśmy organizacją radykalną, legalną i całkowicie jawną a w dzisiejszych czasach wielu ludzi obawia się działać oficjalnie i trudno powiedzieć aby brakowało ku temu powodów.


KN: Wasza organizacja uważa się za część Ruchu Narodowego. Nie cieszy się on jednak dużą sympatią. Narodowcy uchodzą bądź za zadymiarzy, bądź za oderwanych od rzeczywistości idealistów.

DB: Naprawdę byłoby dla mnie niespodzianką jeśli narodowcy byli kimś pożądanym w kraju de facto pozbawionym suwerenności państwowej, którego włodarze zamiast służyć narodowi prześcigają się w lizustwie wobec obcych. Spostrzeżenie Kolegi nie dotyczy tylko Polski ale bodajże wszystkich państw unijnych. Wyjątek będzie można zauważyć jeśli w UE znalazłby się Izrael bo i takie głosy się odzywają. Jeśli wg standard unijnych marchewka może być owocem, ślimak rybą to dlaczego Izrael i Turcja nie moga być państwami Europy? (śmiech)

Metody się nie zmieniły, każdy szanujący się narodowiec zna cytat: „zadaniem naszym jest nie tylko zniszczyć was fizycznie, ale my musimy zniszczyć was moralnie w oczach społeczeństwa" (ppłk. Wiktor Herer dla przypomnienia).

Zupełnie nie warto przejmować się więc łatką jaką nam przyszywają nasi wrogowie tylko robić swoje działając planowo, ludzie prędzej czy później zorientują się kto jest kim.

KN: Wiele osób uważa za nadużycie przywłaszczanie sobie organizacyjnych narodowych nazw historycznych. Dlaczego akurat nazwa OWP?

DB: Obóz Wielkiej Polski był pierwszą organizacją scricte nacjonalistyczną, której udało się zaistnieć w życiu państwa. Jeśli polski nacjonalizm ma się odrodzić to tylko przez pracę organizacji masowej jaką było historyczne OWP. Szczególnie w czasie kiedy tak wielka rolę odgrywają media konieczna jest budowa naprawdę licznej organizacji czegoś na wzór OWP. Oczywiście nam daleko do zorganizowania czegoś podobnego i niestety nie tylko nam.

Jeśli chodzi natomiast o sam fakt używania historycznych nazw to nie jesteśmy tutaj odosobnieni mamy przecież: ONR, LP, MW, SN-y. Więc dlaczego nie OWP? Jestem zwolennikiem tezy: kontynuujmy to co było dobre. I tak jak dziś chce się wmówić naszym Rodakom, że dorobek Ruchu Narodowego sprzed wojny to „brzemię winy" my podnosimy głowy do góry bo wiemy że jedyne brzemię jakie pozostawili nasi poprzednicy to tak trudny do udźwignięcia ciężar CHWAŁY.

KN
: Kwestie gospodarcze, korporacjonizm czy wolny rynek? Od dłuższego czasu w łonie Ruchu Narodowego trwa tu odwieczny spór pomiędzy narodowymi- radykałami, a endekami. Po której stronie umiejscowi się Obóz Wielkiej Polski?

DB: Najbardziej właśnie drażni mnie tak zwana talmudyczność w gospodarce. Jesteśmy narodowcami i poprzemy takie rozwiązania gospodarcze jakie będą służyły naszemu Narodowi i nie interesuje nas czy rozwiązania te będą bliższe jakiemuś modelowi. Zadecyduje matematyka, zdrowy rozsądek i dobro społeczne a nie doktryna. Jak dla mnie nie do pokonania jest przepaść która dzieli powszednią odwieczną pracę społeczeństw od sprzeczki pomiędzy dwoma Żydami: Ricardo i Marksem o prawo wprowadzania ludzi w błąd.

KN
: Wizja Wielkiej Polski według Waszego Stowarzyszenia - kiedy, jakimi środkami, jaki ma być kształt ostateczny, oraz w jakiej Europie ma szansę taka wizja zamienić się w rzeczywistość?

DB: Wielka Polska to państwo przede wszystkim silne, niezależne i takim buduje go Naród. Jeśli naród jest świadom swoich żywotnych interesów trudno mu zagrozić jest to możliwe tylko podkopując egzystencję społeczeństwa. Nad tą właśnie świadomością musimy pracować bo naród zdrowy nie zmierza spokojnie w kierunku samozagłady, szczególnie zaś podczas pokoju. Jesteśmy w UE tym gorzej dla niej, wcześniej byliśmy pod protektoratem III Rzeszy dalej jako satelita ZSRR. Gdzie są dziś te twory? Przeżyliśmy okupację i wyzysk przeżyjemy tzw. integrację. Oczywiście sytuacją optymalną jest niezależne państwo i do tego dążymy. Nasze położenie wcale nie jest uzależnione od położenia demograficznego i moralnego rdzennych mieszkańców Europy Zachodniej. Jeśli biała zachodnia Europa chce umrzeć nic na to nie poradzimy. Trudno zmieniać dzieje kontynentu jeśli nie ma się wpływu na politykę własnego państwa. Więc przede wszystkim na naszym podwórku się skupmy i z nam podobnymi narodami Europy Środkowo-Wschodniej współpracujmy. Dzieliliśmy podobny los na przełomie wieków, podobnie jest dziś łatwiej więc nam się będzie porozumieć.

KN
: Mógłby opowiedzieć Kolega pokrótce o inicjatywach, które Wasze Stowarzyszenie podejmuje?

DB: Staramy się głównie ostrzegać Naród polski przed zagrożeniami takimi jak budowa superpaństwa europejskiego, ekspansja islamu, angażowanie Polski w wojny kolonialne USA i Izraela, roszczenia majątkowe: żydowskie, niemieckie i ukraińskie. Braliśmy udział w kampanii antyunijnej, sprzeciwialiśmy się tzw. eurokonstytucji nazywanej później traktatem lizbońskim. Oblegaliśmy Pałac Namiestnikowski, współtworzyliśmy Społeczną Koalicje Sprzeciwu wobec Roszczeń Niemieckich, pikietowaliśmy pod ambasadą Ukrainy czy ostatnio pod Żydowskim Instytutem Historycznym.

KN: Jakie wymogi musi spełniać osoba chcąca przyłączyć się do OWP i jakie będą jej zobowiązania względem organizacji?

DB: Naturalnie być polskim narodowcem, choć mamy i jednego Żmudzina. Zobowiązania względem organizacji są uzależnione od faktycznych możliwości osoby zainteresowanej. Nie każdy może działać oficjalnie i regularnie.

KN: Jak prezentują się struktury OWP w poszczególnych regionach Polski? Które z dzielnic OWP uważacie za najsilniejsze i pod jakim względem, a które za najsłabsze? Ilu członków liczy sobie OWP?

DB: Ponieważ wywiad jest ogólnie dostępny pozwolę sobie nie podawać dokładnych liczb nadmienię tylko, że nie przekroczyliśmy magicznej liczby 100 osób, które wypełniły deklaracje członkowskie i nadal działają w ramach OWP. Trudno szacować siłę poszczególnych okręgów ale można powiedzieć, że ogólnie południowa Polska prezentuje się lepiej niż północna z wyjątkiem Olsztyna i Podlasia.

KN: Od samego początku powstania OWP jest Kolega jego Przewodniczącym. Jak długo ma Kol. jeszcze zamiar kierować OWP? Proszę podać powody, dla których to akurat Kol. powinien sprawować tę funkcję?

DB: Faktycznie kierowałem organizacją od momentu jej powstania. Jestem przekonany, że kwestia ta ulegnie zmianie jeszcze w tym roku. Organizacja doszła do pewnego poziomu i tutaj moją rolę jako ściśle wiodącą uważam za zakończoną.

KN: Jak oceniacie OWP i inne organizacje narodowe w Polsce? Jak na tle tych organizacji prezentuje się Wasze Stowarzyszenie? Co jest waszą silną stroną, a co trzeba jeszcze dopracować?

DB: Dopracować trzeba wszystko zarówno u nas jak i w całym Ruchu Narodowym. Niektórzy twierdzą, że sam Ruch Narodowy należy wręcz odbudować. Nie odbiegamy znacznie od pozostałych, nie uważamy się za lepszych czy gorszych. Mamy swój pomysł na polski nacjonalizm i działamy w kierunku jego realizacji. Pozostajemy jednocześnie otwarci na wspólne działania co niejednokrotnie udowodniliśmy.

KN: Jak układa się współpraca OWP z innymi podmiotami narodowymi? Z kim Wam najbliżej, a z kim najdalej spośród wszystkich formacji narodowych?

DB: Przez okres istnienia naszej organizacji współpracowaliśmy niemal ze wszystkimi z szeroko pojętego Ruchu Narodowego. Napewno należałoby wymienić współpracę z nieistniejącą już grupą „Tygodnika Ojczyzna", seniorami Ruchu Narodowego (głównie z SN), organizacjami polonijnymi takimi jak USOPAŁ, PRP czy LP-ONP oraz wspólne akcje z m.in. ONR czy ŁRN. Nie współpracujemy z tzw. koncesjonowaną endecją czy też farbowanymi radykałami.

 KN
: Zbliżają się wybory samorządowe. Czy OWP zamierza wystawić swoich kandydatów w oddzielnym, własnym komitecie, czy też będzie próbował porozumieć się z innymi bliskimi ideowo organizacjami?

 DB: Zakładanie komitetu przez organizacje niszową uważam za kpinę z wyborców i to w szczególności z narodowych wyborców, którzy oczekują od nas czegoś więcej niż zarejestrowaniu list wyborczych w jednym, kilku czy kilkunastu okręgach. Państwo Polskie upadło przez „liberum veto", później „liberum conspiro" o mało co nie zniszczyło Narodu a dziś w niemocy trzyma nas „libera electio". Jeśli chodzi o każde wybory gdzie na naszej drodze ordynacja stawia ogólnopolski prób wyborczy naturalnie żadna organizacja narodowa nie jest wystarczająco silna aby cokolwiek zdziałać w pojedynkę. Nawoływaliśmy i będziemy nawoływać do połączenia sił.

KN: Czy możliwe jest według Kolegi stworzenie w łonie Ruchu Narodowego np. Komitetu Porozumienia Organizacji Narodowych [nazwa oczywiście robocza/ umowna], Komitetu, który zająłby się w pierwszej fazie koordynacją wspólnych inicjatyw? Czy OWP wziąłby w nim udział? Kogo w nim widzi, a kogo nie i dlaczego?

DB: Uważam, że stworzenie takiego Komitetu jest wręcz konieczne. Ze strony Obozu mogę zapewnić, że wesprzemy ten pomysł. Komitet powinien zawierać pewne minimum programowe wspólne dla wchodzących w jego skład podmiotów. Właśnie od akceptacji tegoż minimum jak też od samej woli współpracy zależeć będzie kto znajdzie się w tej strukturze a kto nie. Dla nas dogmatem jest idea suwerennego państwa i jak to twierdził Jan Ludwik Popławski wszystko co nas do tego celu zbliża jest dobre a wszystko co oddala jest złe. I to jest miara również naszej etyki narodowej, więcej życzeń brak.

KN: Na koniec chciałabym dowiedzieć się jeszcze co OWP może zaoferować swoim członkom czy też niezależnym działaczom?

DB: Niezależne spojrzenie na sytuacje wewnętrzną i międzynarodową Polski.

KN
: Dziękuję Koledze bardzo serdecznie za rozmowę.

DB: Również dziękuje i pozdrawiam.


 Wcześniejsze części cyklu:

1. Z cyklu "Narodowa rewolta"... cz. I: Wywiad z założycielem i Redaktorem Naczelnym Portalu Nacjonalista.pl - Miłoszem Karolczykiem LINK 
2. Z cyklu "Narodowa rewolta"...  cz. II:  Wywiad z Kierownikiem Głównym Obozu Narodowo-Radykalnego - Arturem Zienkiewiczem 
LINK 
3. Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. III: Wywiad z Prezesem Organizacji Monarchistów Polskich - Adrianem Niklem LINK
4. Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. IV: Wywiad z Prezesem Młodzieży Wszechpolskiej -  Robertem Winnickim LINK 
5. Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. V:  Wywiad z Redaktorem Naczelnym magazynu "Młodzież Imperium" - Adamem T. Witczakiem LINK 
6. Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. VI: Wywiad z byłym Redaktorem Naczelnym kwartalnika Myśl.pl - Ireneuszem Fryszkowskim LINK
7. Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. VII: Wywiad z Prezesem Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego - prof. Adamem Wielomęskim LINK
8. Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. VIII: Wywiad z Wywiad z Przewodniczącym  Łódzkiego Ruchu Narodowego „Szczerbiec" - Kol. Maciejem Migusem LINK

Kronika Narodowa


Podziel się
oceń
0
0

Wywiady: Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. VIII

piątek, 19 lutego 2010 9:35


Z cyklu "Narodowa rewolta..."   

   Najwyższa pora na kolejny wywiad burzący wewnętrzny schematyzm ramowy współczesnego Ruchu Narodowego. Tym razem wybór padł na organizację Młodego Pokolenia - Łódzki Ruch Narodowy „Szczerbiec". Z założycielem i zarazem Przewodniczącym ŁRN „Szczerbiec", Maciejem Migusem rozmawia Norbert Wasik.

      Wywiad z Przewodniczącym  Łódzkiego
                    Ruchu Narodowego 
      „Szczerbiec"
 - Kol. Maciejem Migusem


Kronika Narodowa: Obok Obozu Narodowo-Radykalnego Podhale, Toruńskiej Inicjatywy Narodowej i Klubu Narodowego z Piotrkowa Trybunalskiego jesteście kolejnym regionalnym stowarzyszeniem, które w swojej działalności narodowej wprost odwołuje się do regionalizmu, lokalnego aktywizmu etc. Wielu uważa, że powsta- wanie takich regionalnych organizacji to tworzenie kolejnych, sztucznych podziałów w łonie Ruchu Narodowego.


Maciej Migus: Na początku chciałbym podziękować redakcji Kroniki Narodowej za możliwość wypowiedzenia się w imieniu ŁRN „Szczerbiec" w cyklu „Narodowej Rewolty".

No cóż, zdania zawsze będą w tym temacie podzielone. Ja uważam, że kładzenie większego nacisku na sprawy lokalne - co wynika wprost ze specyfiki lokalnych organizacji - nie powinno być w żadnym wypadku utożsamiane z tworzeniem sztucznych podziałów. W wielu sytuacjach skupienie swoich działań na mniejszym, niż ogólnopolski, obszarze przynosi bardziej wymierne efekty. Poza tym zauważmy, że każda chyba lokalna organizacja narodowa popiera ideę zjednoczenia całego Ruchu.

KN: Niejednokrotnie Kolega twierdził, że Łódzki Ruch Narodowy „Szczerbiec" wzoruje się niemal wprost na działalności podhalańskich narodowych radykałów spod znaku ONR Podhale. Zresztą poza Wami, ów aspekt można dostrzec w mniejszym lub większym stopniu również u innych tzw. organizacji młodego pokolenia. Jak Kolega myśli, skąd się bierze owe naśladownictwo i czy jest sens imitować działalność tych regionalnych organizacji narodowych, których lokalne realia, uwarunkowania mają zdecydowanie odmienny charakter?

MM:
To fakt, że lokalne uwarunkowania wpływają na charakter lokalnych organizacji narodowych. Przy całej tej różnorodności istnieją jednak uniwersalne wzorce postępowania, działalności, inicjatyw. I tu na pierwszy plan wyraźne wysuwa się ONR Podhale. Największą zaletą podhalańskich narodowców jest, moim zdaniem, to, że ich inicjatywy po prostu dotyczą codziennych ludzkich spraw, a co za tym idzie - trafiają do ludzi. Przecież właśnie docieranie do zwykłego obywatela, pomoc lokalnej społeczności powinny być priorytetowymi zadaniami lokalnych narodowców.

Reasumując - ONR Podhale w ogromnej mierze przyczynia się do budowania pozytywnego wizerunku całego Ruchu Narodowego i dobrej atmosfery współpracy wewnątrz ruchu, stanowiąc wzór dla wielu organizacji i niezrzeszonych narodowców.

KN: ŁRN „Szczerbiec" wywodzi się wprost z byłych łódzkich struktur Narodowego Odrodzenia Polski. Droga, którą w tym czasie przemierzyliście była zapewne trudna i wyboista. Proszę pokrótce przedstawić jak doszło do zmiany szyldu organizacyjnego?

MM:
Faktycznie ok. 50% obecnych członków ŁRN „Szczerbiec" to byli członkowie NOP. Sprawa naszego wystąpienia z NOPu i rozwiązania struktur łódzkich z pewnością będzie budzić jakiś jeszcze czas emocje po obydwu stronach. Dlatego nie chciałbym się jakoś nad tym długo rozwodzić. Mówiąc krótko - nasza dalsza współpraca z kierownictwem NOPu przestała mieć w pewnym momencie sens. Powiedziałbym, że po prostu linie działalności oddziału łódzkiego i kierownictwa dość mocno zaczęły od siebie odstawać. Dlaczego? Właśnie z racji lokalnych uwarunkowań w Łodzi, wypracowanych porozumień, itd.

Chcę jednak jeszcze raz to podkreślić - nikt z nas, dopóki realnie widzieliśmy możliwość efektywnego działania w ramach NOP, z NOPu odchodzić nie chciał. Historia łódzkiego nacjonalizmu to w przeważającej mierze właśnie historia NOPu i nikt tego nie neguje.

Myślę, że lepiej dziś myśleć o przyszłości niż o przeszłości. Chcemy współpracować również z NOPem i popierać go w słusznych inicjatywach. Ja osobiście spędziłem w NOPie niezapomniane chwile, poznałem wielu wartościowych ludzi i proszę mi wierzyć - życzę NOPowi jak najlepiej.

Co do samego powstania ŁRN „Szczerbiec" to był to kwiecień-maj 2009r. Wszyscy byli członkowie NOP Łódź wyrazili chęć dalszej działalności narodowej. Sprawa była o tyle ułatwiona, że od grudnia 2008r. istniało w Łodzi pewne porozumienie między organizacjami narodowo-patriotycznymi właśnie o nazwie „Łódzki Ruch Narodowy". Postanowiliśmy więc przekształcić owe porozumienie w odrębną organizację.

KN: Jaka linię programową reprezentuje Wasza organizacja? Odwołujecie się do narodowego -radykalizmu, czy też jesteście organizacją narodowo-demokratyczną? Jak w odniesieniu do obecnej rzeczywistości umiejscowilibyście światopogląd, który reprezentuje Wasza organizacja?

 MM:
Założeniem programowym było utworzenie organizacji otwartej na wielość narodowych nurtów, postaw i poglądów. Przyjęliśmy pewną maksymę : „Nacjonalizm ponad podziałami".

 W praktyce oznaczało to odejście od hegemonii narodowego - radykalizmu i otworzenie także na narodową - demokrację oraz inne indywidualne (aczkolwiek narodowe) dodatki do oficjalnych nurtów.

 Jednak, jeżeli miałbym określać miejsce ŁRNu w światopoglądowej mozaice, to powiedziałbym, że z racji pewnych założeń, poglądów większości nadal członków i łódzkiej tradycji na pewno bliżej nam do narodowego - radykalizmu.

Wielu zarzucało nam uprawianie tzw. „narodowego ekumenizmu". Ja jednak uważam, że ta formuła, którą przyjęliśmy jest dobra. Po pierwsze - w ten sposób zawsze można zachęcić do działalności większą liczbę osób. Po drugie - zauważmy, że wiele osób młodych nie ma do końca skrystalizowanych narodowo poglądów, co z kolei powoduje często niepewność co do tego, czy powinny się angażować w działalność narodową.

KN: Mam wrażenie, że pod względem pragmatyzmu ideowego ŁRN „Szczerbiec" jest niesłychanie blisko do ogólnopolskiego Obozu Narodowo-Radykanego. Nie prościej więc było wstąpić do już istniejącej organizacji zamiast tworzyć coś nowego...?

MM:
Po prostu stwierdziliśmy, że chcemy robić coś lokalnie, chcieliśmy rozpocząć coś nowego niż działalność w ogólnopolskiej organizacji. Jednym słowem - uznaliśmy, że lepiej sprawdzimy się właśnie w tej formule.

KN: Łódź zawsze była miastem o silnym oddziaływaniu Obozu Narodowego. Obecnie jest tu wiele formacji odwołujących się do spuścizny tegoż Obozu. Czy forma współpracy pomiędzy tymi środowiskami jest zadawalająca, czy raczej na tym polu jest jeszcze sporo do zrobienie? Jak Wasza organizacja prezentuje się na tle innych łódzkich środowisk narodowych?

MM:
Ze współpracy z innymi organizacjami narodowymi jestem jak najbardziej zadowolony. Współpracujemy z ONRem, Młodzieżą Wszechpolską, LOSem, RPNem, LPRem, UPRem. Jednym słowem - wśród młodych narodowców i patriotów Łódź jest w zasadzie miastem bez podziałów, czego najlepiej dowiodła chyba ostatnia 13-grudniowa manifestacja. Jednak nie można spoczywać na laurach i mam nadzieję, że owoce tej współpracy będą jeszcze bardziej widoczne.

KN: Wydaje się, że środowiska - użyjmy tu przedwojennej frazeologii - „Starych" powoli otwierają się na organizacje „Młodych". Czy według Was jest na tej linii możliwe nawiązanie nici porozumienia? Czy czasem pewne różnice ideowe, mentalne granice występujące między współczesnymi „Starymi", a „Młodymi" się nie zdewaluowały w dobie globalizmu i wszechobecnego liberalizmu?

MM:
Zawsze było chyba tak, że starsi działacze wspierali w działaniach młodych. To bardzo ważne, moim zdaniem, by korzystać z doświadczenia i wiedzy starszych, tym bardziej, że mają oni doświadczenie w walce typowo opozycyjnej z systemem komunistycznym. Oni walczyli z systemem, zdradzieckim rządem i ZSRR, my dziś walczymy z socjalistyczną UE, a sytuacja totalitaryzmu może się powtórzyć. Wtedy tym potrzebniejsze będzie wsparcie starszych narodowców.

Oczywiście jasną rzeczą jest to, że zmieniły się pewne uwarunkowania i trzeba było zmienić metody walki narodowej, jednak właśnie o dziwo globalizacja i wszechobecny upadek wartości zbliżają do siebie obóz przeciwny - obóz ludzi wartości. Do tego obozu zaliczają się nie tylko starsi i młodsi narodowcy, lecz także konserwatyści i patrioci wielu nurtów polityczno - społecznych. To jest, uważam, zjawisko bardzo pozytywne.

KN: Czy możliwe jest według Kolegi stworzenie w łonie Ruchu Narodowego - przynajmniej spośród organizacji młodego pokolenia - nieformalnego lub formalnego ciała np. o (roboczej) nazwie: Komitet Porozumienia Organizacji Narodowych; Komitetu, który zająłby się w pierwszej fazie wyłącznie koordynacją wspólnych inicjatyw oświadczeń etc.? Czy ŁRN „Szczerbiec" wziąłby w nim udział? Kogo w nim widzielibyście, a kogo nie i dlaczego?

MM:
Myślę i mam dużą nadzieję, że to możliwe. Uważam, że mówienie o wspólnych oświadczeniach na początek to dobre rozwiązanie - taka strategia małych kroków. To pozwoliłoby rzeczywiście rozpocząć scalanie od podstaw całego lub części Ruchu w przyszłości. Jako ŁRN „Szczerbiec" absolutnie popieralibyśmy taką inicjatywę i wyrażalibyśmy chęć uczestniczenia w niej. Co do podmiotów tworzących taki ewentualny „Komitet" to myślę, że to jest sprawa rozmów i porozumień i nie ma sensu na razie wymieniać konkretnych nazw.

KN: Zbliżają się wybory samorządowe. Czy ŁRN „Szczerbiec" zamierza wystawić swoich kandydatów w oddzielnym, własnym komitecie, czy też będzie próbował porozumieć się z innymi bliskimi ideowo organizacjami?

MM:
Raczej będziemy próbowali się porozumieć w kwestii wyborów. Najważniejsze jest jednak to, by wykorzystać kolejną szansę do promowania narodowych poglądów w przedwyborczej kampanii. Jesteśmy także otwarci na pomoc innym narodowym kandydatom w kampanii.

KN: Na koniec może infantylne pytanie, ale trudno je pominąć. Aby działać w organizacji regionalnej takiej jak Łódzki Ruch Narodowy „Szczerbiec", trzeba wierzyć w sukces własnych idei. Ile Waszym zdaniem potrzeba jeszcze lat, aby Polacy przekonali się do założeń Ruchu Narodowego?

MM:
Któż z nas to wie...:-) Może być to 10, a może 50 lat. Taki przewrót społecznych nastrojów może dokonać się wbrew pozorom bardzo szybko, tym bardziej, że żyjemy w czasach zderzenia cywilizacji, globalizmu i totalitarnych zakusów ponadnarodowych organizacji, czy już wręcz organizmów państwowych - takich jak UE.

Jednak oczekując na zwycięstwo wartości, w które wierzymy bądźmy świadomi roli, którą wszyscy jako Ruch Narodowy odgrywamy. Czasem jest lepiej, czasem gorzej, lecz wszyscy tworzymy ciągłość tego ruchu, jesteśmy odpowiedzialni za jego przetrwanie i przekazanie doświadczenia w działalności narodowej młodszym kolegom.

Przyszło nam żyć i działać w czasach naprawdę trudnych, ale wierzę, że jako ogólnie pojęty Ruch Narodowy zdamy ten ciężki egzamin z polskości.

Dziękuję za rozmowę.


 
Wcześniejsze części cyklu:

1. Z cyklu "Narodowa rewolta"... cz. I: Wywiad z założycielem i Redaktorem Naczelnym Portalu Nacjonalista.pl - Miłoszem Karolczykiem LINK 
2. Z cyklu "Narodowa rewolta"...  cz. II:  Wywiad z Kierownikiem Głównym Obozu Narodowo-Radykalnego - Arturem Zienkiewiczem LINK 
3. Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. III: Wywiad z Prezesem Organizacji Monarchistów Polskich - Adrianem Niklem LINK
4. Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. IV: Wywiad z Prezesem Młodzieży Wszechpolskiej -  Robertem Winnickim LINK 
5. Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. V:  Wywiad z Redaktorem Naczelnym magazynu "Młodzież Imperium" - Adamem T. Witczakiem LINK 
6. Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. VI: Wywiad z byłym Redaktorem Naczelnym kwartalnika Myśl.pl - Ireneuszem Fryszkowskim LINK
7. Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. VII: Wywiad z Prezesem Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego - prof. Adamem Wielomęskim LINK

Kronika Narodowa


Podziel się
oceń
0
0

Wywiady: Wywiad z Autonomicznym Nacjonalistą ze Stalowej Woli

poniedziałek, 08 lutego 2010 18:13


  Autonomiczni Nacjonaliści nadal dają o sobie znać w Stalowej Woli. Swoją działalność rozpoczęli w czerwcu 2009 roku. W mieście wciąż można dostrzec ich niewielkie ulotki z nacjonalistycznymi hasłami. Jednym z nich jest "Wiara, młodość, nacjonalizm". W dalszej części artykułu przedstawiamy wywiad Iwony Rup z „Wandalem", czło- nkiem grupy.

Autonomiczni Nacjonaliści to grupa młodych ludzi promujących postawy inne od tych, które propagują media. Chcą zachęcić młodzież do obrony ojczystego kraju i wartości patriotycznych, opowiadają się przeciw wszystkiemu co zagraża naszej rasowej i narodowej tożsamości i kulturze. Nie zgadzają się na dewastację świata i sprzeciwiają działaniom rządu i mediów.

13 grudnia 2009 roku, w rocznicę ogłoszenia stanu wojennego AN wzięli udział w marszu milczenia w naszym mieście. Wcześniej, wraz z innymi nacjonalistycznymi grupami zorganizowali w Warszawie marsz z okazji Święta Niepodległości. 1 listopada 2009 r. zachęcali do pamiętania o narodowych bohaterach, a jeszcze wcześniej namawiali do bojkotu wyboru posłów do europarlamentu.

Jaka jest idea działań Autonomicznych Nacjonalistów, o co walczą i jakie mają plany na przyszłość? Odpowiedzi na te i inne pytania odnajdziemy w poniższym wywiadzie. Rozmowę „Wandalem" członkiem „Autonomicznych Nacjonalistów" przeprowadziła Iwona Rup.


Rozmowa z "Wandalem"

IR: Ulotki waszej organizacji są niemal wszędzie, na słupach ogłoszeń, na drzewach, przystankach i nawet na śmietnikach. Jaka jest idea?

Wandal:
Po pierwsze nie jesteśmy organizacja sensu stricte. Jesteśmy grupą ludzi o szeroko rozumianych poglądach nacjonalistycznych. Idea narodziła się wraz z narodzinami ruchów nacjonalistycznych w Europie pod koniec XIX wieku, a my jesteśmy jej kontynuatorami. Z tym, że staramy się unowocześnić tą ideę aby była adekwatna dla czasów nowoczesnych.

 IR: O co więc walczycie?

 Wandal:
Walczymy o ład i porządek w naszym kraju, a także w dalszej perspektywie czasu chcielibyśmy wpłynąć na zmianę obecnej mentalności Polaków.

 IR: Rozumiem. Czyli ustrój demokratyczny panujący w naszym kraju waszemu ugrupowaniu nie odpowiada?

 Wandal:
Oczywiście. Nie oszukujmy się, ale większości obywateli zainteresowanych polityką ten ustrój również nie odpowiada. Zdajemy sobie również sprawę, że dość licznej części społeczeństwa zapewne odpowiadał bardziej ustrój komunistyczny bądź jakaś jego poczwarka. Dlatego my jesteśmy tu i zawsze będziemy po to, by nigdy więcej do komunizmu nie doszło.

 IR: Co z Unia Europejska, czy nie jest to dla was jakieś zapewnienie, że ten komunizm już się nie pojawi?

 Wandal:
Nie bądźmy śmieszni, przecież Unia Europejska w swym obecnym wydaniu już jest bardzo socjalistyczna i zmierza dalej w tym kierunku. A wiadome jest nie od dziś, że po socjalizmie zawsze nadchodziły czasy komunizmu.

 IR: Przecież Unia Europejska jakby nie patrzeć wiele państw wyprowadziła na „prosta drogę", czy wobec tego nie sądzicie, że to jest najlepsze dla ogółu ludności, przecież ludzie chcą żyć lepiej.

Wandal:
Zgadza się wyprowadziła, ale były to jeszcze czasy, kiedy w środowisku polityczno - intelektualnym nie było mowy o idiotycznej tzw. poprawności politycznej i UE dofinansowywała biedne kraje jak Irlandia bądź Hiszpania, ale resztę zostawiała w gestii rządów tychże państw. Dzisiejsza Unia to zupełnie co innego niż Unia sprzed 30 laty dlatego też czerpie ona więcej z zasad marksistowsko leninowskich niż zdrowych zasad kapitalizmu. A to, że ludzie chcieliby żyć lepiej jest sprawa zupełnie naturalna, a my mamy na celu dobro ogółu społeczeństwa.

IR: Zdając się na zdrowy rozsądek, ile dajecie sobie szans ?

Wandal:
Jesteśmy realistami Pani redaktor, dlatego też nie nastawiamy się na możliwość zmiany systemu politycznego ad hoc, ale będziemy kłaść nacisk na dotarcie do społeczeństwa zwłaszcza jego młodej części u której taka reformacja miałaby jakieś szanse.
Proszę zwrócić uwagę na analogiczne ruchy w Czechach na Słowacji czy w Niemczech, gdzie na ich marsze bądź wiece przychodzi tysiące ludzi nie związanych bezpośrednio z nimi. Jeszcze kilka lat temu w tych krajach sytuacja była podobna do sytuacji jaka panuje obecnie u nas.

IR: Idea wydaje się być bardzo ludzka. Nie rozbijacie szyb, nie rzucacie koktajlami Molotowa, po co wam kominiarki wobec tego?

Wandal:
Jesteśmy normalnymi ludźmi nie podwórkowymi chuliganami. Nie rozbijamy szyb i nie rzucamy koktajlami M. zostawiamy to naszym oponentom z tak zwanej Antify i innym lewackim grupom.
Co do zakrywania twarz nikt z nas nie miał tam kominiarki mimo, raczej kaptury i czarne chusty. Twarz zakrywamy przedewszystkim po to by utrudnić inwigilację ze strony wiadomych służb.

IR: Nawiązując do prasy. Uważacie, ze media prasowe są kontrolowane, dziennikarze uważają, że próby kontaktu z wami to strata czasu. Nie sądzicie, że dzięki prasie moglibyście nabrać rozgłosu? To powinno być dla was pomocne. Nasze społeczeństwo tez ma świadomość „kontrolowania mediów".

Wandal:
Absolutnie nie zgadzam się z tym, ze nasze społeczeństwo ma taka świadomość. Natomiast co do rozgłosu nie interesuje nas bzdurna pisanina jakiegoś dziennikarskiego pariasa, który zapewne odpowiednio oszlifowałby nasze wypowiedzi aby pasowały do punktu widzenia większości politycznych decydentów, którzy w gazetach zajmują wysokie stanowiska i maja decydujący wpływ na ukazywane treści.
Pomocny w promowaniu idei jest także dzisiaj Internet jako wolne medium jeszcze nie do końca kontrolowane.

IR: Na jakiej podstawie uważacie, ze większa cześć prasy jest kontrolowana? Mam rozumieć, ze w naszym kraju nie istnieje wolność słowa?

Wandal:
Primo. Większość dzienników, tygodników, cała prasa bulwarowa należy do koncernów prasowych w większości z kapitałem zagranicznym co może świadczyć o tym, że nasze słowo w takim dzienniku nigdy nie będzie mile widziane a traktowane jak propaganda.
Co do wolności słowa to zapewne ona istnieje, ale tylko dla tych którzy sa wygodni dla systemu.

IR: W warszawie byliście 11 listopada, 13 grudnia w Stalowej Woli, gdzie możemy się was spodziewać następnym razem?

Wandal:
Spodziewajcie się niespodziewanego.

Agnieszka Stach
wywiad: Iwona Rup

Źródło: e-stalowa.pl


Podziel się
oceń
0
0

Wywiady: Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. VII

niedziela, 07 lutego 2010 12:55

 

Z cyklu "Narodowa rewolta..."


   
Gościem Kroniki Narodowej jest historyk idei, publicysta, monarchista, zwolennik tradycjonalistycznego konserwatyzmu, doktor habilitowany nauk politycznych, profesor Akademii Podlaskiej w Siedlcach, wykładowca Instytutu Nauk Społecznych Akademii Podlaskiej w Siedlcach i Wydziału Nauk Społecznych SWimBJ, prezes Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego, współpracownik tygodników „Najwyższy CZAS!", „Myśl Polska" i "Racja Polska", redaktor naczelny kwartalnika „Pro Fide Rege et Lege"  - prof. Adam Wielomski.

 
Wywiad z Prezesem Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego
 - prof. Adamem Wielomskim

 
 Kronika Narodowa: Kierowane przez Pana Profesora środowisko wykazuje się dużym rozmachem organiza- cyjnym jest to zarówno i Klub Zachowawczo-Monarchisty- czny, własna internetowa księgarnia, prężnie rozwijający się portal internetowy, pod szyldem KZM ukazują się co i rusz nowe książki, do tego regularnie ukazuje się i jest na wysokim poziomie redagowane pismo „Pro Fide Rege et Lege", ale jednocześnie KZM nie specjalnie angażuje się w tzw. „akcje uliczne" jak np. marsze, manifestacje etc. Czy wobec tego można stwierdzić, że najważniejszym dla KZM jest rozwój intelektualny i to co nazywa się „władzą kulturową"?

 Adam Wielomski:
Kiedy koledzy wybierali mnie na Prezesa KZM, nie ukrywałem, że interesuje mnie przede wszystkim „władza kulturowa". Nigdy nie interesował mnie KZM jako „towarzystwo wzajemnej adoracji", które spotyka się raz w miesiącu aby odsłuchać wykładu jakiegoś szacownego jegomościa „jak to za naszych pięknych czasów dobrze bywało". Nie interesuje mnie budowanie środowiska zamkniętego w sobie i odizolowanego od świata /prawicowej sekty/. Z drugiej strony nie można popaść w drugą skrajność i tworzyć „konserwatyzm uliczny". Fakt jest taki, że ulica nigdy nie była naturalnym miejscem do bytowania dla konserwatysty, gdyż rozum polityczny nie mieszka na trotuarach. Pamiętajmy także, że KZM nigdy nie był nastawiony na masowość, na budowanie wielkiej organizacji, struktur terenowych itd. Trudno jest więc organizować imprezy masowe w plenerze, gdyż nie mamy odpowiedniej bazy członkowskiej, nigdy jej nie mieliśmy i nigdy mieć nie będziemy - bo wcale nie staramy się jej tworzyć. Interesuje nas elitarne grono, które ma coś do powiedzenia, które nie jest „ilością", ale „jakością". Stąd postawienie na działalność wydawniczą i internetową. Tu chcemy stawać się siłą oddziaływującą na elity naszego kraju. I chyba coraz bardziej się to nam udaje. Konserwatyzm.pl czyta codziennie ok. 3000 osób, stałych czytelników jest ponad 10.000. Kiedyś zrobiliśmy na konserwatyzm.pl sondę „ile masz lat?". 20% nie miało 18; 60% między 19-29; tylko 20% ma 30 lat i więcej. Czyta nas więc „przyszłość" Polski. Oto nasz cel: wychowywać, edukować; uczyć i idei i politycznego myślenia.

KN: Kiedyś Pan Profesor stwierdził, że konserwatyzm.pl oraz Klub Zachowawczo-Monarchistyczny dążą do tego by stać się prawicowym odpowiednikiem „Krytyki Politycznej". Czy z perspektywy czasu można stwierdzić, że ten zamiar choć w części się powiódł?

AW:
Tylko w części. Nadal nie jesteśmy na prawicy tym czym na lewicy jest „KP". Nie mamy zresztą takich funduszy jak „KP" - na sponsorów z ław rządowych czy ministerialnych nie możemy liczyć. Pieniądze unijne ex definitione nie są dla nas. Poza tym prawa część sceny politycznej okupowana jest obecnie przez PiS, który stworzył tu swoją, odmienną od naszej, „władzę kulturową" odwołującą się do tradycji insurekcyjnej, piłsudczykowsko-sanacyjnej. Mam świadomość, że konserwatywne myślenie polityczne jest zdecydowanie słabsze na polskiej prawicy w stosunku do romantycznego. I to jest wielkie wyzwanie: „depisyzacja" myślenia politycznego prawicy. Acz widzę, że to powoli się zmienia - to widać nawet w komentarzach na konserwatyzm.pl pisanych przez internautów. Za 8 miesięcy, po nieuchronnej klęsce Lecha Kaczyńskiego, środowiska pisowskie ulegną destrukcji i dekompozycji. To będzie nasza szansa, gdyż my mamy gotowy projekt polityczno-ideowy.

KN: W takim czy może Pan Profesor powiedzieć coś więcej o owym projekcie?

AW:
To projekt prawicy, która zdecydowanie mniej zainteresowana jest pytaniem, kto w roku 1970 był agentem, kto w 1960 roku doniósł na kolegę. Dla PiSu to są najważniejsze problemy polskie roku 2010 (mimo że od wydarzeń tych upłynęło kilkadziesiąt lat), a drogą pozyskania elektoratu - którego to mało interesuje - jest demagogia socjalna na kształt stricte lewicowy, połączona z podobną demagogią „patriotyczną" w duchu romantycznego insurekcjonizmu. Ja nie wierzę, że jak dowiemy się kto był agentem 40 lat temu, to Polska zmieni się znacząco dzięki tej wiedzy. Nasz kraj potrzebuje zasadniczych reform o charakterze cywilizacyjnym (państwo katolickie) i instytucjonalnych, tak ustrojowych, jak i gospodarczych. W największym skrócie - Polska potrzebuje: 1/ oparcia prawa stanowionego na naturalnym; 2/ ograniczenia sejmokracji; 3/ wyprowadzenia z UE (a choćby realizacji postulatu „Europy dwóch prędkości", gdzie my bylibyśmy na samym końcu tej drugiej); 4/ radykalnych reform gospodarczych o charakterze wolnorynkowym. PiS tego wszystkiego nam nie oferuje, nawet nie próbuje proponować. PiS jest partią starych ludzi, którzy żyją problemami opozycji antykomunistycznej z lat siedemdziesiątych, fobiami z okresu II Wojny Światowej (skojarzenie Tusk = Niemiec), nie mając nic do zaproponowania współczesnemu światu.

KN: Czy mógłby Pan Profesor podać jakieś szczególnie istotne wydarzenie, które zadecydowało o kierunku  obecnego działania KZM?

AW:
Wydaje mi się, że jestem w swoich poglądach dosyć konsekwentny i nie zachodziły tu znaczące ewolucje.

KN: Ostatnimi czasy głośno jest o konflikcie KZM z innymi organizacjami monarchistycznymi. Nie zorientowani czytelnicy Kroniki Narodowej mogą nie wiedzieć o jego powodach wobec tego prosiłbym o ich przedstawienie.

AW:
KZM nie znajduje się w konflikcie z żadną legalnie działającą w Polsce organizacją monarchistyczną, więc nie bardzo wiem o co Pan pyta? No, chyba, że chodzi Panu o jakieś nielegalne organizacje zajmujące się „sztuką królewską" - faktycznie, z masonerią jesteśmy w konflikcie, ale to stary spór katolickich konserwatystów od XVIII wieku. Jest jednak faktem, że są pewne nieporozumienia z prof. Jackiem Bartyzelem (proszę jednak pamiętać, że kierowany przezeń Klub Konserwatywny formalnie nie jest monarchistyczny). Mam nadzieję, że ostatnia wspólna publiczna dyskusja o legitymizmie pewne sprawy wyjaśniła. Ja z prof. Bartyzelem nie mam wielkiej ochoty się spierać, bo nie widzę w tym ani pożytku, ani sensu. Moja ręka na zgodę jest wyciągnięta.

KN: W takim razie doprecyzuję: miałem na myśli Organizację Monarchistów Polskich założoną przez p. prezesa Adriana Nikla

AW:
Z tego co wiem, to OMP jest kierowana przez kol. Łukasza Kluskę. Słyszałem, że we Wrocławiu działa jakaś niszowa sekta twierdząca, że nosi taką nazwę. Ta nielegalna organizacja kierowana jest przez człowieka, który przez 20 lat niczego nigdy nie osiągnął, a nawet stracił nazwę własnej organizacji bo „zapomniał" zarejestrować w KRS swoje stowarzyszenie. Czy można sobie wyobrazić większą nieudolność? Zauważmy, że brak takiej rejestracji praktycznie uniemożliwia działalność. Proste pytanie: jak założyć konto w banku dla podmiotu, który nie ma wpisu do KRS? Chyba trzeba wpłacać składki i darowizny na prywatne konto „prezesa"? Jak wstawić książki do hurtowni czy czasopisma do kiosków bez (odpowiednio) ISBN i ISSN? Skazuje to na druk prasy i książek po kilkanaście sztuk powielanych na xero. Jeśli takie „książki" czy „czasopisma" są sprzedawane, to mamy do czynienia z pospolitym przestępstwem skarbowym, gdyż sprzedający je podmiot nie istnieje i nie odprowadza podatków. Jeśli dodamy do tego, że lider tej organizacji to sedewakantysta, który - jeśli dobrze rozumiem - twierdzi, że Benedykt XVI „okupuje" tron Biskupa Rzymu, to chyba mamy dobry obraz całości. Czy ktoś z nas chciałby, aby tak wyglądała polska kontrrewolucja?

KN: Jak Pan Profesor postrzega polski Ruch Narodowy? Czy w Ruchu Narodowym postrzega Pan Profesor naturalnego sojusznika dla KZM?

AW:
Dla współczesnego konserwatysty ruch narodowy jest naturalnym sojusznikiem. Oczywiście, różnimy się w pewnych kwestiach - np. ja w ogóle nie jestem nacjonalistą i, prawdę mówiąc, nie rozumiem logiki dzielenia ludzi na członków narodu i pozostałych. Z ruchem narodowym konserwatystów łączy przede wszystkim rozumienie realistyczne polityki. Roman Dmowski nie był konserwatystą, gdyż akceptował i popierał ruchy emancypacyjno-demokratyczne, ale to był geniusz politycznego realizmu, szczególnie w stosunkach międzynarodowych; to był prawdziwy konserwatywny Mąż Stanu. Wielu współczesnych konserwatystów - szczególnie zainfekowanych przez wirusy piłsudczyzny i romantyzmu - powinno się od niego uczyć rozumienia takich kategorii jak polityka i państwo. Wychowałem się w znacznej mierze na Dmowskim, acz nigdy nie fascynowała mnie doktryna endecka; byłem i jestem pod wrażeniem rozumienia polityki, tego skrajnego empiryzmu i realizmu w stosunkach międzynarodowych.

 KN: Jak Pan Profesor postrzega przyszłość prawicy w Polsce? Co jest dla niej największym zagrożeniem? Czy powinno dojść do sojuszu „ekstremów" w celu zmiany systemu demoliberalnego?

 AW:
Perspektywy dla prawicy mogą odmienić wybory prezydenckie zakończone dekonstrukcją PiS /mowa o prawicy parlamentarnej/. Dla prawicy „autentycznej", to oczywiście na razie salony sejmowe nie są dla nas. Zagrożenie? Demoliberalizm skutkujący totalną „neutralizacją" (C. Schmitt), gdzie nie ma żadnych idei, żadnych poglądów, a o wszystkim decyduje pijar. No i oczywiście schematyzm myślenia, bezmyślność. Prawica jest dziś miejscem dla ludzi inteligentnych, którzy umieją wzbić się ponad demoliberalną „nierzeczywistość" produkowaną przez media. Sojusz ekstremów? Mam paru kolegów na ekstremistycznej lewicy, utrzymujemy koleżeńskie stosunki, ale demoliberalizmu bym z nimi nie obalał. Bo jeśli to oni wygrają, to miej nas Panie Boże w opiece... Demoliberalizm to powolne gnicie, takie pływanie w gnojówce. Nie wypalałbym tego lewicowym napalmem.

KN: Wśród oponentów KZM pojawiają się często oskarżenia o „zbytni" realizm polityczny, „endekokomunizm". Czy mógłby się Pan Profesor jakoś ustosunkować do tych sformułowań?

AW:
„Endokomunistą" nie jestem, bo nie jestem ani endekiem, ani komunistą. Realizm polityczny to zupełnie co innego. Na konserwatyzm składają się dwa elementy: 1/ pewien świat ideowy; 2/ pewien sposób patrzenia na politykę. W Polsce jest dziś sporo konserwatystów spełniających punkt 1. Z drugim jest znacznie gorzej, gdyż całe połacie narodu są zainfekowane przez romantyzm polityczny, estetyzm, politykę gestu i wielkich haseł. To są pola wyborcze PiS. Klasyczne środowisko tego typu to grupa Marka Jurka: to grupka stojąca w opozycji do PiS, ale myśląca dokładnie w tych samych /jeszcze uskrajnionych/ kategoriach politycznych. To nie jest myślenie konserwatywne, ale prawicowo-insurekcjonistyczne, w duchu OZONu. Pokusa redukcji prawicowości do antykomunizmu jest bardzo niebezpieczna. Proszę spojrzeć na antykomunistów: żyją wyłącznie nienawiścią do „komuny", ale jak ich spytać o pogram pozytywny to otwierają buzie i zaczynają tak: „Eeeeeeeeee, no więc, jakby to powiedzieć, no bo, eeeeeeeeeee, jak się ich zlustruje, to będzie lepiej". Dlatego jak PiS objęło władzę, to nie miało żadnego pozytywnego pomysłu na Polskę; byli tylko antykomuną.

KN: Na stronach konserwatyzm.pl pojawiają się liczne głosy o konieczności wysunięcia wspólnego kandydata prawicy w najbliższych wyborach prezydenckich czy taką osobą może być p. Janusz Korwin-Mikke lub p. Roman Kluska?

AW:
Są dwie możliwości: wystawienie kandydata ortodoksyjnej prawicy i zebranie 2% głosów (ideałem jest tu JKM), albo wystawienie kandydata o szerszym poparciu społecznym, który będzie miał szansę wyeliminować Lecha Kaczyńskie w roli lidera prawicy, przejść do II tury i może nawet powalczyć o zwycięstwo. Takim kandydatem jest - w moim przekonaniu - Roman Kluska. Sprawa nie jest jeszcze przesądzona, wszystko zależy od tego, kto poprzez tego kandydata. Jeśli tylko Polska Plus, to w ogóle szkoda czasu, gdyż to będzie wynik na 5%. Pracujemy nad stworzeniem szerszego obozu, skupionego wokół Romana Kluski, który zastąpi PiS po prawej stronie sceny politycznej. Z wiadomych powodów więcej szczegółów nie ujawnię.

KN: Czy kiedyś pójdzie Pan Profesor w ślady swojego kolegi p. dr Artura Górskiego i zdecyduje się na kandy- dowanie w wyborach parlamenta- rnych?

AW:
Już parę razy kandydowałem, ale wycofałem się na amen z bieżącej polityki. Nie kandyduję już nigdzie i w żadnych wyborach. Jako profesor uniwersytecki zarabiam tyle co poseł, a nie muszę się codziennie grzmocić z rozmaitymi kretynami tłumnie zalegającymi salę sejmową o poziomie IQ około 80. A „prestiż" bycia posłem uważam za humorystyczny.

Dziękujemy za rozmowę.


Podziel się
oceń
0
0

Wywiady: Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. VI

piątek, 22 stycznia 2010 18:06


  „Narodowa rewolta...", cykl wywiadów, w którym nasi goście zdradzają tajniki zachodzące w Ruchu Narodowym oraz w środowiskach, z których sami się wywodzą. W tej części cyklu pod narodowy pręgierz został zaciągnięty członek Instytutu Historycznego im. Romana Dmowskiego, autor książki "My wszyscy z Niego. Echa prasowe śmierci Romana Dmowskiego", wiceprzewodniczący Rady Naczelnej TVP S.A., były Redaktor Naczelny kwartalnika „Myśl.pl - Ireneusz Fryszkowski. Publiczną karę chłosty wykonuje Arkadiusz Meller...

Wywiad z byłym Redaktorem Naczelnym
 kwartalnika Myśl.pl
- Ireneuszem Fryszkowskim 

 

  Kronika Narodowa: Proszę przedstawić początki Myśli.pl. Jakie były powody powołania do życia nowe- go kwartalnika? Jakie cele przyświecały założycielom pisma? W jakich okolicznościach został Pan reda- ktorem.

 

  Ireneusz Fryszkowski: Kwartalnik Myśl.pl powstał w połowie 2006 r. i był założony przez szczecińskie środowisko narodowe. Był to pomysł spontaniczny i oddolny, tak jak moje powołanie na redaktora naczelnego uzgodnione wspólnie w czasie rozmowy nad projektem pisma. Głównym powodem powołania pisma była chęć powrotu do refleksji ideowej nad dorobkiem myśli narodowej, a także innych nurtów obecnych w życiu politycznym Polski po 1989 r., w tym głównie niektórych elementów konserwatyzmu odradzającego się w tym okresie. Doszliśmy do wniosku, że obok działalności państwowej w ramach ówczesnej koalicji rządowej osoby, które odwoływały się do kanonu narodowo-demokratycznego powinny mieć swój kwartalnik idei, który byłby takim właśnie przystankiem i chwilą zadumy. Zdaliśmy sobie sprawę w pewnym momencie, że działalność rządowa czy parlamentarna choć ważna, to jednak nie zastąpi trwałych wartości, poglądów, opinii, które trzeba na nowo przedyskutować i podzielić na plewy i perły. Mimo, że dla zwykłego obserwatora sceny politycznej środowisko narodowe tworzące rząd było dość charakterystyczne w swoich poglądach, to jednak widzieliśmy pewien chaos pojęciowy, brak  jakiejkolwiek myśli i pracy ideowej oraz niestety działania podporządkowane wyłącznie doraźnym celom politycznym. Proszę zwrócić uwagę, że w 1. numerze Myśl.pl zamieściliśmy artykuł Romana Dmowskiego "Militaryzacja polityki". Przypomnienie tego tekstu było naszym takim dyplomatycznym manifestem ideowym oraz wskazaniem, w którą stronę chcemy zmierzać. Chcieliśmy więc po pierwsze zreinterpretować niektóre podstawowe pojęcia ruchu narodowego, które na początku XXI wieku były definiowane przez neoendecję ahistorycznie, wręcz nawet niepolitycznie tak jakby czas się zatrzymał na roku 1939 r. Po drugie zaprosić do dyskusji osoby wywodzące się z historycznej endecji i innych ruchów czy sił politycznych, ale ze względów polityczno-partyjnych zaszufladkowane w sposób dla nas coraz bardziej niezrozumiały i nie dopuszczane do głosu. Po trzecie, poprzez szeroką dyskusję i odważne wnioski stworzyć merytoryczne środowisko ideo- we niezależne od żadnej partii, frakcji, osób czy politycznych interesów i rodzinnych powiązań. Ta ostatnia deklaracja może wydać się zaskakująca, ale właśnie tak było. Wiedzieliśmy, że jeśli tego nie zrobimy pismo stanie się kolejną nudną partyjną "gadzinówką", jakich mamy wiele "sławiącą wyłącznie sukcesy jedynej słusznej organizacji ruchu narodowego".

KN: Czy sam tytuł pisma nie powodował czasami pewnych nieporozumień? Skąd wziął się pomysł na taki, a nie inny tytuł? Dla mało wtajemniczonych może on kojarzyć się z jakąś stroną internetową...

IF:
Tak właśnie miał się kojarzyć. Po pierwsze taki „internetowy" tytuł miał korespondować z nowoczesnością i modernizacją, dla których ruch narodowy od czasów zwycięstwa młodoendeków po dziś dzień jest niewdzięczną macochą, a które my chcieliśmy zrehabilitować i powrócić do dyskusji nad nimi. Po drugie marketingowo sugerował, że pismo również istnieje w Internecie, choć portal www.mysl.pl wymaga jeszcze wiele pracy. Nie oszukujmy się. Przyszłość mają media elektroniczne, zaś papier powoli przechodzi dla lamusa. Rozumiem jednak, że posiadanie drukowanego kwartalnika to pewien prestiż. Jednak ja zawsze powtarzam, że liczy się efekt w realizacji założonych celów, a nie fakt, że ktoś marzył całe życie, aby jego nazwisko znalazło się wśród autorów pism dostępnych w Empik-u. Wystarczy porównać sprzedaż egzemplarzy drukowanego każdego czasopisma z liczbą wejść na jego stronę. Idee też mają swój rynek i jego prawa.

KN:
Jak Pan powiedział kwartalnik Myśl.pl jest związany z ruchem narodowym. Na ówczesnej scenie politycznej w tym nurcie dominowała Liga Polskich Rodzin. Jaka była reakcja polityków tej partii na nowy kwartalnik? Czy otrzymywaliście Państwo jakieś wsparcie? Czy powstanie nowego periodyku nie było traktowane jako konkurencja dla ukazującej się wówczas Racji Polskiej czy Wszechpolaka?

IF:
Dwóch z nich z Pomorza Zachodniego była donatorami Fundacji, która wydaje kwartalnik więc tu odpowiedź jest prosta. Reszta - wiem to tylko z relacji - odnosiła się krytycznie. Jeden z nich miał nawet powiedzieć, że to "marnowanie pieniędzy". Co miał na myśli - trudno powiedzieć. Może chciał przeznaczyć je na kolejne nic nowego nie odkrywające broszurki o tym samym, czyli o homoseksualizmie, aborcji i eutanazji stanowiące przedruki z blogów niektórych polityków tej partii. Inni jakby nie zrozumieli jakie mamy cele. Przyzwyczaili się, że wszelka działalność musi mieć imprimatur władz partyjnych, a każda inicjatywa jest "czyjaś". I tak prof. Maciej Giertych określił nas w swojej Opoce "pismem zachodniopomorskiej LPR", co było kompletnym nieporozumieniem i narobiło nam wiele szkód już na dobrym starcie, gdyż większość osób tworzących organizacyjnie Myśl.pl już dawno przestała żywić większe nadzieje związane z tą partią. Po drugie uważny czytelnik spostrzegł, że już od pierwszego numeru osoby kiedyś związane z LPR lub Młodzieżą Wszechpolską wśród autorów artykułów stanowiły wyraźną mniejszość. Więc ta teza w sposób oczywisty nie broni się. Myśl.pl była czymś nowym na rynku pism narodowych. Nie byliśmy konkurencją ani dla Racji Polskiej, ani dla Wszechpolaka. Ta pierwsza była wysoce nieudanym i deficytowym przedsięwzięciem kierowanym odgórnie przez LPR, które każdy kto w niej uczestniczył będzie chyba zawsze źle wspominał. Nie ukrywam też, że Myśl.pl powstała w wyniku całkowitego marazmu wydawniczego Wszechpolaka. Bardzo ubolewaliśmy, że mimo sukcesów politycznych młodzi narodowi politycy w Warszawie - bo tam była faktyczna redakcja Wszechpolaka - nie potrafią wypocić z siebie choć jednego numeru na rok. Przypomnę, że w czasie już prawie czterech lat wydawania Myśl.pl pismo MW ukazało się bodajże raz lub dwa. W ideowym ruchu za jaki uznaje się ruch narodowy i w tym Młodzież Wszechpolska woła to o pomstę do nieba. Nie mogliśmy więc być konkurencją dla czegoś, co faktycznie nie istniało. Druga sprawa to oczywisty fakt, że Wszechpolak był pismem wewnętrznym Młodzieży Wszechpolskiej.  
Istotnym mankamentem było więc ograniczone spektrum odbiorców Wszechpolaka zarówno przez nazwę pisma jak i redakcję powiązaną ściśle z władzami organizacji lub osobami, które za nimi stały. My z myślą narodową chcieliśmy wypłynąć na szersze wody. Nawet jakby Wszechpolak działał tak jak powinien, nie wpłynąłby to na nasze plany i zamiary.

KN: Jak Pan ocenia ówczesny stan formacji rzesz młodzież narodowej i samych polityków odwołujących się do tradycji narodowej? Czy bardziej widoczny był wśród nich pragmatyzm czy jednak ideowe zaangażowanie?

IF:
Jeśli chodzi o młodzież - trudno powiedzieć, mam coraz mniej z nią wspólnego z racji własnych obowiązków rodzinnych i zawodowych. Wierzę jednak, że ze względu na wiek młodzieńczy jest ideowa najbardziej spośród wszystkich politycznych organizacji młodzieżowych w kraju, poza oczywiście młodzieżą skupioną w organizacjach stricte katolickich. W aspekcie stanu formacji narodowej młodzieży upadek LPR należy paradoksalnie ocenić pozytywnie, gdyż Młodzież Wszechpolska będzie miała teraz czas na pogłębienie owej formacji zamiast być wykorzystywaną do celów partyjnych lub osobistych jak to miało miejsce w przeszłości, gdy widzieliśmy ją" spontanicznie zorganizowaną" pod Pałacem Prezydenckim w obronie komisji śledczej ds. Orlenu lub pod ambasadą Białorusi protestującą w obronie demokracji u naszego wschodniego sąsiada.

Co do polityków odwołujących się do tradycji narodowej, to należy sobie przede wszystkim uzmysłowić, że oni również jak reszta przechodzą fazę postpolityki co oznacza, że miejsce wyraźnych idei determinujących działania polityczne zajmuje populizm i marketing wizerunkowy. Choć i tu poruszali i poruszają się oni jak mucha w smole. Bo jak ocenić inaczej nagłe zmiany sojusznika z postpegeerowskiej i lumpenproletariackiej Samoobrony na elitarny, wykształcony i studencki w dużej mierze elektorat UPR. Myślę, że w wyniku braku pracy ideowej po 1989 r. politycy narodowi jedną nogą ugrzęźli w niezweryfikowanych pojęciach sprzed 1939 r., a drugą chcieli szybko wskoczyć na salony politycznego blichtru, tandety i bylejakości. Nie szukano drogi pośredniej potrafiącej pogodzić konserwatywny przekaz z wymaganiami dzisiejszej mediokracji. Stąd np. Krzysztof Bosak polityk LPR był niezrozumiały i źle odbierany w "Tańcu z gwiazdami" przez narodowo-konserwatywny elektorat, podobnie jak dziś katolicki publicysta Szymon Hołownia jako prowadzący "Mam talent". Z drugiej strony mieliśmy takich ideowych integrystów jak Wierzejski czy Orzechowski, którzy biegun niezrozumienia rozciągnęli w drugą stronę. Te dwa sprzeczne medialne zjawiska u konserwatywnych wyborców powodowały konsternację, która później przełożyła się na wynik wyborczy. Było to więc pomieszanie z poplątaniem pragmatyzmu i ideowego zaangażowania w jednakowych, ale za dużych by być spójnym i się uzupełniać proporcjach.

  KN: Samookreślenie kwartalnika "Myśl.pl" nastąpiło w poprzednich pytaniach jednak prosiłbym o wskazanie do jakich środowisk, innych prądów ideowych było Państwu najbliżej? W kim oprócz rzecz jasna ruchu narodowego upatrywaliście i nadal upatrujecie sojusznika?

  IF:
W pierwszym rzędzie liczyliśmy na całą tzw. przez nas neoendecję. Obserwowaliśmy i słyszeliśmy od wielu osób, że zmęczone są już stylem prowadzenia frontowej polityki w sejmie, rządzie i samorządach. Oczywiście udział w rządzie był największym sukcesem politycznym ruchu narodowego po 1989 r., a 10 lat temu wielu narodowców skrytych na mikrospotkaniach, bez pieniędzy, organizacji i z kserowanymi gazetkami wątpliwej jakości merytorycznej i graficznej w najśmielszych snach nie wyobrażało sobie, że będzie tworzyć rząd Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Jednak co wnikliwsi uczestnicy tego co się wtedy działo wiedzieli, że jest to purrusowe zwycięstwo, a politycznie staczanie się w otchłań rozpoczęło się nazajutrz po sukcesie LPR w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 r. W kuluarowych rozmowach widać było ideologiczny głód narodowców, ale nie do książek ojców założycieli ruchu obrosłych kurzem z antykwariatów, lecz do świeżości i szukania rozwiązań na nowe czasy, gdy sam sprzeciw wobec UE już się wypalił. Do jakich środowisk ideowych? Trudno powiedzieć. Wiadomo, że do prawicowych. Ale te zdaniem większości z nas były unurzane w przeszłości i historycznych sporach. Choć i nam zdarzało się jeszcze grzebać i próbować naprawiać historię, to mieliśmy świadomość, że należy ona i jej ocena do zawodowych historyków. Jeśli osobiście miałbym jakieś środowisko wyróżnić, to nazwane przeze mnie lubelskie środowisko narodowe, a więc luźno powiązana grupa narodowych i katolickich stowarzyszeń, organizacji, grup młodzieżowych mająca swych przede wszystkim społecznych liderów wśród świata nauki na KUL-u jak również polityki. Widać było i jest do dziś wśród nich przede wszystkim pracę u podstaw, wychowawcze działanie i większy nacisk na metapolitykę - a więc podstawowe cechy ruchu narodowego niż poświęcanie całej energii ludzkiej, organizacyjnej i finansowej na bieżące utarczki partyjne polityki. Na uwagę zasługuje również autonomiczność podmiotów środowiska lubelskiego i niezależność od polityków, co świadczy tylko o ich autentyczności. W mojej ocenie poza narodowymi bliskie były nam poglądy środowiska "Fronda" w wymiarze religijnym. Obserwowałem również w dwóch przypadkach zainteresowanie modernizacyjnymi tezami głoszonymi przez redaktorów "Europy Tygodnika Idei". Oprócz środowisk najbliżej w politycznej lub parapolitycznej ocenie rzeczywistości było nam do publicystów konserwatywnych Rafała A. Ziemkiewicza, Tomasza Terlikowskiego, Ryszarda Legutko, a nawet Bronisława Wildsteina. Dla części był to również Jan Engelgard. Z innymi narodowymi publicystami trudno nam było korespondować w poglądach, bo albo takich godnych uwagi nie było i nie ma do dziś, albo niektórzy uprawiający publicystykę polityczną na blogach ocierali się o śmieszność. Tak naprawdę opisuję tu swoje typy, a nie całości środowiska, które tworzyła Myśl.pl w czasie, kiedy ja byłem redaktorem naczelnym. Byliśmy naprawdę różni, każdy miał co innego do powiedzenia w różnych sprawach. Nieraz nawet szliśmy na przysłowiowe noże. Ale ceniliśmy zawsze dyskusję i odwagę wyrażania własnych myśli. Np. gdy wybuchł konflikt gruzińsko-rosyjski jeden z naszych kolegów, który wziął stronę Kremla napisał, że Gruzini "uciekli się jak Niemcy do prowokacji gliwickiej". Ja natomiast stwierdziłem, że takie porównanie jest na wyrost i obraża moją inteligencję

KN: Jednym z ważniejszych wydarzeń była podróż redakcji do Londynu,  gdzie miała miejsca wizyta w domu p. Albina Tybulewicza. Prosiłbym o przybliżenie kulis tego spotkania?

IF:
Wizytę w Londynie zorganizował nasz kolega Dominik Tarczyński mieszkający tam od lat, który nawiązał kontakt z Albinem Tybulewiczem i doprowadził do naszego spotkania. Wizyta była dla nas przełomem i mam nadzieję, że innym również otworzyła oczy na dzieje ruchu narodowego w Polsce po 1989 r. i problem sukcesji Stronnictwa Narodowego oraz jego dziedzictwa. Do dziś wśród narodowców panuje tzw. mit rodziny Giertychów i ich rzekoma predestynacja do przewodzenia ruchowi, a każdemu kto to kwestionuje przypisywane jest obrazoburstwo i swoiste świętokradztwo. Tymczasem wiedza jaki stosunek miała większość działaczy narodowych na emigracji do Jędrzeja Giertycha jest nikła. Najlepiej niech świadczy o tym fakt, że został usunięty z SN, pisał dziwne listy do Chruszczowa, a w czasie gdy SB mordowała robotników i ludzi, którzy walczyli o niepodległość, a także studentów, on popierał stan wojenny. Jego dziennikarska i publicystyczna działalność do roku 1939 r. nie może przysłonić kompromitujących faktów i jego ocen polityki międzynarodowej oraz roli Rosji Radzieckiej, które Albin Tybulewicz jednoznacznie podsumował. Ale jak mówiłem wcześniej zostawmy to historykom. Wniosek płynął pierwszy taki, że ten mit jest nie uprawniony, nie ma pozytywnego uzasadnienia i w dużej mierze deformuje narodową scenę polityczną. Drugi jednak dotyczył jego adwersarzy, czyli Tadeusza Bieleckiego i jego środowiska oraz pogrobowców w Polsce. Byli to zwykli zjadacze chleba - a nie mityczni przedwojenni narodowcy na przymusowym wygnaniu - mający swoje przywary i słabości, które zadecydowały również o tym, że dziedzictwo endecji na emigracji zostało w dużej mierze nie zachowane, o należytym jego przekazaniu do Polski nie mówiąc. Wniosek płynął trzeci - należy zająć się w Polsce przede wszystkim obecną kondycją ideową narodowców i ukształtować ich na nowo.

KN: Czy wobec tego całkowicie odrzuca Pan dziedzictwo ideowe Jędrzeja Giertycha na rzecz linii Tadeusz Bieleckiego i Wojciecha Wasiutynskiego?

IF:
Przeczytałem kilka książek Jędrzeja Giertycha i poprzestałem, ponieważ stwierdziłem, że to zwykłe grafomaństwo. Tak naprawdę stanowią dziś wyłącznie materiał do badań historycznych, ale już nie studiowania ars politicae. Tam nie ma metody, która zawarta jest w pismach Romana Dmowskiego, a która z powodzeniem może być stosowana dziś do planowania polityki szczególnie tej tożsamej dla ruchu narodowego, czyli strategicznej i długofalowej. Nie opowiadam się za żadną wymienioną linią, bo są już one zdeaktualizowane. Podobnie jak linie młodzi - starzy, SN-ONR, NSZ-NZW, PAX-Żołnierze Wyklęci. Były tworzone one dla konkretnego czasu i miejsca, którego już nie ma. Nie byłem redaktorem kwartalnika historycznego "Dzieje Najnowsze", ale kwartalnika idei. Nawet najbliższy mi osobiście sposób postrzegania i konstruowania polityki Wojciecha Wasiutyńskiego nie jest możliwy do zastosowania. Zresztą sam to przyznał pod koniec swojego życia. Przenoszenie więc takich sporów na dzisiejsze problemy Polski i definiowanie według nich teraźniejszości, to jak Pan doskonale wie ahistoryzm.

KN: Czy próbą poszerzenia „audytorium" były m.in. wywiady z Rafałem Ziemkiewiczem i Wojciechem Cejrowskim? Jeżeli tak, to czy coś wiadomo jak takiego typu przedsięwzięcia były odbierane na zewnątrz? Czy dzięki temu pismo stało się rozpoznawalne wśród osób nie związanych stricte z ruchem narodowym i czy pismo odnotowało dzięki temu wzrost sprzedaży?

IF:
Jak najbardziej. Choć w kręgach tzw. radiomaryjnych ani Ziemkiewicz, ani Terlikowski nie cieszą się popularnością. Ale my nie chcieliśmy przekonywać już przekonanych, ale pokazać też innym środowiskom ideowym tym podobnym a także zupełnie przeciwstawnym, że jesteśmy partnerami do dyskusji. Myślę, że w jakimś stopniu nam się to udało. Na nasze ankiety odpowiedział Radosław Sikorski czy Tadeusz Iwiński. Ten ostatni zapytany przeze mnie dlaczego mimo wszystko zdecydował się na publikację swojego zdania w niszowym i z całkiem innego biegun politycznego kwartalniku stwierdził, że „należy umieć się pięknie różnić". I o to właśnie nam chodziło. Pojawiały się na nasz temat różne opinie wewnątrz środowiska narodowego i poza nim. Jan Engelgard twierdzi, że w sprawie polityki wschodniej prezentujemy stanowisko PiS, choć w numerze poświęconym Kresom w artykule otwierającym padło - moim zdaniem delikatnie mówiąc kontrowersyjne - stwierdzenie, że polska mniejszość na Białorusi powinna współpracować z Łukaszenką.

Z drugiej strony reżimowe media z Gazetą Wyborczą, w fakcie prenumeraty naszego pisma przez MEN, kiedy Roman Giertych był ministrem, o co nie zabiegaliśmy, a co nawet nam wizerunkowo szkodziło, widziały przejaw naszej zależności od LPR. Ja sam kiedyś wyczytałem na jakimś forum narodowym o sobie, że siedzę w kieszeni PiS-u, by niedługo potem doszły do mnie głosy, że dzięki moim pewnym decyzjom w czasie sprawowania mandatu członka rady nadzorczej TVP odrodziła się LPR i powstał Libertas w Polsce, który - żeby było śmieszniej - na moim blogu na Salonie24.pl krytykowałem ze wszechmiar. Nie potrafimy dalej analizować złożoności politycznych i społecznych procesów i wynikających z nich zachowań oraz decyzji bez etykiet, zaszufladkowań i gotowych sądów. 

  KN: Myśl.pl stara się rozszerzyć swoją działalność chociażby poprzez obejmowanie swoim patronatem szeregu inicjatywy naukowych czy też prowadzenia własnej serii wydawniczej. Czy wobec tego można powiedzieć, że próbujecie Państwo „odwojować" dla prawicy sferę kultury/nauki?

  IF:
Nie sądzę, żeby to było jednym z głównych celów naszej działalności. Zajmować się chcieliśmy przede wszystkim metapolityką. Choć zrobiliśmy numer Kultura, aby przypomnieć neoendcji czym ona jest, to jednak nie skupialiśmy w naszych szeregach pokaźnej liczby znanych ludzi kultury, którzy by tworzyli jakąś własną szkołę. Nasza rola w tej sferze ograniczała się do aktywnego uczestnictwa bądź komentowania niektórych wydarzeń. Nie chcieliśmy odgórnie tworzyć jakiegoś nowego nurtu w kulturze bądź występować w roli moderatora dyskusji o niej.

KN: Od 2009 roku nie jest już Pan redaktorem naczelnym pisma. Czy mógłby Pan przybliżyć powody rezygnacji z redagowania pisma?

IF:
Właściwie to od połowy 2009 r. Złożyło się na to wiele przyczyn, również osobistych. Ale tych czytelników, których pewnie bardziej interesują powody redakcyjne czy środowiskowe, odsyłam to odpowiedzi na pierwsze pytanie w tym wywiadzie. Nie zostały przez nas - w mojej subiektywnej ocenie - osiągnięte założone cele, na tyle by mnie to satysfakcjonowało jako redaktora naczelnego pisma odpowiedzialnego za merytoryczną i graficzną stronę pisma.

Osiągnęliśmy pewną granicę, której z tymi zasobami finansowymi, personalnymi i intelektualnymi nie możemy przekroczyć. Doszły do tego negatywne przyzwyczajenia i nawyki nabyte w polityce, które komplikowały naszą pracę. Mimo wszystko mam jednak nadzieję i życzę nowemu redaktorowi naczelnemu Bartłomiejowi Królikowskiemu, że nie tylko podtrzyma zasady, które nam przyświecały na początku, ale również uda mu się je osiągnąć w większym stopniu niż mojej osobie.

Dziękujemy za rozmowę, Kronika Narodowa.
 


Podziel się
oceń
0
0

Wywiady: "Nie jest mi obojętne co stanie się z moją ojczyzną" - wywiad z Wojciechem Cejrowskim

wtorek, 19 stycznia 2010 9:05


  W jednym z wywiadów podał Kuba Wojewódzki dosyć nietypową wykładnię patriotyzmu:  ,,Patriotyzm współczesny to także bycie na Paradzie Równości nie dlatego, że jestem homoseksualistą, tylko dlatego, że wolność zgromadzeń obok wolności słowa to najjaśniejsze karty  standardów demokracji. Tak jak ochrona mniejszości przed tabunem zdziczałej większości." Czym wg. Pana powinien charakteryzować się  współczesny patriotyzm?


Mój patriotyzm wyraża się tym, że aktywnie wchodzę w spory cywilizacyjne, że domagam się różnych rzeczy, że nie jest mi obojętne co się dzieje, czy co się stanie z moją Ojczyzną.
Przed referendum unijnym zachęcałem rodaków, by głosowali na nie. Teraz zachęcam, by Unię rozwalać od środka i by z niej wystąpić. Wcale nie muszę mieć racji, ale jeśli mnie moja Ojczyzna obchodzi, to powinienem swoje racje zgłaszać do publicznej debaty. Nie powinienem siedzieć cicho.

Głównymi ośrodkami krzewienia patriotyzmu w przeszłości były oprócz rodziny także szkoła i Kościół. Jak Pan ocenia obecną kondycję tych instytucji pod względem wychowania patriotycznego?


W żadnej z nich nie odbywa się w chwili obecnej wychowywanie patriotyczne. Kościół się z tej roli wycofał licząc na to, bo w kraju demokratycznym właśnie szkoła powinna służyć budowaniu patriotyzmu, ale... Skoro właściwe instytucje państwowe tego nie robią, to piłka wraca do Kościoła, moim zdaniem.

Dla starszych generacji  udział w opozycji antykomunistycznej  służył do budowania więzi i wspólnoty narodowej. Natomiast obecne  pokolenie 20 i 30-latków przeżyło exodus za pracą do Wielkiej Brytanii  i Irlandii, gwałtowny wzrost cen mieszkań i kryzys gospodarczy. Jak w  takiej sytuacji wzbudzić zainteresowanie patriotyzmem, skoro priorytetem są kwestie ekonomiczne?


Zacznie być gorzej, to sobie ludzie przypomną o wartościach ponadmaterialnych. Biologicznie ludzie są drapieżnikami, a drapieżnik kiedy jest najedzony to ospały - uaktywnia się dopiero na głodzie. A zatem , gdy Polak zgłodnieje wolności, godności, suwerenności... to się uaktywni. 


Czy wg. Pana przywiązanie do tradycyjnych wartości jest typowe dla osób, które prowadzą osiadły tryb życia i mają niewielkie możliwości poznawania innych kultur? Czy mobilne i często podróżujące jednostki  to doskonały materiał na kosmopolitów?

 

A kosmopolita nie może być konserwatystą przywiązanym do tradycyjnych wartości? Hm... to kim ja jestem? Bo myślałem, że konserwatywnym kosmopolitą.


Dziękuję za rozmowę

 

Wywiad przeprowadził Jarosław Kozakowski

Źródło: klubypatriotyczne.pl


Podziel się
oceń
0
0

Wywiady: Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. V

niedziela, 03 stycznia 2010 10:21


   Rozmową z Redaktorem Naczelnym Portalu Nacjonalista.pl rozpoczęliśmy cykl wywiadów pod jakże intrygująco brzmiącą nazwą - "Narodowa rewolta". W kolejnych odsłonach mieliśmy przyjemność rozmawiać z Kierownikiem Głównym ONR Arturem Zienkiwiczem, z Prezesem Organizacji Monarchistów Polski, Adrianem Niklem i z Prezesem Młodzieży Wszechpolskiej, Robertem Winnickim.
    W V części „Narodowej rewolty" mamy zaszczyt przedstawić naszym Czytelnikom nietuzinkową osobowość przedstawiciela młodego pokolenia polskich narodowców - Adama T. Witczaka, publicystę („Myśl Polska", „Rojalista", „Detektyw", „Magazyn Fantastyczny", „Wszechpolak"), Redaktora Naczelnego internetowego magazynu "Młodzież Imperium", członka Zarządu Głównego Organizacji Monarchistów Polskich oraz koordynatora Brygady Dolnośląskiej Obozu Narodowo-Radykalnego. Z Adamem T. Witczakiem rozmawiał A.M.


Wywiad z Redaktorem Naczelnym magazynu "Młodzież Imperium" - Adamem T. Witczakiem


 

 

 Kronika Narodowa: Jesteś znany w „światku" antysystemowej prawicy, ale prosiłbym o zaprezentowanie Czytelnikom Kroniki Narodowej swojej aktywność w Ruchu tzn.: jak długo i w jakich organizacjach działasz, czym się zajmujesz etc.


 Adam T. Witczak:
Nie jestem pewien, czy jestem znany w „światku", być może w jakimś tak... Udzielam się w Obozie Narodowo-Radykalnym od roku 2004, od 2008 także w Organizacji Monarchistów Polskich. W latach 2002 - 2004 byłem luźno związany z Młodzieżą Wszechpolską, tzn. uczestniczyłem w ich obozie (czy nawet dwóch - jeden po drugim), bywałem na spotkaniach. Kiedy byłem jeszcze młodszy, to wynikałem bardziej z klimatów konse- rwatywno-liberalnych, a nawet miałem okres oszołomienia libertariańskiego (zabawne) i stronę internetową z artykułami w tym guście (np. o legalizacji narkotyków, świetności „ustroju" Somalii etc.) - na szczęście mało kto ją odwiedzał (prawdopodobnie). Teraz pod tym adresem (LINK) mieści się moja witryna poświęcona fotografiom opuszczonych budynków. Poza tym prowadzę pismo internetowe, studiuję matematykę, pisuję do różnych pisemek.

 

KN: Jak byś scharakteryzował swoje poglądy polityczne?


ATW:
Im jestem starszy, tym bardziej czuję się za młody i za mało rozwinięty na to, by się bardzo jednoznacznie, szczegółowo i szybko określać za pomocą prostego terminu. Może kiedyś się to zmieni. Powiedzmy, że obecnie poruszam się w pewnym obszarze inspiracji: narodowy radykalizm, monarchizm, konserwatyzm/ reakcjonizm, do tego rozmaite dziwne i ciekawe rzeczy, takie jak narodowy anarchizm, tradycjonalizm integralny etc. Nie jest tak, że w każdej kwestii mam ściśle określone, sprecyzowane zdanie - w niektórych tak, w przypadku innych jedynie się ku czemuś skłaniam.


No i oczywiście nie utożsamiam się w pełni ze wszystkimi zjawiskami, które opisuję, albo których omówienia zamieszczam w Młodzieży Imperium (np. kiedyś wrzuciliśmy tekst o Miguelu Serrano, zabawny chłopek, ale oczywiście daleko mi do jego urojeń).

 

KN: Czy w świetle niewątpliwego kryzysu cywilizacyjnego, który obserwujemy wg Ciebie powinno dojść do zjednoczenia wszelkich ruchów, organizacji mieniących się antysy- stemowymi, a które na swój specyficzny sposób przechowują zalążki Ładu, Tradycji? Innymi słowy czy widzisz szansę na współpracę tak różnych grup jak: integralni tradycjonaliści spod znaku Juliusza Evoli, tradycjonaliści katoliccy, narodowi-radykałowie, narodowcy, monarchiści, zadrużanie?


ATW:
To złożone i zależy od tego, w jakich sprawach miałyby te grupy współpracować. O dziwo zdarzają się sytuacje, w których zdanie aktywistów „Nacjonalistycznego Stowarzyszenia Zadruga" zbiega się z opiniami monarchistów - legitymistów (na przykład), acz motywacje obu stron oraz pozostałe punkty programowe mogą być tak od siebie odmienne, że współpraca wcale niekoniecznie dojdzie do skutku. Być może zresztą wcale nie jest konieczna - wspólny wróg nie przesądza o wszystkim, zwłaszcza jeśli tyczy się on tylko niektórych płaszczyzn.


   Ale na przykład narodowi radykałowie już teraz współpracują z „endekami" (czy taki podział miałeś na myśli, czyniąc rozróżnienie na NR i „narodowców"?) - tzn. np. ONR z MW, przynajmniej lokalnie. Oczywiście nie wszyscy ze wszystkimi, to jasne - niemniej nie można tu mówić o jakimś „apartheidzie" (ścisłym rozdzieleniu) tych środowisk. One się często przenikają na manifestacjach, prelekcjach i tak dalej.


   Analogicznie teksty poświęcone tradycjonalistom integralnym pojawiały się na łamach nominalnie wywodzącego się z tradycji NR pisma „Templum Novum", zaś teksty konserwatywno-katolickich publicystów na łamach „evoliańsko-guenoniańskiego" magazynu „Reakcjonista".


   Jak napisałem na początku: wszystko zależy od konkretnej sytuacji, a nawet od konkretnych osób. Oczywiście jedna, wielka, zjednoczona organizacja, w której istniałyby razem wszystkie wymienione przez Ciebie nurty - to przedsięwzięcie zbędne i zresztą niewykonalne, bo albo zaraz by się rozpadła, albo byłaby sparaliżowana niemożnością uzgodnienia stanowiska w wielu sprawach.

 

KN: Jaka jest Twoim zdaniem droga wiodąca do zmiany Systemu: radykalna czy ewolucyjna?


ATW
: Kimże jestem, by stawiać takie diagnozy? Niektórzy twierdzą, że już teraz jest po wszystkim (np., że już żyjemy po biblijnej Apokalipsie), inni sobie tego życzą - goście z Turbund Sturmwerk posłużyli się kiedyś sformułowaniem „pozwólmy opaść obumarłym liściom" - i tak dalej.


   Radykalna zmiana „Systemu" (czyli czego? na co? - ale powiedzmy, że wiemy-rozumiemy... mniej więcej) byłaby możliwa (teoretycznie) w sytuacji jakiegoś sporego kryzysu, na zasadzie „kto pierwszy okiełzna siły chaosu" (albo „chwyci tłum za pysk", mówiąc mniej pompatycznie).


   Droga „PAX-owska" (określenie pół-żartobliwe) wydaje się bardziej przekonująca, niż wizja „rewolucji tu-i-teraz-zaraz". Oczywiście tak do końca nie wiadomo, co z tego wyniknie. „Pozostaje tylko chcieć i kroczyć swoją drogą, może w końcu uda się zostać sobą" (Legion).

 

KN: Jakbyś określił stan formacji młodych ludzi zaangażowanych w prawicową działalność antysystemową?


ATW:
Jest dużo sympatycznych ludzi. Przypuszczam, że można zastosować taki podział: z jednej strony „ruch narodowy", z drugiej „środowiska konserwatywne" (monarchistyczne, powiedzmy), aczkolwiek to się trochę przeplata. W każdym razie niektórzy uważają, że owe środowiska „konserwatywne" są lepiej rozwinięte intelektualnie niż „narodowcy", ale to pewien stereotyp. Jeśli nawet tak jest, to wynika to z faktu, że „ruch narodowy" w ogóle ma (przynajmniej obecnie) trochę inny profil, bardziej masowy (nie w sensie przyciągania wielotysięcznych tłumów, ale nastawienia także na akcje typu manifestacyjnego, ulotkowo-plakatowego etc.) - ale jakaś „kadra" też przecież istnieje, jak najbardziej.

 

KN: Jak zrodził się pomysł na wydawanie pisma „Młodzież Imperium"? Czy tytuł redagowanego przez Ciebie pisma jest świadomym nawiązaniem do pisma ukazującego się w czasie II wojny światowej i wydawanego przez Konfederacje Narodu? Jakbyś określił profil ideowy pisma? I dlaczego ukazuje się tylko w Internecie?


ATW:
Cóż, pismo powstało po to, by „przywrócić carat, chanat i białą rasę" (cytat z jednego z wydań). To nie jest najgorszy opis - rzecz jasna, ale może być niezrozumiały, zwłaszcza dla osób nie znających klimatu pisma. O ile pamiętam, to chciałem mieć jakieś „medium", które poruszałoby tematy mnie interesujące, grupowałoby ludzi o podobnych zainteresowaniach i poglądach, albo może i naprowadzało takich różnych „poszukujących" na coś sensownego.


   Tytuł pisma na początku miał być „Prosto z Mostu", czyli też nawiązywać do przeszłości, ale podobno nazwa jest gdzieś zarejestrowana (albo była wtedy), a poza tym „Młodzież Imperium" brzmi znacznie lepiej. Nawiązanie do KN nie jest bezpośrednie, może o tyle, o ile interesuje mnie postać Bolesława Piaseckiego i organizacje, które tworzył. W istocie chodziło raczej o coś „mocno brzmiącego", tak jak np. nazwy zespołów martial industrial.


   Profil ideowy jest dość szeroki, czasami wynikały z tego pewnego rodzaju „błędy" - tak to teraz odbieram. Chodzi o teksty, które były niepełne, przedstawiały coś bez właściwego komentarza, albo zbyt jednostronnie, na zasadzie przelotnej fascynacji, czy prowokacyjnie. Ale to oczywiście naturalne. Szeroki profil ideowy oznacza, że staramy się, mówiąc Evolą, „ujeżdżać tygrysa", wygrzebywać „diamenty w pyle" (mówiąc Ianem Stuartem), „kwiaty na śmietniku" (Sex Pistols tym razem). To znaczy interesuje nas pewnego rodzaju „rewolucja konserwatywna", postkonserwatywne „zbieranie użytecznych materiałów do swojej szopy" (T. Gabiś) i takie różne rzeczy.


   A poza tym interesują nas rozmaite ciekawe zjawiska w sztuce i kulturze, niekoniecznie o charakterze „ideologicznym" (vide teksty o Louisie Wainie czy Welle: Erdball).


   Pismo jest internetowe, po to by mieć większe możliwości oddziaływania (szybsza i darmowa dostępność etc.), poza tym nie bardzo wiedziałem, jak zabrać się do wydawania papierowego (skład, druk, pieniądze, dystrybucja i różne takie sprawy). Ale być może powstanie wersja papierowa, tzn. mogę powiedzieć, że „coś nadchodzi", jest osoba zainteresowana wydawaniem tego w ten sposób.

 

KN: W latach dziewięćdziesiątych minionego wieku w naszym kraju dużą popularnością wśród młodych nacjonalistów/narodowców cieszyła się muzyka RAC, obecnie coraz popularniejsza staje się także muzyka z kręgów NSBM. Z kolei Ty jesteś znany jako propagator muzyki industrialnej. Czy mógłbyś przybliżyć Czytelnikom Kroniki Narodowej jaki jest profil ideowy czołowych wykonawców/zespołów z kręgu industrial?


ATW:
Muzyka industrialna to jest bardzo szerokie pojęcie. Trudno mi nawet powiedzieć, jacy wykonawcy są w tym gatunku „czołowi". Ci wcześni, „klasyczni"? Wczesny industrial wyrósł z buntu przeciw cywilizacji Zachodu - i to tej tradycyjnej, przynajmniej w pewnych jej przejawach - i stąd poczynania takich grup jak Throbbing Gristle czy Einsturzende Neubauten inspirowane były różnymi dziwnymi nurtami typu surrealizm, dadaizm, futuryzm, magia i ezoteryzm, akcjonizm etc. A później to się wszystko ogromnie rozrosło, przemieszało i przewartościowało - aż do sceny martial industrial, której część (z pewnością nie całość!) utożsamia się wręcz z jakoś pojętym tradycjonalizmem (integralnym, ale bywa, że i katolickim).


   To jest naprawdę bardzo złożone zagadnienie. Z jednej strony Kriegsfall-U czy Green Army Fraction (epatujący reakcjonizmem), z drugiej różne grupy starające się szokować extremalnymi tematami w dość nihilistyczny sposób - i w ogólności mnóstwo innych podejść do tematu.


   Czytelników tego wywiadu być może interesują zespoły militarno-industrialne, i to te o sprecyzowanym oraz „słusznym" przekazie...? Odnoszę się do tego w następnym pytaniu.

 

KN: Jakie zespoły Czytelnikom mógłbyś polecić oprócz Von Thronsthal i Kriegsfall-U?


ATW:
Brzmi tak jakbym gdzieś wcześniej polecał szczególnie akurat te dwa :-).  A zresztą - pewno polecałem.


   Czy ja wiem? Moje ulubione zespoły z „tej bajki" (militarno-industrialnej) to np. Parzival (niektórzy uważają ich twórczość i wizerunek sceniczny za kiczowaty, ale ja to kupuję i czczę wielce), Les Joyaux de la Princesse (nieomal podróż w czasie do pierwszej połowy XX wieku), Triarii, L'effet c'est Moi, Derniere Volonte - i dużo, dużo więcej, bo ja w tym gatunku nie jestem wybredny, lubię jak bębny huczą i dudnią, trąby grają, ktoś z tyłu wydaje rozkazy, żołnierze śpiewają etc. Ostatnio np. podobały mi się składanki z net-labelu La Caverne du Dragon - poświęcone pierwszej wojnie światowej i kolaboracji Francuzów z Niemcami.


Oczywiście to dobrze, jeśli artysta ma coś ciekawego (a jeszcze lepiej - rozsądnego) do powiedzenia. Tak jak właśnie Parzival, Kriegsfall-U, Thorn-Agram, Lonsai Maikov, Oda Relicta, Changes (to neofolk).


   Poza tym lubię dużo innej muzyki i ona też jest opisywana na łamach MI - np. podobają mi się utwory niektórych „awangardowych" kompozytorów XX wieku (w szczególności Messiaen, ale także Varese, Boulez, Alvin Lucier, Schoenberg). Kiedyś słuchałem sporo tzw. „harsh noise", ale teraz mam do tych klimatów dystans, wolę sympatyczne, bardziej experymentalne granie w stylu XV Parówek czy takiego mało znanego polskiego projektu Machine Thoughts (można jego nagrania pobrać z internetu za darmo). Zdarza mi się posłuchać elektroniki w manierze glitch czy click and cut, improwizacji kwartetu Warszawska Jesionka, Miasto Nie Spało, muzyki średniowiecznej, Legionu (T. Kostyły), Mortiisa (starego), Arcana, plądrofonii People Like Us i oczywiście Welle: Erdball.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Kronika Narodowa


Podziel się
oceń
0
0

Wywiady: Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. IV

czwartek, 24 grudnia 2009 20:13

 
Od Redakcji: 
   Rozmową z Redaktorem Naczelnym Portalu Nacjonalista.pl rozpoczęliśmy nowy cykl wywiadów pod jakże intrygująco brzmiącą nazwą - "Narodowa rewolta".  W drugiej części natomiast rozmawialiśmy z Kierownikiem Głównym ONR Arturem Zienkiwiczem, w kolejnej z Prezesem Organizacji Monarchistów Polski, Adrianem Niklem. W IV części cyklu pod swoistą lupę bierzemy Prezesa Młodzieży Wszechpolskiej - z Robertem Winnickim dla Kroniki Narodowej rozmawia Jakub Kalusa.



  Kronika Narodowa: Zacznijmy od podstaw - jak Kolega trafił do Młodzieży Wszechpolskiej? Miało to charakter przypadkowy, czy też był to efekt Kolegi poszukiwań? Jak to się stało, że został Kolega narodowcem?

 

  Robert Winnicki: Pierwszy numer "Wszechpolaka" trafił w moje ręce gdzieś pod koniec 2001 roku. O ile dobrze pamiętam, z nazwą naszej organizacji zetknąłem się parę miesięcy wcześniej, podczas pielgrzymki do Częstochowy - na błoniach jasnogórskich rozstawiony był transparent MW. Kontakt nawiązałem poprzez struktury LPRu, który wówczas wszedł do parlamentu i z którym MW w owym czasie mocno współpracowała. W mieście mojej nauki licealnej, Lubaniu Śląskim, byłem pierwszym, który zainteresował się Młodzieżą. Pierwsze moje zetknięcie się z regularnymi strukturami i działaczami MW miało miejsce w 2002 roku i od tego czasu należałoby chyba liczyć mój staż organizacyjny.

 

MW było dla mnie strzałem w dziesiątkę - w sferze wartości prezentowała dokładnie moje zapatrywania, a dynamika i rozmach działalności bardzo mi imponował. Pojawiła się również w moim życiu w momencie, gdy intensywnie poszukiwałem jakiejś formuły zaangażowania. Gdyby wskazywać na źródła mojego światopoglądu, którego fundamenty ukształtowały się dosyć wcześnie, to należałoby wymienić: antykomunistyczna, prawicowa atmosfera domu rodzinnego i wpojona, głównie przez mamę, religijność; zainteresowanie historią, zwłaszcza historią Polski, od najmłodszych lat; wreszcie lektury - począwszy od patriotycznych dzieł Sienkiewicza przez książki Łysiaka wyszperane w biblioteczce matki chrzestnej, który, choć narodowcem nie jest, zaczął budzić moją "polityczność" już w wieku 12 lat. To były lata, w których kopiowałem mapy z atlasu historycznego by puścić wodze fantazji i, zmieniając historię Polski, tak prowadzić jej dzieje, by na progu XX wieku była europejskim hegemonem <śmiech>. Nie będzie przesadą jeśli powiem, że jeszcze zanim w wieku 16 lat trafiłem do MW, żyłem już jakąś własną ideą Wielkiej Polski opartej o katolicyzm, antykomunizm i nieufnej wobec zachodniego liberalizmu. Wcześniej, mając 14 lat, zetknąłem się ze "Szczerbcem", jednak po przejrzeniu kilku numerów tego pisma stwierdziłem, że to nie dla mnie; był za mało narodowy, a za bardzo radykalny, międzynarodówka ruchu Trzeciej Pozycji nie wzbudziła mojego zaufania, a sympatia jaką okazywano sedewakantyzmowi godziła w moje przywiązanie do Rzymu. Na szczęście po niespełna dwóch latach dołączyłem do MW. Odkrycie dzieł Dmowskiego było dla mnie czymś niezwykłym - uświadomiłem sobie, że moje uczucia i emocje można przekuć w twardą szkołę odpowiedzialnego myślenia o Narodzie i Państwie - myślenia, które poprzez kierowanie czynami doprowadziły nas do niepodległości.

 

KN: Jeden z byłych prezesów MW stwierdził niedawno, że Młodzież Wszechpolska po 2007 roku wkroczyła w nową fazę rozwoju. Odciążenie tej organizacji od konieczności kadrowania partii politycznej ma zapewne przełożenie na zintensyfikowaną pracę wychowawczą. Jak Kolega ocenia obecną kondycję MW?

 

RW: Po pierwsze trzeba sobie wyjaśnić, że zjawisko "kadrowania" partii politycznej przez osoby wywodzące się z MW lub będące jej działaczami nigdy nie było żadną organizacyjną koniecznością. Statut MW wyraźnie określa nasze cele; nie należy do nich instytucjonalne czy kadrowe wspieranie jakiejkolwiek siły politycznej. Oczywiście, zachęcamy naszych działaczy do aktywności również na scenie politycznej, nie może być jednak mowy o podporządkowaniu organizacji logice bieżączki partyjnej, która ze swej natury zawęża zakres możliwego oddziaływania i oznacza niekiedy rezygnację z pryncypialności ideowej, na co, jako organizacja wychowawcza, pozwolić sobie nie możemy.

 

Cieszę się, że w ostatnim czasie udało się zrobić dużo jeśli chodzi o sferę dla nas zasadniczą, tj. formację. Wydawane są nowe zeszyty szkoleniowe, a w okręgach trwa wdrażanie lektur i weryfikacja wiedzy działaczy pod tym kątem. Pod tym względem kondycja MW jawi się coraz lepiej i sądzę, że jesteśmy na dobrej drodze do tego, by z czasem przełamać wizerunek narodowca jako człowieka posługującego się hasłami i pozbawionego zdolności do głębszej refleksji intelektualnej. Do nadrobienia jest kwestia reorganizacji struktur i nadania tempa ich pracy, zwłaszcza tam, gdzie spotkania i działalność kół MW ma charakter nieregularny; ale i pod tym względem jestem optymistą, zwłaszcza patrząc na coraz to nowy narybek jaki zgłasza się do naszej organizacji.

 

KN: Niewątpliwie inicjatywy MW przesunęły środek ciężkości ze sfery politycznej na m.in. kulturalną. Obok dotychczasowej działalności publicystycznej środowisk wywodzących się z MW - obserwujemy "wypływanie" nowych inicjatyw. Jakimi sukcesami może się Kolega pochwalić i co jeszcze macie w planach przedsięwziąć?

 

RW: Sukcesy nie są moje, tylko całej organizacji, ale jest czym się chwalić. Przede wszystkim myślę tu o cyklicznych inicjatywach Szkoły Letniej MW i organizowanego na Śląsku Endorado, a także obchodów Dnia Narodowej Dumy z okazji Święta Niepodległości. Każda z tych imprez ma trochę inny charakter, co zresztą sprawia, że są wobec siebie w jakimś sensie komplementarne. Szkoła Letnia to kilkudniowe, intensywne "pranie mózgu" dla kilkudziesięciu młodych ludzi z całego kraju (i nie tylko - na ostatniej gościliśmy Antona z Grodna) - znakomita okazja do krytycznej refleksji i spotkania z intelektualnymi mistrzami "prawej strony labiryntu", połączona z integracją środowiska i wymianą myśli. Śląskie Endorado to z kolei mocny akcent kulturalny, czyli próba odwojowania kawałka tej rzeczywistości, w której Ruch Narodowy jest wyjątkowo mocno zmarginalizowany. Idea Dnia Narodowej Dumy zasadza się na pozytywnym, pojmowanym w duchu pracy organicznej świętowaniu naszej niepodległości i refleksji nad nią - ważna jest tu kolejność zdarzeń, ukazująca właściwy kierunek postępowania dla całego ruchu; najpierw spotykamy się na konferencji naukowej poświęconej zagadnieniom podmiotowej polityki państwa polskiego, by potem wyjść na ulice i zamanifestować naszą radość i dumę z faktu bycia Polakami.

 

Warto też wspomnieć o dziełach, które z naszego środowiska wyrosły; są to pisma "Polityka Narodowa" i "Myśl.pl", serwis endecja.pl, jak również klub Nowogrodzka 44. Oprócz endecji.pl, której charakter jest jednoznacznie historyczny, pozostałe inicjatywy jawią się jako nowa, niezwykle potrzebna Ruchowi Narodowemu, jakość intelektualna. Dlaczego? Bardzo dobrze pokazał to ostatni atak, jaki na MW przeprowadził redaktor naczelny "Myśli Polskiej" Jen Engelgard; nie wdając się w szczegóły (w internecie można znaleźć zarówno jego zarzuty jak i naszą odpowiedź) - było to wydarzenie symptomatyczne, pokazujące, że dotychczasowe formuły jakiejkolwiek pracy intelektualnej endecji się wyczerpały. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że ani talmudyczne bitwy na cytaty z klasyków narodowych, ani kalkowanie rozwiązań endeckich sprzed dziesiątek lat, ani też licytacje na stopień radykalizmu nie posuną sprawy narodowej naprzód. Nigdzie, poza wymienionymi pismami i klubem, nie mamy do czynienia z rzeczywistą, głęboką i wychodzącą poza coś, co nazwałbym "endecką sztampą" refleksją nad sprawami Narodu. MW stara się być nieszablonowa - nie chcemy ułatwiać naszym przeciwnikom zadania poprzez potwierdzanie "gęby" jaką nam nadają i dlatego promujemy dyskurs, w którym pastowanie glanów nie jest zasadniczą kwestią kulturową, a myśl sięga głębiej niż poszukiwanie czającego się za krzakiem pedała w fartuszku loży masońskiej i z jarmułką na głowie...

  

KN: Jak zapatruje się Kolega na konkurencję międzyorganizacyjną panującą na scenie narodowej? Jakie są jej korzyści, a jakie wypływają z niej straty dla Ruchu Narodowego? Co należy dopracować, aby współpraca dała lepsze efekty?

 

RW: Konkurencja jest dobra, bo napędza rozwój. Musi być jednak ujęta w pewne cywilizowane ramy, nie może być destruktywna dla ruchu. Z taką destrukcją mamy do czynienia, gdy jakaś organizacja stara się przyznać sobie placet na nieomylność i narodową "jedynozbawczość". Wbrew wielkiej tradycji endeckiej mamy obecnie do czynienia z małą "ruchliwością" narodowców na scenie społecznej; wydaje się, że niektórzy pogodzili się z tym, że zajmować mogą w społeczeństwie jedynie wąską niszę i całą ich ambicją jest wywalczenie sobie w tej niszy pozycji dominującej. To jest ślepa uliczka. Bardzo dobrze, że organizacje różnią się między sobą; ruch może przez to trafiać do różnych typów ludzi. Współpraca między organizacjami narodowymi jest potrzebna, ale na zasadzie "nic na siłę"; należy unikać wzajemnego atakowania się i krytykanctwa, a łączyć się przede wszystkim dla konkretnych projektów, choć nie wykluczam, że z niektórymi możemy rozmawiać o systematycznym, strategicznym współdziałaniu.

 

 KN: Czymś co wyróżnia MW spośród innych młodzieżowych organizacji narodowych jest wszechstronność i bogactwo doświadczenia jej wychowanków w sferze polityki. Jak zamierzacie wykorzystać ten depozyt?

 

  RW: Fakt, że wielu naszych starszych działaczy było czynnie zaangażowanych w życie polityczne na poziomie krajowym jest niewątpliwie cennym doświa- dczeniem, które sprawia, że mamy spośród organizacji narodowych prawdopodobnie najbardziej zniuansowa- ne a jednocześnie zdystansowane podejście do tej sfery. Jest to ważne, ponieważ prowadząc pracę formacyjną, ucząc młodych ludzi myślenia o sprawach Narodu, trzeba przedstawiać im rzeczy takimi, jakimi są, bez operowania mitami. Polacy, w tym narodowcy, mają często dziwne wyobrażenie o sferze politycznej, traktując ją jako obszar, w którym działają zupełnie inne mechanizmy niż w życiu "szarego" człowieka i małych społeczności, jako miejsce zdominowane przez tajemnicze i złe siły. Tymczasem do polityki i polityków trzeba podchodzić na spokojnie i chłodno; spojrzenie "z wewnątrz" pozwala na znalezienie takich obszarów, w których ruch mógłby artykułować na scenie publicznej swoje postulaty.

 

KN: Co należy zmienić w Ruchu Narodowym? Jaką nową jakość oferuje MW? Gdzie należy szukać miejsca dla współczesnego Ruchu, w sferze terminologicznej, społecznej, politycznej, aby zwiększyć nasz wpływ na dzieje naszego Narodu?

 

RW: Pytanie na doktorat:) Przede wszystkim narodowcy powinni zmienić obiekt swoich tęsknot. Powinni przestać tęsknić za tym co było; za Grunwaldem, za granicą na Dnieprze, za wielkim narodowym zrywem pracy organicznej przełomu XIX i XX wieku, wreszcie za najbardziej ckliwym obiektem swoich  westchnień - za II RP. Musimy zacząć tęsknić za tym co będzie, za Wielką Polską XXI wieku, budowaną, oczywiście, w oparciu o doświadczenie historyczne i mądrość naszych przodków. Ma to być jednak nasza Polska, zbudowana naszymi siłami i w zgodzie z naszym pojmowaniem tego świata. Dlatego hasłem narodowców na najbliższe lata jest: wszyscy na uniwersytety! Nie wyobrażam sobie by Ruch Narodowy mógł osiągnąć jakiekolwiek sukcesy bez głębokiej, akademickiej refleksji nad dzisiejszym światem, w którym czujemy się zagubieni. Podkreślam - nie chodzi mi o wiedzę z zakresu socjotechniki, sprawności poruszania się w cywilizacji informatycznej, choć i to jest bardzo ważne; chodzi o zrozumienie rzeczywistości w jakiej żyjemy. To jest najważniejsze i od tego, czy ruch będzie w stanie taką pracę wykonać, zależy jego ostateczny sukces lub porażka. MW stawia sobie dziś cel by taki twórczy ferment intelektualny animować.

  

KN:. Jakie, wg MW, są aktualne cele naszego Ruchu? Obok kwestii kształtu i dążeń Unii Europejskiej coraz częściej pojawia się w MW trend dyskusji nt. idei międzymorza czy ekspansji demograficznej islamu w Europie. Dlaczego tyle czasu młodzi narodowcy poświęcają przyszłości Europy?

 

RW: Zasadnicza różnica, jaka zachodzi między warunkami działania współczesnych narodowców, a tymi w jakich przyszło żyć naszym poprzednikom z I poł. XX wieku, jest dużo większe powiązanie tego, co się dzieje w Polsce z procesami globalnymi. Przyszłość Europy to nasza przyszłość, a od tego, czy UE zacznie ewoluować w kierunku federalistycznego molocha czy może jednak uda się ten proces zmienić, zależy nasza podmiotowość narodowa i państwowa. Ważne jest, żebyśmy byli na bieżąco z różnymi zjawiskami, które dotykają nasz Naród, jak choćby kwestia niesłychanej mobilności ludzi w XXI wieku, u nas potęgowana przez problem emigracji zarobkowej. Nic dziwnego więc, że tematyka wykraczająca poza to, co polskie tu i teraz w sensie najbardziej dosłownym, jest stale obecna w naszej działalności. Jako Polacy jesteśmy częścią większej całości, a nasze państwo nie funkcjonuje w międzynarodowej próżni - musimy rozumieć i czuć puls Europy, przede wszystkim po to, by na ów puls móc wpływać.

 

KN: Czego życzyłby Kolega polskim narodowcom z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku?

 

Przede wszystkim życzę odwagi i wytrwałości. Kto decyduje się na działalność narodową w dzisiejszych czasach, musi zdawać sobie sprawę, że nie jest możliwym rozdzielenie życia prywatnego, zanurzonego w demoliberlanej popkulturze i aktywności społecznej czy politycznej. Niektórzy próbują tak sobie urządzić życie, by narodowcem być w określonym czasie i miejscu, podobnie zresztą jest często z naszym katolicyzmem. Jeśli jesteśmy ludźmi, którzy potrafią znakomicie ukryć w szkole, pracy, na imprezie czy gdziekolwiek indziej, swoją przynależność ideową, to znaczy, że nie traktujemy jej w sposób pryncypialny - nie żyjemy nią na co dzień. Dlatego tak ważna jest odwaga.

 

Nie mniejszą odwagę trzeba wykazać, by nie zamknąć się w komfortowym getcie, by sposobem naszej komunikacji ze światem nie stała się manifestacyjna subkulturowość. Narodowiec musi żyć dla Narodu i z Narodem - nie może się zamykać w ciasnej klitce własnego środowiska. Żeby móc prowadzić walkę na każdym polu potrzebna jest nam głęboka formacja intelektualna i duchowa, bo tylko ona sprawia, że w konfrontacji ze światem czujemy się pewnie; nie ukrywamy swojej tożsamości a jednocześnie nie manifestujemy swojego wyobcowania. Prowadzenie takiej nieustannej formacji wymaga zaś wytrwałości.

 

Wszystkim, którzy w swoich sercach zapisali sobie, zakotwiczoną w przyszłości, tęsknotę za Wielką Katolicką Polską, życzę, by Nowonarodzony błogosławił ich walce, by wspierał ich rodziny i prowadził w nadchodzącym roku i przez całe życie.

Kronika Narodowa


Podziel się
oceń
0
0

Wywiady: Z cyklu "Narodowa rewolta..." cz. III

sobota, 12 grudnia 2009 13:50


Od Redakcji: 
   Rozmową z Redaktorem Naczelnym Portalu Nacjonalista.pl rozpoczęliśmy nowy cykl wywiadów  pod jakże intrygująco brzmiącą nazwą - "Narodowa rewolta". 
W drugiej części natomiast rozmawialiśmy z Kierownikiem Głównym ONR Arturem Zienkiwiczem. Przyszła więc chyba najwyższa pora na przybliżenie naszym Czytelnikom kolejnej - tym razem monarchistycznej  - frakcji Ruchu Narodowego.   Z Prezesem Organizacji Monarchistów Polski, Adrianem Niklem rozmawia A.M.  Zapraszamy wszystkich do lektury... 


 Wywiad z Prezesem OMP Adrianem Niklem




 W jaki sposób zachęciłby Pan Prezes Czytelników „Kroniki Narodowej" do idei rojalistycznej?


 Nie wiem, czy należy kogokolwiek zachęcać do wyboru „drogi przez pustynię". Z pewnością nie jest to idea dla ludzi nastawionych na szybkie efekty, sukces, karierę i poklask. Trzeba liczyć się z tym, że efekty naszej pracy ujrzą dopiero kolejne pokolenia. Choć monarchizm jest obecny w życiu politycznym współczesnej Polski już od ponad dwóch dekad, mam poczucie, iż wciąż jesteśmy na początku marszu. Dlatego też na tej swoistej ścieżce prawej ręki każdy znajduje się na własną odpowiedzialność, dzięki własnym przemyśleniom, a nie pod wpływem jakiejś agitacji, czy - co gorsza - kampanii reklamowej. Jeżeli jednak miałbym mówić o zachęcie, powinna być nią lektura xiążek i artykułów wybitnych myślicieli konserwatywnych. Trzeba czytać, czytać i jeszcze raz czytać wartościowe publikacje. Należy też (a może - przede wszystkim) pogłębiać znajomość Świętej Wiary Katolickiej, poznawać texty powstałe przed katastrofą Vaticanum II. Sam do „monarchizmu rozumu" doszedłem od „monarchizmu serca". Moja droga do legitymizmu i Tradycji katolickiej rozpoczęła się w latach 80. od lektury xiążek historycznych i biografij wybitnych władców. Później, w 1989 r., okazało się, iż pozytywne odczucia związane z ustrojem monarchistycznym mają przełożenie i potwierdzenie w argumentach racjonalnych.


Współcześnie z pewnością jest łatwiej - texty klasyków, kiedyś zakazane przez komunistyczną cenzurę lub dostępne w wąskim obiegu uniwersyteckim, są w dobie Internetu na wyciągnięcie ręki. Mogę zacytować p. prof. Jacka Bartyzela, który już kilkanaście lat temu stwierdził, iż „zazdrości młodym ludziom", którzy mają swobodny dostęp do literatury, o jakiej w latach PRL nawet nie śmielibyśmy marzyć.


Tak więc zachęcam do czytania i wyciągania wniosków. Nie zamierzam przekonywać, niech to uczynią mądrzejsi ode mnie. :)


Czym jest idea monarchistyczna i czym może być w XXI wieku?


Będzie tym, czym jest do tej pory, szczególnie w swoim legitymistycznym wariancie: walką o Społeczne Panowanie Chrystusa Króla realizowane w poszczególnych królestwach przez Jego prawowitych Wikariuszy lub też Poruczników. Natomiast wszystkie osoby oczekujące obszerniejszej odpowiedzi zapraszam do lektury artykułów p. prof. Bartyzela - znajdują się one na naszym nowym portalu prawicowym, oficjalna premiera już wkrótce.


Czy monarchizm nie nazbyt często skupia się na przeszłości, a zapomina o bieżącej walce politycznej?


Część z nas, która odczuwa taką potrzebę, bieżącą walkę polityczną, udział w niej, realizuje poprzez uczestnictwo w pracach partyj politycznych. Obecnie postulat Restauracji ma charakter wyłącznie metapolityczny. Restauracja musi być zwieńczeniem znacznie szerszego, obejmującego nie tylko Polskę, procesu cywilizacyjnego. Natomiast współcześnie monarchizm wykorzystywany w bieżącej walce politycznej zapewne szybko by się zdegenerował, jak dzieje się to z wszelkimi ideałami, które wpadną w macki parlamentarzystów, a przez demoliberałów zostałby ośmieszony sugestią, że po małej zmianie w konstytucji RP będziemy mieli np. króla Lecha I. Bo rzeczywiście, aby wprowadzić w Polsce parodię monarchii, wystarczy zmienić parę zapisów w konstytucji - parlament może to zrobić choćby jutro. Ale przecież nie o to chodzi! Równie żenujące byłyby walki między zwolennikami rozmaitych „pretendentów". Nie możemy uczynić niczego, co mogłoby ośmieszyć Sprawę.


Życie już nas nauczyło, że w Polsce monarchista stając się posłem, bardzo łatwo przedzierzga się w demokratę. Presja demoliberalnej nie-rzeczywistości jest zbyt silna. Cóż, zapewne klimat musi się zmienić... Ale klimat ideowy.


A dlaczego skupiamy się na przeszłości? Bo zmarli nie mogą się bronić.


Czy do idei monarchistycznej nie zraża fakt, że obecni europejscy monarchowie często postępują wbrew zasadom katolickim czy też chrześcijańskim (popieranie zboczeń seksualnych, wyrażanie aprobaty dla aborcji czy też eutanazji, tudzież całkowita fraternizacja z (nie)porządkiem demoliberalnym)?


Zapewne zraża. Choć mam wrażenie, że monarchowie nie tyle może „popierają" dane zjawiska, lecz - niestety! - nie wyrażają aktywnego sprzeciwu wobec śmiercionośnych działań parlamentów i rządów. Przedstawicieli mainstreamu nie obchodzi, co oni mają do powiedzenia. Zgodnie z zasadą, że król ma tylko panować, ale nie powinien się wypowiadać, bo to „dzieli poddanych". Tak naprawdę, trudno mi powiedzieć, co rzeczywiście myślą europejscy monarchowie - do wiadomości publicznej w ostatnich dwóch dziesięcioleciach dotarły informacje tylko o dwóch aktach symbolicznego oporu. Wiadomo też, że protesty opinii publicznej wzbudziły jakiś czas temu tradycyjne poglądy Zofii, żony Jana Karola, przez legitymistów określanego jako „aktualny szef państwa" (hiszpańskiego). Jak wiadomo, Jan Karol I nie jest prawowitym monarchą, stąd to określenie. Ale o tym casusie warto wspomnieć - dynasta ujawniający poglądy sprzeczne z demoliberalnym dyskursem zostanie zakrzyczany.


Z pewnością problemem, który niszczy Domy Królewskie Europy, jest plaga rozwodów. Poza tym mnie osobiście nieco niepokoi tendencja do zawierania małżeństw z osobami niższego pochodzenia, spoza kręgu najwyższej arystokracji. To z kolei prowadzi do pewnego rodzaju „rozrzedzania" błękitnej krwi, natomiast tacy nowi członkowie rodzin królewskich są prestiżowo zależni od akceptacji ze strony poddanych - dlatego muszą swoimi publicznymi zachowaniami kreować model monarchii „nowoczesnej", znajdującej się „blisko ludu", „nie wywyższającej się" etc. etc.


Jaki punkt w dziejach Europy według Pana Prezesa był największą katastrofą dziejową, od którego już zaczęła się tylko postępująca degeneracja tego, co zwykło się nazywać cywilizacją łacińską?


Myślę, że nie ma takiego jednego punktu. Każda epoka musi się zmagać z czymś, co ją niszczy. Jak zważyć, czy większą tragedią był upadek Cesarstwa Rzymskiego na Zachodzie, czy raczej konflikty między papieżami a cesarzami, czy rewolucja protestancka, czy może rewolucja antyfrancuska? Historia cywilizacji łacińskiej to przeplatanie się wzlotów i upadków, nieustanna walka między siłami Ładu a rewolucją (nawet jeżeli ten termin nie był jeszcze używany). Każda herezja synonimem rewolucji. Na pewno źródłem problemów jest zwrócenie się od teocentryzmu do antropocentryzmu. Kult Boga został zastąpiony różnymi formami kultu człowieka. I tylko z czasem okazało się, iż chodzi o cześć oddawaną człowiekowi najnikczemniejszemu ze wszystkich. Lub też - uogólniając - w ramach walki z Bogiem gloryfikowane jest to, co w ludziach najgorsze.


 Jeżeli musiałby Pan Prezes wskazać w Polsce na jakieś ruchy polityczne, z którymi Organizacja Monarchistów Polskich mogłaby współpracować, byłyby to...


 Może nie tyle ruchy, ile ludzie akceptujący ideę monarchii, nawet jeżeli sami nie angażują się na rzecz Restauracji. Sądzę, że takie osoby najłatwiej znaleźć w środowisku Unii Polityki Realnej i w Obozie Narodowym. Zobaczymy, jakich ludzi przyciągnie nowa partia p. Janusza Korwin-Mikkego, czyli Wolność i Praworządność. Ale nie mówię, iż poza tym środowiskiem nie ma wartościowych jednostek. Każdy przypadek musi być rozpatrywany indywidualnie, szczególnie, gdy Prawica w Polsce jest tak rozproszona. Wydarzenia ostatnich miesięcy udowodniły, iż również moja macierzysta UPR nie składa się wyłącznie z fanatyków poświęcających wszystko dla Wielkiej Idei. Dlatego trudno mówić o ruchach politycznych, ale z pewnością miejsce ludzi autentycznej Prawicy jest w OMP. Ogólnie - wróg idei monarchistycznej z pewnością nie jest prawicowcem, to się wyklucza.


Obecnie istnieje w naszym kraju kilka środowisk, które w swych nazwach nawiązują do idei „królewskiej". Czy mógłby Pan Prezes objaśnić Czytelnikom „Kroniki Narodowej", jaki jest stosunek Organizacji Monarchistów Polskich do nich? I wskazać na przyczyny, dla których nie ma jak do tej pory jednej ogólnopolskiej organizacji monarchistycznej?


Składają się na to zarówno różnice programowe, jak również konflikty natury interpersonalnej. Wyróżniłbym kilka linii podziału. Po pierwsze: istnieje różnica między monarchistami Idei, którzy działają w ponadpartyjnych stowarzyszeniach mogących być dobrym punktem jednoczenia autentycznej Prawicy, a tzw. partiami monarchistycznymi, których władze nadają fałszywe tytuły szlacheckie i uzurpują tytuły „regentów" itp., a ich działalność sprowadza się do zaspokajania potrzeb snobistycznych członków. O ile mi wiadomo, w partiach zwanych monarchistycznymi nie jest prowadzona praca ideowa lub programowa. Natomiast, jeżeli chodzi o podziały wśród kilku stowarzyszeń monarchistycznych w Polsce, wskazałbym na pewne różnice istniejące między Organizacją Monarchistów Polskich a Konfederacją Spiską. My skupiamy się na idei legitymizmu, natomiast nie przesądzamy, kto mógłby być (lub jest) prawowitym Królem Polski, z kolei Konfederacja jednoczy zwolenników Domu Saskiego, czyli dynastii Wettynów. Działacze Konfederacji powołują się przy tym na Konstytucję 3 Maja, ale uważna lektura tego dokumentu wskazuje, iż uczestnicy Sejmu Wielkiego powołali na Tron Polski wyłącznie jedną, już wygasłą, linię Wettynów. Trudno też uznać dokument przyjęty w warunkach zamachu stanu za niepodważalne źródło polskiego legitymizmu. Co ważne, Dom Saski jest, niestety, bliski wygaśnięcia, gdyż prawowity Król Saxonii i jego brat, następca Tronu, nie mają dzieci. Należy podkreślić, że Organizacja Monarchistów Polskich nigdy nie wysuwała żadnych pretendentów, czyli nie ogłaszała i nawet nie zamierza o tym dyskutować, kto powinien być prawowitym Królem. Dla nas podstawowym elementem jest to, iż Król musi być katolickim tradycjonalistą. Na inne pytania odpowie czas.

  Z pewnością stosunek do legitymizmu jest kluczową kwestią dla zrozumienia istoty podziałów w ruchu monarchistycznym. Jesienią 2008 r. doszło do potężnego kryzysu ideowego i poważnego pęknięcia, gdzie po jednej stronie znaleźli się właśnie tradycjonaliści katoliccy, legitymiści, a po drugiej - „formalni" monarchiści, którzy działają pod szyldem monarchizmu, ale jednocześnie głoszą, że monarchizm jest szkodliwy, że legitymizm to głupota, że w ogóle prowadzenie działalności na rzecz Restauracji jest pozbawione sensu. Ten podział nie miał charakteru wyłącznie teoretycznego, gdyż zyskał od razu przełożenie na brutalną praktykę polityczną. Na tle stosunku do legitymizmu i Tradycji katolickiej doszło do rozłamu w OMP. Odłączyła się od nas grupa podkreślająca swoją nienawiść do legitymizmu, której z kolei „udanego zamachu stanu" gratulował Adam Wielomski, lider Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. Człowiek ten udzielił pełnego poparcia wszelkim próbom rozbicia OMP, a redagowany przez niego portal stał się źródłem niesłychanie agresywnych, wulgarnych ataków na OMP, poszczególnych działaczy, jak też naszego członka honorowego i najbardziej znanego polskiego monarchistę, czyli p. prof. Jacka Bartyzela. Pod adresem naszej formacji formułowano najbardziej zdumiewające oszczerstwa, zarzucano próbę uzurpacji Tronu Polski, jak również to, iż zamierzamy wybierać Papieża (sic!). Oczywiście wszyscy zdają sobie sprawę z tego, iż coś takiego może zarzucać nam wyłącznie osoba niespełna rozumu lub pospolity kłamca, ale takie zarzuty są za aprobatą redakcji portalu publikowane. Nikt ich nie usuwa. Wcześniej natomiast ubliżano nam m.in., że jesteśmy anarchistami, pozytywistami prawnymi, oszustami i antysemitami, którzy chcą zamknąć polski monarchizm w ezoterycznej sekcie. To akurat tylko niewielki wybór obelg kierowanych pod naszym adresem przez Wielomskiego i jego zwolenników. Atakowano też nasze rodziny i x. Rafała Trytka (Jego zapewne dlatego, iż nigdy nie ukrywałem, że x. Trytek jest dla mnie autorytetem duchowym, ale każdy kapłan kojarzony z sympatią do OMP zostałby zmieszany z antyklerykalnym błotem). W komentarzach pod artykułami umieszczano idiotyczne wpisy pochodzące rzekomo od OMP, fałszywki „podpisane" przeze mnie czy moich współpracowników. Ale nie chcę Czytelników „Kroniki Narodowej" jeszcze bardziej nurzać w tym bagnie. Dla mnie było to jedno z najbardziej obrzydliwych doświadczeń w życiu. Nie było kłamstwa, które zostałoby nam oszczędzone. Choć nie, jednak zabiję Czytelników „Kroniki Narodowej" śmiechem i podzielę się najnowszą rewelacją, iż na portalu konserwatyzm.pl głosi się z całą powagą, że moi koledzy i ja praktykujemy wampiryzm. To już nawet nie jest poziom komentarzy na Onet.pl, lecz pukanie w dno od spodu. Tak wygląda otwarty, nowoczesny konserwatyzm, którego kreator, Adam Wielomski, pragnie konkurować z „Krytyką Polityczną". Owszem, kiedyś rozmaici lewacy oskarżali OMP o różne dziwne rzeczy, ale nie wymyślali aż takich bredni z tanich horrorów. Zapamiętajmy: konserwatyzm.pl to jest portal, gdzie można bezkarnie oskarżać konkurentów politycznych o to, iż są wampirami. Poziom dyskusji programowej gorszy niż w polskim sejmie. A później się dziwią, iż wszyscy się śmieją z tego prostackiego pseudokonserwatyzmu. Pragnę jednak bardzo mocno podkreślić, iż OMP nie walczy z Klubem Zachowawczo-Monarchistycznym, gdzie jest wielu uczciwych ludzi, tylko nie możemy zaakceptować zachowań Wielomskiego i jego współpracowników. Jak zauważył jeden ze znajomych Wielomskiego: „Są granice, które przekroczyć nie wolno".


Sądzę, że dziś na formację autentycznie legitymistyczną w Polsce składają się: Klub Konserwatywny w Łodzi, Organizacja Monarchistów Polskich oraz nasi niezrzeszeni sympatycy. Szanuję natomiast zapał konfederatów spiskich i ich przywiązanie do Domu Wettynów, ale sądzę, że to nie jest dobra droga do odrodzenia monarchii w Polsce. O „postmonarchistach", czy raczej pseudomonarchistach już nawet szkoda się wypowiadać.


Jaki jest stosunek Organizacji Monarchistów Polskich do idei nacjonalistycznej?


Jesteśmy przede wszystkim tradycjonalistami katolickimi i legitymistami. Tak więc akceptujemy nacjonalizm tak dalece, jak nie jest sprzeczny z tymi fundamentami naszego światopoglądu. Trudno nawet mówić o „stosunku OMP", lepsze określenie to „stosunek poszczególnych działaczy OMP do nacjonalizmu". Szczerze mówiąc, nigdy nie prowadziłem w naszym gronie rozmów na ten temat, więc nie mogę i nie chcę wypowiadać się za osoby trzecie. Generalizując: to nacjonalizm musi dopasować się do legitymizmu, a nie na odwrót.


Czy monarchizm w polskich warunkach można pogodzić z ideą narodową?


Doświadczenie historii już pokazało, że można. Pod warunkiem, iż zwolennicy tej idei mają świadomość, dlaczego oczekiwany przez nich przełom narodowy musi być dopełniony koronacją Króla, który ma być.


Jaki wpływ na myślenie o polityce miał dla Pana Prezesa Roman Dmowski?


Trudno mi oceniać, szczególnie, że nigdy nie studiowałem systematycznie pism Romana Dmowskiego. Zapewne o żadnym myślicielu czy polityku nie można byłoby powiedzieć, że on jeden wywarł na mnie wpływ decydujący, wyłączny.


W jaki sposób Pan Prezes przewiduje urzeczywistnienie w Polsce rojalizmu? Czy wyjściem z sytuacji jest droga, którą obrał gen. F. Franco tzn. wprowadzenie systemu autorytarnego, po którym nastąpiłaby restauracja monarchii? Czy też może inna droga?


Próba przewidywania takich spraw będzie zawsze wpisywała się w literaturę political fiction. Niestety, nie jestem jasnowidzem. Mogę tylko stwierdzić, iż istnieją dwa podstawowe warianty. Jednym z nich jest zawalenie się ustroju demoliberalnego pod ciężarem własnych sprzeczności i wyczerpania się jego ideologicznych uzasadnień. Wówczas w obliczu kryzysu i anarchii wyjście „frankistowskie" będzie oczywiście możliwe. W tej chwili musiałby to już być kolaps w skali kontynentu. Niestety, w konsekwencji anszlusu, gdy Polska jest już tylko prowincją Unii Europejskiej, zapewne łączyć się to będzie z europejską wojną domową.


Drugi wariant z kolei wymagałby wspomnianej wcześniej zmiany klimatu ideowego i znaczących zmian cywilizacyjnych. Jeżeli nastąpi odrodzenie duchowe Polski i Europy, jeżeli Kościół katolicki zostanie odbudowany, wówczas można wyobrazić sobie, że monarchiści aktywni w prawicowych partiach politycznych zdobędę niezbędną przewagę w instytucjach republikańskich i będą mieli większość do przeprowadzenia daleko idących zmian ustrojowych. Unia Europejska musiałaby zostać zastąpiona Świętym Cesarstwem.


A ponieważ „reakcjonista myśli w tysiącleciach", kolejne pokolenia polskich monarchistów przekonają się, który z wyżej nakreślonych wariantów był bliższy rzeczywistości.


W dniu św. Leokadii z Toledo

Kronika Narodowa


Podziel się
oceń
0
0

Wywiady: Z cyklu "Narodowa rewolta"... cz. II

poniedziałek, 07 grudnia 2009 10:13

Wywiad z Kierownikiem Głównym ONR



Od Redakcji:
 
   Rozmową z Redaktorem Naczelnym Portalu Nacjonalista.pl rozpoczęliśmy nowy cykl wywiadów  pod jakże intrygująco brzmiącą nazwą - "Narodowa rewolta". Cykl oczywiście oscylował będzie wokół Ruchu Narodowego i osób z nim związanych. Kolejnym naszym rozmówcą jest Kierownik Główny Obozu Narodowo - Radykalnego - Artur Zienkiewicz. Pytania zadawał Wojciech Sabała. Zapraszamy wszystkich do lektury... 


  Kronika Narodowa: Ostania manifestacja Obozu Narodowo- Radykalnego okazała się niemałym sukce- sem, ale to kropla w morzu tego, co jeszcze przed nami. Był to na pewno przełom, jakie kolejne, przełomowe kroki organizacja podejmie w najbliższym czasie?

 

  Artur Zienkiewicz: Tak, to prawda ostatni marsz na 11 XI był marszem przełomowym zarówno pod względem ilości osób, organizacji, które przyjęły zaproszenie, a także zaciekłych ataków prasowych znanej wszystkim i niezbyt lubianej gazety. Ale faktycznie to tylko kropla w morzu tego, co należy jeszcze zrobić. Dla mnie ważnym w tym marszu było to, że mimo wielu antagonizmów, jakie panują na naszej narodowej scenie, na nasz marsz, marsz ONR potrafiły przyjść niemal wszystkie liczące się organizacje o profilu nacjonalistycznym, stąd myślę, że kolejnym krokiem powinno być przeniesienie tej jedności w codzienność, a nie tylko manifestowanie jej przy okazji świąt.

 

KN: ONR istnieje już kilka dobrych lat, jako scentralizowana organizacja, jak oceniasz rozwój organizacji od początku jej istnienia, co udało Wam się osiągnąć, czego się nauczyliście?

 

AZ: Scentralizowanie rozrzuconych i niezależnych „ONR-ów" było na pewno pierwszym krokiem do poważnej działalności narodowej. Był to właściwie początek ONR. Sam fakt, że udało się skutecznie porozumieć niezależnym od siebie grupom i wyłonić z pośród siebie władze ogólnopolskiego ONR świadczy o ideowości tych ludzi, o tym, że nie zależało im na iluzorycznej władzy (którą tak dzielnie dzierżą kanapowi wodzowie). Nauczyło nas to także kliku nowych rzeczy, nabyliśmy nowe doświadczenie. Zarządzanie ruchem o zasięgu ogólnopolskim różni się zasadniczo od kierowania grupami regionalnymi i niezależnymi. Nauczyliśmy się na pewno osiągać między sobą kompromis, który służy ONR, służy Ruchowi Narodowemu.

 

KN: No tak, jednak nadal na uboczy ogólnopolskiego ONR działa i to dość aktywnie ONR Podhale. Jak układają się relacje z tą organizacją i skąd ten stan rzeczy? Jak oceniacie działalność tego regionalnego stowarzyszenia na tle własnych działań? Wielu nurtuje pytanie, dlaczego ta organizacja nie wchodzi formalnie w struktury ogólnopolskiego ONR?

 

AZ:  ONR Podhale powstało, jako niezależne stowarzyszenie i jako takie nie zdecydowało się wejść do ogólnopolskiego ONR. Podhalańscy narodowi-radykałowie uczestniczyli w naszych Zjazdach i podtrzymywali zawsze swoją niezależność, do czego mają oczywiście prawo, które my szanujemy. Myślę, że współpraca między nami, a ONR Podhale nie układa się źle, przedstawiciele Podhala zawsze są mile widziani na akcjach ONR, bardzo często biorą udział w raz z nami w różnych przedsięwzięciach, ale jak często bywa moglibyśmy na pewno współdziałać jeszcze bardziej i na nowych polach działalności. W mojej ocenie wiele z działań ONR Podhale zasługuje na uznanie, szczególnie te na polu życia regionalnego, wielu z nas na pewno mogłoby się od nich dużo w tej tematyce nauczyć. Cieszy mnie również to, że Koledzy z ONR Podhale starają się trzymać z dala od przykrych i głupich sporów wewnątrz Ruchu Narodowego.  

 
KN: Skoro jesteśmy przy ONR Podhale. Kiedyś spotkałem się ze stwierdzeniem, że działalność ONR jest odzwierciedleniem aktywności podhalańskich narodowych radykałów. Czy faktycznie wzorujecie się na działalności Waszych Kolegów spod Tatr?

 

AZ: Myślę, że stwierdzenie, iż „wzorujemy się" byłoby jednak za daleko powiedziane, bo przecież wystarczy dokładnie przyjrzeć się naszym działaniom, które praktycznie w stu procentach są zawsze podawane do informacji i zobaczyć, że podejmujemy często działania, których Koledzy z Podhala nie podejmują i vice versa.

 

KN: Nie sądzisz, że wśród organizacji narodowych zbyt wiele jest przedsięwzięć historycznych, a za mało, że tak powiem, pro-społecznych? Myśleliście nad taką działa- lnością, a może już jakieś kroki zostały podjęte?

 

AZ: Faktycznie współczesne organizacje narodowe poświęcają bardzo dużo uwagi kwestią historii naszego Narodu, wynikać to jednak z kliku powodów, m.in. z ograniczonego przez demo- liberalny system pola manewru dla narodowców w naszym kraju, braków w wiedzy historycznej wśród młodych Polaków, trzeba ich wręcz na nowo jej uczyć oraz tak jak w przypadku ONR, z charakteru ruchu, a więc tego, że wyznaczyliśmy sobie za zadanie wyedukować nowe pokolenie narodowców.


Co do akcji pro społecznych, oczywiście mamy pewne plany, ale na tą chwilę muszą pozostać one tajemnicą, możemy jedynie zapewnić, że także na tym polu przejawiamy aktywność.

 

KN: Po manifestacji 11 listopada, ukazało się multum artykułów, gdzie, możemy przeczytać o "faszystach z onr", "heil hitler" na 11 listopada, itp. Czy nie czas powiedzieć stop, takiemu oczernianiu?

 

AZ: Niestety, to prawda ostatnia manifestacja zakończyła się wyjątkowo zajadłym potokiem pomyj wylanych na nas przez Gazetę Wyborczą, a także innych mediów, które podchwyciły tą niemal stalinowską retorykę. Problem w naszym kraju w tej sytuacji polega jednak na tym, iż ruch oddolny i nonkonformistyczny, jakim jest ONR nie może liczyć na pomoc z zewnątrz, na pomoc zwykłych ludzi, szczególnie na pomoc prawną i finansową, a pozostawieni sami sobie nie mamy wystarczających środków finansowych, aby móc procesować się z tymi oszczercami. Mimo to, podjęliśmy w tej sprawie pewne kroki jednak jest jeszcze za wcześnie, aby coś w tej sprawie móc powiedzieć.

 

KN: Może teraz jest właśnie czas zjednoczenia, wszyscy wszak jedziemy na tym samym wózku, czy nie sądzisz, że czas przestać się bawić w "wielu wodzów, mało Indian" Nie chodzi o jakieś masowe, przejścia do jednej organizacji, ale o zjednoczenie, jak zapatruje się na to ONR?

 

AZ: Idea zjednoczenia rozproszonego Ruchu Narodowego w Polsce jest jak najbardziej wciąż aktualna, gdyż problem ten nie został załatwiony od samego początku III RP. Od lat na drodze do porozumienia stoją ambicję poszczególnych osób czy środowisk, historyczne konflikty, a także konsensus, co do metody działań i planu na najbliższy czas. Nie bez satysfakcji muszę jednak powiedzieć, że my, jako ONR staramy się jednak stać ponad te podziały i prawie, jako jedyni współpracujemy lub utrzymujemy przyjazne stosunki z wszystkimi niemal ugrupowaniami o profilu narodowym. Myślę, że inni też mogliby na chwilę zapomnieć o swoich ambicjach i wyciągnąć rękę do „przeciwnika", a wtedy wspólnie możemy zbudować nowoczesny Ruch Narodowy.

 

KN: Tych współpracujących ze sobą środowisk naro- dowych wydaje się być jednak więcej. Pozwolę sobie wymienić chociażby: LOS, Falanga, ONR Podhale, a nawet od dłuższego czasu MW. Również endecy powoli otwierają się na środowiska narodowo-radykalne, co jeszcze do nieda- wna było sporym ewenementem. Czy możliwe jest według Was stworzenie w łonie Ruchu Narodowego np. Komitetu Porozumienia Organizacji Narodowych [nazwa oczywiście robocza/ umowna], Komitetu, który zająłby się w pierwszej fazie koordynacją wspólnych inicjatyw? Czy ONR wziąłby w nim udział? Kogo w nim widzi, a kogo nie i dlaczego?

 

AZ:  Muszę jeszcze raz podkreślić „prawie, jako jedyni współpracujemy lub utrzymujemy przyjazne stosunki z wszystkimi niemal ugrupowaniami o profilu narodowym", co oznacza, że owszem faktycznie inne organizacje współdziałają ze sobą, ale często jest tak, że „X" współdziała z „Y", ale już z „Z" nie. My chcemy współpracować i staramy się to robić zarówno z X", „Y" jak i „Z", wychodzi nam to raz lepiej raz gorzej, ale zazwyczaj to nie my torpedujemy próby współpracy, niestety wciąż wśród wielu panuje myślenie „rodowe", a nie ogólno narodowe.


Uważam, że tego typu porozumienie nie dość, że byłoby pożyteczne to jest wręcz konieczne! Im dłużej będziemy utrzymywać siły w rozproszeniu tym bardziej oddalamy realizację wizji Wielkiej Polski! ONR na pewno weźmie udział w takim porozumieniu, o ile faktycznie podmioty w nim uczestniczące będą również chciały współdziałać, a nie jedynie realizować swoje partykularne interesiki. Kogo w takim porozumieniu byśmy widzieli? Na pewno ugrupowania narodowe odwołujące się do narodowo-katolickich wartości i tradycji polskiego ruchu narodowego, nie widzimy jednak miejsca w takim porozumieniu dla osób, ugrupowań, które skompromitowały się swoją działalnością i swoimi zachowaniami, mimo odwoływania się do wyżej wymienionych wartości.

 

KN: Może, kilka słów o nagłośnionej "delegalizacji" Brzeskiego ONRu? bowiem nie wszyscy wiedzą jak sprawa wygląda.

 

AZ: Stowarzyszenie zwykłe "ONR Brzeg" działające na terenie powiatu brzeskiego zakończyło działalność w 2007 roku na skutek zmniejszenia się liczby członków poniżej wymaganych do jego założenia. Przedstawiciel prawny Stowarzyszenia "ONR Brzeg" złożył w starostwie powiatowym pismo informujące, o tym fakcie. Na podstawie przepisów ustawy - Prawo o stowarzyszeniach, sąd rejestrowy zobligowany był do zastosowania art. 31 pkt 1 niniejszej ustawy. Zgodnie z powyższym przepisem sąd wydaje postanowienie o rozwiązaniu stowarzyszenia, w razie gdy liczba członków stowarzyszenia zmniejszyła się poniżej liczby członków wymaganych do jego założenia. W naszej opinii rozwiązanie Stowarzyszenia "ONR Brzeg" nastąpiło w oparciu o wadliwą podstawę prawną.


Orzeczenie opolskiego sądu nie ma mocy prawnej względem pozostałych legalnie działających stowarzyszeń ONR.

 

KN: Lewaccy agitatorzy, media i inne ośrodki wrogie "myśli narodowej" niejednokrotnie nabijają się, z organizacji narodowych, jakoby te skupiały półgłówków, ludzi bez szkoły etc. Jak to jest w ONR z edukacją członków?

 

AZ: Myślę, że jest to po prostu podtrzymywany przez naszych wrogów stereotyp o „narodowcu-chuliganie", co ma jednoznacznie kojarzyć się z osobą nierozgarniętą. Nasi przeciwnicy specjalnie posługują się tym nieprawdziwym obrazem narodowca, aby nas zdyskredytować w oczach społeczeństwa. Fakty zaś przeczą jednak temu obrazowi, w samym ONR większość osób studiuje, uczy się i lub jest już po tym etapie życia i obecnie pracuje. Naszym celem jest wychowanie nowego pokolenia narodowców, wychowanie, a więc także kładzenie nacisku na wykształcenie.

 

KN: Szybka zmiana dawnego ładu, tzw. rewolucja, czy raczej praca organiczna? Jak się na to zapatrujecie?

 

AZ: Każda zmiana ustroju drogą rewolucyjną niesie zawsze za sobą wiele szkód, demoralizuje społeczeństwo, uczy nieposzanowania dla władzy i na długie lata tworzy podziały w Narodzie na tych, co zdobyli władzę i na ich przeciwników. Nowy Ład powinien powstać na drodze ewolucji społeczeństwa w tym kierunku, na stopniowym przekształcaniu państwa i demontowaniu wrogich a rządzących obecnie ideologii. Jedyna rewolucja, jaka powinna się odbyć i to jak najszybciej to rewolucja w nas samych, radykalna zmiana naszych starych i zły nawyków oraz przyzwyczajeń i powrót do wartości budujących naszą Cywilizację!

 

KN:  Jak to jest przewodniczyć dużej organizacji narodowo-radykalnej, czy czujesz dużą odpowiedzia- lność, jakie widzisz trudności, nadzieje, czego się obawiasz?

 

AZ: Przewodzenie każdej grupie, nie ważne czy małej czy dużej niesie zawsze za sobą konieczność odpowiedzialności za ludzi, którymi się kieruje, to podstawowa zasada. Rola kierownika w organizacji o charakterze narodowo-radykalnym niesie za sobą dodatkowe wyzwanie ponieważ nie jest tajemnicą, że obecny Ruch znajduje się od lat w miejscu, wciąż walczy często z tymi samymi demonami. Zadaniem kierownika ruchu narodowo-radykalnego jest wyciągnięcie go z tej pozycji, wprowadzenie w XXI w., koordynowanie ewolucji ideowej, często trzeba lawirować między ludźmi o różnych poglądach na pewne kwestie i umieć budować konsensus.


Czego się obawiam? Przede wszystkim tego, że wielu dobrych ludzi uważających się za narodowych-radykałów nie rozumie i nie widzi konieczności zmian i tego, że ewolucja jest po prostu konieczna, aby nie pozostać na marginesie marginesu politycznego w kraju.

 

KN: Jak myślisz, co przyniesie przyszłość, jeżeli chodzi o Ruch Narodowy, jakie kroki podejmie ONR, aby ta przyszłość dla nas wyglądała kolorowo. Sami wiemy, jak jest: traktat podpisany, represje i oszczerstwa nasilają się.

 

AZ: Przyszłość zna jedynie sam Bóg, ja mam jednak nadzieję, że najbliższe lata przyniosą zjednoczenie się narodowców i podjęcie walki politycznej z wrogami naszego Narodu. Jeżeli zaś chodzi o represje, jakie się niestety pojawiają coraz częściej to musimy pamiętać, że męczennicy uświęcają cel, o jaki walczymy. Im bardziej będą nas zwalczać tym większa będzie na końcu nasza wiktoria!

 

KN:  Dziękuje za wywiad. Ostatnie słowo do czytelników?


AZ:  Ja również dziękuję za możliwość wypowiedzenia się Kronice Narodowej. Pragnę na sam koniec powtórzyć szanownym Czytelnikom, że obecna sytuacja w Ruchu oraz sytuacja w kraju i Europie zmusza nas do podjęcia się zadania zjednoczenia w jeden silny, nowoczesny Ruch Narodowy! Przyjrzyjmy się innym, podobnym do nas krajom w Europie, choćby przez pryzmat niedawnych wyborów do euro parlamentu, ilu posłów wprowadzili w Polsce narodowcy, a ilu mimo wszystko nasi niektórzy sąsiedzi. Musimy się obudzić i zabrać do pracy, bowiem za kilka lat może być już na to za późno.


Czołem Wielkiej Polsce!


KN: Czołem Wielkiej Polsce!

Kr
onika Narodowa


Podziel się
oceń
0
0

Licznik odwiedzin:  231 635  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O bloogu




Czołem Wielkiej Polsce!

Witamy na bloogu "Kronika Narodowa".
Bloog w swym zamyśle, ma być czysto informacyjny. Znajdziecie tu relacje z inicjatyw/ akcji praktycznie wszystkich środowisk i organizacji szeroko pojętego Obozu Narodowego. Nie zapomnimy jednak o działalności nacjonalistów spoza granic naszego kraju i artykułach oscylujących wokół tematyki ideologiczno – historycznej.
Jesteśmy otwarci na współpracę z wszystkimi środowiskami narodowymi. Przy czym, z całą stanowczością stwierdzamy, iż nie interesują nas jakiekolwiek antagonizmy organizacyjne... CWP!

Redakcja

ZASADY PRZEDRUKU Z KN: ZASADY PRZEDRUKU - LINK

Kontakt: kronikanarodowa@wp.pl

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 231635

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl