Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 307 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Rozmaitości: Komunikat redakcyjny !!!

środa, 28 lipca 2010 17:27


 Od redakcji: 

     W wyniku kontrowersji jakie narosły osta- tnimi czasy wokół blogu Kronika Narodowa, a które wywołane zostały przez osoby związane z środowiskiem Narodowego Odrodzenia Polski i Portalu Nacjonalista.pl kolektyw tworzący skład osobowy redakcji KN podjął decyzję, że z dniem 29 lipca 2010 r., blog Kronika Narodowa, kończy swoją działalność. Tym samym dzięku- jemy wszystkim, tym oficjalnym i nieoficjalnym współpracownikom, osobom odwiedzającym nas regularnie i mniej regularnie, które w prawie naszej 9-miesięcznej aktywności stanowiły ponad 100 000 wizyt /pojedynczych numerów IP/.

Wszystkim serdeczne Bóg zapłać.

Z narodowym pozdrowieniem

Redakcja Kroniki Narodowej


Podziel się
oceń
2
4

Rozmaitości - Gorzów: Flaga z napisem "Wielka Polska" na Półfinale Drużynowym Pucharu Świata na żużlu

środa, 28 lipca 2010 8:07




   Polscy żużlowcy zdemolowali przeciwników i awansowali do finału Drużynowego Pucharu Świata. "To był pokaz siły biało-czerwonych" - czytamy w "Przeglądzie Sportowym".

   Niesamowitej postawie polskich żużlowców wtórowali kibice. Na wysokiej trybunie, nazywanej "Ko- marówką", podczas hymnu naszego kraju pojawiła się wielka flaga z napisem "Wielka Polska".  Gorzowskim fanom żużla gratulujemy wykonania i właściwej postawy.

KN


Podziel się
oceń
1
1

Rozmaitości: Kosovo je Serbija - niepoprawne polityczne graffiti kibiców z Wodzisławia Śląskiego

środa, 28 lipca 2010 7:42



Źródło: GWD
Podziel się
oceń
0
1

Rozmaitości: Jacek Tomczak - "Refleksje po Marszu Grunwaldzkim"

poniedziałek, 26 lipca 2010 13:02


   W sobotę, 17 lipca miałem okazję uczestniczyć w Marszu Grunwaldzkim - pochodzie zorganizowanym z okazji rocznicy wiktorii Polaków nad krzyżakami. Nie wnikam, czy rozmachu i animuszu w organizacji całego przedsięwzięcia dodała organizatorom świadomość, iż tego dnia przez ulice Warszawy maszerowały również środowiska homose- ksualne. Jest faktem, że mieliśmy w weekend do czynienia z dwoma imprezami, których uczestnicy stoją na ideologicznych antypodach i aksjologicznych biegunach.

  Dotychczasowy schemat manifestacyjnych połajanek środowisk homoseksualnych z przeciwnikami tychże wyglądał następująco: z jednej strony grupa, która deklaratywnie i postulatywnie afirmując uniwersalne, mające jednoznacznie pozytywne konotacje wartości (miłość, wolność), w praktyce je negowała skupiając się na propagowaniu permisywizmu, relatywizmu i kontestowaniu tradycyjnych fundamentów kultury, zaś z drugiej - niewielka horda „krewnych i znajomych królika", która, chcąc zaznaczyć swoją obecność artykułowała radykalne hasła, jakby zapominając, że nawet te umiarkowane, oparte o prostą logikę świadczą na jej korzyść. Innymi słowy, hersztowie medialnej polit-agitki i orędownicy postępu oraz political coretness mogli opisywać rzeczywistość w oparciu o rozróżnienie na przyjaznych i krzewiących pozytywne przesłanie homoseksualistów oraz pragnących zaznaczyć swój udział w debacie publicznej jedynie poprzez negację i „zianie nienawiścią" ich przeciwników (tutaj zazwyczaj pojawiało się wiele epitetów, niekiedy odwołujących się do wrażeń estetycznych np. „skini", „łysi", „chuligani").

Porównanie obydwu pochodów, które przeszły ulicami Warszawy odbiera powyższemu schematowi resztki racjonalności.

Po pierwsze, po nastąpieniu pewnego rodzaju instytucjonalizacji przeciwników wymierzonej w ugruntowane w naszej kulturze wartości okazało się, że jest ich sporo. To już nie była setka otoczonych przez kordon policyjny osób.

Po drugie, okazało, się że przeciwnicy propagandy homoseksualnej są w wielkim stopniu podatni na hasła pozytywne i pochód, podczas którego przypomina się wielkie chwile z polskiej historii zgromadził wielokroć więcej osób niż pikiety organizowane jedynie w celu bezpośredniego sprzeciwienia się oponentom.

Po trzecie, w sobotę mieliśmy do czynienia z wielką konfrontacją autentyzmu i nadętego, bufonowatego spektaklu masek. Skrywana pod wymuszonym uśmiechem pogarda dla wszystkiego, co w naszej kulturze piękne, wulgarna prowokacja poprzez negację uniwersalnych wartości (homoseksualiści przebrani za księży, symbole powstańcze przedstawione na homoseksualną modłę) poległa w rywalizacji z niewymuszonym, wynikającym z głęboko ugruntowanych przekonań podziwem dla tego, co godne podziwiania (śpiewanie hymnu polskiego, oklaski dla ludzi, którzy mimo podeszłego wieku zdecydowali się w upalny poranek pójść na marsz) i odrzuceniem tego, co godne odrzucenia. Wspierana przez wielkie instytucje i wspomagana finansowo przez wielu możnych parada homoseksualna przyniosła znacznie mniejsze profity niż organizowany przez grupę młodych, dzielących się w upalny dzień wodą mineralną ludzi marsz. Nie jest to jedynie moja optyka, wystarczyło posłuchać choćby audycji w radiu TOK FM, by przekonać się, że podobnie widzieli to moi antagoniści. Jakże wymowną sceną z tego festiwalu masek była sytuacja, w której jeden z obecnych na jadącej platformie homoseksualistów zaczął się uśmiechać, zaś drugi - jakby zapomniawszy, że wyszedł na scenę - pokazywał przeciwnikom środkowy palec.

Po czwarte, legł w gruzach kolejny element wspominanego wyżej schematu przedstawiania pojedynku uczestników parady z jej przeciwnikami jako konfrontacji „Wszechpolaków" czy „ONR-owców" z depozytariuszami pozytywnych wartości, których wspomagają „całe rodziny z dziećmi". Sądzę, iż obecnie można by ten kategoryzujący opis odwrócić. Myślę, że porównanie profilu przeciętnego uczestnika Marszu Grunwaldzkiego z wizerunkiem osoby, która brała udział w Europride nakazałoby pokusić się o konkluzję, iż ten pierwszy jest znacznie bliższy przeciętnemu członkowi społeczeństwa niż ten drugi. Przeciwstawienie wielu moich znajomych, których stygmatyzacja w wąskiej, zuniformizowanej grupie o jednakowych poglądach na cały konglomerat spraw byłaby niemożliwa ludziom widocznym na wszystkich, bez względu na to przez kogo robionych fotografiach z parady upominającej się o „prawa homoseksualistów" jest na to aż nadto dosadnym dowodem.

Jest to z jednej strony istotne, bo pierwszy raz uwidoczniło się w sposób tak jaskrawy, z drugiej zaś - stanowi, jak się zdaje, dość naturalną konsekwencję permanentnego eksponowania w dyskursie wizerunku „homoseksualisty politycznego" - człowieka, którego orientacja jest nie jedynym (do czego chciałby przekonać), a jednym z bardzo wielu czynników odróżniających go od przeciętnego członka społeczeństwa (można tu wręcz mówić o całym stylu życia, generującym jednolite, grupowe - w tym wypadku skrajnie lewackie - poglądy na multum kwestii).

Tegoroczna parada równości (nawiasem, jak wielkim semantycznym nadużyciem i faryzejskim zabiegiem erystycznym jest eksponowanie hasła „równości" przez ludzi, którzy budują kluby tylko dla siebie samych, organizują ligi piłkarskie, w których tylko oni mogą uczestniczyć, czy też tworzą „chóry gejowskie", do których nie dopuszczają osób o innej orientacji) i reakcja na nią pozwala na postawienie dwóch wniosków natury bardziej ogólnej - po pierwsze, nie jest tak, że środowiska homoseksualne wspólnie wychodzą na ulice, bo reprezentowani przez nie ludzie (zdaje się zresztą, że reprezentowani tylko w świetle mniemań i założeń tychże środowisk; wystarczy odwołać się do samych zainteresowanych i przytoczyć słowa Roberta Biedronia o 2 milionach homoseksualistów pośród polskiego społeczeństwa, a następnie przypomnieć, jakie wyniki w wyborach otrzymują np. „Zieloni 2004"; można też zadać pytanie czy przeciętny, nie angażujący się w krzewienie nachalnej propagandy homoseksualista naprawdę chciałby być kojarzony z posłanką Senyszyn, która wulgarnie parodiuje słowa papieża?) są dyskryminowani. Jest dokładnie odwrotnie - niechęć do homoseksualistów jest pokłosiem kojarzenia ich z bezczeszczącymi uniwersalne wartości lewackimi aktywistami. Po drugie, co zresztą stanowi logiczną konsekwencję pierwszego, wraz z kolejnymi paradami proporcje między ich zwolennikami a przeciwnikami wcale nie zmieniają się na korzyść tych pierwszych, a owa mitologizowana i ustawicznie przypominana „dyskryminacja" homoseksualistów wcale nie maleje.

W sumie ani mnie to grzeje ani ziębi, cieszy jedynie to, że to nie obrońcy tradycyjnych wartości strzelają sobie w pięty.

Jacek Tomczak

Źródło: Konserwatyzm.pl


Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: Macjej Motas - Niesiołowski o neoendecji

czwartek, 22 lipca 2010 17:21


    W„Gazecie Wyborczej" z 30 czerwca br. ukazał się artykuł Stefana Niesiołowskiego zatytułowany „Dmowski by się zdziwił". Niesiołowski, odnosząc się w jego treści do działalności środowisk nawiązujàcych, zdaniem polityka, do tradycji obozu narodowego i spuścizny obozu narodowego, dokonuje znamiennego zabiegu polega- jącego na wrzuceniu do jednego worka z napisem „neoendecja" wszystkiego, co na scenie politycznej funkcjonuje na prawo od PO.

    W szczególności konsekwentnie zalicza do obozu „spadkobierców Dmowskiego" Radio Maryja oraz środowisko PiS. Dla Niesiołowskiego tak utożsamiana dzisiejsza neoendecja to ruch działający „przeciwko podstawowym interesom narodu i państwa polskiego", antyzachodni, żywiący się fobiami. Dalej pisze także o wykorzystywaniu „katastrofy pod Smoleńskiem do walki politycznej, apoteozy prezydentury Lecha Kaczyńskiego, jego brata i całego PiS-u". Wszystko to, jego zdaniem, prowadzi „do kultu klęski, przegranych bitew i powstań. Do takiego fałszowania historii, że politycznie błędna decyzja o Powstaniu Warszawskim, które skończyło się zagładà miasta i smiercią ponad 100 tys. ludzi (niezależnie od patriotycznych motywacji podejmujących tą decyzję i bohaterstwa samych powstańców), jest przedstawiane prawie jak zwycięstwo".

Artykuł zawiera tezy znane już z poprzednich wystąpień Niesiołowskiego. Przed paru laty w tekście pt. „Ich wrogiem III RP" („Gazeta Wyborcza" z 25. 10. 2002) pisa¸: „To, co usiłuje się przedstawić jako nawiązanie do idei Narodowej Demokracji, jest co najwyżej jej karykaturą (...) Narodowa Demokracja była zawsze stronnictwem patriotycznym, a więc antykomunistycznym. To działacze obozu narodowego walczyli najdłużej z komunistyczną okupacją w latach powojennych, odrzucali jakąkolwiek myśl o kolaboracji z komunistami. Walczyli o wolną i niepodległą Polskę, zabijani, katowani, torturowani, a dodatkowo zniesławiani, często po dziś dzień. To w tej tradycji wyrastałem w rodzinnym domu (...) Nie bardzo rozumiem, na czym ma polegać «zmartwychwstanie» tych poglądów". Obecnie, Niesiołowski, piszàc o historycznym obozie narodowym, podkresla: „Nie był¸a też dla nich miarą polskiego patriotyzmu nienawiść do Rosji. Jednak dla wielu polityków i wspierających ich publicystów ważnym kryterium patriotyzmu jest dzis demonstrowanie wrogości do Rosji właśnie". Dla potwierdzenia swoich słów autor przytacza szeroki ustęp z „Polityki polskiej i odbudowania państwa" R. Dmowskiego.

Odnosząc się do powyższych tez, wyrażanych przez Stefana Niesiołowskiego w komentowanym artykule, w pierwszej kolejności należy zauwazyć, iż wprawdzie o torunskiej rozgłośni mozna powiedziec wiele, ale nie to, że jest emanacją poglàdów nawiazujacych do tradycji narodowo - demokratycznej. Podobnie PiS, którego liderzy nieraz odżegnywali się od wszelkich zwiàzków z ideą wszechpolską. Zaliczenie tych środowisk do grona „spadkobierców Dmowskiego" zamazuje rzeczywistość i niczemu nie służy. Nie można bowiem stawiac znaku równości pomiędzy poglądami formułowanymi przez „prawdziwych" narodowców i tymi głoszonymi w dwóch wymienionych wyzej srodowiskach. Uwazam, ze trudno byłoby znaleźć wsród współczesnych neoendeków takich, którzy utrzymywaliby, ze „miarą polskiego patriotyzmu jest nienawiść do Rosji". Konstruowanie spiskowych teorii na bazie tragedii smoleńskiej też nie należy chyba do repertuaru dmowszczyków (zresztą autor sam pisze, że specjalizuja się w tym propisowscy publicysci). Czemu zatem autor wpisuje pisowskie „grzechy" na konto srodowisk narodowych (na co wskazuje już sam tytu¸ artykułu)?

Ciekawe, że w podobnym utożsamianiu obozu J. Kaczyƒskiego z obozem narodowym celują publicyści lewicowi (np. na łamach „Przeglądu"), co ułatwia im po prostu jednoznaczną (to co, że mylną) identyfikację przeciwnika. Dla dużej części środowisk lewicy ma nim być obóz klerykalny, antyeuropejski, przy tym silnie antyniemiecki i antyrosyjski, konserwatywny obyczajowo, wyznający ideologię bedącą mieszaniną megalomanii narodowej (często i rasowej!), klęskowego patriotyzmu oraz spiskowych teorii. Patrona tego obozu siły liberalne i lewicowe chętnie upatrują w Dmowskim. Pogląd taki dosyć dobrze oddaje cytat: „W ciągu niecałego roku Prawo i Sprawiedliwość udało się to, czego postkomunistyczna (i żadna inna) lewica nie była w stanie zrobić przez 15 lat (w tym przez osiem lat, gdy była przy władzy). Muzeum Powstania Warszawskiego, nowy IPN, pomnik dla ideologów (Dmowski), praktyków (Ogień) i neofitów (Kukliński) skrajnej prawicy" (P. Wielgosz, „Polityka historyczna lewicy?", „Przegląd" z 31. 12. 2006). W tym ujęciu nawet „moczaryzm" był „bladym cieniem dmowszczyzny, której politycy PiS stawiają dziś pomniki" (kłania się J. T. Gross).

Czemu jednak S. Niesiołowski powtarza ten b¸łdny schemat? Przecież nie wypiera się swoich zwiàzków z ideą Dmowskiego (co prawda interpretowaną w duchu pamiętnego wystapienia Richarda Czarneckiego, który w artykule „Silna Polska" z 2002 r. czyni z Dmowskiego zwolennika polskiej akcesji do UE). Z pietyzmem wspominając: „Mam przed sobą cudem ocalały odbity na własnej być może roboty powielaczu egzemplarz «Wszechpolaka» z dnia 15 października 1945 roku. Wydawany w głębokim podziemiu, ukrywany w Łodzi, został przeze mnie odnaleziony w jednej z piwnic, pod stertą węgla i miału" (S. Niesiołowski, „Prostą drogą. O Polske z Bogiem", IW PAX, Warszawa 1993). Zdaje sobie chyba sprawę, że rodzony brat jego matki - Tadeusz Łabędzki w latach 1937-1939 red. naczelny „Wszechpolaka", członek SN, wczasie wojny jeden z przywódców Narodowo - Ludowej Organizacji Wojskowej, jest dla wspomnianych powyzej sił takim samym przedstawicielem polskiego ciemnogrodu, jak pozostali narodowcy.

Dużą część artykułu Niesiołowski poświeca także „typowym" zarzutom o antysemityzm (tekst ilustruje zdjęcie wykonane w ubiegłym roku podczas manifestacji środowisk narodowych pod ŻIH przeciw stanowisku historyk Aliny Całej, oskarżającej Dmowskiego o przygotowanie gruntu pod zagład´ Żydów) i inne „przewiny".

 Niesiołowski nie jest jedynym politykiem i publicystą „establishmentu", który w swoich wystąpieniach odnosi się do tradycji Narodowej Demokracji. Tematyka ta pojawia się w wypowiedziach Tomasza Wołka (np.: „Czy endecja miała wybitnych pisarzy?", „GW" z 18. 02. 2008), Aleksandra Halla, czy nawet w publicystyce Władysława Bartoszewskiego (wywiad z P. Zychowiczem „Wielu endeków pomagało Żydom", „Rzeczpospolita" z 26. 05. 2008). Wspomniane wypowiedzi posiadaja pewną wspólna cechę, mianowicie podkreslany w nich jest w sensie pozytywnym historyczny dorobek obozu narodowego, negatywnie zaś oceniana jest aktywność współczesnych propagatorów idei Dmowskiego.

 Maciej Motas

Źródło: Myśl Polska


Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: Marsz Grunwaldzki 2010

poniedziałek, 19 lipca 2010 8:58


   Ulicami Warszawy przeszedł wczoraj Marsz Grunwaldzki, czyli manifestacja zorganizowana przez Młodzież Wszechpolską z okazji 600. rocznicy bitwy pod Grunwaldem, którą obchodziliśmy na dwa dni przed przemarszem. Dobre rozpropagowanie marszu i mobilizacja wielu grup narodowych sprawiła, że liczba jego uczestników zaskoczyła nawet samych organizatorów.

Na dwa tygodnie przed planowaną datą w internecie pojawiła się strona www.marszgrunwaldzki.pl, dzięki której każdy potencjalny zainteresowany mógł zapoznać się z wszelkimi informacjami dotyczącymi manifestacji. Organizatorzy powołali również tzw. Honorowy Komitet Poparcia, pod którym podpisali się profesorowie akademiccy, działacze społeczni, politycy oraz artyści - wszyscy reprezentujący najróżniejsze środowiska patriotyczne. Wśród nich znalezli się m.in. prof. Jerzy Robert Nowak, dr Marcin Masny, prof. Jacek Bartyzel, Artur Zawisza, a także znani warszawscy raperzy - Leszek „Eldo" Kaźmierczak oraz Adam „PIH" Piechocki.

Ponad pół tysiąca osób (wg. innych źródeł, mogła to być o wiele większa liczba) zebrało się o godzinie 11:00 pod pomnikiem Romana Dmowskiego na Placu na Rozdrożu, skąd miał wyruszyć pochód. Już wtedy dało się zauważyć flagi i transparenty wielu grup oraz organizacji narodowych i na co warto zwrócić uwagę - nie tylko z Polski.

Przód pochodu przyozdobił baner Młodzieży Wszechpolskiej oraz liczne proporce ze Szczerbcem, których podobnie jak ich międzywojenni poprzednicy, używają dzisiejsi Wszechpolacy. Na jego czele niesiony był wieniec udekorowany dwoma nagimi mieczami oraz cyfrą 600, symbolizującą rocznicę victorii polsko-litewskiego rycerstwa nad Zakonem Krzyżackim. Jednak najbardziej okazałym punktem marszu zdecydowanie określić należy ogromną flagę narodową, którą niesiono mniej więcej w połowie pochodu i która rozciągnęła manifestację na jeszcze większą długość.

Wśród powiewających biało-czerwonych flag i niesionych transparentów organizatorów marszu (MW), znalazły się również banery i flagi przybyłych na niego działaczy z innych środowisk narodowych i patriotycznych. Dało się zauważyć m.in. brygadę mazowiecką Obozu Narodowo-Radykalnego, działaczy Obozu Wielkiej Polski, autonomicznych nacjonalistów z Warszawy i Wielkopolski, jak również gości z zagranicy - na marszu stawiła się 15-osobowa delegacja z węgierskiej partii Jobbik, oraz pojedynczy autonomiczni aktywiści z Ukrainy i Białorusi. Odnośnie tych ostatnich wspomnieć należy, że na kilka dni przed rocznicą Victorii Grunwaldzkiej, strona internetowa białoruskich AN - www.honar.in, przyozdobiona została okazjonalnym banerem (patrz: screenshot). Wśród manifestantów nie zabrakło również licznie zgromadzonych kibiców warszawskiej Legii, oraz wszystkich tych, którym bliskie są tradycyjne i patriotyczne wartości. Jak już wcześniej wspomniano, łącznie ponad pół tysiąca osób.

Wbrew doniesieniom systemowych mediów, według których Marsz Grunwaldzki miał być kontrmanifestacją dla odbywającej się w tym samym dniu homoseksualnej parady EuroPride (nieoficjalna, lecz bardziej poprawna nazwa - EuroShame), w rzeczywistości był on demonstracją polskości i dumy z historii naszego kraju. Mimo tego, w kontekście faktu odbywającego się tego samego dnia manifestacji upadku tradycyjnych wartości Starego Lądu, nie bez kozery nazywanego dziś „zachodnią zgnilizną", na marszu nie zabrało prorodzinnych okrzyków jak np. „Chłopak, dziewczyna - normalna rodzina", czy transparentu ze znanym logiem 'zakazu pedałowania', który został przygotowany przez kibiców Legii. Przede wszystkim jednak skupiono się na hasłach związanych z tematyką marszu; skandowano m.in. „Dziękujemy Wam za Grunwald", „Cześć i chwała Bohaterom", „Grunwaldz potwierdził, że Polak to Pan", oraz humorystyczne hasło „Jak Jagiełło z Krzyżakami, tak my dzisiaj z lewakami".

Mniej więcej w połowie marszu miała miejsce zabawna sytuacja, kiedy to kilku homoseksualnych działaczy z niemieckiej partii Die Linke (Lewica), postanowiło pokazać się uczestnikom Marszu Grunwaldzkiego, stając przed wejściem do klubu Krytyki Politycznej na Nowym Świecie z transparentem o treści „Smash homophobia". Z tyłu marszu w ich stronę posypały się jajka, plastikowe butelki z wodą oraz odpalona raca. Zboczeńcy byli zmuszeni ewakuować się z powrotem do klubu - jak więc widać głoszone na transparencie „smash" raczej się nie udało. Był to jedyny taki incydent podczas całego przemarszu; pochód pełen biało-czerwonych flag i patriotycznych okrzyków spotykał się z samym pozytywnym odbiorem (pozdrowienia, wzniesione kciuki, brawa), jak też dołączaniem do niego kolejnych osób.

Przemarsz zakończył się pod Grobem Nieznanego Żołnierza, gdzie zgromadzeni odśpiewali hymn narodowy oraz wysłuchali przemówień organizatorów, oraz innych osób zabierających swój głos (wśród nich znalazł się m.in. poseł Artur Górski). Złożono również wspomniany wyżej wieniec, a wśród wzniesionych pieśni dało się także usłyszeć Hymn Młodych (przedwojenną pieśń Ruchu Narodowego) oraz Rotę.

Młodzież Wszechpolska pod względem organizacji marszu stanęła na jak najwyższym poziomie. Profesjonalne nagłośnienie, okolicznościowy dobór haseł oraz bardzo dobry efekt wizualny manifestacji (osiągnięty w dużej mierze dzięki wielkiej fladze Polski) sprawiły, że ciężko jest znaleźć jakiekolwiek niedociągnięcia tej inicjatwy. Jedynym minusem był doskwierający upał, jednak i w tej sytuacji organizatorzy zachowali się w pełni profesjonalnie, rozdając uczestnikom butelki z wodą. Nie pozostaje więc nic innego, jak tylko pogratulować MW świetnie zorganizowanego marszu.

Źródło: MW


Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: Artur Górski - "Przemówienie na Marszu Grunwaldzkim w dniu 17.07.2010 r."

sobota, 17 lipca 2010 16:48


   Drodzy Przyjaciele! Na początek pragnę podziękować tym wszystkim, którzy zorganizowali Marsz Grunwaldzki, tę piękną manifestację polskości i przywiązania do tradycy- jnych wartości. Dziękuję za tę inicjatywę Młodzieży Wszechpolskiej.

   Zawsze staram się pamiętać o ważnych rocznicach polskiego bohaterstwa. Jednak nie mam wątpliwości, że dla moralnej kondycji naszego Narodu ważniejsza od wspomnień o polskiej martyrologii jest pamięć o bitwach zwycięskich, które świadczą o dawnej potędze naszej Ojczyzny oraz o geniuszu naszych królów i wodzów. Dlatego też za wielki zaszczyt poczytuję sobie to, że mogłem przejść z Wami, kwiatem polskiej młodzieży, w tym pochodzie ulicami Warszawy, w 600-letnią rocznicę wielkiej wiktorii grunwaldzkiej.

Słowo „Grunwald" w historii Polski ma wymiar realny - to konkretny fakt bitewnego szczęku oręża i przelanej krwi w imię Ojczyzny. Ale dla nas, Polaków-katolików żyjących w XXI w., słowo „Grunwald" powinno mieć także wymiar symboliczny. W 1410 r. Polska miała wspaniałe rycerstwo. Dziś nasza Ojczyzna także potrzebuje „rycerzy", odważnych bojowników o Polskę narodową i konserwatywną, o Polskę, w której będą królowały wartości katolickie. Nasza Ojczyzna potrzebuje ludzi dzielnych, którzy nie będą bali się - jak Wy dzisiaj - dawać świadectwa swoich poglądów i swojego patriotyzmu.

Potrzebujemy ludzi zasad i honoru w samorządzie i parlamencie, bo dziś życie publiczne to ważne pole bitwy o kształt i przyszłość Polski. Potrzebujemy ludzi odważnych i prawych w mediach, w muzyce, filmie i teatrze, bo dziś kultura jest chyba największym polem bitwy o tożsamość naszego Narodu. Potrzebujemy nielękliwych i mądrych kapłanów, którzy bezpiecznie przeprowadzą swoje owieczki przez to „Morze Czerwone", które nas zewsząd zalewa. Potrzebujemy Was, wspaniała polska młodzieży, waszego hartu ducha i niezłomnego patriotyzmu.

Dziś czeka nas nie jeden „Grunwald", ale wiele bitew o Polskę. I jak pod Grunwaldem pokonaliśmy rycerstwo teutońskie, tak dziś musimy pokonać „nowe barbarzyństwo", które panoszy się w polityce, w kulturze, ale także w innym miejscu na ulicach Warszawy. Mam nadzieję, że wszyscy, jak tu jesteśmy, z różnych środowisk, organizacji i partii, wspólnie staniemy do tego boju, jak kiedyś ramię w ramię stanęło rycerstwo polskie, litewskie i ruskie. I razem przeprowadzimy tę polską rekonkwistę. NIECH ŻYJE POLSKA!

Artur Górski

Źródło: Konserwatyzm.pl


Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: Zatrzymano mężczyzn dewastujących dwujęzyczne tablice z nazwami

piątek, 16 lipca 2010 17:30


  Opolscy policjanci zatrzymali czterech mężczyzn, którzy zamalowywali dwujęzyczne (polsko-niemieckie) tablice z nazwami miejscowości. Do dewastacji tablic dochodziło wczesniej wielokrotnie, ale policji nie udawało sie złapać sprawców.

   Do dewastacji polsko-niemieckich tablic - stawianych w miejscowościach, gdzie co najmniej 20 proc. mieszkańców przyznaje się do niemieckich korzeni - dochodziło w przeszłości wielokrotnie.

Czterech mężczyzn w wieku od 20 do 31 lat zatrzymano w niedzielę w nocy w okolicach Zębowic na Opolszczyźnie. Zamalowaną niemiecka nazwę na dwujęzycznej tablicy zauważył patrol policji.

"Policjanci podczas dalszej służby zauważyli podejrzany pojazd z woj. małopolskiego. W samochodzie, którym podróżowało 4 mieszkańców Krakowa, ujawnili puszki farby, którymi mężczyźni zamalowywali tablice" - powiedziała w czwartek PAP Aleksandra Mękal-Wnuk z zespołu prasowego opolskiej policji.

Dodała, że w aucie znaleziono także drewnianą i gumową pałkę, nóż oraz 49 naklejek propagujących ruch narodowy. Wszystkich zatrzymanych po złożeniu przez nich wyjaśnień zwolniono do domu.

Policjanci ustalili, że tej nocy zniszczono cztery tablice w powiecie oleskim - w miejscowościach Rzędowiec, Warłów, Szemrowice oraz Zębowice. "Dewastacji tablic dokonali 20 - letni Adrian W. oraz 25 - letni Adam D. Niszczenie przedmiotów użyteczności publicznej jest wykroczeniem, za które grozi kara grzywny, lub ograniczenia wolności" - zaznaczyła Mękal-Wnuk.(PAP)

Źródło: PAP


Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: Adam Wielomski - "Maoistyczny legitymizm uczniów Jacka Bartyzela"

piątek, 16 lipca 2010 15:31

 

   Przez pewien czas zastanawiałem się czy powinienem napisać ten tekst. Być może, że część z Czytelników uzna, że się „przyczepiam". Jednak apostazja polityczna Adama Danka i sporej części środowiska OMP Adriana Nikla - w postaci sojuszu z maoistami - wymaga pogłębionego komentarza, który nie ograniczyłby się tylko do potępienia tejże zdrady i przejścia na stronę komunistycznego i totalitarnego wroga naszej cywilizacji.

   Wielokrotnie słyszałem, że prof. Jacek Bartyzel uważa Adama Danka za swojego „ucznia" czy ideowego „następcę". Dlatego właśnie trzeba zadać wprost pytanie: czy zawierając sojusz z maoistami Adam Danek „urwał się" Jackowi Bartyzelowi, zaprzeczając jego nauce o polityce? A może tylko (aż) wyciągnął z tych nauk proste wnioski?

Czego od lat nauczał nas prof. Jacek Bartyzel? Ceniłem i cenię dorobek naukowy Pana Profesora - interesujące książki o romańskiej kontrrewolucji, jak i te skierowane przeciwko „bałwanowi demokracji". Mimo to od dłuższego czasu pozostawałem z Jackiem Bartyzelem w złych stosunkach z racji znaczącej różnicy poglądów odnośnie bieżącej polityki.

Można się ze mną nie zgadzać w moich analizach politycznych, wskazywać, że błądzę. Tym niemniej zawsze przyświecała mi myśl, aby odnosić konserwatywną filozofię polityczną do istniejącej, empirycznej rzeczywistości. Jacek Bartyzel i jego środowisko bardzo mocno mi to zarzucali. Od kilku lat widać wyraźnie, że środowisko to dosłownie „odpływa" od rzeczywistości politycznej i społecznej. Rzeczywistość ta, stanowiąca demokratyczno-liberalno-prawoczłowiecze piekiełko podobno nie jest warta zainteresowania. Dlatego Jacek Bartyzel zaproponował założenie piór Ikara, odfrunięcie w chmury i skupienie się na problemie legitymizmu w hiszpańskim rozumieniu tego słowa. Cała otaczająca rzeczywistość winna zostać intelektualnie zdruzgotana z punktu widzenia Juana Vazqueza de Melli czy Victora Pradery; otaczającemu nas światu trzeba przeciwstawić wartości hiszpańskiego karlizmu z XIX wieku.

Prof. Bartyzel zaproponował więc konserwatywnej prawicy rejteradę ze świata prawdziwego ku utopii, ku platońskiemu światu idei, ku kontrrewolucyjnej anty-utopii Tomasza More'a. Pociągnął za sobą grupkę młodych ludzi skupionych wokół Adriana Nikla. Zamiast rzucić ten mały oddział do walki o Cywilizację Zachodu, wprowadził ich do bajecznego świata, gdzie Juan Carlos i jego idealistyczni powstańcy walczą z czarnymi oddziałami liberalnego anty-świata królowej-uzurpatorki. Otaczająca tę grupkę rzeczywistość przestała mieć jakiekolwiek znaczenie, a politykę zaczęto postrzegać z perspektywy estetycznej, przez perspektywę wielkich idei, wzniosłych haseł i pięknych sztandarów z hiszpańskimi napisami. Jacek Bartyzel przecież nie kryje, że do legitymizmu nie pchnął go żaden namysł, lecz estetyka, romantyczne emocjonalne uniesienie - jednym słowem: piękno tej legitymistycznej utopii.

Adam Danek i Ronald Lasecki zakochali się w tej bajkowej wizji tradycjonalistycznej baśni o legitymizmie. Prof. Bartyzel nauczył ich, że empiria nie ma jakiegokolwiek znaczenia, gdyż należy zbuntować się przeciwko demokratycznemu światu i stworzyć sobie wyśnioną rzeczywistością alternatywną w Hiszpanii XIX wieku. Nie jest przypadkiem, że Ronald Lasecki jest zwolennikiem Juliusa Evoli - to inna odmiana tej baśniowej narracji. Tyle, że kontrrewolucyjna utopia znajduje się nie w karlistowskiej Hiszpanii XIX wieku, lecz w przedchrześcijańskim świecie Tradycji Pierwotnej. To jest w istocie ta sama narracja, tylko zmieniło się miejsce w którym rozgrywa się utopijny spektakl. Zamiast bohaterskich górali z gór Navarry mamy aryjskich solarnych wojowników; zamiast wrogiej armii liberalno-masońskiej królowej, mamy armię chtonicznych i lunarnych podludzi z niższych i semickich ras ludzkich. Utopie te dzieli 2500 lat, ale to bez znaczenia. Przecież karliści i solarni wojownicy w sposób identyczny nijak nie łączą się z polską rzeczywistością 2010 roku. Równie dobrze miejscem tej utopii mogłaby być Papua-Nowa Gwinea, a jej bohaterami solarno-legitymistyczni Papuasi. Albo solarni pigmeje walczący o legitymistyczne prawa do tronu króla Gula-Bula IV.

Adam Danek, przy całym swoim oderwaniu od rzeczywistości, jest na wskroś logiczny. Skoro prof. Bartyzel wyzwolił go z okowów świata empirycznego, poszybował swobodnie ku politycznych przestworzom, to dlaczego zatrzymać się na legitymizmie? Dlaczego to Vazquez de Mella czy Tejada mają stanowić punkt odniesienia, skoro jego wybór ma charakter estetyczny, uczuciowy? Trzeba wciągnąć głęboko w płuca romantyczny powiew i spojrzeć jeszcze dalej!

Jacek Bartyzel sam zaprowadził Adama Danka do tego urojonego świata. Pamiętacie Państwo niedawny artykuł prof. Bartyzela w którym zapowiadał wypicie lampki calvadosu za francuskich żołnierzy Waffen SS broniących w 1945 roku Berlina? Już wtedy napisałem, że jest to polityczne szaleństwo. Ale Danek był logiczny: skoro można się tak oderwać od polskiej i narodowej rzeczywistości, aby poprzeć francuskojęzycznych hitlerowców, to dlaczego nie można pójść krok dalej i zawrzeć historyczny sojusz z moistami? Skoro raz Jacek Bartyzel oderwał nad od ziemi i zacumował pośród legitymistów popierających Trzecią Rzeszę, to dlaczego nie można poszybować na drugą stronę sceny politycznej?

Prof. Bartyzel wydaje się uważać, że podział lewica-prawica ma formę linii poziomej. Od centrum w środku rozchodzi się z jednej strony strzałka w lewo, a z drugiej strzałka w prawo. Końce tych strzałek nigdy nie mogą się zejść, gdyż czym bardziej na lewo tym dalej od prawicy, czym bardziej na prawo, tym dalej od lewicy. Adam Danek spojrzał na ten akademicki schemat i swoim intelektualnie dziewiczym, idealistycznym, niezbrojnym w naukowe teorie wzrokiem zobaczył, że ten schemat tak wyglądać nie musi: oto myśl polityczna zatacza koło - idąc konsekwentnie na prawo napotykamy ścianę. Ale to cienka ściana i wystarczy ją parę razy uderzyć młotkiem, aby zobaczyć drugi kraniec myśli politycznej: skrajną lewicę - maoistów. Danek przebił tę ściankę i dokonał wielkiej syntezy prawicy i lewicy. Myśl polityczna ma charakter kołowy i w pewnym miejscu skrajna prawica i skrajna lewica łączą się w bajkowym świecie utopijnej myśli politycznej.

Jacek Bartyzel myślał, że na prawo od legitymizmu hiszpańskiego nic już nie ma - że jest tylko i wyłącznie przysłowiowa ściana. Mylił się: za tą ścianą jest utopijna skrajna lewica. Adam Danek - uczeń Bartyzela - przebił się i stworzył syntezę o której prof. Bartyzelowi nawet się nie śniło: legitymistyczny i nacjonalistyczny maoizm. Taka ideowa repeta z Paktu Ribbentrop-Mołotow.

Zwraca uwagę kłopotliwa cisza jaka zaległa w środowisku Adriana Nikla. Jacek Bartyzel wprawdzie, zakłopotany zachowaniem swojego ideowego ucznia, napisał apel do Danka i zwolenników „maoistycznego legitymizmu". Ale, co charakterystyczne, ani Adam Danek nie wyleciał z funkcji wiceprezesa OMP Adriana Nikla, ani Ronald Lasecki nie został dyscyplinarnie usunięty z szeregów tej organizacji. Moim zdaniem nie zostaną z niej usunięci za tę apostazję. To środowisko wie, że już dawno odfrunęło od jakiejkolwiek rzeczywistości, a klucz niebieskich ptaków prowadzi do kontrrewolucyjnej utopii „zawodowy kontrrewolucjonista" z Wrocławia. Co tam polityka, co tam „bieżączka polityczna"? Co tam Polska, co tam Unia Europejska? Liczy się wielkie romantyczne marzenie o lepszych kontrrewolucyjnej światach. Mogą one być w Hiszpanii XIX wieku, w evoliańskim świecie tradycji, a może nawet i legitymistyczna kolonia maoistów na Marsie?

Jak można karać tych, którzy swobodnie latając po świecie legitymistycznej utopii przypadkowo przysiedli na drzewie zasadzonym przez tow. Mao? Panie Adrianie: nie usuwając zwolenników maoizmu ze swojej organizacji tym samym Pan ich popiera.

Pa! Pa! Pa! Życzę przyjemnych podniebnych lotów po świecie utopii. Doradzam międzylądowanie w Demokratycznej Republice Korei Północnej. Tam to dopiero walczą z liberalną demokracją, prawami człowieka, coca-colą, hamburgerami, burżuazją i „amerykanizmem"!

Adam Wielomski

Źródło: Konserwatyzm.pl


Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: Wydawnictwo Arkana nie musi przepraszać za wydanie książki krytycznej wobec Wałęsy

piątek, 16 lipca 2010 7:16

 

   Sąd Apelacyjny w Krakowie uchylił wyrok ws. przeprosin córki Lecha Wałęsy za książkę Pawła Zyzaka.

   Jak podaje TVN 24, zgodnie z decyzją sądu, wydawca książki Pawła Zyzaka „Lech Wałęsa. Idea i historia" wydawnictwo Arcana nie będzie musiało przepraszać córki Lecha Wałęsy, Anny Domińskiej, ani płacić grzywny.

 Córka Wałęsy domagała się przeprosin, ponieważ jak twierdziła w pozwie, jej dobra osobiste zostały naruszone w związku z fragmentem książki, w którym mowa jest o zarejestrowaniu Wałęsy jako TW SB, a następnie jego wyrejestrowanie.

 Sąd pierwszej instancji nakazał wydawcy książki przeproszenie powódki i zapłacenie grzywny, jednak sąd drugiej instancji ten wyrok uchylił.

Pełnomocnik córki Lecha Wałęsy zapowiada złożenie kasacji.

Źródło: TVN 24


Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: Tarnobrzeg - Manifestacja w rocznicę bitwy pod Grunwaldem

środa, 14 lipca 2010 8:13


   10 lipca w Tarnobrzegu odbyła się trzecia już z kolei manifestacja upamiętniająca rocznicę bitwy pod Grunwa- ldem. Organizatorem demonstracji był Obóz Narodowo Radykalny, w marszu wzięli udział nacjonaliści z Tarno- brzega, Rzeszowa, Stalowej Woli, Niska, Krosna, Lublina i Wrocławia.

   Do Tarnobrzega wyjechaliśmy przed godziną 19 by już około 40 minut później zameldować się na placu na którym miała rozpocząć się manifestacja. Tam spotykamy kolegów z Tarnobrzega i Rzeszowa z którymi oczekujemy na rozpoczęcie całej akcji. Na placu w różnych miejscach gromadzą się już grupki narodowców. Około godz. 20 przedstawiciel ONR rozpoczyna manifestacje krótkim przemówieniem pod pomnikiem Bartosza Głowackiego, przedstawiając cel zgromadzenia. Tu już dało się odczuć jedną z organizacyjnych usterek a mianowicie brak nagłośnienia co sprawiało, że słowa przemawiającego może i były słyszalne dla stojących blisko demonstrantów, natomiast zebrani na rynku przechodnie raczej nie dowiedzieli się zbyt wiele.

I nie byłoby w tym nic złego gdyby nie brak haseł związanych, choćby pośrednio z walecznością polskiego rycerstwa i męstwem naszych przodków. Jedynym hasłem odnoszącym się do obrońców Ojczyzny był „Chwała i cześć poległym bohaterom".

Niezbyt trafny dobór haseł do okazji stanowi od lat bolączkę narodowych demonstracji, ta nie była wyjątkiem. To, że huczny śpiew narodowcom też wychodzi dość rzadko nie jest żadną tajemnicą. W asyście kilku radiowozów idziemy ulicami Tarnobrzega by zatrzymać się na chwilę pod pomnikiem Hieronima Dekutowskiego „Zapory", tu zostają złożone wieńce i zapalone znicze, działacz tarnobrzeskiego ONR wygłasza krótką mowę, manifestanci śpiewają rotę i pochód rusza dalej w kierunku osiedla Skalna Góra, gdzie manifestacja kończy się pod pomnikiem Jędrusiów.

Manifestacja zgromadziła według organizatorów ok. 80 osób. Po jej zakończeniu większość zebranych udała się do klubu na rynku, gdzie rozpoczynał się marsz, na część nieoficjalną, tam też zagrał miejscowy młody zespół Pogrom, a uczestnicy mieli okazję porozmawiać ze starymi znajomymi i poznać nowych.

W niniejszej relacji pozwolę sobie na kilka uwag odnośnie organizacji marszu, które mam nadzieje nie zostaną potraktowane jako dziecinne „czepianie się". Pierwsza to wspomniany już brak megafonu, a także słaby efekt wizualny manifestacji; zabrakło na niej np. banerów organizatorów czyli ONR-u, druga to również wspomniany dobór haseł, które zupełnie nie odnosiły się do grunwaldzkiej Victorii. Zaskoczenie tym wzbudził głównie fakt, że tego typu manifestacja nie była organizowana po raz pierwszy, zatem ONR-owcy mieli już do czynienia ze stroną techniczną organizacji tego typu zgromadzeń.

Na pewno cieszy fakt, że impreza ta stała się już lokalną tradycją, oraz że przyciąga niezłą liczbę uczestników. Pozostaje mieć nadzieje, że kolejne edycje tego marszu będą coraz lepsze. Zdjęć niestety nie będzie ponieważ zapomnieliśmy aparatu, a nie zauważyliśmy fotografów poza koleżanką z komórką. Jeśli będzie takowe posiadał ktoś inny niż ci, którzy siedzieli w niebieskich samochodach, z pewnością wkrótce się pojawią.

Pozdrowienia dla organizatorów i uczestników! AN Stalowa Wola

Źródło: Autonom.pl


Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: Nowy krytyczny glos ws. Falangi i jej porozumienia z Rewolucyjną Lewicą Komunistyczną

poniedziałek, 12 lipca 2010 13:27


"List Arkadiusza Mellera i Aleksandra Majewskiego do Adama Danka"

 Drogi Adamie!


   Zwracamy się do Ciebie jako do naszego kolegi, z którym mieliśmy okazję spotkać się na naszej wspólnej drodze ideowej i naukowej. Z tym większym oburzeniem przyjęliśmy do wiadomości Twój alians z maoistami. Wielokrotnie z zaskoczeniem przyjmowaliśmy Twoje wolty, lecz ta jest oburzająca. Nawiązałeś wprost współpracę z osobami godnymi pogardy jako zwolennikami najokrutniejszego w dziejach systemu totalitarnego. Jest to tym bardziej zadziwiające, że należysz do eksluzywistycznej i ekscentrycznej organizacji mieniącej się monarchistyczną. W związku z tym chcielibyśmy się dowiedzieć:

 1) Czy zdajesz sobie sprawę, że wedle słów Ojca Świętego Piusa XII, nawiązując współpracę z komunistami, świadomie wyłączyłeś się ze wspólnoty Kościoła?

2) W jaki sposób chcesz pogodzić monarchizm z maoizmem? (Czy uważasz chińską „komunistyczną dynastię" za zalążek monarchii)

3) Czy nawiązanie współpracy z komunistami oznacza, że wycofasz się ze swojej krytyki wywiadu przeprowadzonego swego czasu przez pp. Jana Engelgarda i Adama Wielomskiego z p. gen. Wojciechem Jaruzelskim?

4) Czy nie dostrzegasz, że Twój infantylny ekstremizm (uwidoczniony w wsparciu secesjonistycznej organizacji szumnie zwącej się Falangą) wiedzie Cię na manowce i doprowadzi do sytuacji, że zostaniesz sam wraz ze swoimi towarzyszami?

5) Jak wyobrażasz sobie ład po hipotetycznym obaleniu demokracji wespół z maoistami? Czy będziecie dążyć do kompromisu ideowego? A jeżeli nie to oznacza, że będzie chcieli ich pokonać, a to oznacza, że jesteście wobec nich nie szczerzy, gdyż chcecie ich wykorzystać jako „mięso armatnie". Wobec tego stajesz się taki znienawidzonym makiawielistą.

Ponadto chcielibyśmy poznać stanowisko wrocławskiej organizacji, w której się znajdujesz i jesteś jednym z głównych filarów, czy będzie ona tolerowała Twoje wyskoki ideowe? Czy też w związku z tym, że jesteś uznawany w niej za „nadzieję polskiej młodej Prawicy" oznacza to, że ta organizacja także przeszła na pozycję komunistyczne?

Apelujemy o odwołanie tej haniebnej decyzji politycznej!

Z zapewnieniem o modlitwie w Twojej intencji-

Aleksander Majewski
Arkadiusz Meller

Źródło: Konserwatyzm.pl


Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: Stanowisko Redakcji Kroniki Narodowej wobec porozumienia Falangi z komunistami z Rewolucyjnej Lewicy Komunistycznej im. Kazimierza Mijala

sobota, 10 lipca 2010 20:32


 Od Redakcji: 
 
  W wyniku porozumienia zawartego pomiędzy Falangą, a komunistami z Rewolucyjnej Lewicy Komunistycznej im. Kazimierza Mijala Redakcja Kroniki Narodowej obliguje się do zaprzestania publikowania na swoich łamach wszelakich relacji dotyczących tej organizacji. Tym samym wyrażamy swoją dezaprobatę dla wszelkich komunistycznych i stricte bolszewickich odchyleń w łonie Ruchu Narodowego oraz prób zacierania różnic ideologicznych tak przecież wrogich sobie światopoglądów.

W imieniu Redakcji Kroniki Narodowej

W. Sabała


Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: Ruch Młodych w czasach obecnych

czwartek, 08 lipca 2010 7:20


   Pojęcie Ruchu Młodych związane jest z historią polskiego nacjonalizmu okresu międzywojennego. Określenie to dotyczyło młodych dwudziesto, trzydziestoletnich działa- czy narodowych będących w opozycji do starszych kolegów przywiązanych do dawnych tradycji politycznych i mentalnie wciąż myślących kategoriami XIX wieku.

   Młodzi zarzucali im między innymi to, że nie dostrzegali zmieniającego się świata, uparcie trzymając się parlamentarnego sposobu sprawowania władzy, że poruszali się wciąż w świecie zdominowanym przez myślenie oparte na wartościach pozytywistycznych. Młodzi zaś mieli w sobie zapał i szczerą wolę budowy Wielkiej Polski, która byłaby krajem opartym na nauce katolickiej i nowoczesnych jak na ówczesne realia autorytarnych metodach sprawowania władzy. Młodzi chcieli Polski przepojonej idealizmem, realizującej swoją misję dziejową, idącej w przyszłość własną narodową drogą. Szczegółowo ten idealizm, jakim wówczas żyli, opisał w 1935 roku jeden z teoretyków, ale także liderów Młodych Tadeusz Gluziński, w swojej pracy nomen omen zatytułowanej „Odrodzenie idealizmu politycznego".

Sztuczne zacieranie różnic między Młodymi a starszymi działaczami narodowymi rozpoczęło się już w Obozie Wielkiej Polski, który był ich prawdziwą kuźnią ideową i trwało aż do jego rozwiązania w 1933 roku. Z chwilą zlikwidowania OWP przez władze państwowe, konflikt Młodych ze Starszymi przeniósł się do Stronnictwa Narodowego. Próba zlikwidowania autonomii Młodych i gaszenia ognia idealizmu, jaki płonął w ich duszach, doprowadziła ostatecznie do podziałów w łonie Obozu Narodowego. Konsekwencją tego było powstanie 14 kwietnia 1934 roku Obozu Narodowo -Radykalnego (ONR). Mimo powstania nowego podmiotu politycznego, także ci z Młodych, którzy pozostali w Stronnictwie Narodowym, już w 1935 roku przejęli władzę w Stronnictwie narzucając mu styl typowy dla nowoczesnego wówczas nacjonalizmu.

Tym dość długim historycznym wstępem chciałem ukazać kontekst, w jakim powstało określenie Ruch Młodych i jakie ono niesie za sobą znaczenie, gdyż, aby móc posłużyć się nim w czasach nam współczesnych trzeba zrozumieć okoliczności, w jakich powstawał ten Ruch.

Czy dzisiaj istnieje na prawicy narodowej Ruch Młodych? Moim zdaniem istnieje! Co więcej istnieje on z bardzo wielu podobnych powodów, dla jakich wyłonił się w okresie międzywojennym.

Współczesny Ruch Młodych to nie określenie żadnej z konkretnych organizacji narodowych, których notabene jest na polskiej scenie wciąż za dużo. Ruch Młodych to zjawisko szersze, bardziej powszechne, wykraczające także poza sztywne ramy „klasycznej" myśli narodowej w Polsce. Młodzi poszukują, bowiem bodźców intelektualnych, szukają odpowiedzi na stawiane wciąż nowe pytania o przyszłość idei narodowej, nie zadowalają się wyłącznie lekturą „starych broszur". Stąd powszechne dla współczesnego Ruchu Młodych szukanie, wręcz przeszukiwanie z dokładnością archiwisty zapomnianych lub pomijanych tekstów prawicowych autorów, a wszystko to dlatego, że Młodzi chcą idei nowej, która rozpala nie tylko serca, ale i umysły!

Dorobek naszej łacińskiej Europy dostarcza wielu autorów i wielu tekstów, które można odkrywać lub przywoływać, nadając im nowe, współczesne znaczenie. Powoduje to, że Ruch Młodych poszerza swoje intelektualne zainteresowania, wykracza poza stare (wciąż aktualne) autorytety na prawicy narodowej. Roman Dmowski, niekwestionowany ojciec polskiego nacjonalizmu pozostawił nam nieocenioną wręcz ilości tekstów, z których duża część stanowi dziś głównie źródło dla pracy historyków. Dmowski zostawił nam rzecz jednak cenniejszą - nauczył nam myśleć niezależnie! Wskazał nam zagrożenie, przed którym chciał nas uchronić, zagrożeniem tym był i jest nadal ideologiczny talmudyzm.
Takie właśnie postrzeganie idei narodowej, formułowanie oceny rzeczywistości przez pryzmat tego, co było, jest nam Młodym obce, a niestety nadal ciąży na myśleniu wielu z naszych starszych kolegów narodowców.

Młodzi w latach międzywojennych zarzucali starszym działaczom to, że myślą wciąż kategoriami epoki minionej. My Młodzi, działający współcześnie, także dostrzegamy wśród wielu starszych i niewątpliwie zasłużonych działaczy myślenie zdominowane przez doświadczenia wyniesione z PRL-u. My, pomimo, że urodzeni jesteśmy w okresie transformacji ustrojowej, to zachowujemy pamięć o złowrogiej minionej epoce, wspominamy daninę krwi złożoną w walce o suwerenność państwową. Nie nosimy jednak garba „realnego socjalizmu" i tworzymy pokolenie ludzi mających nowe zamartwienia i nowe obawy o przyszłość Polski. To, co dla wielu już jest w pewnym sensie sukcesem, a więc zmiany ustrojowe, jakie nastąpiły, dla nas jest jednak rzeczywistością zastaną i nie zapewnia nam poczucia spełnienia. Tak jak pokolenie XIX wieku wywalczyło II Rzeczpospolitą, a pokolenie międzywojenne chciało ją zmieniać i budować Wielką Polskę, tak my dziś stawiamy sobie nowe cele.

Współczesna polityka pozbawiona jest smaku. Jest „nijaka" i nudna, a spory w niej toczą się tak naprawdę o to tylko, kto przejmie władzę na kolejne kilka lat. Nas nie interesuje wyłącznie zdobycie władzy w wyborach, wejście do Sejmu czy Senatu, gdyż my chcemy władzy realnej, a taką nie są mandaty w parlamencie. My chcemy władzy nad umysłami i sercami Polaków, chcemy obudzić drzemiącą w nas moc. Wielu naszych starszych kolegów rozumiem wprawdzie nasze pragnienie zmiany, ale ponadto przekładają oni zdobycie władzy nie oglądając się na cenę, jaką przyjdzie nam wszystkim za to zapłacić. My stawiamy sobie pytanie, co po zdobyciu władzy? Ile ją utrzymamy? Jedną kadencję, dwie, a może nawet krócej! W chaosie poglądów i bezideowości zwycięża nie ten, kto jest lepszy, niosący program wielkiej przebudowy, ale ten, kto ma lepszy PR, więcej pieniędzy i przychylniejsze sobie media. Dlatego dla nas, przed władzą instytucjonalną ważniejsza jest władza nad umysłami! Nie oznacza to, że kapitulujemy, że wycofujemy się całkowicie. Staniemy do walki politycznej zawsze, kiedy trzeba, ale głównie po to, aby zahartować w sobie ducha walki.

Mówiąc o władzy i walce politycznej należy także spojrzeć na sposoby jej prowadzenia. O ile starsi działacze zaakceptowali już w większości reguły, jakie narzucił nam przeciwnik, co gorsza zaczęli nawet dość skutecznie poruszać się w pojęciach wytworzonych na lewicy, o tyle Młodzi czują do wielu z tych „zdobyczy" współczesnej demokracji i jej (anty)wartości, jedynie rodzaj obrzydzenia. My nie znamy równości bezwzględnej i powszechnej, gdyż mamy hierarchizm wynikający z natury człowieka, odrzucamy ich tolerancję, bowiem mamy wyłącznie zrozumienie, ale nie akceptację dla zła. My, nie jesteśmy częścią Kościoła „kremówkowego", ale Kościoła Walczącego, Kościoła św. Ludwika IX, Joanny d'Arc, czy św. Maksymiliana Kolbe.

Dla wielu ludzi fakt, iż istniejemy może być trudny do zaakceptowania, gdyż wymykamy się ich klasycznym wyobrażeniom, ale my istniejemy i to jest prawdą! Ruch Młodych jest częścią Obozu Narodowego i nie ma zamiaru tego zmieniać. Młodzi, nie tylko młodzi ciałem, ale przede wszystkim duchem, chcą po prostu odrodzenia idealizmu politycznego w Ruchu Narodowym, chcą impulsu, który w martwiejące członki zaniesie życie. Stąd swój tekst chciałbym zakończyć cytatem z postaci stworzonej przez Stefana Żeromskiego w powieści „Przedwiośnie", który należy odczytać jednak przez pryzmat świata współczesnego, a mianowicie słowami Cezarego Baryki: „Polsce trzeba na gwałt wielkiej idei! Niech to będzie reforma rolna, stworzenie nowych przemysłów, jakikolwiek czyn wielki, którym ludzie mogliby oddychać jak powietrzem. Tu jest zaduch. Byt tego wielkiego państwa, tej złotej ojczyzny, tego świętego słowa, za które umierali męczennicy, byt Polski - za ideę! Waszą ideą jest stare hasło niedołęgów, którzy Polskę przełajdaczyli: «jakoś to będzie»!".

Zienkiewicz Artur

Źródło: „Polski Szaniec" nr 2/2010


Podziel się
oceń
0
0

Rozmaitości: Nie będzie obchodów "Marszu na Myślenice"

niedziela, 04 lipca 2010 9:43


   W tym roku członkowie stowarzyszenie Obozu Narodowo Radykalnego nie będą obchodzić 74 rocznicy "Marszu na Myślenice"

   - Oświadczam iż w tym roku, czyli 2010 ONR BM nie będzie obchodził rocznicy tzw. "Marszu na Myślenice". Jeśli ktokolwiek zgłosi zgromadzenie publiczne w którym będą brały udział osoby uważające się za ONR BM, nie będą one członkami stowarzy- szenia - pisze do nas Wojciech Mazurkiewicz, przedstawiciel prawny stowarzyszenia zwykłego ONR Brygada Małopolska.

Członkowie Obozu Narodowo-Radykalnego przyjeżdżają do Myślenic od kilku lat, aby uczcić obchody tzw. "Marszu na Myślenice" zorganizowanego przez działacza Stronnictwa Narodowego Adama Doboszyńskiego, który w czerwcu 1936 roku oskarżył władze miejskie o korupcję i faworyzowanie kupców żydowskich. Wraz ze swoimi ludźmi na kilka godzin zajął miasto, splądrował żydowskie sklepy i próbował podpalić synagogę. Na Rynku spłonęła też część mienia żydowskiego. Wydarzenia z czerwca 1936 roku były największymi zamieszkami antyżydowskimi zorganizowanymi przed wojną.

Od kilku lat w czerwcu członkowie ONR obchodzili kolejne rocznice "Marszu" w Myślenicach. Obchody polegały na przejściu z dworca PKS na plac Rynku (pod figurę św. Floriana lub Pomnik Niepodległości) oraz przypomnieniu wydarzeń sprzed lat. W tym roku przypada 74 rocznica tego wydarzenia. Członkowie ONR byli w Myślenicach 4 razy.

Źródło: Miasto-info.pl


Podziel się
oceń
0
0

Licznik odwiedzin:  231 645  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O bloogu




Czołem Wielkiej Polsce!

Witamy na bloogu "Kronika Narodowa".
Bloog w swym zamyśle, ma być czysto informacyjny. Znajdziecie tu relacje z inicjatyw/ akcji praktycznie wszystkich środowisk i organizacji szeroko pojętego Obozu Narodowego. Nie zapomnimy jednak o działalności nacjonalistów spoza granic naszego kraju i artykułach oscylujących wokół tematyki ideologiczno – historycznej.
Jesteśmy otwarci na współpracę z wszystkimi środowiskami narodowymi. Przy czym, z całą stanowczością stwierdzamy, iż nie interesują nas jakiekolwiek antagonizmy organizacyjne... CWP!

Redakcja

ZASADY PRZEDRUKU Z KN: ZASADY PRZEDRUKU - LINK

Kontakt: kronikanarodowa@wp.pl

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 231645

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl